Alves nie będzie pierwszym ani drugim nabytkiem
Kilka dni temu pisaliśmy, że Dani Alves może okazać się pierwszym przed sezonem 2008/09 nabytkiem FC Barcelona. Rzeczywistość zweryfikowała te słowa i wczoraj zaszczytu podpisania kontraktu z Klubem dostąpił Seydou Keita. Obrońca Sevilli nie będzie też drugim po Malijczyku transferem Txikiego Begiristaina. Dzisiaj oficjalnie zostanie potwierdzony zakup Gerarda Pique, piłkarza który testy medyczne w barcelońskim szpitalu odbył jeszcze przed finałem Ligi Mistrzów.
A co z Alvesem? Del Nido twardo obstaje przy swoim i nie zamierza ułatwiać zadania kontrahentom. Za Brazylijczyka oczekuje on 35 mln euro, nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała się nagle zmienić. Oferta Barçy była znacznie mniejsza (dokładnie o 10 mln) i choć podjęto nawet próby zakupu Daniela w pakiecie z Keitą, negocjator z Sevilli pozostał niewzruszony wiedząc, iż sprzedaje gwiazdora numer jeden.
Prysł więc mit o tym, że del Nido nie będzie czynił Alvesowi przeszkód w odejściu. Sevilla nie zagra jesienią w Lidze Mistrzów, więc zaporowa cena stawiana przed zarząd andaluzyjskiego klubu odbija się w Barcelonie czkawką. Za kadencji Laporty klub nigdy nie wydał na jednego piłkarza nawet 30 mln euro czy byli to wielcy Ronaldinho i Eto'o, czy też tym bardziej mniej medialni obrońcy.
Obie strony negocjują i należy oczekiwać, iż któraś z nich w końcu zmięknie. Szansą Laporty jest włączenie do transakcji któregoś z obecnych piłkarzy Barçy, bowiem del Nido powiedział, iż bierze pod uwagę takie rozwiązanie jeśli tylko oferta będzie ciekawa. Znając jednak twardy charakter prezydenta Sevilli, można przypuszczać, iż nie połakomi się na Gudjohnsena czy Ezquerro, a będzie chciał wyrwać bardziej smakowity kąsek. Jeśli nie mu się nie uda, Alves niekoniecznie musi trafić tego lata na Camp Nou.
[źródło: Mundo Deportivo/własne]
A co z Alvesem? Del Nido twardo obstaje przy swoim i nie zamierza ułatwiać zadania kontrahentom. Za Brazylijczyka oczekuje on 35 mln euro, nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała się nagle zmienić. Oferta Barçy była znacznie mniejsza (dokładnie o 10 mln) i choć podjęto nawet próby zakupu Daniela w pakiecie z Keitą, negocjator z Sevilli pozostał niewzruszony wiedząc, iż sprzedaje gwiazdora numer jeden.
Prysł więc mit o tym, że del Nido nie będzie czynił Alvesowi przeszkód w odejściu. Sevilla nie zagra jesienią w Lidze Mistrzów, więc zaporowa cena stawiana przed zarząd andaluzyjskiego klubu odbija się w Barcelonie czkawką. Za kadencji Laporty klub nigdy nie wydał na jednego piłkarza nawet 30 mln euro czy byli to wielcy Ronaldinho i Eto'o, czy też tym bardziej mniej medialni obrońcy.
Obie strony negocjują i należy oczekiwać, iż któraś z nich w końcu zmięknie. Szansą Laporty jest włączenie do transakcji któregoś z obecnych piłkarzy Barçy, bowiem del Nido powiedział, iż bierze pod uwagę takie rozwiązanie jeśli tylko oferta będzie ciekawa. Znając jednak twardy charakter prezydenta Sevilli, można przypuszczać, iż nie połakomi się na Gudjohnsena czy Ezquerro, a będzie chciał wyrwać bardziej smakowity kąsek. Jeśli nie mu się nie uda, Alves niekoniecznie musi trafić tego lata na Camp Nou.
[źródło: Mundo Deportivo/własne]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)