Lekcje przywództwa człowieka, który przywrócił blask Barcelonie

robertinho

23 marca 2009, 21:11

114 komentarzy
Około rok temu, podczas lunchu na Camp Nou, jeden z wiceprezydentów Barcelony rzucił, że może to Josep Guardiola powinien zostać nowym trenerem Barcelony. Wydało się to wtedy bardzo dziwnym pomysłem. Wówczas, mający 37 lat Pep nie prowadził pierwszej drużyny żadnego profesjonalnego klubu, a co dopiero jednego z największych na świecie.

"Zgadza się - odpowiedział drugi z wiceprezydentów - ale Guardiola jest Katalończykiem, a Barça już od dawna chciała mieć własnego' trenera. W końcu, kiedy Victor Valdés przejmował miejsce w bramce Barçy, nie należał do ścisłej czołówki na świecie, tylko na to ciężko zapracował."

Nigdy nie opisywałem tej rozmowy, bo uznałem, że była na pograniczu rozsądku, pomieszanego z gdybaniem. Ale kilka miesięcy później Guardiola dostał tę posadę. A potem zamienił zagubioną przez ostatnie dwa sezony Barcelonę w (jak to powiedział włoski trener Arigo Sacchi) "najpiękniejszą piłkarską sprawę ostatnich lat".

Zatrudnienie Guardioli daje dwie cenne lekcje dla każdej firmy: jak wybrać szefa i jak szef powinien wybierać swój zespół.

Najważniejszą rzeczą w przypadku Guardioli jest to, że niemal przez całe swoje życie związany był z Barceloną. Urodził się w katalońskiej wsi Santpedor, ale tak naprawdę większość swojego życia spędził na kilometrze kwadratowym Camp Nou. Jak pisze Jimmy Burns w Barça: A People's Passion, lokalni mieszkańcy wciąż pamiętają Guardiolę jako chudego 15-latka podającego piłki, który wbiegł na boisko i przytulił się do jednego z zawodników podczas półfinałowego meczu o Puchar Europy w 1986 roku. Pamiętają go również jako chudego rozgrywającego, stojącego na balkonie budynku katalońskiego rządu z Pucharem w rękach i krzyczącego, "Ja la teniu aquí" ("Wreszcie to mamy"). To zdanie odbiło się szerokim echem, gdyż brzmiało bardzo podobnie do legendarnego "Ja soc aquí" ("Wreszcie wróciłem") wypowiedzianego przez Josepa Tarradellasa, prezydenta Katalonii, kiedy wrócił z wygnania, po tym jak zmarł Generał Franco.

Innymi słowy, Guardiola, czytelnik katalońskiej poezji, jest tak idealnym katalońskim bohaterem, że praktycznie rzecz biorąc sam mógłby być postacią z XIX-wiecznego wiersza. Cynicy kpili sobie, nazywając go "Mitem". Jednakże większość kibiców zawsze miała nadzieję, iż pewnego dnia "Mit" powróci jako trener chudzielec.

Cała ta dotychczasowa historia ma ogromne znaczenie, ponieważ pomaga to Guardioli kontynuować wspaniałą tradycję klubu. Doskonale rozumie, jak kibice chcą, by grała ich ukochana drużyna: szybki ofensywny futbol z dużym naciskiem na grę skrzydłami. Dokładnie tak, jak zapoczątkował to Johan Cruyff. Patrząc za przykładem Guardioli, Holender dał wytyczne, by kolejni trenerzy się nimi wzorowali i je ulepszali.

Kibice są zgodni. Poprzez kontynuowanie wspaniałej tradycji, Guardiola automatycznie zyskuje sobie przychylność. To tak jakby wybrać na dyrektora generalnego zwykłego pracownika, ponieważ wszyscy go lubią i wie on, co dobre dla firmy. Daje to doskonały kontrast z zatrudnieniem na to stanowisko prawdziwej "gwiazdy z zewnątrz", która najczęściej całkowicie zmienia panującą kulturę wewnątrz firmy. Najlepszym przykładem jest Jose Mourinho, który zdobywał tytuły z Chelsea, ale nigdy nie był szczególnie akceptowany, z powodu bardzo defensywnej taktyki, godzącej w angielską kulturę futbolu. Jak tylko Chelsea przestała wygrywać, Mourinho musiał odejść.

Każdy zawodnik jest posłuszny Guardioli, bo wie, że nie ma żadnych szans na przeciwstawienie się. Wszyscy stosują się do trzy-stronicowego "kodeksu dobrego postępowania" napisanego przez niego przed sezonem. Każdy trzyma się swojej roli w klubie, a gdy nawet wielki napastnik Samuel Eto'o ośmiela się odpyskować, zostaje odesłany pod prysznic. Zawodnicy Barcelony są tak dobrzy, że dopóki tworzą kolektyw, będą w stanie wygrywać wszystko.

I to jest najważniejsza lekcja z pracy wykonywanej przez Guardiolę: zostawił swoich najlepszych zawodników. Rok temu wszyscy oczekiwali, iż Barcelona sprzeda Eto'o, który słynął z bezpośrednich wypowiedzi, bez owijania w bawełnę, oraz Thierry'ego Henry, który grał przeciętnie. Ale Guardiola wiedział, że najrzadszym "surowcem" w piłce nożnej jest talent. Zamiast kupować nowych zawodników, mniej konfliktowych bądź grzeczniejszych, odważył się to przetrwać z klasą. Połączył Eto'o, Messiego i Henry'ego w najgroźniejszy atak jaki widział piłkarski świat.

Na ścieżce kariery Guardioli pozostaje jeszcze jeden duży krok: wyprzeć Św. Jerzego z miejsca chudawego patrona Katalonii.

[źródło i autor oryginału: Financial Times, Simon Kuper / fot.: yimg.com]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (114)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze