Remis po ciężkim meczu; Betis - Barcelona 2:2
Stało się. Ku uciesze zawistnych FC Barcelona w końcu zgubiła punkty. Zgodnie z przewidywaniami, Betis Sewilla okazał się być bardzo trudnym przeciwnikiem. Mało brakowało, aby FC Barcelona wyjechała z Andaluzji z pustymi rękami. Dopiero, gdy Guardiola skierował na plac gry wszystkie dostępne siły, zespołowi udało się uzyskać w miarę korzystny wynik.
Pierwsza połowa
Spotkanie rozpoczęło się od dynamicznych ataków z obydwu stron. Już w chwilę po gwizdku FC Barcelona mogła stracić gola, jednak cudem udało się wybić piłkę, która zmierzała do bramki po strzale Ricardo Oliveiry. W 18 minucie los nie był już tak łaskawy dla bordowo- granatowych. Po rzucie rożnym bitym z lewej strony boiska, Busquets nie zdołał upilnować Melliego i piłkarz Betisu uderzeniem głową pokonał Victora Valdésa.
W 25 minucie Duma Katalonii doznała kolejnego szoku. Po znakomitym dośrodkowaniu z linii bocznej, z prawej strony pola karnego doskonale ustawił się Mark Gonzalez. Niepilnowany, miał dość czasu aby z zimną krwią umieścić piłkę w bramce Valdésa. Katalończycy znaleźli się w dość nietypowej dla nich sytuacji, już dawno bowiem nie zdarzyło im się przegrywać na samym początku aż dwoma golami.
Jedynym, którego nie przytłaczał ten stan rzeczy, wydawał się być Iniesta. 24- letni pomocnik szalał na lewym skrzydle, co rusz stwarzając zagrożenie pod bramką Betisu. W 25 minucie niemalże wszedł z piłką pomiędzy słupki Ricardo, niestety po wyminięciu kilku obrońców, nie starczyło mu już sił na zrobienie tego samego z bramkarzem. W 32 minucie akcji rozpoczętej przez niego Eto'o nie doszedł do dobrego podania, natomiast w chwilę później jeden z groźnych strzałów Andresa zatrzymał się na biegnącym rywalu.
Wreszcie, w 45 minucie meczu, po kolejnej szarży pod linię końcową, Iniesta został sfaulowany i sędzia odgwizdał rzut karny. Do ustawionej na 11 metrze piłki podszedł Samuel Eto'o. Serca kibiców zadrżały, gdyż ostatnio Kameruńczyk nie grzeszył skutecznością, poza tym w obecnym sezonie zdarzyło mu się już zmarnować ten stały fragment gry. Na szczęście, dziś Eto'o wykorzystał okazję. Co prawda po jego strzale piłka trafiła w Ricardo, ale celna dobitka sprawiła, że FC Barcelona mogła schodzić do szatni z jednobramkową stratą.
Druga połowa
Po wznowieniu w dalszym ciągu byliśmy świadkami dynamicznej gry. W 55 minucie w sytuacji "sam na sam" Ricardo Oliveira pokonał Vicora Valdésa. Jednak powtórki wykazały, iż Brazylijczyk był na co najmniej półtorametrowym spalonym. W chwilę potem Samuel Eto'o sam wypracował sobie dobrą okazję strzelecką, następnie sam beznadziejnie ją zepsuł. Po kilku minutach, akcja znów przeniosła się pod bramkę Barçy. Gerard Pique popełnił fatalny błąd, w wyniku którego Achille Emana stanął przed 100- procentową sposobnością do podwyższenia prowadzenia. Na szczęście na swoim posterunku w doskonałym stylu spisał się Victor Valdés.
W 57 minucie Guardiola zdecydował się dokonać zmian w składzie. Bezbarwnego Hleba zmienił Messi a za Keitę wszedł Thierry Henry. Roszady te w pozytywny sposób podziałały na grę ofensywną Dumy Katalonii. Już przy pierwszym kontakcie Francuza z piłką Ricardo musiał interweniować, broniąc krótkiego rogu swojej bramki. Dwie minuty później Henry znów próbował strzelić gola, tym razem z nieco dalszej odległości. W 64 minucie Xavi fatalnie przestrzelił po dobrym podaniu Messiego, natomiast w 69' Argentyńczyk mógł uzyskać wyrównanie uderzeniem głową po podaniu Erica Abidala.
Postępujące oblężenie bramki Ricardo wystawiało Barçę na groźne kontrataki. Podczas jednego z nich Ricardo Oliveira mógł w zasadzie przesądzić losy spotkania. Brazylijczyk znalazł się sam naprzeciw Victora Valdésa i tylko odważne wyjście naszego bramkarza uratowało zespół od straty gola.
W 75 minucie Guardiola wprowadził na boisko Bojana Krkica. Zmienił on Sergio Busquetsa. Był to znak, że Guardiola rzuca na szalę wszystkie siły. Barcelona nieustannie atakowała bramkę Ricardo. Kilka razy gol wisiał dosłownie "na włosku" i tylko wspaniałej postawie swojego golkipera Betis zawdzięcza, iż nie stracił w tym okresie bramki. Wyrównanie nadeszło dopiero w samej końcówce spotkania za sprawą Samuela Eto'o. Kameruńczyk w swoim stylu wypracował sobie pozycję do strzału i trafił do siatki. Pomimo kilku prób uzyskania zwycięskiego gola przez obydwie strony, wynik nie zmienił się do ostatniego gwizdka.
Ocena
Na Manuel Ruiz de Lopera Duma Katalonii przeżyła bardzo ciężkie chwile. Po części winę za to ponoszą zawodnicy. Xavi zagrał dziś bardzo przeciętnie. Widać po nim przemęczenie nadmiarem spotkań i niedawno przebytą grypą. Samuel Eto'o w pewnym sensie przypomina Ronaldinho z sezonu 2006/2007. Mimo, iż generalnie prezentuje się poniżej oczekiwań, potrafi w pojedynkę uratować swój zespół i jest jego najlepszym strzelcem. Z Sergio Busquetsa wypływa młodzieńczy temperament. Przez jego gorącą głowę drużyna omal nie została osłabiona, kiedy przy jednej z błahych sytuacji Katalończyk próbował żywą gestykulacją przeforsować swój punkt widzenia u sędziego. Natomiast Aleksander Hleb kolejny raz udowodnił, że hiszpański styl gry niezbyt mu odpowiada. Podczas swojej obecności na boisku był całkowicie bezproduktywny.
Pomimo tego, FC Barcelonie należą się wielkie brawa za dzielną postawę i remis na tym, jakże trudnym dla niej terenie. Nie mniejsze oklaski należy skierować w stronę Betisu, który okazał się być przeciwnikiem godnym Dumy Katalonii. Miejmy nadzieję, że dzisiejszy występ to tylko chwilowa zadyszka Barçy. Okazja, aby to udowodnić nadarzy się już za tydzień, kiedy drużyna rozegra derbowe spotkanie z Espanyolem.
Betis: Ricardo; Ilic, Melli, Juanito (Lima, m.8; Monzón, m.44), Fernando Vega; Juande, M. Aurelio; Sergio García, Emaná, Mark Gonzalez (Juanma. m.58), Oliveira.
FC Barcelona: Valdés; Alves, Piqué, Cáceres, Abidal; Busquets (Bojan, m,80), Keita (Henry, m,57), Xavi, Iniesta; Etoo, Hleb (Messi, m.57).
Bramki: 1-0. m.18, Melli. 2-0: m.25, Mark González. 1-2. m.45+3, Eto'o. 2-2: m.84. Eto'o.
Arbiter: Eduardo Iturralde González.
Żółte kartki: Piqué (m.35), Emaná (m.43), Busquets (m.77), Juanma (m.82), Oliveira (m.91).
Widzów: 40 000
/Fot. Sport.es/
Pierwsza połowa
Spotkanie rozpoczęło się od dynamicznych ataków z obydwu stron. Już w chwilę po gwizdku FC Barcelona mogła stracić gola, jednak cudem udało się wybić piłkę, która zmierzała do bramki po strzale Ricardo Oliveiry. W 18 minucie los nie był już tak łaskawy dla bordowo- granatowych. Po rzucie rożnym bitym z lewej strony boiska, Busquets nie zdołał upilnować Melliego i piłkarz Betisu uderzeniem głową pokonał Victora Valdésa.
W 25 minucie Duma Katalonii doznała kolejnego szoku. Po znakomitym dośrodkowaniu z linii bocznej, z prawej strony pola karnego doskonale ustawił się Mark Gonzalez. Niepilnowany, miał dość czasu aby z zimną krwią umieścić piłkę w bramce Valdésa. Katalończycy znaleźli się w dość nietypowej dla nich sytuacji, już dawno bowiem nie zdarzyło im się przegrywać na samym początku aż dwoma golami.
Jedynym, którego nie przytłaczał ten stan rzeczy, wydawał się być Iniesta. 24- letni pomocnik szalał na lewym skrzydle, co rusz stwarzając zagrożenie pod bramką Betisu. W 25 minucie niemalże wszedł z piłką pomiędzy słupki Ricardo, niestety po wyminięciu kilku obrońców, nie starczyło mu już sił na zrobienie tego samego z bramkarzem. W 32 minucie akcji rozpoczętej przez niego Eto'o nie doszedł do dobrego podania, natomiast w chwilę później jeden z groźnych strzałów Andresa zatrzymał się na biegnącym rywalu.
Wreszcie, w 45 minucie meczu, po kolejnej szarży pod linię końcową, Iniesta został sfaulowany i sędzia odgwizdał rzut karny. Do ustawionej na 11 metrze piłki podszedł Samuel Eto'o. Serca kibiców zadrżały, gdyż ostatnio Kameruńczyk nie grzeszył skutecznością, poza tym w obecnym sezonie zdarzyło mu się już zmarnować ten stały fragment gry. Na szczęście, dziś Eto'o wykorzystał okazję. Co prawda po jego strzale piłka trafiła w Ricardo, ale celna dobitka sprawiła, że FC Barcelona mogła schodzić do szatni z jednobramkową stratą.
Druga połowa
Po wznowieniu w dalszym ciągu byliśmy świadkami dynamicznej gry. W 55 minucie w sytuacji "sam na sam" Ricardo Oliveira pokonał Vicora Valdésa. Jednak powtórki wykazały, iż Brazylijczyk był na co najmniej półtorametrowym spalonym. W chwilę potem Samuel Eto'o sam wypracował sobie dobrą okazję strzelecką, następnie sam beznadziejnie ją zepsuł. Po kilku minutach, akcja znów przeniosła się pod bramkę Barçy. Gerard Pique popełnił fatalny błąd, w wyniku którego Achille Emana stanął przed 100- procentową sposobnością do podwyższenia prowadzenia. Na szczęście na swoim posterunku w doskonałym stylu spisał się Victor Valdés.
W 57 minucie Guardiola zdecydował się dokonać zmian w składzie. Bezbarwnego Hleba zmienił Messi a za Keitę wszedł Thierry Henry. Roszady te w pozytywny sposób podziałały na grę ofensywną Dumy Katalonii. Już przy pierwszym kontakcie Francuza z piłką Ricardo musiał interweniować, broniąc krótkiego rogu swojej bramki. Dwie minuty później Henry znów próbował strzelić gola, tym razem z nieco dalszej odległości. W 64 minucie Xavi fatalnie przestrzelił po dobrym podaniu Messiego, natomiast w 69' Argentyńczyk mógł uzyskać wyrównanie uderzeniem głową po podaniu Erica Abidala.
Postępujące oblężenie bramki Ricardo wystawiało Barçę na groźne kontrataki. Podczas jednego z nich Ricardo Oliveira mógł w zasadzie przesądzić losy spotkania. Brazylijczyk znalazł się sam naprzeciw Victora Valdésa i tylko odważne wyjście naszego bramkarza uratowało zespół od straty gola.
W 75 minucie Guardiola wprowadził na boisko Bojana Krkica. Zmienił on Sergio Busquetsa. Był to znak, że Guardiola rzuca na szalę wszystkie siły. Barcelona nieustannie atakowała bramkę Ricardo. Kilka razy gol wisiał dosłownie "na włosku" i tylko wspaniałej postawie swojego golkipera Betis zawdzięcza, iż nie stracił w tym okresie bramki. Wyrównanie nadeszło dopiero w samej końcówce spotkania za sprawą Samuela Eto'o. Kameruńczyk w swoim stylu wypracował sobie pozycję do strzału i trafił do siatki. Pomimo kilku prób uzyskania zwycięskiego gola przez obydwie strony, wynik nie zmienił się do ostatniego gwizdka.
Ocena
Na Manuel Ruiz de Lopera Duma Katalonii przeżyła bardzo ciężkie chwile. Po części winę za to ponoszą zawodnicy. Xavi zagrał dziś bardzo przeciętnie. Widać po nim przemęczenie nadmiarem spotkań i niedawno przebytą grypą. Samuel Eto'o w pewnym sensie przypomina Ronaldinho z sezonu 2006/2007. Mimo, iż generalnie prezentuje się poniżej oczekiwań, potrafi w pojedynkę uratować swój zespół i jest jego najlepszym strzelcem. Z Sergio Busquetsa wypływa młodzieńczy temperament. Przez jego gorącą głowę drużyna omal nie została osłabiona, kiedy przy jednej z błahych sytuacji Katalończyk próbował żywą gestykulacją przeforsować swój punkt widzenia u sędziego. Natomiast Aleksander Hleb kolejny raz udowodnił, że hiszpański styl gry niezbyt mu odpowiada. Podczas swojej obecności na boisku był całkowicie bezproduktywny.
Pomimo tego, FC Barcelonie należą się wielkie brawa za dzielną postawę i remis na tym, jakże trudnym dla niej terenie. Nie mniejsze oklaski należy skierować w stronę Betisu, który okazał się być przeciwnikiem godnym Dumy Katalonii. Miejmy nadzieję, że dzisiejszy występ to tylko chwilowa zadyszka Barçy. Okazja, aby to udowodnić nadarzy się już za tydzień, kiedy drużyna rozegra derbowe spotkanie z Espanyolem.
Betis: Ricardo; Ilic, Melli, Juanito (Lima, m.8; Monzón, m.44), Fernando Vega; Juande, M. Aurelio; Sergio García, Emaná, Mark Gonzalez (Juanma. m.58), Oliveira.
FC Barcelona: Valdés; Alves, Piqué, Cáceres, Abidal; Busquets (Bojan, m,80), Keita (Henry, m,57), Xavi, Iniesta; Etoo, Hleb (Messi, m.57).
Bramki: 1-0. m.18, Melli. 2-0: m.25, Mark González. 1-2. m.45+3, Eto'o. 2-2: m.84. Eto'o.
Arbiter: Eduardo Iturralde González.
Żółte kartki: Piqué (m.35), Emaná (m.43), Busquets (m.77), Juanma (m.82), Oliveira (m.91).
Widzów: 40 000
/Fot. Sport.es/
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (638)