Brat Ronaldinho prawie wsiadł do feralnego samolotu

Dylu

19 lipca 2007, 02:13

Brak komentarzy
Robert de Assis, brat a zarazem reprezentant napastnika Barcelony Ronaldinho prawie wsiadł do samolotu, który rozbił się wczoraj na lotnisku w Sao Paulo. W wypadku życie straciło ponad 200 osób.

De Assis miał zaplanowany lot z Porto Alegre do Sao Paulo, ale w ostatniej chwili zmienił plany. Brat asa Barcelony powiedział jednej z rozgłośni radiowych, iż nie jest pewien czy planowany przez niego lot to dokładnie ten feralny: "We wtorek miałem lecieć do Sao Paulo, ale pewne zobowiązanie spowodowało, że zostałem. Podróż miała się odbyć po południu. To mógł być ten lot. To zrobiło na mnie niewiarygodne wrażenie, nie wiem co myśleć. W końcu nie poleciałem do Sao Paulo, ale to nie ma znaczenia, to czas by pomyśleć o rodzinach, których to dotknęło", powiedział.

Zawodnicy Gremio Porto Alegre także mieli lecieć tym lotem


Zespół piłkarski Gremio Porto Alegre, druga drużyna rozgrywek Copa Libertadores, także uniknęła katastrofy lotniczej, po tym jak w ostatniej chwili zmieniono plan jej podróży. Rzecznik Gremio Porto Alegre, Paulo Pelaipe, potwierdził brazylijskiej prasie, że zespół miał lecieć tym samolotem do Rio de Janeiro, ale w ostatniej chwili zmieniono plany i drużyna udała się do brazylijskiego miasta Goiania stolicy stanu Goiás, gdzie w tym tygodniu rozegrają mecz.

Ponad 200 ofiar

Feralny samolot, Airbus brazylijskich linii TAM, podczas lądowania nie zdołał wyhamować na pasie, w efekcie czego wypadł poza teren lotniska, przejechał przez drogę, uderzył w stację benzynową oraz stojący obok budynek należący do tych linii i stanął w ogromnych płomieniach.

Ofiary to 176. pasażerów znajdujących się na pokładzie samolotu, który leciał z Porto Alegre (na południu kraju) oraz 25. pracowników znajdujących się we wspomnianym budynku. Mówi się jednak, że liczba ofiar może się zwiększyć.

Ex-prezydent Interu wśród ofiar

Ex-prezydent Inter de Porto Alegre, Paulo Rogerio Amoretty, który sprawował tą funkcję w latach 1998-1999 jest jedną z ofiar katastrofy. Kiedy wiadomość ta została podana, w biurze klubu rozdzwoniły się telefony od kibiców, partnerów, współpracowników a nawet piłkarzy innych zespołów, którzy szukali potwierdzenia informacji o śmierci Amoretty.

[źródło: Sport]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze