Wisła musiałaby przebić Wembley

pershing

1 sierpnia 2008, 14:35

28 komentarzy
Tak, wiem, możemy sobie bajdurzyć, że dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe, piłkarze zresztą powinni święcie w tę głęboką prawdę o sporcie wierzyć, ale zdrowy rozsądek właściwie już dziś nakazuje obwieścić - mistrzowie Polski znów w Lidze Mistrzów nie zagrają. Szansę na wyeliminowanie przez Wisłę Kraków Barcelony uważam co prawda za okazalszą niż szansa na to, że Paweł Brożek dołączy wkrótce do Leo Messiego i Samuela Eto'o w ofensywnym trio Katalończyków, ale okazalszą tylko ciut, co najwyżej o kilka nanocząstek. I nie chodzi tutaj tylko - choć również - o wątłe możliwości naszych piłkarzy, lecz regułę obowiązującą w Champions League od niepamiętnych czasów.

Owszem, w eliminacjach do tych rozgrywek zdarzają się niespodzianeczki, zdarzają się nawet niespodzianki z prawdziwego zdarzenia (Partizan Belgrad pobił pięć lat temu Newcastle), ale sensacje w najściślejszym znaczeniu tego słowa, rozumiane jako triumfy zahukanych prowincjuszy nad tytanami niemal nie występują. Odkąd Liga Mistrzów przybrała kształt zbliżony do obecnego, pamiętam na dobrą sprawę ledwie jedną. Latem 2000 roku, czyli w pradawnych czasach królowania w naszej lidze Polonii Warszawa, szwedzki Helsingborg wyeliminował Inter Mediolan. Potrzebował zresztą wówczas przysługi urugwajskiego gwiazdora Alvaro Recoby, który w 90. minucie rewanżu na San Siro nie strzelił rzutu karnego.

Mistrzowie Polski - myślę zarówno o Wiśle, jak i Legii - sami są sobie winni. Jeśli nie potrafili poradzić sobie kolejno ze Steauą Bukareszt (gdyby Zagłębie ją rok temu przeszło, wpadłoby na białoruski Bate Borisow!), Szachtarem Donieck i Panathnaikosem, to musieli w końcu wpaść na potentata. (Inna sprawa, że los lubi Polaków kojarzyć z Hiszpanami. W XXI wieku dostaliśmy ich już czwarty raz, nie wpadliśmy za to na Anglików, Włochów, Niemców czy Francuzów). Dlatego teraz, jeśli najpierw pokonają marny izraelski Beitar, zostaną skazani na misję, której wypełnienie prawdopodobnie w ogóle nie mieści im się w głowach. Coś jak przeniesienie na własnych plecach Wawelu pod Camp Nou albo przekonanie Katalończyków, że my im wypożyczymy Smoka Wawelskiego, a oni nam podrzucą na chwilę Carlesa Puyola, bo tak się składa, że na środku defensywy trenerowi Maciejowi Skorży właśnie zrobiła się dziurka. Więzadła naderwał Głowacki, a jakiegokolwiek rezerwowego akurat - zupełnym przypadkiem, pech chciał, że w trakcie walki o LM - nie ma na stanie.

Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności - od klasy piłkarzy, przez ich doświadczenie w grach o nie lada stawkę, po rozstrzygający charakter dwumeczu - triumf nad Barceloną byłby wyczynem w polskim futbolu absolutnie bezprecedensowym. Bardziej niesamowitym niż odosobnione zwycięstwa nad Portugalią, pucharowe szaleństwa Widzewa w latach 80., a nawet remis na Wembley.

Autor: Rafał Stec
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (28)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze