Przed meczem Barcelona - Villarreal
W ciągu ostatnich siedmiu dni FC Barcelona dostarczyła swoim kibicom różnorodnych emocji. Cules naprawdę nie mogą narzekać na nudę. Trochę się wystraszyliśmy, kiedy Real Madryt strzelił pierwszego gola na Bernabeu i nie wiadomo było jak dalej potoczą się Wielkie Derby. Skakaliśmy z radości, kiedy Barça w ciągu dwóch minut odrobiła straty i wyszła na prowadzenie. Byliśmy dumni, gdy spotkanie z Realem zakończyło się w końcu pogromem. Zdenerwowani - kiedy w Londynie przeciwnik strzelił bramkę "z niczego". Zawiedzeni - kiedy okazało się, że geniusz Blaugrany z soboty gdzieś znikł. Szaleni z radości - gdy Iniesta zdobył gola na wagę awansu w 93 minucie. I wreszcie - zawstydzeni, gdy stało się jasne, że nikt oprócz nas, kibiców, nie uważa Barcelony za prawowitego zwycięzcę półfinału Champions League.
Sinusoidalne zmiany nastrojów, z szybkością błyskawicy windujące nas od skrajnego załamania do ekstatycznego szału, mogły przyprawić starszych Cules o palpitacje serca. Jednak można już rzec, że te wielkie emocje właśnie wychowują sobie nowe pokolenie fanów Barçy. Przyrost sympatyków można porównać z falą epoki tzw. "środkowego Rijkaarda". Kiedy przyjdą gorsze czasy, to się oczywiście zmieni, ale jak na razie każdy chce kibicować Wielkiej Barcelonie. W tę niedzielę czeka nas kolejny wielki szlagier z udziałem katalońskich artystów. Podopieczni Guardioli zmierzą się bowiem z Villarreal, szóstą drużyną hiszpańskiej La Liga.
Szóste miejsce, które obecnie zajmuje Villarreal, w żadnym razie nie satysfakcjonuje podopiecznych Manuela Pellegriniego. W tym sezonie zespół z regionu Castellón doszedł aż do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Apetyty są więc rozbudzone, tym bardziej, iż do czwartej w tabeli Valencii Żółte Łodzie Podwodne tracą tylko jeden punkt. Pozornie sytuacja jest dobra, lecz kierownictwo klubu dobrze wie, że stoi na niepewnym gruncie. Villarreal to miejscowość mająca niespełna 50 tys. mieszkańców. Jak na hiszpańskie warunki, miasto to jest więc głęboką prowincją. Jeśli zestawimy to z nazwiskami, jakie najbliżsi przeciwnicy Barcelony mają w składzie, wnioski nasuwają się same. Czy młody i błyskotliwy Giuseppe Rossi będzie chciał dalej rozwijać swoją karierę na przedmieściach Walencii? Czy Diego López, Diego Godin i Gonzalo Rodriguez zechcą pozostać w zespole, jeśli ten nie da im możliwości osiągania sukcesów sportowych? Włodarze klubu wiedzą, że będzie wtedy bardzo trudno zatrzymać takich graczy. Tym bardziej, iż głośno mówi się o intratnych ofertach, jakie już teraz napływają do agentów wyżej wymienionych zawodników. W tej sytuacji Villarreal po prostu musi walczyć o jak najwyższe miejsce w klasyfikacji, w przeciwnym razie stopniowy odpływ najlepszych piłkarzy wydaje się nieunikniony.
W grudniu Villarreal był jedynym zespołem, który podczas trwania jesiennego przesilenia ligowego (tzw. "Everestu") zdołał strzelić Barcelonie gola. Ten zaszczyt, gospodarze tamtego meczu mogli zawdzięczać zmęczeniu, jakie Blaugrana odczuwała po meczach z całą czołówką La Liga. Widowisko, mające być szlagierem kolejki, mocno rozczarowało kibiców. Po nie zachwycającej nikogo pierwszej połowie, Barcelona w 48. minucie straciła gola za sprawą Caniego. Dopiero wtedy ekipa z Camp Nou obudziła się i zaczęła grać jak przystało Dumie Katalonii. Główka Keity oraz strzał Henry'ego ostatecznie potwierdziły wyższość Barçy nad piłkarzami Manuela Pellegriniego.
Villarreal dopiero zaczyna swój wiosenny "Everest". W pierwszym etapie tego maratonu, Żółte Łodzie Podwodne przegrały z Sevillą 0:2. Po Barcelonie czeka ich jeszcze Real Madryt i Valencia, więc o punkty będzie bardzo ciężko. Tym bardziej, iż zespół jest osłabiony brakiem kilku kluczowych graczy takich jak Marcos Senna, Pascal Cygan, Santi Cazorla i Guillermo Franco. Mimo to lista powołanych na jutro, na której znajdują się nazwiska kalibru Roberta Piresa, Giuseppe Rossiego, Nihata czy Llorente budzi respekt i nie zapowiada Dumie Katalonii łatwego spotkania.
Na korzyść FC Barcelony przemawia statystyka. Mecze na Camp Nou są tematem koszmarów sennych większości trenerów z Primera Division. Barça przegrała na tym boisku raz, z Espanyolem, i jak wszyscy pamiętamy, odbyło się to w dość dziwnych okolicznościach. Pewien holenderski trener, który został niedawno okrzyknięty "geniuszem futbolu" i "moralnym zwycięzcą półfinału Ligi Mistrzów", gdy przyszło mu grać na barcelońskim stutysięczniku, nie widział innego wyjścia, niż bronić się jedenastoma zawodnikami i ustawić przysłowiowy "autobus w bramce". Cóż więc ma czynić biedny Manuel Pellegrnini? Zespoły w rodzaju Valencii, Realu, Chelsea, czy też Deportivo nie zdołały na tym terenie strzelić gola. Nie stanowi to najlepszej wróżby przed wizytą jego zespołu w stolicy Katalonii.
Korzyścią dla Villarrealu może być fakt, iż Blaugrana jest teraz mocno przemęczona. Mecz z "Łodziami" będzie bowiem dla piłkarzy Guardioli piątym z rzędu pojedynkiem z czołówką w ostatnich tygodniach. Sevilla, Valencia, Chelsea, Real i znów Chelsea - to musiało odbić się na dyspozycji graczy z Camp Nou. Kontuzja Márqueza jest poważnym osłabieniem bloku defensywnego. Uraz Henry'ego okazał się bardziej poważny niż pierwotnie sądzono. Jego występ w finale Champions League stoi pod znakiem zapytania, mimo iż pierwotna diagnoza mówiła tylko o dwóch tygodniach absencji. Leo Messi przeplata świetne występy ze średnimi, a Samuel Eto'o od kilku spotkań stara się pokazać, że umie w polu karnym przyjąć piłkę zagrywaną od partnerów. Na razie, niestety, bez rezultatu.
Największym atutem Dumy Katalonii są jej indywidualności. W swoim składzie ma tak błyskotliwych piłkarzy, iż wydaje się, że ustalają oni między sobą dyżury, który i kiedy ma okazać się bohaterem danego spotkania. Leo Messi ratujący punkty na Ukrainie, Samuel Eto'o strzelający cztery gole Realowi Valladolid, Henry rzucający na kolana Valencię, cztery asysty Xaviego w Gran Derbi - wszystko to mówi samo za siebie. Aktualnie rolę dyżurnego bohatera FC Barcelona pełni Andres Iniesta. Od kilku spotkań ambitny Hiszpan "ciągnie" grę całego zespołu i jest jego najjaśniejszą postacią. Czy do końca sezonu Barça desygnuje do roli woła roboczego inny talent rodem z La Masia? Jest to słodką tajemnicą ekipy Guardioli.
W chwili pisania tych słów Real Madryt przegrywa z Valencią 0:2. Jeśli "Los Ches" zwyciężą w tej rywalizacji, to Barcelona, wygrywając jutro na Camp Nou, zapewni sobie Mistrzostwo Hiszpanii. Nie wiadomo, jak na tę kwestię zapatruje się żądny emocji, młody kibicowski narybek bordowo-granatowych, ale "starzy", którzy mają już "strzyki" w krzyżu, kolki wątrobowe po licznych Gran Derbi i napady agresji nabyte po jakże pamiętnej końcówce sezonu 2006/07, woleliby, żeby ta sprawa rozstrzygnęła się jak najszybciej. Albowiem dać się zrobić w przysłowiowego konia na samym finiszu to naprawdę nic przyjemnego.
Na mecz FC Barcelona - Villarreal zapraszamy w niedzielę 10 maja o godzinie 19:00.
Sinusoidalne zmiany nastrojów, z szybkością błyskawicy windujące nas od skrajnego załamania do ekstatycznego szału, mogły przyprawić starszych Cules o palpitacje serca. Jednak można już rzec, że te wielkie emocje właśnie wychowują sobie nowe pokolenie fanów Barçy. Przyrost sympatyków można porównać z falą epoki tzw. "środkowego Rijkaarda". Kiedy przyjdą gorsze czasy, to się oczywiście zmieni, ale jak na razie każdy chce kibicować Wielkiej Barcelonie. W tę niedzielę czeka nas kolejny wielki szlagier z udziałem katalońskich artystów. Podopieczni Guardioli zmierzą się bowiem z Villarreal, szóstą drużyną hiszpańskiej La Liga.
Szóste miejsce, które obecnie zajmuje Villarreal, w żadnym razie nie satysfakcjonuje podopiecznych Manuela Pellegriniego. W tym sezonie zespół z regionu Castellón doszedł aż do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Apetyty są więc rozbudzone, tym bardziej, iż do czwartej w tabeli Valencii Żółte Łodzie Podwodne tracą tylko jeden punkt. Pozornie sytuacja jest dobra, lecz kierownictwo klubu dobrze wie, że stoi na niepewnym gruncie. Villarreal to miejscowość mająca niespełna 50 tys. mieszkańców. Jak na hiszpańskie warunki, miasto to jest więc głęboką prowincją. Jeśli zestawimy to z nazwiskami, jakie najbliżsi przeciwnicy Barcelony mają w składzie, wnioski nasuwają się same. Czy młody i błyskotliwy Giuseppe Rossi będzie chciał dalej rozwijać swoją karierę na przedmieściach Walencii? Czy Diego López, Diego Godin i Gonzalo Rodriguez zechcą pozostać w zespole, jeśli ten nie da im możliwości osiągania sukcesów sportowych? Włodarze klubu wiedzą, że będzie wtedy bardzo trudno zatrzymać takich graczy. Tym bardziej, iż głośno mówi się o intratnych ofertach, jakie już teraz napływają do agentów wyżej wymienionych zawodników. W tej sytuacji Villarreal po prostu musi walczyć o jak najwyższe miejsce w klasyfikacji, w przeciwnym razie stopniowy odpływ najlepszych piłkarzy wydaje się nieunikniony.
W grudniu Villarreal był jedynym zespołem, który podczas trwania jesiennego przesilenia ligowego (tzw. "Everestu") zdołał strzelić Barcelonie gola. Ten zaszczyt, gospodarze tamtego meczu mogli zawdzięczać zmęczeniu, jakie Blaugrana odczuwała po meczach z całą czołówką La Liga. Widowisko, mające być szlagierem kolejki, mocno rozczarowało kibiców. Po nie zachwycającej nikogo pierwszej połowie, Barcelona w 48. minucie straciła gola za sprawą Caniego. Dopiero wtedy ekipa z Camp Nou obudziła się i zaczęła grać jak przystało Dumie Katalonii. Główka Keity oraz strzał Henry'ego ostatecznie potwierdziły wyższość Barçy nad piłkarzami Manuela Pellegriniego.
Villarreal dopiero zaczyna swój wiosenny "Everest". W pierwszym etapie tego maratonu, Żółte Łodzie Podwodne przegrały z Sevillą 0:2. Po Barcelonie czeka ich jeszcze Real Madryt i Valencia, więc o punkty będzie bardzo ciężko. Tym bardziej, iż zespół jest osłabiony brakiem kilku kluczowych graczy takich jak Marcos Senna, Pascal Cygan, Santi Cazorla i Guillermo Franco. Mimo to lista powołanych na jutro, na której znajdują się nazwiska kalibru Roberta Piresa, Giuseppe Rossiego, Nihata czy Llorente budzi respekt i nie zapowiada Dumie Katalonii łatwego spotkania.
Na korzyść FC Barcelony przemawia statystyka. Mecze na Camp Nou są tematem koszmarów sennych większości trenerów z Primera Division. Barça przegrała na tym boisku raz, z Espanyolem, i jak wszyscy pamiętamy, odbyło się to w dość dziwnych okolicznościach. Pewien holenderski trener, który został niedawno okrzyknięty "geniuszem futbolu" i "moralnym zwycięzcą półfinału Ligi Mistrzów", gdy przyszło mu grać na barcelońskim stutysięczniku, nie widział innego wyjścia, niż bronić się jedenastoma zawodnikami i ustawić przysłowiowy "autobus w bramce". Cóż więc ma czynić biedny Manuel Pellegrnini? Zespoły w rodzaju Valencii, Realu, Chelsea, czy też Deportivo nie zdołały na tym terenie strzelić gola. Nie stanowi to najlepszej wróżby przed wizytą jego zespołu w stolicy Katalonii.
Korzyścią dla Villarrealu może być fakt, iż Blaugrana jest teraz mocno przemęczona. Mecz z "Łodziami" będzie bowiem dla piłkarzy Guardioli piątym z rzędu pojedynkiem z czołówką w ostatnich tygodniach. Sevilla, Valencia, Chelsea, Real i znów Chelsea - to musiało odbić się na dyspozycji graczy z Camp Nou. Kontuzja Márqueza jest poważnym osłabieniem bloku defensywnego. Uraz Henry'ego okazał się bardziej poważny niż pierwotnie sądzono. Jego występ w finale Champions League stoi pod znakiem zapytania, mimo iż pierwotna diagnoza mówiła tylko o dwóch tygodniach absencji. Leo Messi przeplata świetne występy ze średnimi, a Samuel Eto'o od kilku spotkań stara się pokazać, że umie w polu karnym przyjąć piłkę zagrywaną od partnerów. Na razie, niestety, bez rezultatu.
Największym atutem Dumy Katalonii są jej indywidualności. W swoim składzie ma tak błyskotliwych piłkarzy, iż wydaje się, że ustalają oni między sobą dyżury, który i kiedy ma okazać się bohaterem danego spotkania. Leo Messi ratujący punkty na Ukrainie, Samuel Eto'o strzelający cztery gole Realowi Valladolid, Henry rzucający na kolana Valencię, cztery asysty Xaviego w Gran Derbi - wszystko to mówi samo za siebie. Aktualnie rolę dyżurnego bohatera FC Barcelona pełni Andres Iniesta. Od kilku spotkań ambitny Hiszpan "ciągnie" grę całego zespołu i jest jego najjaśniejszą postacią. Czy do końca sezonu Barça desygnuje do roli woła roboczego inny talent rodem z La Masia? Jest to słodką tajemnicą ekipy Guardioli.
W chwili pisania tych słów Real Madryt przegrywa z Valencią 0:2. Jeśli "Los Ches" zwyciężą w tej rywalizacji, to Barcelona, wygrywając jutro na Camp Nou, zapewni sobie Mistrzostwo Hiszpanii. Nie wiadomo, jak na tę kwestię zapatruje się żądny emocji, młody kibicowski narybek bordowo-granatowych, ale "starzy", którzy mają już "strzyki" w krzyżu, kolki wątrobowe po licznych Gran Derbi i napady agresji nabyte po jakże pamiętnej końcówce sezonu 2006/07, woleliby, żeby ta sprawa rozstrzygnęła się jak najszybciej. Albowiem dać się zrobić w przysłowiowego konia na samym finiszu to naprawdę nic przyjemnego.
Na mecz FC Barcelona - Villarreal zapraszamy w niedzielę 10 maja o godzinie 19:00.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (46)