Giralt: Tysiące ludzi nie akceptują takiej Barcelony
Podczas dzisiejszej konferencji prasowej Oriol Giralt powiedział, iż jego grupa zebrała przeszło 7 tys. podpisów pod wnioskiem o wotum nieufności dla Joana Laporty. Liczba wymaganych 5882 głosów została więc znacznie przekroczona. "Zarząd musi zrozumieć jaka jest sytuacja: tysiące ludzi nie zgadzają się z tym, co dzieje się obecnie w Barcelonie i dają tego upust w liczbie podpisów" - komentował.
Udział w akcji i "poparcie socios" Giralt nazwał "czymś niezwykłym". Promotora akcji nie martwi komisja, która zostanie teraz powołania celem sprawdzenia poprawności głosów. "Zebraliśmy naprawdę dużo podpisów, więcej niż się spodziewaliśmy. Wszystkie one zostały złożone prawidłowo. Przeszło 5882 socios oddało swój głos w hotelu Derby, gdzie szczególnie dbamy o maksymalne bezpieczeństwo" - kontynuował.
Zdaniem prawnika, którego akcję poparło kilka znanych osobistości barcelonismo (Minguella, Jordi Medina, Sergi Bruguera czy Roser Casaus) obecny zarząd Barçy ma problem z "wiarygodnym podejmowaniem decyzji na wszystkich płaszczyznach. "U władzy klubu, z którym się identyfikuję, jest właśnie ktoś taki".
"Ktoś oddał swój głos, aby móc wystartować w wyborach? Być może tak, ale ja nie" - wyjaśniał. "Osobiście zebrałem tysiąc podpisów, cały proces był klarowny i przejrzysty, dlatego nie mamy powodów do obaw. Jedyną pomyłką mogło być podanie błędnego numeru identyfikacyjnego karty socio, ale to nie problem. To co naprawdę nas interesuje to nazwisko i podpis, dlatego się nie martwimy" - dodał.
Listy z podpisami zostały umieszczone w szafie, która będzie teraz pod specjalnym nadzorem, a każda ingerencja będzie musiała zostać potwierdzona przez notariusza. Wiarygodność podpisów nie martwi Giralta, lecz należy pamiętać, że ukradziono 141 list, które pocztą przyszły z Girony.
[źródło: Mundo Deportivo/Sport]
Udział w akcji i "poparcie socios" Giralt nazwał "czymś niezwykłym". Promotora akcji nie martwi komisja, która zostanie teraz powołania celem sprawdzenia poprawności głosów. "Zebraliśmy naprawdę dużo podpisów, więcej niż się spodziewaliśmy. Wszystkie one zostały złożone prawidłowo. Przeszło 5882 socios oddało swój głos w hotelu Derby, gdzie szczególnie dbamy o maksymalne bezpieczeństwo" - kontynuował.
Zdaniem prawnika, którego akcję poparło kilka znanych osobistości barcelonismo (Minguella, Jordi Medina, Sergi Bruguera czy Roser Casaus) obecny zarząd Barçy ma problem z "wiarygodnym podejmowaniem decyzji na wszystkich płaszczyznach. "U władzy klubu, z którym się identyfikuję, jest właśnie ktoś taki".
"Ktoś oddał swój głos, aby móc wystartować w wyborach? Być może tak, ale ja nie" - wyjaśniał. "Osobiście zebrałem tysiąc podpisów, cały proces był klarowny i przejrzysty, dlatego nie mamy powodów do obaw. Jedyną pomyłką mogło być podanie błędnego numeru identyfikacyjnego karty socio, ale to nie problem. To co naprawdę nas interesuje to nazwisko i podpis, dlatego się nie martwimy" - dodał.
Listy z podpisami zostały umieszczone w szafie, która będzie teraz pod specjalnym nadzorem, a każda ingerencja będzie musiała zostać potwierdzona przez notariusza. Wiarygodność podpisów nie martwi Giralta, lecz należy pamiętać, że ukradziono 141 list, które pocztą przyszły z Girony.
[źródło: Mundo Deportivo/Sport]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)