Bitwa o Anglię nierozstrzygnięta; Sen Fenerbahce trwa

Looky

3 kwietnia 2008, 11:20

Brak komentarzy
Aż 8 lat Arsenal nie przegrał z Liverpoolem na swoim stadionie. Nie przegrał i środę, ale remis 1:1 oznacza, że na Anfield Road trzeba będzie strzelać bramki, by zagrać w półfinale. Bezbramkowy remis uczyni półfinalistów z gospodarzy wtorkowego meczu. Drużyna Rafaela Beniteza znów pokazał, że w meczach Ligi Mistrzów wnosi do gry jakąś wartość dodaną, której nie ma co szukać w lidze angielskiej. Do Arsenalu traci w niej 8 pkt.

Gospodarze środowego meczu to w całej Europie synonim tego co w piłce piękne: finezji, futbolu wyszukanego, technicznego, pięknego. W pierwszym ćwierćfinale było go mniej, bo dzieciaki Wengera są w dołku fizycznym.

Między 20. a 22. min przez pole karne Liverpoolu przetoczył się jednak huragan. Najpierw van Persie dostał fenomenalne podanie od Flaminiego, miał przed sobą tylko Reinę, ale nie potrafił skierować piłki w dół. Uderzył nad poprzeczką. Za chwilę miał okazję do poprawki, z zupełnie innej pozycji, ale bramkarz Liverpoolu odbił piłkę po jego strzale zza pola karnego. Po rzucie rożnym Reina był jednak bezradny, obrońcy zostawili Adebayora, a ten główkował skutecznie. Było 1:0 i właściwie Arsenal mógł już zacząć bronić wyniku.

Liverpool zareagował jednak natychmiast. W 26. min Gerrard ograł obronę gospodarzy dograł do Kuyta, który wbił piłkę do siatki. Arsenal nie umiał zareagować tak jak rywal, nie potrafił się pozbierać i zmobilizować. Liverpool dominował niemal do końca pierwszej połowy. Wygladało na to, że graczom Wengera zabrakło sił i wiary, jakby rację miał Gerrard uważając, iż przewagę ma Liverpool, bo nie walczy już o nic poza triumfem w Champions League. Arsenal bije się wciąż z MU o tytuł, w ostatni weekend miał morderczy mecz z Boltonem w którym w dziesięciu odrobił dwie bramki starty i wygrał. Miało to dodać motywacji graczom Wengera, ale widać było, że fizycznie jeszcze się nie zregenerowali po tamtym wysiłku. Szczególnie 21-letni organizm Fabregasa, lidera drużyny, który zdradzał oznaki wyczerpania. Ale największy problem to spadek skuteczności napastników, którzy marnują więcej sytuacji niż na początku sezonu.

Mimo to w drugiej części gry Arsenal rzycuł się do walki o zwycięstwo. W 65. min powinien być karny, bo gdy Hleb przedryblował obronców Kuyt chwycił go za ramię, ale sędzia jedenastki nie podyktował. Kuriozalna wręcz sytuacja zdarzyła się pięć minut później, gdy po akcji Adebayora Fabregas strzelił, a piłkę z pustej bramki Liverpoolu wybił posiadający wdzięk i zręczność słonia - rezerwowy napastnik Arsenalu Bendtner. Sędzia odgwizdał jeszcze spalonego, bo Duńczyk stał za Reiną.

Liverpool dał się zepchnąc do obrony, kontrował rzadko, a jego akcje przerwał silny jak tur Gallas. Gracze Beniteza bronili się jednak niemal doskonale. I jeśli tak będzie za sześć dni zagrają w półfinale. Wystarczy im 0:0.

W tym sezonie w Stambule przegrywały Inter, PSV i Sevilla, w środę Fenerbahce nie dało także rady Chelsea.

A przez większość spotkania to ona atakowała, ale świetnych okazji nie wykorzystali Drogba i Lampard. Fenerbahce długo głównie się broniło. Pozbawione kontuzjowanego Roberto Carlosa skrzydła praktycznie nie istniały. Niewidoczny był Mateja Kezman, Aleksa stać było tylko na niecelne strzały. Trzeci z ofensywnego tercetu Fenerbahce - Deivid w pierwszej połowie pokazał się raz. W 13 minucie po dośrodkowaniu Florenta Maloudy Brazylijczyk próbował wybić piłkę, ale nie trafił w nią czysto i pokonał zaskoczonego Demirela.

Ale im bliżej było do końca meczu, tym Turcy więcej atakowali. W pierwszej połowie nie oddali ani jednego celnego strzału, w drugiej - cztery. To wtedy Mehmet Aurelio fantastycznie zagrał do Colin Kazim Richards, a ten urodzony w Anglii Turek pokonał Carlo Cudiciniego. Dla Richardsa to najważniejszy gol w życiu. W Anglii grał w Brighton i Sheffield United. Od środy w Turcji jest bohaterem.

Ale nie takim jak Deivid. Brazylijczyk, po strzeleniu gola samobójczego zupełnie zgasł. Gdy się obudził, strzelił prawdopodobnie najładniejszego gola tej edycji Ligi Mistrzów. Na kilka minut przed końcem stojąc 30 metrów przed bramką uderzył fantastycznie. Nie było przy nim ani jednego obrońcy Chelsea, chyba żaden z nich nie wierzył, że z takiej odległości można strzelić gola. Cudicini był bez szans.

Za tydzień w Londynie do awansu wystarczy Fenerbahce bezbramkowy remis. Chelsea będzie grała o uratowanie sezonu, w którym przegrała finał Pucharu Ligi, odpadła z Pucharu Anglii i ma małe szanse na mistrzostwo. Jeśli się nie uda, w klubie dojdzie do rewolucji. W Fenerbahce nie będzie jej na pewno. Prezes Aziz Yilidrim dostał w tym sezonie dowód na to, że warto było wpompować w klub kilkaset milionów dolarów. I będzie wkładał kolejne.

[źródło: Sport.pl]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze