Albo lepiej zamieszkać. Lub chociaż wynająć tam kwaterę do końca maja, kiedy skończą się rozgrywki. Okazja do zobaczenia tak grającej Barcelony może się już nie powtórzyć. W tej kolejce widoczne było jak na dłoni, kto tak naprawdę jest najlepszy. Real Madryt po ciężkim meczu dwa razy oddawał prowadzenie, by w końcu zwyciężyć Getafe na własnym boisku, po golu strzelonym w ostatnich minutach. A Barcelona? Na luzie, bezstresowo, wysoko pokonała trzecią drużynę w tabeli, nie dając jej żadnej szansy na nawiązanie rywalizacji.
Barça zaczęła jak zwykle od leniwych wymian piłek w głębi pola. Już chwilę po gwizdku Henry próbował zagrywać do ustawionego w polu karnym Eto'o, bez skutku. W 3. minucie piłkę przed polem karnym otrzymał Andres Iniesta i nie namyślając się wiele mocno uderzył w stronę bramki. Futbolówka wpadła w samo okienko, nie dając Varasowi żadnych szans. Wydarzenie to wyzwoliło sportową złość w graczach Sevilli. Przez pewien czas starali się zdominować plac gry i szybko doprowadzić do wyrównania. Kulminacyjnym momentem tego okresu była 12. minuta, w której Jesus Navas mógł strzelić gola. Na szczęście dla Barcelony, piłkarz trafił obok bramki.
Jak się okazało, Sevilli starczyło sił tylko na 15 minut. Po kwadransie, Duma Katalonii przeprowadziła przepiękną akcję środkiem boiska. Iniesta podał do Xaviego i natychmiast zbiegł w pole karne, otrzymując tam odegranie od kolegi. Następnie posłał piłkę do Samuela Eto'o, który, z małymi problemami, pokonał Javiego Varasa.
Po tej sytuacji mecz wyraźnie się uspokoił i zaczął zmierzać w stronę całkowitej dominacji bordowo-granatowych. FC Barcelona grała koncertowo, misternie konstruując kolejne, przemyślne ataki pozycyjne. Jednym mankamentem był Theirry Henry. Francuz uparł się, aby zdobyć gola i kiedy tylko dostawał piłkę, bezskutecznie usiłował wpisać się na listę strzelców.
Z ważniejszych wydarzeń pierwszej odsłony należy wspomnieć jeszcze o żółtej kartce dla Abidala z 35. minuty, oraz o dwóch akcjach, po których Barça mogła podwyższyć wynik. W 37. minucie po wybornym rozegraniu piłki przez Andresa Iniestę, Xavi znalazł się w sytuacji "oko w oko" z bramkarzem. Nawyk robienia wszystkiego w techniczny sposób tym razem zawiódł naszego pomocnika; Xavi podciął sprytnie futbolówkę nad Varasem, lecz ta przeleciała obok słupka. Przed samą przerwą, w doskonałej okazji stanął jeszcze Samuel Eto'o, ale trafił w bramkarza, chwilę potem dobitka Henry'ego także nie przyniosła rezultatu.
W drugiej połowie Barcelona dalej przeważała na boisku. Wyrazem tego była bramka Xaviego z 48. minuty. I znów Blaugrana wspięła się na wyżyny umiejętności rozgrywania akcji. Piłka, jak po sznurku wędrowała na linii Henry-Eto'o-Iniesta-Xavi. Gdy ten ostatni otrzymał podanie, oddał prześliczny strzał w okienko bramki. Biedny Javi Varas nie miał żadnych szans. W tej chwili mecz wydawał się już rozstrzygnięty.
Gości dobił w 54. minucie Thierry Henry. Francuz z uporem maniaka cały mecz starał się strzelić gola, a kiedy w końcu zdecydował się odgrywać do Eto'o, źle obliczone podanie wylądowało w siatce. Czy może był to sprytnie wymierzony strzał? To pozostanie już tajemnicą Henry'ego.Od tej pory, mecz, od dawna już znajdujący się w stanie utajonej agonii, zaczął jawnie umierać na oczach tysięcy kibiców zgromadzonych na trybunach. Nadal to Barcelona prowadziła grę, lecz owo prowadzenie polegało głównie na cyrkowych popisach i coraz bardziej leniwych próbach zdobywania kolejnych bramek.
Kiedy już atmosfera festynu na dobre zagościła na Camp Nou, Pep Guardiola zdecydował się nie szafować dłużej siłami swoich gwiazd. Z boiska zeszli Iniesta, Xavi i Rafa Márquez. W ich miejsce zameldowali się Hleb, Bojan i Sylvinho. Rezerwowi nie zdołali jednak podwyższyć prowadzenia. Także Sevilla, pomimo krótkotrwałego ożywienia pod koniec meczu, nie mogła przełamać obrony gospodarzy. Sędzia Mejuto Gonzalez zakończył ten piknik doliczając zaledwie minutę.
Barcelona zagrała dziś świetny mecz. Przed spotkaniem pisaliśmy, że przydało by się kilka szybkich goli zaraz na początku, aby od razu "ustawić" wynik. I tak właśnie się zdarzyło - po trafieniu Samuela Eto'o z gości uszło powietrze i już nic nie przeszkodziło Dumie Katalonii w odniesieniu zwycięstwa. Za ten pojedynek należy zdecydowanie wyróżnić Andresa Iniestę. Hiszpan był głównym aktorem spektaklu i to on napędzał grę ofensywną Barçy.
Na uwagę zasługuje styl, w jakim drużyna pokonała Sevillę. W poczynaniach Barçy nie było nerwowości czy też stresu. Zespół zupełnie nie dawał po sobie poznać, iż jest w najcięższym momencie sezonu ani, że jego najjaśniejsze gwiazdy - Leo Messi i Carles Puyol - przebywały na ławce rezerwowych. Bordowo-granatowi potraktowali mecz jako treningową grę w dziada, krótką przebieżkę, tudzież poranną gimnastykę. Skoro piłkarze tak podeszli do trzeciej ekipy z tabeli to przed nadchodzącymi trudnymi sprawdzianami w La Liga i Champions League możemy być chyba spokojni.
Barcelona:Valdés - Alves, Márquez (82' Sylvinho), Pique, Abidal - Xavi (75' Krkić), Toure, Keita - Iniesta (61' Hleb), Eto'o, Henry
Sevilla: Varas - Mosquera (65' Konko), Squillaci, Escude, Navarro - Navas, Maresca, Romaric, Capel - Luis Fabiano (57' Renato), Kone (46' Kanoute)
1:0 Iniesta 3'
2:0 Eto'o 17'
3:0 Xavi 49'
4:0 Henry 54'
Żółte kartki: Abidal 35', Alves 76' - Navarro 41', Mosquera 63'
Arbiter: Manuel Enrique Mejuto González
63% Posiadanie 37%
28 Strzały 6
7 W tym celne 2
1 Obrony bramkarzy 2
9 Rzuty rożne 2
17 Faule 10
3 Spalone 1
2 Żółte kartki 2
0 Czerwone kartki 0
14 Odbiory 21
521 Podanie celne 272
66 Podania niecelne 43
/fot. sport.es/
Komentarze (327)