Pozbawieni nadziei; Almeria - Barcelona 2:2

Looky

16 marca 2008, 18:33

Brak komentarzy
Przed meczem na stadionie Juegos Mediterráneos wiedzieliśmy, że Real stracił punkty i że istnieje szansa na zmniejszenie straty do lidera do 5 punktów. Zdziesiątkowana kontuzjami Barcelona nie dała jednak rady, tracąc bramki po błędach w kryciu, momentami pozwalając na pełną swobodę piłkarzom gospodarzy. Barça zaprezentowała się słabo i w trzecim kolejnym ligowym meczu nie odniosła zwycięstwa. Nasz bilans ostatnich pojedynków w Primera Division jest fatalny: w marcu wywalczyliśmy tylko jeden punkt, tracąc przy tym aż osiem goli. Niestety z grą, którą Barça zaprezentowała w Almerii, musimy raczej martwić się o obronę drugiego miejsca w tabeli, niż myśleć o dogonieniu lidera z Madrytu. Tym bardziej, że przewaga zespołu Rijkaarda nad trzecim Villarreal wynosi już tylko 2 punkty.

Początek spotkania był nudny i powolny. Almeria nie chciała ryzykować i rzucać się do ataku, natomiast po Barcelonie nie widać było specjalnego zaangażowania w grę. W 17. minucie pierwszą groźniejszą akcję przeprowadziła Barca. Iniesta popędził lewą stroną, minął dwóch obrońców gospodarzy i mocno uderzył na bramkę Alvesa. Ten wprawdzie zdołał sparować piłkę, ale pod bramką znalazł się Bojan Krkić i wpakował futbolówkę do siatki. Wydawało się, że zdobyta bramka nieco rozrusza zawodników Blaugrana, a stało się wręcz odwrotnie bo grali tak, jakby chcieli już bronić wyniku. Piętnaście minut później, gospodarze wywalczyli swój pierwszy rzut rożny. Dokładne dogranie na głowę do niepilnowanego Pulido kończy się bramką, a zaskoczeni obrońcy Barçy tylko patrzyli na siebie z wymowną dezorientacją. Doprowadzenie do remisu niezwykle podbudowało morale zawodników Almerii, którzy ruszyli do natarcia i tylko dzięki dobrej postawie Valdésa, Barça nie straciła kolejnej bramki. Do końca połowy wynik nie uległ zmianie.

Pierwsze minuty drugiej części gry nie zwiastowały gwałtownego przebudzenia podopiecznych Rijkaarda, a każda minuta spędzona na boisku przez Edmílsona, coraz bardziej go pogrążała. Za każdym razem gdy Brazylijczyk znalazł się przy piłce, Almeria wyprowadzała groźną kontrę. Dlatego w jego miejsce w 52. minucie pojawił się Thierry Henry i na efekty nie trzeba było długo czekać. Cztery minuty później, Xavi rozpoczął akcję długim przerzutem do Francuza, który na lewej stronie pola karnego minął obrońcę rywali, wycofał piłkę do Eto'o, a Kameruńczyk wpakował ją do siatki. Kilka minut później, sam Henry mógł ustalić wynik spotkania, ale jego strzał instynktownie obronił Alves. W 72. minucie nastąpił niespodziewany zwrot akcji. Drugą żółtą kartkę otrzymał Milito i goście musieli kończyć mecz w dziesiątkę. Almeria od razu ruszyła do ataku i raz po raz starała się zagrozić bramce Valdésa. Kiedy spotkanie powoli zbliżało się do końca (85. minuta), gospodarze wywalczyli kolejny rzut rożny. W polu karnym najlepiej odnalazł się Kalu Uche (wszedł na boisko 5 minut wcześniej) i Valdés po raz drugi wyciągał piłkę z siatki, a defensywa Barçy nie pierwszy raz zawiodła na całej linii podczas stałego fragmentu gry. Pod koniec spotkania, kontuzji jeszcze doznał Eidur Gudjohnsen i musiał opuścić boisko. Mecz zakończył się remisem 2:2.

Czy liczne kontuzje mogą być dla nas usprawiedliwieniem? Raczej nie, bo nawet bez pięciu czy sześciu podstawowych graczy, Barça na każdej pozycji posiada zawodnika znanego bardziej niż jego odpowiednik w Almerii. Tyle tylko, że liczy się forma, a tej, może poza Iniestą, nie ma w tej chwili chyba żaden piłkarz Dumy Katalonii. Do końca ligowych rozgrywek pozostało 10 kolejek i wszystko jest jeszcze możliwe, ale do osiągania korzystnych wyników potrzebna jest przede wszystkim forma i unikanie błędów. W Barcelonie nie ma w tej chwili ani jednego, ani drugiego.

Gdzie się podziała tak solidna jeszcze miesiąc temu linia obrony z profesorem Milito? Dziś Argentyńczyk za głupi faul otrzymał czerwoną kartkę i był to jego kolejny słaby występ. W środku tygodnia czeka nas rewanżowy mecz z Valencią, na który powinno wrócić kilku czołowych zawodników. Ciągle jest szansa na awans, co nie zmienia faktu, że kwestia mistrzowskiego tytułu wyjaśnia się z tygodnia na tydzień. I co najgorsze, wyjaśnia się nie ze względu na dobrą grę Realu, który przecież również nie imponuje i przegrywa. Wyjaśnia się, bowiem Barça prezentuje się słabo, nie zdobywa punktów, a to sprawia, że zapowiedzi dotyczące potrójnej korony stają się coraz mniej realne.

Statystyki:

Almeria - Barcelona

2 - Gole - 2
17 - Strzały - 8
11 - Strzały w światło bramki - 5
8 - rzuty rożne - 5
14 - faule - 12
0 - żółte kartki - 4
0 - czerwone kartki - 1
78 - piłki stracone - 81
81 - piłki odzyskane - 78


Bramki:
0:1 Bojan 17'
1:1 Pulido 32'
1:2 Eto'o 55'
2:2 K. Uche 86'

Almeria: Diego López; López Rekarte, Pulido, Carlos García, Mane, Juanito, Melo, Ortiz, Corona, Crusat, Negredo.

Barcelona: Valdés; Puyol, Thuram, Milito, Abidal; Edmílson, Gudjohnsen, Xavi; Iniesta, Bojan, Eto'o.

Szczegóły meczu w relacji live.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze