Derby Europa: FC Barcelona - Real Madryt
23 grudnia. Mediolan. Godzina 15.00. Mecz Interu z Milanem. Gdyby to spotkanie miało zostać rozegrane w normalny weekend byłoby zapewne hitem kolejki opisywanym w każdej gazecie. Jednak tak nie jest, bowiem tego samego dnia, zaledwie 4 godziny później oczy całej piłkarskiej Europy skierują się w stronę miasta Gaudiego, gdzie w świątyni futbolu po kolejny w odwiecznej i nigdy niekończącej się rywalizacji zmierzą się ze sobą ekipy odwiecznych przeciwników - Barcelony i Realu Madryt.
W sumie w tym miejscu można urwać tę zapowiedź. Każdy z wątków dotyczących tego spotkania śmiało mógłby stać się tematem osobnego wypracowania z języka polskiego, gdyby tylko kiedyś zaczęto na nim poruszać kwestie futbolowe. Nawet jeśli ktoś zebrałby wszystko o czym tu ledwie napomknięto i dogłębnie to zanalizował i tak jego praca byłaby niczym kropla w morzu, bo jeśli chciałby uwzględnić wszystkie wątki to nie starczyłoby mu życia...
Wszystko zaczęło się 13 czerwca 1902, trwa po dziś dzień i trwać będzie aż do końca cywilizacji ludzkiej. I za każdym razem kibice obserwują i obserwować będą to samo. Wzajemne pohukiwania z obu stron i zapowiedzi tego, że to przeciwnik będzie schodził z placu gry jako pokonany. Nie inaczej jest i tym razem. W ekipie rywali najpewniejsi swego wydają się być Casillas i Guti, którzy zapowiadają zwycięstwo Blancos, bowiem na Barcelonie ciąży większa presja. I mają trochę racji, bo to Duma Katalonii musi ten mecz wygrać. Po pierwsze, dlatego że w razie przegranej przewaga ekipy z Madrytu urosłaby do niebezpiecznej liczby punktów. Po drugie, dlatego że gramy na Camp Nou. Po trzecie, dlatego że kibice wciąż pamiętają ubiegły sezon, w którym o mistrzostwie zadecydował właśnie ten dwumecz. No i po czwarte. Najważniejsze. Dlatego, że kibice oczekują od swojej ukochanej drużyny zwycięstw, a zwłaszcza tych odniesionych nad Realem. A Real tego meczu wygrać nie musi (nie licząc analogicznego punktu nr3.) i w tym tkwi właśnie jego największy problem.
Jaki jest z kolei największy problem Barcelony? Jeszcze miesiąc temu wydawało się, że największą bolączką będzie Ronaldinho, ale podły los postanowił zakpić sobie z nas jeszcze bardziej...
Piękne słowa wygłosił ostatnio Leo Messi, ale niestety żaden kibic Barcelony nie zgodzi się z nimi przed jutrzejszym meczem. "Czy moi koledzy wygrają beze mnie? Oczywiście, że tak. W spotkaniu z Valencią pokazali jak klasowym jesteśmy zespołem. Nie sądzę, by moja nieobecność była bardzo odczuwalna". Brak "Pchły" z pewnością będzie zauważalny, zresztą nawet Mijatovic mówi, że bez tego piłkarza spotkanie straci na poziomie.
Tylko, że w tej samej wypowiedzi Jugosłowianin zapomniał o tym, że mimo wszystko Barcelona ma kim straszyć, bo do gry powrócił jakiś czas temu Samuel Eto'o. A kto jak kto, ale działacze Realu o nim powinni akurat pamiętać. Po tym jak sprowadzili go do Europy, w pierwszej ekipie Królewskich zagrał jedynie 3 spotkania. Następnie uznano, że jest za słaby, że nie będzie z niego pożytku. Wypożyczono, a następnie sprzedano 50% praw do niego ekipie z Palma de Mallorca. Wkrótce działacze zrozumieli swój błąd bowiem w 12 spotkaniach przeciwko swej byłej ekipie Kameruńczyk strzelił 7 bramek. Nic więc dziwnego, że gdy tylko Barcelona zapragnęła mieć go w swoich szeregach powiedzieli "nie". Bardzo uparta postawa Mallorci doprowadziła jednak do tego, że kastylijscy działacze popełnili jeszcze większy błąd, bo w barwach Dumy Katalonii Samuel aż 3 krotnie pokonywał Casillasa. Ponadto całkiem prawdopodobnym wydaje się być, że ten wskaźnik wzrośnie bowiem ostatnimi czasy Czarna Perła znajduje się w doskonałej formie.
Tak jak Samu może być pewien swojego występu, tak Ronaldinho może być pewien, że zasiądzie na ławce. Ostatnio Rijkaard "wziął pod lupę" Brazylijczyka i stwierdził, że wraz z Deco zasiądą na ławce. I nie wydaje się by była to jakaś gra. Mimo to, o atak, możemy być spokojni. Najprawdopodobniej z przodu wystąpią Iniesta i Dos Santos, mimo że niektóre gazety to w Bojanie upatrują kata Realu. Na ławce zapewne usiądzie też Gudjohnsen, który ostatnio ma lepsze notowania niż Gaúcho. A kiedyś było to przecież nie do pomyślenia...
Swoich miejsc na boisku mogą też być pewni Xavi i Toure, których zgodnie kibice Blaugrany i "Marca" widzą w wyjściowej jedenastce. W obliczu słów Portugalczyka wydaje się, że wesprze ich Márquez, chyba, że w linii pomocy zagra wspomniany wcześniej Iniesta. W takim przypadku zwolniłoby się z przodu jedno miejsce dla kogoś z pary Krkic - Gudjohnsen. Mało prawdopodobnym jest by Rijkaard zdecydował się na dwa młode wilczki z przodu, no ale kto wie...Obrona: Puyol, dla którego będą to już 15-te Gran Derbi (dla Xaviego 14-te), Milito, Abidal i Zambrotta. To by znaczyło, że Puyol zagra na środku, czyli tam gdzie świetnie radził sobie w ostatnich sezonach. Tylko, że obecnie Rijkaard preferuje ustawianie go na prawej stronie. Czyżby zatem Márquez? To znaczyłoby, że z przodu nie zagrałby Iniesta itd...Do obsadzenia została więc tylko bramka z Valdésem. Z drugiej strony Casillas. Pojedynek wychowanków w bramce. Każdy głupi powie, że Casillas wygrywa, ale...statystyki z ostatnich sezonów świadczą co innego. No więc teraz dla odmiany ktoś mądry tu powie- "Statystyki o niczym nie świadczą". I owszem ma trochę racji, ale pewien rodzaj statystyki decyduje o mistrzostwie...
Kontynuując wątek Realu M.: Casillas powinien mieć przed sobą Sergio Ramosa, Cannavaro, Marcelo i Pepe, o którym mój kolega ze studiów mówi, że "lepiej by było, gdyby te trzydzieści baniek wyrzucić do śmietnika". Tak więc obrona mocna, ale jak najbardziej "do przejścia". Co się zaś tyczy pomocy to tu już trochę gorzej (z naszej perspektywy). Najprawdopodobniej będzie ona wyglądała następująco: Sneijder, Diarra, Baptista, bowiem kontuzjowany jest Guti. Najgroźniej wygląda zatem atak Realu, ponieważ zarówno Robinio jak i RvN znajdują się ostatnio w bardzo dobrej formie. Trochę dziwne wydaje się sadzanie w takim meczu legendy klubu - Raula, więc zapewne i on zagra. A "nasz" Polak w Realu Camp Nou również poogląda sobie z tej perspektywy. Towarzyszył mu tam będzie pewien Niemiec, o którym kiedyś mówiono blond-włosy anioł. ów człowiek jest na pewno lepszym trenerem niż Rijkaard, ale kiedyś odszedł z Camp Nou na Santiago Bernabeu. Swoją drogą ciekawe, że zdecydowano się go potem zatrudnić jako szkoleniowca, bowiem będąc jeszcze zawodnikiem białe barwy zamienił na czerwono-biały trykot Atlético - drugiego po Barcelonie z odwiecznych rywali Królewskich. Podobno obie decyzje podjęła za niego, żona, ale o składzie decyduje on.
Mecz się zbliża, a zapowiedź trzeba kiedyś skończyć. Zostało jeszcze wiele wątków do omówienia typu Ronaldinho w Milanie czy zawsze pojawiający się przy tej okazji motyw zdrajców i kastylijsko-katalońskiej rywalizacji. Od siebie chciałem złożyć wszystkim kibicom Realu Madryt życzenia zdrowia, szczęścia i przegranej waszego ulubionego klubu z FC Barceloną niewielką różnicą bramek. Czego życzę kibicom Blaugrany jest chyba oczywiste. (Na pewno nie białych świąt).
Prawdopodobne składy:
Barcelona: Valdés - Puyol, Márquez, Milito, Abidal - Xavi, Toure, Gudjohnsen - Dos Santos (Ronaldinho), Eto'o, Iniesta.
Real Madryt: Casillas - Sergio Ramos, Pepe, Cannavaro, Marcelo - Diarra, Robinho, Sneijder, Baptista - Raul, van Nistelrooy.
Ostatnie mecze obu drużyn:
FC Barcelona:
15/12/2007: Valencia - Barcelona 0:3
12/12/2007: Barcelona - VfB Stuttgart 3 :1
09/12/2007: Barcelona - Deportivo 2:1
01/12/2007: Espanyol - Barcelona 1:1
27/11/2007: O. Lyon - Barcelona 2:2
24/11/2007: Barcelona - Recreativo 3:0
Real Madryt
16/12/2007: Real Madryt - Osasuna 2:0
11/12/2007: Real Madryt - Lazio 3:1
08/12/2007: Athletic Bilbao - Real Madryt 0:1
01/12/2007: Real Madryt - Racing 3:1
28/11/2007: Werder Bremen - Real Madryt 3:2
24/11/2007: Murcia - Real Madryt 1:1
VAMOS BARCA!
Wszystkich kibiców zapraszamy na relację live z tego spotkania, która rozpocznie się o godzinie 19:00 (relacja niepewna) i przypominamy, że jak zawsze spotykamy się na naszym kanale #barca, względnie na czacie. Zachęcamy także do oddawania typów na mecze w Lidze Typerów.
[źródło: Własne]
W sumie w tym miejscu można urwać tę zapowiedź. Każdy z wątków dotyczących tego spotkania śmiało mógłby stać się tematem osobnego wypracowania z języka polskiego, gdyby tylko kiedyś zaczęto na nim poruszać kwestie futbolowe. Nawet jeśli ktoś zebrałby wszystko o czym tu ledwie napomknięto i dogłębnie to zanalizował i tak jego praca byłaby niczym kropla w morzu, bo jeśli chciałby uwzględnić wszystkie wątki to nie starczyłoby mu życia...
Wszystko zaczęło się 13 czerwca 1902, trwa po dziś dzień i trwać będzie aż do końca cywilizacji ludzkiej. I za każdym razem kibice obserwują i obserwować będą to samo. Wzajemne pohukiwania z obu stron i zapowiedzi tego, że to przeciwnik będzie schodził z placu gry jako pokonany. Nie inaczej jest i tym razem. W ekipie rywali najpewniejsi swego wydają się być Casillas i Guti, którzy zapowiadają zwycięstwo Blancos, bowiem na Barcelonie ciąży większa presja. I mają trochę racji, bo to Duma Katalonii musi ten mecz wygrać. Po pierwsze, dlatego że w razie przegranej przewaga ekipy z Madrytu urosłaby do niebezpiecznej liczby punktów. Po drugie, dlatego że gramy na Camp Nou. Po trzecie, dlatego że kibice wciąż pamiętają ubiegły sezon, w którym o mistrzostwie zadecydował właśnie ten dwumecz. No i po czwarte. Najważniejsze. Dlatego, że kibice oczekują od swojej ukochanej drużyny zwycięstw, a zwłaszcza tych odniesionych nad Realem. A Real tego meczu wygrać nie musi (nie licząc analogicznego punktu nr3.) i w tym tkwi właśnie jego największy problem.
Jaki jest z kolei największy problem Barcelony? Jeszcze miesiąc temu wydawało się, że największą bolączką będzie Ronaldinho, ale podły los postanowił zakpić sobie z nas jeszcze bardziej...
Piękne słowa wygłosił ostatnio Leo Messi, ale niestety żaden kibic Barcelony nie zgodzi się z nimi przed jutrzejszym meczem. "Czy moi koledzy wygrają beze mnie? Oczywiście, że tak. W spotkaniu z Valencią pokazali jak klasowym jesteśmy zespołem. Nie sądzę, by moja nieobecność była bardzo odczuwalna". Brak "Pchły" z pewnością będzie zauważalny, zresztą nawet Mijatovic mówi, że bez tego piłkarza spotkanie straci na poziomie.
Tylko, że w tej samej wypowiedzi Jugosłowianin zapomniał o tym, że mimo wszystko Barcelona ma kim straszyć, bo do gry powrócił jakiś czas temu Samuel Eto'o. A kto jak kto, ale działacze Realu o nim powinni akurat pamiętać. Po tym jak sprowadzili go do Europy, w pierwszej ekipie Królewskich zagrał jedynie 3 spotkania. Następnie uznano, że jest za słaby, że nie będzie z niego pożytku. Wypożyczono, a następnie sprzedano 50% praw do niego ekipie z Palma de Mallorca. Wkrótce działacze zrozumieli swój błąd bowiem w 12 spotkaniach przeciwko swej byłej ekipie Kameruńczyk strzelił 7 bramek. Nic więc dziwnego, że gdy tylko Barcelona zapragnęła mieć go w swoich szeregach powiedzieli "nie". Bardzo uparta postawa Mallorci doprowadziła jednak do tego, że kastylijscy działacze popełnili jeszcze większy błąd, bo w barwach Dumy Katalonii Samuel aż 3 krotnie pokonywał Casillasa. Ponadto całkiem prawdopodobnym wydaje się być, że ten wskaźnik wzrośnie bowiem ostatnimi czasy Czarna Perła znajduje się w doskonałej formie.
Tak jak Samu może być pewien swojego występu, tak Ronaldinho może być pewien, że zasiądzie na ławce. Ostatnio Rijkaard "wziął pod lupę" Brazylijczyka i stwierdził, że wraz z Deco zasiądą na ławce. I nie wydaje się by była to jakaś gra. Mimo to, o atak, możemy być spokojni. Najprawdopodobniej z przodu wystąpią Iniesta i Dos Santos, mimo że niektóre gazety to w Bojanie upatrują kata Realu. Na ławce zapewne usiądzie też Gudjohnsen, który ostatnio ma lepsze notowania niż Gaúcho. A kiedyś było to przecież nie do pomyślenia...
Swoich miejsc na boisku mogą też być pewni Xavi i Toure, których zgodnie kibice Blaugrany i "Marca" widzą w wyjściowej jedenastce. W obliczu słów Portugalczyka wydaje się, że wesprze ich Márquez, chyba, że w linii pomocy zagra wspomniany wcześniej Iniesta. W takim przypadku zwolniłoby się z przodu jedno miejsce dla kogoś z pary Krkic - Gudjohnsen. Mało prawdopodobnym jest by Rijkaard zdecydował się na dwa młode wilczki z przodu, no ale kto wie...Obrona: Puyol, dla którego będą to już 15-te Gran Derbi (dla Xaviego 14-te), Milito, Abidal i Zambrotta. To by znaczyło, że Puyol zagra na środku, czyli tam gdzie świetnie radził sobie w ostatnich sezonach. Tylko, że obecnie Rijkaard preferuje ustawianie go na prawej stronie. Czyżby zatem Márquez? To znaczyłoby, że z przodu nie zagrałby Iniesta itd...Do obsadzenia została więc tylko bramka z Valdésem. Z drugiej strony Casillas. Pojedynek wychowanków w bramce. Każdy głupi powie, że Casillas wygrywa, ale...statystyki z ostatnich sezonów świadczą co innego. No więc teraz dla odmiany ktoś mądry tu powie- "Statystyki o niczym nie świadczą". I owszem ma trochę racji, ale pewien rodzaj statystyki decyduje o mistrzostwie...
Kontynuując wątek Realu M.: Casillas powinien mieć przed sobą Sergio Ramosa, Cannavaro, Marcelo i Pepe, o którym mój kolega ze studiów mówi, że "lepiej by było, gdyby te trzydzieści baniek wyrzucić do śmietnika". Tak więc obrona mocna, ale jak najbardziej "do przejścia". Co się zaś tyczy pomocy to tu już trochę gorzej (z naszej perspektywy). Najprawdopodobniej będzie ona wyglądała następująco: Sneijder, Diarra, Baptista, bowiem kontuzjowany jest Guti. Najgroźniej wygląda zatem atak Realu, ponieważ zarówno Robinio jak i RvN znajdują się ostatnio w bardzo dobrej formie. Trochę dziwne wydaje się sadzanie w takim meczu legendy klubu - Raula, więc zapewne i on zagra. A "nasz" Polak w Realu Camp Nou również poogląda sobie z tej perspektywy. Towarzyszył mu tam będzie pewien Niemiec, o którym kiedyś mówiono blond-włosy anioł. ów człowiek jest na pewno lepszym trenerem niż Rijkaard, ale kiedyś odszedł z Camp Nou na Santiago Bernabeu. Swoją drogą ciekawe, że zdecydowano się go potem zatrudnić jako szkoleniowca, bowiem będąc jeszcze zawodnikiem białe barwy zamienił na czerwono-biały trykot Atlético - drugiego po Barcelonie z odwiecznych rywali Królewskich. Podobno obie decyzje podjęła za niego, żona, ale o składzie decyduje on.
Mecz się zbliża, a zapowiedź trzeba kiedyś skończyć. Zostało jeszcze wiele wątków do omówienia typu Ronaldinho w Milanie czy zawsze pojawiający się przy tej okazji motyw zdrajców i kastylijsko-katalońskiej rywalizacji. Od siebie chciałem złożyć wszystkim kibicom Realu Madryt życzenia zdrowia, szczęścia i przegranej waszego ulubionego klubu z FC Barceloną niewielką różnicą bramek. Czego życzę kibicom Blaugrany jest chyba oczywiste. (Na pewno nie białych świąt).
Prawdopodobne składy:
Barcelona: Valdés - Puyol, Márquez, Milito, Abidal - Xavi, Toure, Gudjohnsen - Dos Santos (Ronaldinho), Eto'o, Iniesta.
Real Madryt: Casillas - Sergio Ramos, Pepe, Cannavaro, Marcelo - Diarra, Robinho, Sneijder, Baptista - Raul, van Nistelrooy.
Ostatnie mecze obu drużyn:
FC Barcelona:
15/12/2007: Valencia - Barcelona 0:3
12/12/2007: Barcelona - VfB Stuttgart 3 :1
09/12/2007: Barcelona - Deportivo 2:1
01/12/2007: Espanyol - Barcelona 1:1
27/11/2007: O. Lyon - Barcelona 2:2
24/11/2007: Barcelona - Recreativo 3:0
Real Madryt
16/12/2007: Real Madryt - Osasuna 2:0
11/12/2007: Real Madryt - Lazio 3:1
08/12/2007: Athletic Bilbao - Real Madryt 0:1
01/12/2007: Real Madryt - Racing 3:1
28/11/2007: Werder Bremen - Real Madryt 3:2
24/11/2007: Murcia - Real Madryt 1:1
VAMOS BARCA!
Wszystkich kibiców zapraszamy na relację live z tego spotkania, która rozpocznie się o godzinie 19:00 (relacja niepewna) i przypominamy, że jak zawsze spotykamy się na naszym kanale #barca, względnie na czacie. Zachęcamy także do oddawania typów na mecze w Lidze Typerów.
[źródło: Własne]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)