Rozpędzić chmury: Sporting Gijón - FC Barcelona 21:00
"Nie da się rozpędzić tak wielkiej machiny w dwa tygodnie", tymi słowami kończy się podsumowanie ostatniego meczu Barcelony. Mimo krótkiego czasu udało się odnieść zwycięstwo nad Sportingiem Lizbona, co sprawiło, że niebo rozpogodziło się trochę nad Camp Nou, a zza ciemnych chmur wyjrzało Słońce. Teraz pora by potwierdzić mistrzowskie aspiracje, w spotkaniu z kolejnym Sportingiem, tym razem z asturyjskim.
Młodsi kibice mają prawo nie pamiętać tej drużyny, mimo że plasuje się ona na 16 miejscu w tabeli wszech czasów. Ostatni raz klub z El Molinón grał w najwyższej klasie rozgrywkowej ponad 10 lat temu (sezon 1997/98). Co zaś do samego stadionu jest to najstarsze profesjonalne boisko w Hiszpanii (w użytku od 1908r.). Mimo, że klub założono w 1905r. nie może pochwalić się jakimiś szczególnymi sukcesami, chyba że uznać za nie wicemistrzostwo Hiszpanii (1978/79) czy dwukrotne porażki w finale Copa del Rey (w 1981r. przegrali z Barceloną, a rok później z Realem). Udział w 1/32 Pucharu UEFA (4 razy) czy w 1/16 (2 razy) także trudno uznać za wielkie osiągnięcia.
W Gijon występowali jednak piłkarze wielkiego formatu, jak chociażby Mario Stanić - reprezentant Jugosławii, a po jej rozpadzie Chorwacji, który później był graczem takich ekip jak Benfica, Parma, Chelsea. Innym ciekawym zawodnikiem był Laurie Cunningham - pierwszy Brytyjczyk, który trafił do... Realu Madryt. Polskich kibiców może o wiele bardziej interesować postać Cezarego Kucharskiego, który w Sportingu spędził pół roku strzelając w tym czasie 2 bramki (w meczach z Mallorcą i z Salamancą). Dla prawdziwych Culés najważniejszymi graczami z Gijon są oczywiście tacy zawodnicy jak Abelardo, Julio Salinas, a przede wszystkim pięciokrotny król strzelców ligi hiszpańskiej - Quini i Luis Enrique. Ten przedostatni jest uważany za najlepszego gracza w historii Gijon. Nic w tym dziwnego skoro w swojej karierze zdobył 219 ligowych bramek (niektóre źródła podają 217) i zajmuje piąte miejsce na liście najlepszych strzelców. Być może jego pozycję uda się zająć Davidowi Villi, który czuje się tak mocno związany ze swoim macierzystym klubem, że po zdobyciu bramki ze Szwecją na ostatnim Euro, konferencje prasową zaczął od złożenia gratulacji Sportingowi, który awansował do ekstraklasy.
W swoim obecnym składzie Sporting nie ma jednak drugiego Villi, a samą historią nie da się wygrywać spotkań. Do tego są potrzebne pieniądze na wzmocnienia, a tych było niewiele. Do ekipy dołączyli niechciany w Atlético, bramkarz, Ivan Cuellar i holenderski obrońca z Ajaxu - Jurgen Colin. Linię pomocy wzmocnił był gracz Levante - Diego Camacho. Do klubu trafił też inny gracz ekipy z Walencji - napastnik Carmelo. O miejsce w ataku będzie rywalizował też Maldonado reprezentujący poprzednio Betis Sevilla. Z klubu nie odeszli istotni zawodnicy nie licząc Roberto, który w ubiegłym sezonie stawał regularnie między słupkami asturyjskiej ekipy. Na lepszych zawodników zabrakło pieniędzy. Owszem zdarzają się w futbolu przypadki iż biedniejszy klub typu Cluj czy Artmedii Petržalki potrafi stawić czoła faworytom, ale nie jest to normą. Zdanie wypowiedziane swojego czasu przez trenera klubu, Manuela Preciado: "W pierwszej lidze grają tacy piłkarze, jak w drugiej, tylko niektórzy zarabiają sto razy więcej od ciebie", traktować należy raczej jako próbę zaakcentowania swojej obecności niż realną groźbę. I choć o pieniądzach wypowiadał się trener, którego nazwisko po polsku znaczy cenny to niestety nie znał się na rzeczy. Prowadzona przez niego drużyna jako jedyna nie wywalczyła jeszcze nawet punktu i zajmuje ostatnie miejsce w ligowej tabeli. Może jednak szkoleniowiec wcale nie mówił farmazonów, ale po prostu nie wszyscy zawodnicy zrozumieli głębię jego myśli (rów Mariański?). Do tych, którzy uwierzyli w jego słowa należy chyba strzelec hattricka w spotkaniu z Sevillą - Mate Bilić, który z trzema bramkami samodzielnie przewodzi klasyfikacji strzelców.
Póki co katalońska defensywa jest dziurawa jak szwajcarski ser, więc możemy mieć z tym zawodnikiem problem, ale wszyscy oglądający ostatnie spotkanie widzieli, że drużyna poczyniła postępy. Sporting także nie jest mistrzem obrony, więc może być łatwiej o zdobywanie bramek. Nie liczmy jednak na powtórkę z 1952r., kiedy to gracze z Gijon przegrali 0:9. Była to największa porażka w ich historii, a katem okazała się właśnie Barcelona. Z drugiej strony 4-3 z Sevillą nie jest złym wynikiem, więc nie można lekceważyć przeciwnika i spodziewać się, że czerwono-biali zagrają z Barceloną tak jak biało-czerwoni z San Marino (oczywiście chodzi o styl, nie o wynik). Na mecze z wielkimi drużynami piłkarze Sportingu potrafią się specjalnie mobilizować, co widać zresztą po pre-sezonowym zwycięstwie nad Milanem (przebudowa przebudową, ale Rossoneri to jednak Rossoneri). Mimo to, Barcelona zwycięży w tym spotkaniu. Wygra, bo Guardiola założy garnitur zamiast fioletowego sweterka/bo inaczej Laporcie znowu nie wejdzie kupon/bo najwyższa pora na ligowe zwycięstwo.* Zatem do Asturii. Po trzy punkty. Już czas zacząć piąć się w górę ligowej tabeli, nie można pozwolić by niebo ponownie pociemniało nad świątynią futbolu.
VAMOS BARCA!
Wszystkich kibiców zapraszamy na spotkanie na naszym czacie.
[źródło: Własne]
*-niepotrzebne skreślić
Młodsi kibice mają prawo nie pamiętać tej drużyny, mimo że plasuje się ona na 16 miejscu w tabeli wszech czasów. Ostatni raz klub z El Molinón grał w najwyższej klasie rozgrywkowej ponad 10 lat temu (sezon 1997/98). Co zaś do samego stadionu jest to najstarsze profesjonalne boisko w Hiszpanii (w użytku od 1908r.). Mimo, że klub założono w 1905r. nie może pochwalić się jakimiś szczególnymi sukcesami, chyba że uznać za nie wicemistrzostwo Hiszpanii (1978/79) czy dwukrotne porażki w finale Copa del Rey (w 1981r. przegrali z Barceloną, a rok później z Realem). Udział w 1/32 Pucharu UEFA (4 razy) czy w 1/16 (2 razy) także trudno uznać za wielkie osiągnięcia.
W Gijon występowali jednak piłkarze wielkiego formatu, jak chociażby Mario Stanić - reprezentant Jugosławii, a po jej rozpadzie Chorwacji, który później był graczem takich ekip jak Benfica, Parma, Chelsea. Innym ciekawym zawodnikiem był Laurie Cunningham - pierwszy Brytyjczyk, który trafił do... Realu Madryt. Polskich kibiców może o wiele bardziej interesować postać Cezarego Kucharskiego, który w Sportingu spędził pół roku strzelając w tym czasie 2 bramki (w meczach z Mallorcą i z Salamancą). Dla prawdziwych Culés najważniejszymi graczami z Gijon są oczywiście tacy zawodnicy jak Abelardo, Julio Salinas, a przede wszystkim pięciokrotny król strzelców ligi hiszpańskiej - Quini i Luis Enrique. Ten przedostatni jest uważany za najlepszego gracza w historii Gijon. Nic w tym dziwnego skoro w swojej karierze zdobył 219 ligowych bramek (niektóre źródła podają 217) i zajmuje piąte miejsce na liście najlepszych strzelców. Być może jego pozycję uda się zająć Davidowi Villi, który czuje się tak mocno związany ze swoim macierzystym klubem, że po zdobyciu bramki ze Szwecją na ostatnim Euro, konferencje prasową zaczął od złożenia gratulacji Sportingowi, który awansował do ekstraklasy.
W swoim obecnym składzie Sporting nie ma jednak drugiego Villi, a samą historią nie da się wygrywać spotkań. Do tego są potrzebne pieniądze na wzmocnienia, a tych było niewiele. Do ekipy dołączyli niechciany w Atlético, bramkarz, Ivan Cuellar i holenderski obrońca z Ajaxu - Jurgen Colin. Linię pomocy wzmocnił był gracz Levante - Diego Camacho. Do klubu trafił też inny gracz ekipy z Walencji - napastnik Carmelo. O miejsce w ataku będzie rywalizował też Maldonado reprezentujący poprzednio Betis Sevilla. Z klubu nie odeszli istotni zawodnicy nie licząc Roberto, który w ubiegłym sezonie stawał regularnie między słupkami asturyjskiej ekipy. Na lepszych zawodników zabrakło pieniędzy. Owszem zdarzają się w futbolu przypadki iż biedniejszy klub typu Cluj czy Artmedii Petržalki potrafi stawić czoła faworytom, ale nie jest to normą. Zdanie wypowiedziane swojego czasu przez trenera klubu, Manuela Preciado: "W pierwszej lidze grają tacy piłkarze, jak w drugiej, tylko niektórzy zarabiają sto razy więcej od ciebie", traktować należy raczej jako próbę zaakcentowania swojej obecności niż realną groźbę. I choć o pieniądzach wypowiadał się trener, którego nazwisko po polsku znaczy cenny to niestety nie znał się na rzeczy. Prowadzona przez niego drużyna jako jedyna nie wywalczyła jeszcze nawet punktu i zajmuje ostatnie miejsce w ligowej tabeli. Może jednak szkoleniowiec wcale nie mówił farmazonów, ale po prostu nie wszyscy zawodnicy zrozumieli głębię jego myśli (rów Mariański?). Do tych, którzy uwierzyli w jego słowa należy chyba strzelec hattricka w spotkaniu z Sevillą - Mate Bilić, który z trzema bramkami samodzielnie przewodzi klasyfikacji strzelców.
Póki co katalońska defensywa jest dziurawa jak szwajcarski ser, więc możemy mieć z tym zawodnikiem problem, ale wszyscy oglądający ostatnie spotkanie widzieli, że drużyna poczyniła postępy. Sporting także nie jest mistrzem obrony, więc może być łatwiej o zdobywanie bramek. Nie liczmy jednak na powtórkę z 1952r., kiedy to gracze z Gijon przegrali 0:9. Była to największa porażka w ich historii, a katem okazała się właśnie Barcelona. Z drugiej strony 4-3 z Sevillą nie jest złym wynikiem, więc nie można lekceważyć przeciwnika i spodziewać się, że czerwono-biali zagrają z Barceloną tak jak biało-czerwoni z San Marino (oczywiście chodzi o styl, nie o wynik). Na mecze z wielkimi drużynami piłkarze Sportingu potrafią się specjalnie mobilizować, co widać zresztą po pre-sezonowym zwycięstwie nad Milanem (przebudowa przebudową, ale Rossoneri to jednak Rossoneri). Mimo to, Barcelona zwycięży w tym spotkaniu. Wygra, bo Guardiola założy garnitur zamiast fioletowego sweterka/bo inaczej Laporcie znowu nie wejdzie kupon/bo najwyższa pora na ligowe zwycięstwo.* Zatem do Asturii. Po trzy punkty. Już czas zacząć piąć się w górę ligowej tabeli, nie można pozwolić by niebo ponownie pociemniało nad świątynią futbolu.
VAMOS BARCA!
Wszystkich kibiców zapraszamy na spotkanie na naszym czacie.
[źródło: Własne]
*-niepotrzebne skreślić
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (59)