Szpaler już na Bernabéu?; Deportivo-Barcelona 2:0
W sobotni wieczór Deportivo La Coruña podejmowało na El Riazor zespół FC Barcelony. Niestety "mistrzowie wiosny" wygrali to spotkanie 2-0, co oznacza, że już jutro Real Madryt może zostać Mistrzem Hiszpanii sezonu 2007/08.
Na początku wielu kibiców było zapewne lekko zdezorientowanych. Kto stoi w bramce Blaugrany? Czy to Steven Seagal? Nie! Czy to ‘tańcząca stopa'? Nie! To Manuel Pinto! Bramkarz wypożyczony zimą, pełniący w zespolę rolę zastępcy kontuzjowanego Jorquery. Wystarczy wymienić listę nieobecnych (Valdés, Iniesta, Milito, Eto'o, Deco, Xavi, Messi i Abidal) by zrozumieć, że Frank Rijkaard podjął decyzję o pełnym skoncentrowaniu się na wtorkowym półfinale z Manchesterem United. Holender zdaje sobie sprawę, iż walka na krajowym podwórku nie ma już sensu, a szanse na tytuł to czysta matematyka. Z tą myślą Barcelona rozpoczęła spotkanie m.in. z debiutującym Pinto, Thuramem, Gudjohnsenem oraz Bojanem, Giovanim i Henrym w ataku.
Mimo iż Deportivo, rewelacja rundy wiosennej, wygrało na El Riazor pięć kolejnych spotkań, to mecz rozpoczął się bardzo wyrównanie. Goście od pierwszego gwizdka próbowali przejąć pełną kontrolę nad piłką i ze spokojem czekać na ruch rywali. Rijkaard zdecydował się na mocną linię pomocy, w której zagrali defensywni Touré i Márquez oraz wysunięty do przodu Gudjohnsen. Po grze Barçy widać było, że Holender nakazał swoim zawodnikom strzelać z dystansu. Niestety mimo kilku prób żadne uderzenie nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. Goście w pierwszej połowie skonstruowali zaledwie kilka groźniejszych akcji. Najpierw w 13. minucie precyzyjnym podaniem w pole karne popisał się Bojan, jednak Guddy mając za sobą dwóch rywali nie zdołał oddać dokładnego strzału. Chwilę później Henry dośrodkowywał na głowę Giovaniego. Następnie Krkić zdecydował się na strzał z dystansu, który jednak wybronił Aouate. W 36. minucie młody Hiszpan, po wycofaniu piłki przez Henry'ego, mógł otworzyć wynik meczu, ale mimo oszukania kilku rywali nie zdołał on oddać celnego strzału na bramkę. Z kolej po stronie Deportivo, szansę na zdobycie gola mieli Lafita, Wilhelmson, Xisco, Filipe czy Manuel Pablo. Pinto to doświadczony bramkarz, jednak po jego grze widać było brak rytmu meczowego i wyczucia, którymi musi się cechować gracz występujący na tej pozycji. Najlepszą okazję strzelecką w 26. minucie zmarnował Xisco, który po wypuszczeniu piłki z rąk przez portero Barçy trafił w poprzeczkę. Pierwsze 45 minut zakończyło się zderzeniem w powietrzu Aouate i Giovaniego, po którym młody napastnik został zniesiony z boiska na noszach.
To co wydarzyło się po przerwie, jak najszybciej należałoby puścić w niepamięć. Gospodarze od początku rzucili się do ataku i już w 53. minucie przy biernej postawie obrońców Rodríguez wpakował piłkę do siatki. Pinto nie mógł zrobić w tej sytuacji zbyt wiele. Niestety gol nie podziałał na zespół mobilizująco. Wszyscy zdawali się uciekać myślami na Old Trafford. Rijkaarda kontynuował swój plan, czego efektem było zdjęcie z murawy Touré oraz Zambrotty i wpuszczenie w ich miejsce Deco oraz Edmílsona. Te kalkulacje bardzo szybko się zemściły, gdyż w 76. minucie po rzucie wolnym gospodarze za sprawą Amo podwyższyli na 2-0. I w tej sytuacji Pinto bezradnie musiał rozłożyć ręce, gdyż jego koledzy z obrony nie tyle przysnęli, co zrobili są dzień wolny. Od tego momentu, to co działo się na boisku trudno było nazwać grą. Bezradni piłkarze Barcelony skupili się na faulowaniu rywali, za co trzech z nich ujrzało żółte kartki. Brak okazji strzeleckich, ciągła wymiana piłek bez ostatniego podania. To nie futbol, to było czekanie na ostatni gwizdek arbitra. Tuż przed końcem przed utratą trzeciej bramki Blaugranę uratował Sylvinho. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2-0, którym Deportivo potwierdziło swą rewelacyjną formę w rundzie wiosennej.
Kibicom FC Barcelony pozostaje mieć nadzieję, iż zarówno trener jak i piłkarze liczyli się z takim rezultatem. Trudno złapać dwie sroki za ogon. Zespół Rijaarda musi zatem w pełni skoncentrować się na wyeliminowaniu Manchesteru United, który dzisiaj również przegrał swój mecz ligowy z Chelsea (2-1). Jeśli w "Teatrze marzeń", piłkarze Blaugrany zagrają koncertowo to nikt nie będzie pamiętał wyprawy na El Riazor. Jeśli jutro Villarreal przegra na Manuel Ruiz de Lopera, a Real Madryt wygra u siebie z Athletic Bilbao to nic nie odbierze już tytułu zespołowi Bernda Schustera. Tym samym, zgodnie z przyjętym obyczajem FC Barcelona zrobiłaby na Santiago Bernabéu mistrzowski szpaler. Kibicom i piłkarzom FC Barcelony łatwiej będzie przełknąć tę gorycz, jeśli podopieczni Franka Rijkaarda wystąpią w Gran Derbi jak uczestnik moskiewskiego finału Champions League.
Deportivo La Coruña: Aouate; Manuel Pablo, Lopo, Pablo Amo, Coloccini, Filipe Luis; Wilhelmsson (Cristian; m.83), Juan Rodríguez, De Guzmán, Lafita (Verdú; m.85); i Xisco (Riki; m.73).
FC Barcelona: Pinto; Zambrotta (Edmílson; m.69), Thuram, Puyol, Silvinho; Márquez; Giovani (Ezquerro; m.76), Yaya Touré, Gudjohnsen, Bojan; i Henry.
Gole:
1-0; m.54, Juan Rodríguez.
2-0; m.76, Pablo Amo.
Arbiter: Delgado Ferreiro (Baskonia).
Kartki żółte: Sylvinho (m.62), Márquez (m.84), Edmílson (m.87) i Deco (m.88), z Barcelony; Lafita (m.82), z Deportivo.
Na początku wielu kibiców było zapewne lekko zdezorientowanych. Kto stoi w bramce Blaugrany? Czy to Steven Seagal? Nie! Czy to ‘tańcząca stopa'? Nie! To Manuel Pinto! Bramkarz wypożyczony zimą, pełniący w zespolę rolę zastępcy kontuzjowanego Jorquery. Wystarczy wymienić listę nieobecnych (Valdés, Iniesta, Milito, Eto'o, Deco, Xavi, Messi i Abidal) by zrozumieć, że Frank Rijkaard podjął decyzję o pełnym skoncentrowaniu się na wtorkowym półfinale z Manchesterem United. Holender zdaje sobie sprawę, iż walka na krajowym podwórku nie ma już sensu, a szanse na tytuł to czysta matematyka. Z tą myślą Barcelona rozpoczęła spotkanie m.in. z debiutującym Pinto, Thuramem, Gudjohnsenem oraz Bojanem, Giovanim i Henrym w ataku.
Mimo iż Deportivo, rewelacja rundy wiosennej, wygrało na El Riazor pięć kolejnych spotkań, to mecz rozpoczął się bardzo wyrównanie. Goście od pierwszego gwizdka próbowali przejąć pełną kontrolę nad piłką i ze spokojem czekać na ruch rywali. Rijkaard zdecydował się na mocną linię pomocy, w której zagrali defensywni Touré i Márquez oraz wysunięty do przodu Gudjohnsen. Po grze Barçy widać było, że Holender nakazał swoim zawodnikom strzelać z dystansu. Niestety mimo kilku prób żadne uderzenie nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. Goście w pierwszej połowie skonstruowali zaledwie kilka groźniejszych akcji. Najpierw w 13. minucie precyzyjnym podaniem w pole karne popisał się Bojan, jednak Guddy mając za sobą dwóch rywali nie zdołał oddać dokładnego strzału. Chwilę później Henry dośrodkowywał na głowę Giovaniego. Następnie Krkić zdecydował się na strzał z dystansu, który jednak wybronił Aouate. W 36. minucie młody Hiszpan, po wycofaniu piłki przez Henry'ego, mógł otworzyć wynik meczu, ale mimo oszukania kilku rywali nie zdołał on oddać celnego strzału na bramkę. Z kolej po stronie Deportivo, szansę na zdobycie gola mieli Lafita, Wilhelmson, Xisco, Filipe czy Manuel Pablo. Pinto to doświadczony bramkarz, jednak po jego grze widać było brak rytmu meczowego i wyczucia, którymi musi się cechować gracz występujący na tej pozycji. Najlepszą okazję strzelecką w 26. minucie zmarnował Xisco, który po wypuszczeniu piłki z rąk przez portero Barçy trafił w poprzeczkę. Pierwsze 45 minut zakończyło się zderzeniem w powietrzu Aouate i Giovaniego, po którym młody napastnik został zniesiony z boiska na noszach.
To co wydarzyło się po przerwie, jak najszybciej należałoby puścić w niepamięć. Gospodarze od początku rzucili się do ataku i już w 53. minucie przy biernej postawie obrońców Rodríguez wpakował piłkę do siatki. Pinto nie mógł zrobić w tej sytuacji zbyt wiele. Niestety gol nie podziałał na zespół mobilizująco. Wszyscy zdawali się uciekać myślami na Old Trafford. Rijkaarda kontynuował swój plan, czego efektem było zdjęcie z murawy Touré oraz Zambrotty i wpuszczenie w ich miejsce Deco oraz Edmílsona. Te kalkulacje bardzo szybko się zemściły, gdyż w 76. minucie po rzucie wolnym gospodarze za sprawą Amo podwyższyli na 2-0. I w tej sytuacji Pinto bezradnie musiał rozłożyć ręce, gdyż jego koledzy z obrony nie tyle przysnęli, co zrobili są dzień wolny. Od tego momentu, to co działo się na boisku trudno było nazwać grą. Bezradni piłkarze Barcelony skupili się na faulowaniu rywali, za co trzech z nich ujrzało żółte kartki. Brak okazji strzeleckich, ciągła wymiana piłek bez ostatniego podania. To nie futbol, to było czekanie na ostatni gwizdek arbitra. Tuż przed końcem przed utratą trzeciej bramki Blaugranę uratował Sylvinho. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2-0, którym Deportivo potwierdziło swą rewelacyjną formę w rundzie wiosennej.
Kibicom FC Barcelony pozostaje mieć nadzieję, iż zarówno trener jak i piłkarze liczyli się z takim rezultatem. Trudno złapać dwie sroki za ogon. Zespół Rijaarda musi zatem w pełni skoncentrować się na wyeliminowaniu Manchesteru United, który dzisiaj również przegrał swój mecz ligowy z Chelsea (2-1). Jeśli w "Teatrze marzeń", piłkarze Blaugrany zagrają koncertowo to nikt nie będzie pamiętał wyprawy na El Riazor. Jeśli jutro Villarreal przegra na Manuel Ruiz de Lopera, a Real Madryt wygra u siebie z Athletic Bilbao to nic nie odbierze już tytułu zespołowi Bernda Schustera. Tym samym, zgodnie z przyjętym obyczajem FC Barcelona zrobiłaby na Santiago Bernabéu mistrzowski szpaler. Kibicom i piłkarzom FC Barcelony łatwiej będzie przełknąć tę gorycz, jeśli podopieczni Franka Rijkaarda wystąpią w Gran Derbi jak uczestnik moskiewskiego finału Champions League.
Deportivo La Coruña: Aouate; Manuel Pablo, Lopo, Pablo Amo, Coloccini, Filipe Luis; Wilhelmsson (Cristian; m.83), Juan Rodríguez, De Guzmán, Lafita (Verdú; m.85); i Xisco (Riki; m.73).
FC Barcelona: Pinto; Zambrotta (Edmílson; m.69), Thuram, Puyol, Silvinho; Márquez; Giovani (Ezquerro; m.76), Yaya Touré, Gudjohnsen, Bojan; i Henry.
Gole:
1-0; m.54, Juan Rodríguez.
2-0; m.76, Pablo Amo.
Arbiter: Delgado Ferreiro (Baskonia).
Kartki żółte: Sylvinho (m.62), Márquez (m.84), Edmílson (m.87) i Deco (m.88), z Barcelony; Lafita (m.82), z Deportivo.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)