Taniec mistrzów czas zacząć; Barcelona - Manchester 20:45
To ma być magiczna noc na Camp Nou. W środowy wieczór w Katalonii w istocie magia zagości, lecz nie wiadomo czy tylko ze względu na oprawę meczu, czy także dlatego, że Katalończycy wzniosą się w końcu na wyżyny swych nieprzeciętnych umiejętności. Barcelona - Manchester, szlagier na który od kilku tygodni czeka piłkarska Europa, szlagier, który na tę chwilę porównać można jedynie z Gran Derbi. Szlagier, w którym Barça od niepamiętnych czasów nie będzie faworytem, mimo że na papierze skład posiada od swojego przeciwnika lepszy. Znaków zapytania jest wiele, a odpowiedzi bardzo mało, bo równie dobrze możemy być w środę świadkami wspaniałego spektaklu jak i z przysłowiowej dużej chmury spać może mały deszcz. W Barcelonie zabraknie Puyola i Ronaldinho, w Manchesterze wszyscy są w pełni sił.
Historia prawdę ci powie
Z dużej chmury małego deszczu raczej jednak nie będzie, spaść powinna natomiast ogromna ulewa z gradobiciem i piorunami. Tak mówi historia meczów między Barçą i United, których w europejskich pucharach rozegranych zostało siedem. Piłkarze obu zespołów w owych konfrontacjach trafiali do siatki rywala aż 28 razy co daje łącznie 4 bramki na jedno spotkanie. Środowi rywale utożsamiają się z ofensywnym, pełnym polotu futbolem.
Oficjalna strona internetowa Barçy przypomina konfrontację z sezonu 1994/95, kiedy Dream Team Johana Cruyffa, po golach Romario, Stoiczkowa i Ferrera, w fazie grupowej rozgromił Anglików 4:0. To wydarzenie pamiętają starsi Culés, młodsi natomiast wspominają fantastyczne pojedynki Ligi Mistrzów sezonu 1998/99. Wówczas to Barcelona dwukrotnie remisowała 3:3 z późniejszym triumfatorem rozgrywek. Mimo meczów, nad którymi zachwycała się cała piłkarska Europa, Katalończycy musieli uznać jeszcze wyższość Bayernu i w ogóle nie awansowali do fazy pucharowej. Było to tym bardziej bolesne, że finał najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych Starego Kontynentu odbył się w 1999 roku na Camp Nou.
Aby doszukać się pierwszego starcia między Barçą i Manchesterem, należy cofnąć się do sezonu 1983/84. Właśnie wtedy w ćwierćfinale Pucharu Zdobywców Pucharu, Katalończycy wygrali pierwsze spotkanie 2:0, lecz w rewanżu musieli uznać wyższość rywala ponosząc klęskę 0:3, odpadając tym samym z turnieju.
Podobieństwa i... różnice
Barcelona ośmiokrotnie grała w półfinale Ligi Mistrzów i może pochwalić się dwoma końcowymi triumfami w tych rozgrywkach. Tyle samo pucharów na koncie ma Manchester, z tą tylko różnicą, że w ½ finału występował 9 razy. Oba zespoły mają najlepszy bilans ze wszystkich drużyn jakie gościła i gości w tym sezonie Champions League, oba nie zaznały jeszcze smaku porażki. Gospodarze jutrzejszego meczu wygrali dotychczas wszystkie spotkania u siebie strzelając przy tym 10 bramek i tracąc tylko jedną. Goście na obcych stadionach zanotowali trzy zwycięstwa i dwa remisy.
Piłkarzy Alexa Fergusona martwić może fakt, iż Barcelona ma imponujący bilans pojedynków na Camp Nou z angielskimi drużynami. Wygraliśmy tu 13, zremisowaliśmy 8 i przegraliśmy tylko 2 konfrontacje. Co dla Anglików gorsze, Manchester 16 razy grał w Hiszpanii i z tarczą wrócił do ojczyzny tylko raz, notując jeszcze 6 remisów i 9 porażek. Taki bilans może czynić z Barcelony faworyta pierwszego meczu półfinałowego, tyle że... liczby i statystyki nie grają.
Bo grają piłkarze
A z tych czołowych zabraknie tylko dwóch i to niestety dwóch w Barcelonie: leczącego uraz Ronaldinho i zawieszonego za kartki Puyola. Sytuacja kadrowa Barçy uległa jednak znacznej poprawie, dlatego w środę spodziewać możemy się silnego składu drużyny Franka Rijkaarda. W ataku gospodarzy wystąpią zapewne Messi, Eto'o i Henry, choć Francuz w ostatnich spotkaniach z powodu kontuzji, nie wybiegał na murawę. W poniedziałek pojawiła się także informacja o gorączce, lecz wydaje się, że sytuacja ta nie wpłynie na decyzję Holendra. Z drugiej strony nasi obrońcy powstrzymać będą musieli Teveza, Rooneya i przede wszystkim Ronaldo, którego pojedynek z Messim określa się mianem kolejnego wielkiego wydarzenia. Argentyńczyk powiedział ostatnio, że na Playstation jest lepszy niż w rzeczywistości, dlatego to powinno uśpić nieco czujność również grającego swoją postacią na konsoli Portugalczyka. Niech uśpi.
Dyspozycja dnia
United w tym sezonie imponują i mają apetyt na pierwszy w historii angielsko-angielski finał Champions League. Żeby jednak tego dokonać muszą pokonać słabą zdaniem wielu angielskich kibiców Barcelonę. Właśnie dlatego to zespół lidera Premiership jest faworytem dwumeczu, a przekonanie to potęguje fakt, iż Barça w lidze gra ostatnio fatalnie od początku marca zdobywając na krajowym podwórku tylko 7 punktów. Tyle że pewność siebie i nadmierny optymizm może okazać się zgubny dla będących w gazie mistrzów Anglii.
Liga Mistrzów ma swoje prawa i nie pamięta dobrej lub złej formy jeśli odnosi się zwycięstwa. Nie ingeruje też w ligowy byt o czym przekonują wyniki ostatnich sezonów, kiedy choćby Liverpool w 2005 czy przed rokiem Milan sięgały po najcenniejsze klubowe trofeum Europy. Gdzie w Premiership i Serie A kończyli wówczas sezon triumfatorzy Starego Kontynentu?
W środę Barça może uczynić pierwszy krok w stronę moskiewskiego finału, lecz równie dobrze może się od niego znacznie oddalić. Losy dwumeczu nie przesądzą się na Camp Nou, ale oczywiste jest to, że dobry rezultat jest drużynie Rijkaarda niezbędny, by móc z powodzeniem rywalizować w rewanżu. Martwi to, że mający 40-letni staż socios, którzy z klubem niejedno przeżyli, mimo całkowitej wiary, uważają że Duma Katalonii u siebie nie wygra. Oby racji nie mieli i obyśmy na Camp Nou byli świadkami porywającego spektaklu zakończonego triumfem gospodarzy niesionych wreszcie, miejmy nadzieję, dopingiem swoich fanów. "Tots units fem força", razem jesteśmy silni!
Prawdopodobne składy:
Barcelona: Valdés; Abidal, Márquez, Milito, Zambrotta; Toure, Xavi, Iniesta; Henry, Eto'o, Messi.
Manchester: Van der Sar; Brown, Vidic, Ferdinand, Evra; Giggs, Scholes, Carrick/Hargreaves, C.Ronaldo, Tevez, Rooney.
Zapowiedzi filmowe:
Barça - Manchester by Krzynio:
Barça Toons:
Historia prawdę ci powie
Z dużej chmury małego deszczu raczej jednak nie będzie, spaść powinna natomiast ogromna ulewa z gradobiciem i piorunami. Tak mówi historia meczów między Barçą i United, których w europejskich pucharach rozegranych zostało siedem. Piłkarze obu zespołów w owych konfrontacjach trafiali do siatki rywala aż 28 razy co daje łącznie 4 bramki na jedno spotkanie. Środowi rywale utożsamiają się z ofensywnym, pełnym polotu futbolem.
Oficjalna strona internetowa Barçy przypomina konfrontację z sezonu 1994/95, kiedy Dream Team Johana Cruyffa, po golach Romario, Stoiczkowa i Ferrera, w fazie grupowej rozgromił Anglików 4:0. To wydarzenie pamiętają starsi Culés, młodsi natomiast wspominają fantastyczne pojedynki Ligi Mistrzów sezonu 1998/99. Wówczas to Barcelona dwukrotnie remisowała 3:3 z późniejszym triumfatorem rozgrywek. Mimo meczów, nad którymi zachwycała się cała piłkarska Europa, Katalończycy musieli uznać jeszcze wyższość Bayernu i w ogóle nie awansowali do fazy pucharowej. Było to tym bardziej bolesne, że finał najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych Starego Kontynentu odbył się w 1999 roku na Camp Nou.
Aby doszukać się pierwszego starcia między Barçą i Manchesterem, należy cofnąć się do sezonu 1983/84. Właśnie wtedy w ćwierćfinale Pucharu Zdobywców Pucharu, Katalończycy wygrali pierwsze spotkanie 2:0, lecz w rewanżu musieli uznać wyższość rywala ponosząc klęskę 0:3, odpadając tym samym z turnieju.
Podobieństwa i... różnice
Barcelona ośmiokrotnie grała w półfinale Ligi Mistrzów i może pochwalić się dwoma końcowymi triumfami w tych rozgrywkach. Tyle samo pucharów na koncie ma Manchester, z tą tylko różnicą, że w ½ finału występował 9 razy. Oba zespoły mają najlepszy bilans ze wszystkich drużyn jakie gościła i gości w tym sezonie Champions League, oba nie zaznały jeszcze smaku porażki. Gospodarze jutrzejszego meczu wygrali dotychczas wszystkie spotkania u siebie strzelając przy tym 10 bramek i tracąc tylko jedną. Goście na obcych stadionach zanotowali trzy zwycięstwa i dwa remisy.
Piłkarzy Alexa Fergusona martwić może fakt, iż Barcelona ma imponujący bilans pojedynków na Camp Nou z angielskimi drużynami. Wygraliśmy tu 13, zremisowaliśmy 8 i przegraliśmy tylko 2 konfrontacje. Co dla Anglików gorsze, Manchester 16 razy grał w Hiszpanii i z tarczą wrócił do ojczyzny tylko raz, notując jeszcze 6 remisów i 9 porażek. Taki bilans może czynić z Barcelony faworyta pierwszego meczu półfinałowego, tyle że... liczby i statystyki nie grają.
Bo grają piłkarze
A z tych czołowych zabraknie tylko dwóch i to niestety dwóch w Barcelonie: leczącego uraz Ronaldinho i zawieszonego za kartki Puyola. Sytuacja kadrowa Barçy uległa jednak znacznej poprawie, dlatego w środę spodziewać możemy się silnego składu drużyny Franka Rijkaarda. W ataku gospodarzy wystąpią zapewne Messi, Eto'o i Henry, choć Francuz w ostatnich spotkaniach z powodu kontuzji, nie wybiegał na murawę. W poniedziałek pojawiła się także informacja o gorączce, lecz wydaje się, że sytuacja ta nie wpłynie na decyzję Holendra. Z drugiej strony nasi obrońcy powstrzymać będą musieli Teveza, Rooneya i przede wszystkim Ronaldo, którego pojedynek z Messim określa się mianem kolejnego wielkiego wydarzenia. Argentyńczyk powiedział ostatnio, że na Playstation jest lepszy niż w rzeczywistości, dlatego to powinno uśpić nieco czujność również grającego swoją postacią na konsoli Portugalczyka. Niech uśpi.
Dyspozycja dnia
United w tym sezonie imponują i mają apetyt na pierwszy w historii angielsko-angielski finał Champions League. Żeby jednak tego dokonać muszą pokonać słabą zdaniem wielu angielskich kibiców Barcelonę. Właśnie dlatego to zespół lidera Premiership jest faworytem dwumeczu, a przekonanie to potęguje fakt, iż Barça w lidze gra ostatnio fatalnie od początku marca zdobywając na krajowym podwórku tylko 7 punktów. Tyle że pewność siebie i nadmierny optymizm może okazać się zgubny dla będących w gazie mistrzów Anglii.
Liga Mistrzów ma swoje prawa i nie pamięta dobrej lub złej formy jeśli odnosi się zwycięstwa. Nie ingeruje też w ligowy byt o czym przekonują wyniki ostatnich sezonów, kiedy choćby Liverpool w 2005 czy przed rokiem Milan sięgały po najcenniejsze klubowe trofeum Europy. Gdzie w Premiership i Serie A kończyli wówczas sezon triumfatorzy Starego Kontynentu?
W środę Barça może uczynić pierwszy krok w stronę moskiewskiego finału, lecz równie dobrze może się od niego znacznie oddalić. Losy dwumeczu nie przesądzą się na Camp Nou, ale oczywiste jest to, że dobry rezultat jest drużynie Rijkaarda niezbędny, by móc z powodzeniem rywalizować w rewanżu. Martwi to, że mający 40-letni staż socios, którzy z klubem niejedno przeżyli, mimo całkowitej wiary, uważają że Duma Katalonii u siebie nie wygra. Oby racji nie mieli i obyśmy na Camp Nou byli świadkami porywającego spektaklu zakończonego triumfem gospodarzy niesionych wreszcie, miejmy nadzieję, dopingiem swoich fanów. "Tots units fem força", razem jesteśmy silni!
Prawdopodobne składy:
Barcelona: Valdés; Abidal, Márquez, Milito, Zambrotta; Toure, Xavi, Iniesta; Henry, Eto'o, Messi.
Manchester: Van der Sar; Brown, Vidic, Ferdinand, Evra; Giggs, Scholes, Carrick/Hargreaves, C.Ronaldo, Tevez, Rooney.
Zapowiedzi filmowe:
Barça - Manchester by Krzynio:
Barça Toons:
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)