Ruszyła maszyna; Sporting Gijon - FC Barcelona 1:6

komandor

21 września 2008, 20:31

300 komentarzy
FC Barcelona odniosła pierwsze, jakże upragnione zwycięstwo w ligowych rozgrywkach. Przekonujące 6:1 to z pewnością powód do zadowolenia, ale tak jak po początkowych słabych meczach nie wypadało skreślać drużyny Pepa, tak teraz nie powinniśmy popadać w hurraoptymizm. Taki wynik, jak na drużynę z wielkimi aspiracjami i teoretycznie o klasę słabszego rywala to po prostu standard. Mecz pokazał, że zespół potrafi, choć błędów, które wciąż nękają Dumę Katalonii niestety nie zabrakło.

Gracze Barcelony przyzwyczaili nas już do tego, że od pierwszych minut zaczynają atakować bramkę swoich ligowych rywali. Wyjątku dzisiaj nie było. Katalończycy ruszyli do zmasowanych ataków, ale zawodnicy gospodarzy postanowili wykorzystać swój ofensywny potencjał i pokazać, że strzelone dotychczas cztery gole, to nie przypadek. Na lewym skrzydle Henry'ego zastąpił Andres Iniesta i jak się okazało po końcowym gwizdu, Guardiola trafił tą decyzją w dziesiątkę.

W początkowej fazie meczu swoich sił próbowali Eto'o, Xavi i oczywiście Messi, który zdecydował się nawet na strzał z przewrotki, choć uderzenia tego do udanych zaliczyć nie może. Pierwszy gol spotkania padł w 26. minucie. Iniesta dostał podanie na lewe skrzydło, zbiegł z piłką pod pole karne i dośrodkował, a Xavi strzałem głową posłał piłkę do bramki. Uskrzydlona Barcelona atakowała dalej, a na podwyższenie wyniku kibice musieli czekać zaledwie sześć minut. Przy kolejnym, zdaje się, że dziesiątym rzucie rożnym Xavi dośrodkował w pole karne, strzał oddał Puyol, ale dla wszelkiej pewności, aby piłka przypadkiem nie przeleciała obok słupka Samuel Eto'o strzałem głową zapakował Sportingowi drugą bramkę.

Do końca pierwszej połowy obraz gry w zasadzie się nie zmienił. Duma Katalonii napierała na przeciwnika, a ten od czasu do czasu pokusił się o sprawdzenie formy defensorów drużyny przyjezdnej. Zaraz po wznowieniu gry, kibice dostali kolejny argument, na to, że Barcelona tego meczu przegrać po prostu nie może. Kolejny z wielu rzut rożny, Xavi centruje, a Jorge pakuje piłkę do własnej bramki. Z pola karnego rywala wybiega zadowolony z siebie Keita, na którego zresztą wskazuje sam realizator, przekonany, że to Malijczyk jest zdobywcą gola. Oczywiście było to trafienie samobójcze wspomnianego już Jorge.

Guardiola z pewnością będzie musiał upomnieć swoich zawodników o zwiększoną uwagę zaraz po zdobyciu bramki, bo podobnie, jak w meczu z Racingiem, riposta graczy z Gijón była ekspresowa. Piłka szybko trafiła przed pole karne Barcelony do Bilicia, ten w towarzystwie Márqueza zdołał jakoś odegrać ją do Maldonado, którego nie przypilnował odpowiednio Alves. Zawodnik gospodarzy wpadł w pole karne i pokonał bez problemu Valdésa. Fani, którzy oglądali spotkanie na ekranach swoich telewizorów, bądź monitorów mogli zobaczyć wyjątkowo zirytowanego tym faktem Guardiolę. Z pewnością i o tym aspekcie nie zapomni w szatni trener Dumy Katalonii.

Mimo, że była to dopiero 50 minuta spotkania, gracze Sportingu byli już raczej świadomi, że i tym razem nie uda im się zdobyć ani kompletu punktów, ani nawet jednego oczka. Sześć minut potem gospodarze otrzymali kolejny cios. Gerard sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Messiego, a sędzia nie miał wątpliwości, aby pokazać graczowi z Asturii czerwoną kartkę. Zawodnikom z Gijón grającym już w dziesiątkę udało się przez niecały kwadrans nie skapitulować. Po akcji prawą stroną, świetne podanie w pole karne posłał do Iniesty Leo Messi. Hiszpan zostawił rywali za plecami i mając przed sobą już tylko bramkarza posłał piłkę do siatki.

Katalończycy nie spuszczali z tempa, a kolejne ataki przyniosły efekt w ostatnich minutach spotkania, których bohaterem został Messi. Najpierw Iniesta wpadł w pole karne z lewej strony, dośrodkował, a piłka po zmianie toru lotu przez dotknięcie jednego z interweniujących rywali spadła prosto pod nogi Argentyńczyka. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry, tym razem z lewej strony w pole karne wpadł Xavi. Centrę Hiszpana wykorzystał Lionel, który oddał strzał głową i ustalił tym samym wynik spotkania na 6:1.

Zdaje się, że Barcelona gra z meczu na mecz coraz lepiej. Pep systematycznie łata dziury w swojej drużynie i choć jest ich jeszcze trochę, to możemy mieć cichą nadzieję, że w kolejnych spotkaniach będzie już tylko lepiej. Nie ma jednak co popadać w zbyt wielki optymizm. Gijón to nie na tyle wymagający rywal, aby takiego zwycięstwa nie zaliczyć do grona koniecznych. Inny (gorszy) wynik byłby tu z pewnością zaskoczeniem, choć na pewno nie dla tych, którzy już dawno postawili na tej drużynie krzyżyk. Cieszy występ Iniesty (oprócz bramki zaliczył dwie asysty) i Xaviego. Nie popisał się jeszcze dostatecznie dobrze Eto'o i nasza obrona, która nie może jak na razie zachować czystego konta. Dziś jednak idziemy spać z uśmiechem na twarzy!


Gijón: Sergio Sánchez; Sastre, Gerard, Jorge; Andreu, Matabuena (Michel, 46'), Maldonado (Kike Mateo, 62'), Diego Castro; Carmelo i Bilic (Barral, 59').

FC Barcelona: Valdés; Alves, Puyol, Márquez, Abidal; Xavi, Busquets (Cáceres, 82'), Keita (Gudjohnsen, 71'); Messi, Eto'o (Bojan, 66') i Iniesta.

Arbiter: Megía Dávila.

Gole:
0-1, Xavi (26')
0-2, Eto'o (32')
0-3, Jorge (sam.) (48')
1-3, Maldonado (50')
1-4, Iniesta (69')
1-5, Messi (84')
1-6, Messi (89').

Szczegóły w relacji live
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (300)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze