Finał Ligi Mistrzów: Remis ze wskazaniem na Milan

Looky

23 maja 2007, 15:19

Brak komentarzy
Remis ze wskazaniem na Milan - tak wynika z porównania siły obydwu drużyn.

Bramkarze

Jose Reina przestał być tak niezawodny jak w debiutanckim sezonie w Liverpoolu, ale to wciąż bramkarz więcej niż solidny, z imponującym refleksem, który w najważniejszych wyzwaniach wpadek raczej nie miewa. Jeśli dojdzie do karnych, obiecał, że zatańczy w bramce jak Jerzy Dudek, ale i bez wygibasów ma wszelkie predyspozycje, by Polakowi co najmniej dorównać. Strzelać mu karnego to przywilej niewiele większy niż uderzać z wolnego. W najlepszym sezonie - jeszcze w bramce Villarrealu - obronił siedem z dziewięciu jedenastek!

Dida z Milanu zawsze wygląda na wręcz ostentacyjnie spokojnego, ale to raczej wyraz flegmatycznej osobowości niż pełnej kontroli nad sytuacją. Cała jego kariera przypomina sinusoidę, interwencje dowodzące szczytowego kunsztu przeplata z dołkami niegodnymi juniora. Ostatnio odzyskał pewność siebie, dostał wsparcie od klubu w postaci nowego kontraktu (część kibiców płacze, że przepadł transfer Buffona...), ale to w jego przypadku nie świadczy o niczym. Słabość Didy to wyłapywanie dośrodkowań, na szczęście dla niego Liverpool cierpi na niedobór skrzydłowych. Karne Brazylijczyk też bronić umie, co pokazał cztery lata temu w finale LM z Juventusem. Kto dziś pamięta, że łamał przepisy, stojąc metr przed bramką?
Lekka przewaga Liverpoolu.

Obrona

Carlo Ancelotti lubi powtarzać, że ma najmocniejszy duet stoperów na świecie. Musi odświeżać naszą pamięć, bo tezę wywodzi z dokonań historycznych. Aktualnej prawdy o Paolo Maldinim właściwie nie znamy, bo - jakkolwiek byśmy nie podziwiali jego determinacji, elegancji, klasy - gra od święta. Z drużyną też trenuje rzadko, raczej chucha na kolano, by pozwoliło na jeszcze jeden wślizg. W rewanżu z Bayernem się mylił i ratowali go koledzy, z Manchesterem wytrwał ledwie dwa kwadranse. Co do jego partnera Alessandro Nesty wątpliwości są mniejsze, ale są: i on od mundialu wciąż się leczy i leczy.

Po bokach biegają Massimo Oddo oraz Marek Jankulovski. A raczej - hulają, bo do wypraw pod pole karne rywala aż się rwą, dośrodkowywać uwielbiają, lecz destrukcję niekiedy zaniedbują. To jednak często nie tyle ich słabość, ile system gry - znakomicie asekurują ich defensywni pomocnicy Gattuso i Ambrosini.

Kwartet liverpoolski prezentuje styl znacznie bardziej wyważony. John Arne Riise i Steve Finnan też regularnie prą do przodu, lecz lepiej kryją. A potęga kopnięcia tego pierwszego znów przypomina o naszej skłonności do spoglądania w przeszłość - dlaczego wciąż sięgamy do czasów antycznych i sławimy rzekomo bezkonkurencyjną lewą nogę Roberto Carlosa? Z drugiej strony gwiazdor w defensywie to byłoby dla trenera Beniteza dziwo nie do zniesienia. Wszechstronność i regularność Jamiego Carraghera też winna być legendarna, lecz ustępuje sławie Terry'ego i Ferdinanda. A już wkrótce przebić może ją zachwyt nad 22-latkiem Danielem Aggerem, który błyskawicznie zaaklimatyzował się w Premier League. I w przeciwieństwie do Carraghera ma instynkt snajperski, o czym przekonał nie tylko w półfinale z Chelsea.

Przewaga Liverpoolu. Jej defensorzy to silne, niepodatne na zmęczenie chłopy, dla których solidność oznacza bezbłędność w meczach o najwyższą stawkę. No i regularnie grają razem (47 razy w sezonie wystąpiło co najmniej trzech z nich), tymczasem zestaw mediolański to rarytas (14 meczów z minimum trójką wymienionych, a Nesta z Maldinim zagrali razem ledwie 9 razy!).

Pomoc i atak

Zlewam te linie w jedno, bo żaden finalista nie wpatruje się w jednego snajpera wieńczącego strzałem każdy atak, obaj trenerzy lubią zresztą wystawiać jednego napastnika.

Środek w Milanie jest bezwzględnie najmocniejszy w świecie. Stanowi idealny miks: magiczny drybler, dysponujący imponującym połączeniem szybkości i wytrzymałości Kaka, pełnia futbolowych kompetencji uderzającego obiema nogami Clarence'a Seedorfa, perfekcyjne kopnięcie Andrei Pirlo, waleczność i zarażająca kolegów determinacja Gennaro Gattuso oraz Massimo Ambrosiniego, który należy ponadto do najlepiej grających w powietrzu pomocników w Europie. Jeśli piłka spada na jego głowę w polu karnym, to mniej więcej co trzeci raz pada gol.

Czy można chcieć od pomocy czegoś więcej? Gdzie tu jeszcze upchnąć Ronaldinho, o którym marzą szefowie Milanu? Łatwiej byłoby zmieścić napastnika, bo notorycznym urazom Filippo Inzaghiego nie zapobiega nawet ten potwór, co steruje MilanLabem (ponoć komputer, ale licho go wie, dostęp do szyfrowego zamka mają nieliczni), a Alberto Gilardino zdobywanie bramek w LM przychodzi z trudem. Trener wahał się, na kogo postawić, choć niesamowita skuteczność, zaciekłość i styl gry przewagę dają mniej wszechstronnemu Inzaghiemu. Jeśli Liverpool zawęzi pole gry, by tłokiem zniwelować techniczną przewagę rywali, to jego szybkość oraz cierpliwe wystawanie na granicy pozycji spalonej może okazać się bezcenne.

Gdyby niespodziewanego olśnienia nie doznał ostatnio Seedorf, zadanie Liverpoolu byłoby o niebo prostsze - zneutralizować napędzającego Milan Kakę. Tak czy owak zajmie się nim Javier Mascherano, chyba wciąż niedoceniany zakup ze stycznia, a (nie)powodzenie jego misji ma szansę stać się rozstrzygnięciem kluczowym. Jeśli będzie bohaterem, z dnia na dzień awansuje do elity najwyżej cenionych defensywnych pomocników. Pamiętacie Stambuł AD 2005? Przed przerwą wyobraźnia Kaki dała drugiego i trzeciego gola dla Milanu, po przerwie na drodze stanął "Didi" Hamann i zrobiło się 3:3...

W Liverpoolu siłą oddziaływania Kaki dysponuje Steven Gerrard. Jak będzie trzeba strzelić gola, to strzeli. Głową, lewą nogą, prawą. On wpycha piłkę do siatki siłą woli, a drużynę zaraża obłędnym entuzjazmem. Zdaniem niektórych Benitez przesuwa go często na prawą flankę, bo widzi w nim taktycznego anarchistę, ale ośmielę się zaproponować inną hipotezę: otóż jeśli Liverpoolowi czegoś brakuje, to właśnie skrzydeł. Formy wiecznego rekonwalescenta Harry'ego Kewella przewidzieć nie sposób, Boudewijn Zenden to jednak wyrobnik (choć w półfinale zagrał dobrze), a chorobliwie chimeryczny Jermaine Pennant wywołuje nieustający niedosyt. Czy grę zorganizuje, kontrolując rytm natarć, Xabi Alonso - nie wiadomo, bo trener może postawić na dwóch napastników.

Napastników również niedocenianych. Wzrost Petera Croucha niesłusznie przesłania fakt, że stóp potrafi on użyć nie tylko do wybicia się w powietrze, a stachanowiec Dirk Kuyt, choć jeszcze nie dorównał Drogbie, tyłem do bramki gra świetnie. Zdaje się kwestią czasu, kiedy jego forma eksploduje. Ten duet ma tę przewagę nad Inzaghim i Gilardino, że jeśli sam nie strzela goli, to znacząco ułatwia strzelanie partnerom.
Wyraźna przewaga Milanu.

Trenerzy, czyli podsumowanie

Porównać Carlo Ancelottiego i Rafaela Beniteza w kilku słowach nie sposób, bo reprezentują kompletnie odmienną mentalność i styl pracy, funkcjonują wśród piłkarzy radykalnie odmiennego typu. Jedno ich łączy. Wierzą w siłę szerokiego sztabu współpracowników, których wkład w wyniki, choć mniej wyeksponowany, pozostaje fundamentalny. Rewelacyjne przygotowanie siłowo-wytrzymałościowe Liverpoolu wywołuje wszędzie zazdrość. Co do Milanu: z powyższej analizy wyłania się remis, a jeśli jest remis to ze wskazaniem na rossonerich, to właśnie dzięki fenomenalnemu przygotowaniu psychofizycznemu, które sprawia, że w ostatnich tygodniach niemal wszyscy oni grają na swoim maksymalnym poziomie.

Czy go utrzymają? Punkt widzenia - znów wywiedziony z historii - Liverpoolu przedstawił John Arne Riise: "Jeśli mediolańczycy pierwsi strzelą gola, wpadną w panikę".

[źródło: gazeta.pl]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze