Barça - Real: najbardziej niezwykły mecz świata

Looky

22 grudnia 2007, 12:34

Brak komentarzy
Dowcip o kibicu Barcelony, który na łożu śmierci ogłosił, że został fanem Realu bo wolał, żeby z tego świata zniknął zwolennik klubu z Madrytu, oddaje z grubsza relacje między hiszpańskimi potęgami. W niedzielę kolejne gran derbi Europa.

Przed niedzielnym meczem Barcelony z Realem wszyscy żyją rzecz jasna kontuzją Messiego. Może ktoś chciałby jednak poznać tło rywalizacji obu klubów? Tło ma 105 lat w ciągu których nie udało się obronić sportu przed polityką. Ja zetknąłem się z tym zaledwie dziewięć lat temu. Posłuchajcie.

Tłum kąpał się w fontannie

Była ciepła noc w Barcelonie, 18 kwietnia 1998 roku kiedy pierwszy raz byłem na Camp Nou. W ogóle nie byłem przygotowany na "wojnę z Realem", bo Barça grała z Saragossą. 115 tysięcy ludzi świętowało zwycięstwo i 17. tytuł mistrza Hiszpanii. "Madrid cabron, saluda al Campeon" (Madryt rogacz, kłania się mistrzowi) - to był jeden z okrzyków. W całej Katalonii euforia. Rozradowany tłum tańczył przed Camp Nou. - Jedno mnie trochę martwi, 20 maja Real gra w finale Ligi Mistrzów - mówił mi młody Katalończyk, tłumiąc na chwilę radość. - Ale z Juventusem musi przegrać - dodał, pokazując w uśmiechu zęby pomalowane w kolory blau-grana.

Kilka minut po meczu z Saragossą z sali balowej Camp Nou wychodził prezydent Katalonii Jordi Pujol. - Panie prezydencie: niech żyje Barca, niech żyje Katalonia, niech żyje Juventus - krzyczeli fani Barçy. - Niech żyją - odpowiedział prezydent. Na Ramblas świętowało ponad 100 tys. ludzi. Tłum kąpał się w fontannie Canaletas (ten, kto napije się z niej wody, będzie wracał do Katalonii). W południowej części pasażu były stoiska separatystycznej partii Katalonii. Rozdali ulotki: "Niech się skończy ta fikcja - Hiszpania". Ale to wszystko normalka. Skandal wybucha dopiero, gdy ówczesny wiceprezes Barcelony Joan Gaspart oficjalnie powiedział, że w finale Ligi Mistrzów będzie kibicował Juventusowi. Gaspart nie miał jednak nawet zamiaru wycofać swoich słów.

32 dni później. Ciepła noc w Amsterdamie. 45 tysięcy ludzi pcha się na stadion Arena. Przed wejściem w gęsty tłum wciska się reporterka hiszpańskiej telewizji - TVE. - Jeśli słuchacie mnie Katalończycy - mówi fan Realu. - My jesteśmy tu, na szczycie. A wy gdzie? Dwie godziny później Real rzeczywiście był w niebie. Zdobył tytuł najlepszego klubu Europy, wygrywając z Juventusem 1:0. "Barça cabron, saluda al campeon" (Barça rogacz, kłania się mistrzowi) - wołał roztańczony tłum na placu Cibeles w Madrycie. Pół miliona ludzi świętuje całą noc. 170 osób zostaje rannych w zamieszkach z policją, która nie pozwala wejść do fontanny Cibeles. - Dla wielu ludzi w naszym kraju futbol jest sensem życia - tłumaczył prezes Realu Lorenzo Sanz. Agencja Reuters: "To wielki dzień Królewskich, po 32 latach znów są na tronie Europy. A przez ten czas doznali wielu upokorzeń. Musieli ścierpieć, że w 1992 roku Puchar Europy zdobyła Barcelona".

Konflikt, który trwa ponad 100 lat

"Ta wojna klubów najlepiej pokazuje zaciekłą rywalizację polityczną i społeczną Katalonii i Kastylii: dwóch najpotężniejszych regionów Hiszpanii" - pisał Justo Conde Esteve. Jego książka "Wojna, która się nigdy nie skończy" wpadła mi w ręce przypadkiem. Na 208 stronach opisał historię konfliktu, który trwa ponad sto lat.W 1902 roku na fiestach koronacyjnych króla Alfonsa XIII w Madrycie zorganizowano turniej piłkarski, który miał rangę mistrzostw Hiszpanii. 13 czerwca (zaledwie trzy miesiące po powstaniu Realu) odbywa się pierwsze starcie z Barceloną. Goście wygrali 3:1. Tak zaczęła się najsłynniejsza w świecie piłkarska "święta wojna". Wojna? Tak, bo rywalizacja Realu z Barceloną wykracza daleko poza sport.

W 1925 roku w okresie dyktatury Primo de Rivery jeden z jego generałów zamknął stadion Barcelony (wtedy jeszcze Les Corts) i zawiesił działalność klubu na sześć miesięcy za to, że podczas międzypaństwowego meczu Katalończycy wygwizdują hymn hiszpański. Prezes i założyciel FC Barcelony Hans Gamper musi uciekać z Hiszpanii. 11 lat później, gdy w Hiszpanii wybucha wojna domowa, inny prezes FC Barcelona Josep Sunyol, kataloński polityk i przemysłowiec, został schwytany i rozstrzelany przez faszystów generała Franco. 16 marca 1938 roku w czasie walk w stolicy Katalonii żołnierze Franco zbombardowali jeden z budynków klubowych Barçy. Franco zmienia herb i flagę Barcelony. I zabronił wnoszenia na stadion flagi katalońskiej. Ale i tak Camp Nou był jednym z nielicznych miejsc, gdzie Katalończycy czuli się "u siebie". Tylko na meczach Barçy można było mówić po katalońsku. Przywiązanie do klubu stało się więc sposobem manifestowania katalońskiego patriotyzmu i separatyzmu. Wtedy powstało powiedzenie, że Barcelona to coś więcej niż klub.

W 1943 roku w Pucharze Hiszpanii Barcelona pokonała Real 3:0. Przed rewanżem do szatni Barçy wszedł dyrektor generalny ds. bezpieczeństwa kraju. Podobno udzielił gościom takich wskazówek, że przegrali 1:11. Franco, choć nie był wielkim fanem futbolu lubił utożsamiać się z Realem. Wielkie sukcesy klubu w kraju i Europie dyktator wykorzystywał w propagandzie. Według jego centralistycznej polityki Madryt miał być wzorem dla innych miast Hiszpanii, a wszystkie kluby w kraju powinny brać przykład z Realu. Rosła więc nienawiść do królewskiego klubu wszystkich przeciwników generała. Ale podział na "reżimowy" Real i "opozycyjną" Barçę byłby grubą przesadą. W czasach hiszpańskiej wojny domowej prezesem Realu był Rafael Sanchez Guerra, republikanin więziony i torturowany przez nacjonalistów, za to dwaj piłkarze Barçy z tego okresu Josep Samitier i Ricardo Zamorra otwarcie popierali reżim Franco. Nawet ostatnio rozegrał się kolejny akt dramatu kiedy w Katalonii wyszło na jaw, że odpowiedzialny za bezpieczeństwo w Barcelonie Alejandro Echevarria, szwagier prezesa Laporty jest członkiem fundacji generała Franco! Musiał podać się do dymisji.

Socio Barcelony poprowadzi Real

Sprężyna niechęci nakręciła się tak mocno, że kiedyś legendarny prezes Realu Santiago Bernabeu powiedział publicznie: - Zarzucają mi, że nie szanuję Katalonii. Szanuję ją, a nawet podziwiam, mimo że żyją tam Katalończycy. Siedemnaście lat temu kiedy Barcelona pokonała Real w Pucharze Hiszpanii, kapitan zespołu z Madrytu Chendo stwierdził: - Najbardziej boli mnie to, że Puchar Hiszpanii zdobyli obcokrajowcy.

12 maja 1987 roku w barcelońskim "Sporcie", w którym kataloński klub ma udziały, ukazało się zdjęcie gwiazdora Realu, meksykańskiego napastnika Hugo Sancheza. Ubrany w koszulkę Barçy mówił: - Chcę grać w Barcelonie. Conde Esteve zapewnia, że Sanchez i prezydent Barçy Jose Luis Nunez mieli tajne porozumienie, które zmusiło szefa Realu Ramona Mendozę, by znacznie podniósł zarobki Meksykanina. A jeszcze kilka miesięcy wcześniej Jose Luis Nunez mówił o Sanchezie: - Takiemu brutalowi powinno się zakazać gry w piłkę. Kiedy Emilio Butragueno i Manuelowi Sanchisowi kończyły się kontrakty w Realu, Nunez robił to samo. Natychmiast proponował im pracę, nie po to by u niego grali, bo było to nierealne, ale po to, by Mendoza musiał więcej wydać. Ekscentryczny Niemiec Bernd Schuster był przez kilka lat gwiazdą Barçy. Nunez patrzył przez palce, że piłkarz nie jeździł na mecze z drużyną, a w hotelowym pokoju mieszkał z żoną Gaby. Kiedyś pijany Schuster obraził Udo Lattka, a Nunez zwolnił z pracy trenera. Po jednym z meczów o Puchar Hiszpanii Schuster pokazał fanom Realu gest Kozakiewicza. "Dwa lata później te same ręce posłużyły mu do ściskania Mendozy i przysięgania na białe barwy Realu" - pisze Conde Esteve. Jak wiemy dziś Schuster przyjedzie na Camp Nou nie tylko jako SocioBarcelony, ale też trener Realu. To jednak dowód normalności.

Luis Enrique grał i w Realu i Barcelonie: - Real i Barça to odwieczni rywale, których celem jest nosić głowę wyżej niż konkurent. Ale tak naprawdę te dwa kluby bardzo się potrzebują. Bo futbol jest sportem, który nie może istnieć bez pasji. A cóż bardziej pasję wyzwala niż mecze Realu z Barceloną? Każda potęga potrzebuje przeciwwagi. Inaczej staje się pewna siebie, leniwa, statyczna.

I tak potrzebują się do dziś. W 2000 roku, gdy Luis Figo już w barwach Realu wybierał się na swój pierwszy mecz na Camp Nou kibice Barçy, którzy jeszcze niedawno go kochali, kipieli 200 tys gwizdków, by go wygwizdać "za zdradę". Na tym się niestety nie skończyło. Figo obrzucono butelkami, jeden z biznesmenów cisnął w niego telefonem komórkowym, a pod nogi Portugalczyka padł nawet odcięta głowa świni. Obraz płonącego Camp Nou obiegł świat i chyba zawstydził samych Katalończyków. Nowy prezes Joan Laporta zadbał o poprawne stosunki z Realem. Dzięki niemu i Florentino Perezowi wojna przycichła, choć do dziś na meczach Barçy z Realem na Camp Nou pojawia się transparent grupy separatystów z napisem "Katalonia to nie jest Hiszpania". Każdy triumf jest okazją do okazywania swojej wyższości. "Madrid cambron saluda al Campeon" - krzyknął napastnik Barçy Samuel Eto'o, gdy zdobył Barceloną swoje pierwsze mistrzostwo Hiszpanii. Następnego dnia przeprosił. W ostatnich lat w modzie jest przynajmniej poprawność polityczna.

[źródło: Gazeta.pl]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze