Ronaldinho leczy kontuzję w dyskotekach Castelldefels

Dylu

3 maja 2008, 21:32

Brak komentarzy
Bujne życie nocne Ronaldinho było już przedmiotem dyskusji i analiz katalońskiej prasy sportowej, jak również mediów w całej Hiszpanii. Jednak nikt do tej pory nie dostarczył tylu szczegółów z nocnych zabaw brazylijskiego asa. Pierwszym, który to zrobił jest Daniel García Marco, dziennikarz piszący dla agencji DPA, który szczegółowo opisał co Ronaldinho robił w nocy z poniedziałku na wtorek. Warto przypomnieć, iż było to na dzień przed meczem, w którym jego koledzy grali z Manchesterem United o być albo nie być w finale Ligi Mistrzów.

Jak donosi reporter, noc zaczęła się około 22:30, kiedy to Ronaldinho spożył z sześcioma przyjaciółmi kolację w "Casanova Beach Club", pubie i restauracji otwartej niedawno na Promenadzie Castelldefels w Barcelonie. Wewnątrz lokalu, taras z widokiem na morze był tego dnia nieczynny, Ronaldinho kosztował brazylijskie rodizio z kotletów schabowych, jasnego pieczywa i steku. A na deser podano bukiet pysznych ciasteczek.

Tym razem, zgodnie z doniesieniami agencji DPA, zawodnik Barcelony wybrał nową restaurację należącą do Mimo, który jest także właścicielem pobliskiej włoskiej restauracji "Casanova", w której Gaúcho również jest częstym bywalcem. Faktycznie, Brazylijczyk ma tam nawet swój własny kącik ("Narożnik Cracka" oddzielony od reszty stolików, gdzie Ronaldinho i spółka spożywają zawsze spaghetti carbonara i entrecotte).

Wieczór rozpoczyna się spokojnie od picia piwa o smaku cytrynowym, choć czasem piłkarz wybiera do posiłku wino. Wiele razy stawia je firma, czyli Mimo. Innym razem płaci Ronaldinho, który czasem zostawia 12 euro napiwku, a czasami nie zostawi nawet nędznego euro.

W każdym razie pracownicy lokalnej DPA upewnili się, że Ronaldinho jest z wszystkimi bardzo zaprzyjaźniony. "Zawsze jest bardzo serdeczny. Tak jest z klientami, którzy tu przychodzą, a szczególnie z dziećmi." Ronaldinho składa podpisy na koszulkach Barçy, co pokazał w ostatni poniedziałek, kiedy to złożył autograf na turkusowej koszulce, jaką miała ze sobą pewna dziewczyna.

Około 1:15, po posiłku, Brazylijczyk i spółka opuścili "Casanova Beach Club" dwoma Range Roverami i pojechali do "Sandunguita", lokalu utrzymanego w karaibskiej atmosferze mieszczącego się w Port Ginesta niedaleko Castelldefels (miasta powiatu Baix Llobregat w prowincji Barcelona). Tam Ronaldinho dzielił pocałunki i uściski, o czym wie każdy bez konieczności przeprowadzania śledztwa. Zamawiał także piwo i przykuwał spojrzenia wielu obecnych w lokalu Brazylijek, które spoglądały na wysoką, muskularną postać z ciemną opaską we włosach, w koszulce, białym T-shirt'em, jeansach i białych tenisówkach.

O 2:00 "reggaeton" (gatunek łączący w sobie elementy hip-hopu i muzyki latynoamerykańskiej) i "Umbrella" ustąpiły miejsca sambie i muzyce funk granej na żywo. Jak donosi dziennikarz, Ronaldinho śpiewał, tańczył, grał na timbalesach.i ciągle tańczył. Oprócz tego zapraszał na piwo i tańczył z kontuzją mięśnia przywodziciela, która nie pozwolił mu na spanie w tym samym czasie razem z kolegami w Manchesterze. W każdym razie miał dobre ruchy bioder i talii, co pamięta zapewne wielu obrońców.

Czas biegł dalej i tuż po 4:00 ponownie zabrzmiała muzyka brazylijska i "reggaeton". Wtedy to, jak donosi reporter, Ronaldinho zdjął swoją koszulę i otoczył się piękną kobietą podziwiającą sztukę jego tańca. Nikt nie powiedziałby, że właśnie leczy jakąś kontuzję.

Lokal "zamykany jest o piątej", zapewniał sam właściciel, ale tym razem "Sandunguita" pozostała otwarta, a Ronaldinho towarzyszył nieustanny uśmiech, jaki jeszcze niedawno gościł na Camp Nou i każdym innym hiszpańskim stadionie.

[źródło: Sport]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze