Valladolid 1-1 FC Barcelona; Sukces czy porażka?
Po ostatnim zwycięskim meczu z Almerią, nastroje były dość mieszane. Do samego wyniku nie można było się przyczepić, ale styl w jakim wygrała Barcelona, pozostawiał wiele do życzenia. Dzisiejszy mecz teoretycznie należał do kategorii "łatwiejszych", ale to tylko czysta teoria bo wiadomo, że piękno piłki polega na nieprzewidywalności ale niestety czasem jednak chciałoby się kierować statystykami. Blaugrana przyjechała dzisiaj na boisko przedostatniej drużyny w tabeli i jak się okazało, wcale nie gorszej, bo zawodnicy Valladolid grali z Barçą jak równy z równym, a czasem nawet i lepiej.
Początek spotkania był bardzo wyrównany i już obie drużyny starały się atakować. Pierwszą groźną akcję przeprowadził Leo Messi prawą stroną, by zagrać idealnie między czterech obrońców do Bojana, którego zdołał jednak uprzedzić bramkarz gospodarzy. Kilka minut później fatalny błąd popełnił Rafa Márquez, podając pod swoim polem karnym wprost do Sisi'ego. Zawodnik Valladolid nie namyślał się długo tylko mocno uderzył zza pola karnego, na szczęście Valdés stanął na wysokości zadania i sparował piłkę na rzut rożny. W 18. minucie bramkarz Barcelony był już bezradny. Piłkę na środku pola, w bardzo łatwy sposób stracił Leo Messi, a gospodarze wyprowadzili niemal podręcznikową kontrę i Llorente tylko dopełnił formalności. Wydawałoby się, że po stracie bramki, Barcelona powinna rzucić się do ataku no i może faktycznie tak było tylko, że bardzo dobrze pressingiem grali gospodarze i Katalończycy niewiele mogli zdziałać. Na 4 minuty przed końcem przebudził się Xavi. Do tej pory środkowy pomocnik Barçy zaliczał więcej strat niż dokładnych podań, ale akurat to zagranie wyszło mu dokładnie tak jak trzeba. Miedzy dwóch obrońców wybiegł Ronaldinho, Xavi dokładnie dograł do niego w pole karne i Brazylijczyk pewnym strzałem pokonał Alberto. Chwilę później sędzia zakończył pierwszą część spotkania.
Druga połowa również zaczęła się od ofensywnych akcji obu drużyn, tyle że tym razem pierwsi zaatakowali zawodnicy Valladolid. Strzały Sesmy i Llorente były za słabe aby pokonać Valdésa. W 58. minucie odpowiedziała Barcelona. Rajd prawą stroną przeprowadził Messi, zagrał do Bojana i ten, strzałem zza pola karnego trafia w słupek i piłka wychodzi w boisko. Tak na dobrą sprawę była to ostatnia groźna sytuacja w tym meczu dla Barcelony. Pozostałe ataki Blaugrana albo kończyły się stratą piłki, albo wybiciem przez obrońców Valladolid. Dokładnie odwrotnie było z drużyną gospodarzy, którzy mieli jeszcze bodaj 4 niemal stuprocentowe sytuacje do zdobycia gola. Victor Valdés dwoił się i troił w bramce Barçy i trzeba otwarcie powiedzieć, że gdyby nie bramkarz, to Blaugrana nie wywiozłaby nawet punktu ze stadionu im. Jose Zorilli.
Zostaje nam zadać sobie jedno pytanie po tym spotkaniu. Czy zdobyty punkt w dzisiejszym meczu wyjazdowym jest sukcesem czy porażką? Jeśli spojrzeć na ilość sytuacji, w których wręcz niewiarygodnie interweniował "portero" Barçy, to punkcik jest niewątpliwie dużym osiągnięciem. Jednak mamy jeszcze drugą stronę tego pojedynku, a mianowicie błędy, błędy i jeszcze raz błędy. Nie tylko związane z umiejętnościami zawodników, ale także z myślą szkoleniową Rijkaarda. Linia obronna zagrała chyba najgorsze spotkanie w tym sezonie. Kolejnym uchybieniem, było ustawienie Barcelony, a mianowicie obecność Bojana Krkica od pierwszych minut. Każdy wie, że jego talent jest nieprzeciętny, ale na boisku liczy się jeszcze siła fizyczna i doświadczenie, a tego młodemu Hiszpanowi wyraźnie brakuje. W takim spotkaniu powinien wystąpić Gudjohnsen, bo Bojan i Giovanni, byli przepychani przez gospodarzy jak tyczki. Cieszy w tym meczu postawa Ronaldinho, która może nie była fantastyczna, ale Brazylijczyk potrafił znaleźć się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie i zdobyć gola na wagę punktu. Następny mecz już w niedzielę na Camp Nou z Betisem i jestem przekonany, że będzie on znacznie lepszy w wykonaniu Barcelony. Bo gorszy być nie może.
Bramki:
1-0: Llorente (16')
1-1: Ronaldinho (42')
Valladolid: Alberto, Pedro López, Rafa, García Calvo, Marcos, Vivar Dorado, Rubio, Kome, Sesma, Sisi, Llorente.
Barcelona: Valdés, Puyol, Márquez, Gabriel Milito, Sylvinho, Toure, Xavi, Iniesta, Ronaldinho, Messi, Bojan.
Szczegóły w relacji tekstowej
Początek spotkania był bardzo wyrównany i już obie drużyny starały się atakować. Pierwszą groźną akcję przeprowadził Leo Messi prawą stroną, by zagrać idealnie między czterech obrońców do Bojana, którego zdołał jednak uprzedzić bramkarz gospodarzy. Kilka minut później fatalny błąd popełnił Rafa Márquez, podając pod swoim polem karnym wprost do Sisi'ego. Zawodnik Valladolid nie namyślał się długo tylko mocno uderzył zza pola karnego, na szczęście Valdés stanął na wysokości zadania i sparował piłkę na rzut rożny. W 18. minucie bramkarz Barcelony był już bezradny. Piłkę na środku pola, w bardzo łatwy sposób stracił Leo Messi, a gospodarze wyprowadzili niemal podręcznikową kontrę i Llorente tylko dopełnił formalności. Wydawałoby się, że po stracie bramki, Barcelona powinna rzucić się do ataku no i może faktycznie tak było tylko, że bardzo dobrze pressingiem grali gospodarze i Katalończycy niewiele mogli zdziałać. Na 4 minuty przed końcem przebudził się Xavi. Do tej pory środkowy pomocnik Barçy zaliczał więcej strat niż dokładnych podań, ale akurat to zagranie wyszło mu dokładnie tak jak trzeba. Miedzy dwóch obrońców wybiegł Ronaldinho, Xavi dokładnie dograł do niego w pole karne i Brazylijczyk pewnym strzałem pokonał Alberto. Chwilę później sędzia zakończył pierwszą część spotkania.
Druga połowa również zaczęła się od ofensywnych akcji obu drużyn, tyle że tym razem pierwsi zaatakowali zawodnicy Valladolid. Strzały Sesmy i Llorente były za słabe aby pokonać Valdésa. W 58. minucie odpowiedziała Barcelona. Rajd prawą stroną przeprowadził Messi, zagrał do Bojana i ten, strzałem zza pola karnego trafia w słupek i piłka wychodzi w boisko. Tak na dobrą sprawę była to ostatnia groźna sytuacja w tym meczu dla Barcelony. Pozostałe ataki Blaugrana albo kończyły się stratą piłki, albo wybiciem przez obrońców Valladolid. Dokładnie odwrotnie było z drużyną gospodarzy, którzy mieli jeszcze bodaj 4 niemal stuprocentowe sytuacje do zdobycia gola. Victor Valdés dwoił się i troił w bramce Barçy i trzeba otwarcie powiedzieć, że gdyby nie bramkarz, to Blaugrana nie wywiozłaby nawet punktu ze stadionu im. Jose Zorilli.
Zostaje nam zadać sobie jedno pytanie po tym spotkaniu. Czy zdobyty punkt w dzisiejszym meczu wyjazdowym jest sukcesem czy porażką? Jeśli spojrzeć na ilość sytuacji, w których wręcz niewiarygodnie interweniował "portero" Barçy, to punkcik jest niewątpliwie dużym osiągnięciem. Jednak mamy jeszcze drugą stronę tego pojedynku, a mianowicie błędy, błędy i jeszcze raz błędy. Nie tylko związane z umiejętnościami zawodników, ale także z myślą szkoleniową Rijkaarda. Linia obronna zagrała chyba najgorsze spotkanie w tym sezonie. Kolejnym uchybieniem, było ustawienie Barcelony, a mianowicie obecność Bojana Krkica od pierwszych minut. Każdy wie, że jego talent jest nieprzeciętny, ale na boisku liczy się jeszcze siła fizyczna i doświadczenie, a tego młodemu Hiszpanowi wyraźnie brakuje. W takim spotkaniu powinien wystąpić Gudjohnsen, bo Bojan i Giovanni, byli przepychani przez gospodarzy jak tyczki. Cieszy w tym meczu postawa Ronaldinho, która może nie była fantastyczna, ale Brazylijczyk potrafił znaleźć się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie i zdobyć gola na wagę punktu. Następny mecz już w niedzielę na Camp Nou z Betisem i jestem przekonany, że będzie on znacznie lepszy w wykonaniu Barcelony. Bo gorszy być nie może.
Bramki:
1-0: Llorente (16')
1-1: Ronaldinho (42')
Valladolid: Alberto, Pedro López, Rafa, García Calvo, Marcos, Vivar Dorado, Rubio, Kome, Sesma, Sisi, Llorente.
Barcelona: Valdés, Puyol, Márquez, Gabriel Milito, Sylvinho, Toure, Xavi, Iniesta, Ronaldinho, Messi, Bojan.
Szczegóły w relacji tekstowej
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)