Już nie tak wielka Barça - lider z przypadku
Piłkarze i trenerzy Barcelony rozpoczynali sezon 2006-2007 pełni optymizmu i pewni siebie. Do wygrania było sześć trofeów i Barça miała na wszystkich frontach stanowić o sile europejskiej piłki. Tymczasem póki co Katalończycy wywalczyli tylko Superpuchar Hiszpanii, przegrali Superpuchar Europy, Klubowe Mistrzostwa Świata i odpadli z Ligi Mistrzów. To że wciąż są liderem La Liga zawdzięczają na pewno nie sobie, ale słabej postawie przeciwników, którzy jak na zawołanie gubią punkty w każdej ligowej kolejce.
Rok temu, po 29. kolejce Primera Division Barcelona miała 11 punktów więcej niż obecnie i pewnie zmierzała po drugi z rzędu mistrzowski tytuł. Teraz Duma Katalonii zgromadziła tylko jedno oczko więcej niż w pierwszym sezonie Rijkaarda na Camp Nou na tym etapie rozgrywek, a warto przypomnieć, że wówczas tylko bardzo dobra końcówka sezonu pozwoliła drużynie z miasta Gaudiego wywalczyć wicemistrzostwo. Nawet kończący swój żywot Dream Team Johana Cruyffa wiosną 1996 roku, oczywiście w tym samym momencie sezonu, miał na koncie więcej punktów niż obecny zespół.
Teoretycznie Barça jest w komfortowej sytuacji, bowiem w ostatnich dziewięciu spotkaniach zagra tylko z jedną drużyną z czołówki - na Vicente Calderon z Atlético Madryt. Prawda jest jednak taka, że to tylko teoria, która nie idzie w parze z praktyką czego wyraźny dowód dali w tym sezonie podopieczni Mistera. Z wiceliderem - Sevillą wygraliśmy na Camp Nou, by już w rewanżu przegrać, z trzecim zespołem La Liga - Realem Madryt uratowaliśmy tylko jeden punkt i to w doliczonym czasie gry spotkania na Camp Nou. Podobnie jedno oczko ugraliśmy w dwumeczu z Valencią. Jeśli dodamy do tego blamaż w Superpucharze Europy oraz fakty, że z Chelsea nie wygraliśmy ani razu i przegraliśmy 1/8 finału z Liverpoolem, wyłania nam się obraz słabej w tym sezonie Barcelony, która imponuje... ale niemocą.
Zespół zlekceważył Klubowe Mistrzostwa Świata, w gablocie nie ma pucharu za triumf w tych rozgrywkach, a piłkarze Barçy zapomnieli chyba, że o to trofeum nie przyjdzie im grać co roku. Zawodnicy i trener mówią, że są zmotywowani i twierdzą, że do każdego meczu podchodzą bardzo poważnie. Trzeba jednak pamiętać, że gdyby nie seria słabych występów, dziś Sevilla niemiałaby tylko punktu, a Real Madryt dwóch punktów starty do lidera.
[źródło: Mundo Deportivo]
Rok temu, po 29. kolejce Primera Division Barcelona miała 11 punktów więcej niż obecnie i pewnie zmierzała po drugi z rzędu mistrzowski tytuł. Teraz Duma Katalonii zgromadziła tylko jedno oczko więcej niż w pierwszym sezonie Rijkaarda na Camp Nou na tym etapie rozgrywek, a warto przypomnieć, że wówczas tylko bardzo dobra końcówka sezonu pozwoliła drużynie z miasta Gaudiego wywalczyć wicemistrzostwo. Nawet kończący swój żywot Dream Team Johana Cruyffa wiosną 1996 roku, oczywiście w tym samym momencie sezonu, miał na koncie więcej punktów niż obecny zespół.
Teoretycznie Barça jest w komfortowej sytuacji, bowiem w ostatnich dziewięciu spotkaniach zagra tylko z jedną drużyną z czołówki - na Vicente Calderon z Atlético Madryt. Prawda jest jednak taka, że to tylko teoria, która nie idzie w parze z praktyką czego wyraźny dowód dali w tym sezonie podopieczni Mistera. Z wiceliderem - Sevillą wygraliśmy na Camp Nou, by już w rewanżu przegrać, z trzecim zespołem La Liga - Realem Madryt uratowaliśmy tylko jeden punkt i to w doliczonym czasie gry spotkania na Camp Nou. Podobnie jedno oczko ugraliśmy w dwumeczu z Valencią. Jeśli dodamy do tego blamaż w Superpucharze Europy oraz fakty, że z Chelsea nie wygraliśmy ani razu i przegraliśmy 1/8 finału z Liverpoolem, wyłania nam się obraz słabej w tym sezonie Barcelony, która imponuje... ale niemocą.
Zespół zlekceważył Klubowe Mistrzostwa Świata, w gablocie nie ma pucharu za triumf w tych rozgrywkach, a piłkarze Barçy zapomnieli chyba, że o to trofeum nie przyjdzie im grać co roku. Zawodnicy i trener mówią, że są zmotywowani i twierdzą, że do każdego meczu podchodzą bardzo poważnie. Trzeba jednak pamiętać, że gdyby nie seria słabych występów, dziś Sevilla niemiałaby tylko punktu, a Real Madryt dwóch punktów starty do lidera.
[źródło: Mundo Deportivo]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)