Hesp: Pamiętam twarze kibiców pełne łez radości - wywiad
29 kwietnia 1998, Ruud Hesp stał się częścią historii FC Barcelony. Obronił wtedy rzut karny wykonywany przez Xabiera Eskurze. Ta interwencja pozwoliła Barcelonie pokonać zespół RCD Mallorca i zdobyć Puchar Króla. W sezonie 1997/98, Barça pod wodzą Louisa van Gaala zdobyła także mistrzostwo Hiszpanii.
Mimo że Barcelonie udało się zwyciężyć, to Hesp pamięta tę potyczkę jako bardzo trudną. Jego kolega po fachu, broniący wówczas barw Mallorki, Carlos Roa rozegrał wtedy fantastyczny mecz, raz po raz zatrzymując szalone ataki graczy Barçy.
Cofnijmy się o kilka lat. Gdy sobie przypominasz tamten mecz, który obrazek pojawia się pierwszy w twojej głowie?
To obraz kolegów z drużyny biegnących do mnie po obronionym rzucie karnym. Pamiętam wielką radość i krzyki, a potem wszystko widzę jak przez mgłę.
Pamiętasz cokolwiek z późniejszych zdarzeń?
Tak, myślę, że tak. Istnieją pewne obrazy, które utkwiły mi w pamięci. Runda honorowa czy twarze kibiców pełne łez radości, zwłaszcza tych starszych fanów. To było bardzo ujmujące.
Przypominasz sobie coś oprócz radości i łez fanów?
Tak, moich rodziców. Mówiąc o twarzach starszych fanów miałem na myśli także ich. Mogłem przeżyć tę chwilę dzięki nim. W dużej mierze to oni pomogli mi zostać dobrym piłkarzem. To był szczytowy moment mojej kariery i udało mi się wtedy przeżyć jedną z najbardziej emocjonalnych chwil w moim życiu.
Emocje musiały być jeszcze większe ze względu na bardzo dramatyczny przebieg meczu...
Bez wątpienia. Mallorca objęła prowadzenie i grało się nam bardzo trudno. To my byliśmy faworytami, ale oni byli bardzo solidnym zespołem. Tworzyli kolektyw, a do tego grali świetnie w obronie. Ostatecznie o wyniku przesądziły rzuty karne.
Czy któryś z graczy Mallorki szczególnie dał ci się we znaki?
Jeżeli miałbym już wskazywać takiego zawodnika to zdecydowanie był nim Roa. Nasz zespół utrzymywał wysoką intensywność gry, ale on był po prostu genialny. Wydawało się, że obroni każdy strzał lecący w jego stronę. Zawsze był bardzo dobrym bramkarzem, ale tego dnia przeszedł sam siebie. Być może fani pamiętają mnie jako bohatera, ale to Roa był najlepszy na boisku. Nawet w konkursie jedenastek obronił więcej strzałów ode mnie, bo aż trzy. Na moją bramkę uderzali niecelnie. Był niesamowity, ale nie ucałował pucharu. Taka jest piłka nożna.
Uważasz, że w meczach finałowych nie ma faworytów?
To nie tak. Jednak uważam, że możesz być lepszy na papierze, ale jeżeli na mecz nie wyjdziesz odpowiednio skoncentrowany to przegrasz. Musisz być zmotywowany co najmniej tak jak rywale - tylko wtedy może decydować jakość gry poszczególnych graczy.
Czy jest coś, czego Barça powinna być świadoma w Walencji?
Myślę, że Barça jest zdecydowanym faworytem, ale musi udowodnić swoją wyższość na boisku. Jeżeli od początku wyjdą odpowiednio skoncentrowani, a następnie zagrają na optymalnym poziomie to wygrają. Jednak, gdy się tak nie stanie, a Bilbao realnie uwierzy w swoje szanse to może być różnie. Patrząc na ostatnie mecze Barcelony mogę stwierdzić, że mają najlepszy środek pomocy na świecie i myślę, że sama dobra dyspozycja tej formacji wystarczy do zdobycia pucharu.
Grałeś w drużynie z Guardiolą. Czy jego sukces w tym sezonie na stanowisku trenera cię zaskoczył?
Wiem, że każdy to mówi, ale nie. Już jak został zawodnikiem to widome było, iż w przyszłości zostanie trenerem, bądź menadżerem. Jako piłkarz pełnił rolę lidera i kapitana drużyny. Teraz robi dokładnie to samo jako trener. Pamiętam jak zawsze w szatni motywował nas do lepszej gry i wzywał nas do zwycięstwa - to jest kapitan!
Co powiesz o bramkarzach w drużynie Guardioli?
Nie ma potrzeby martwić się pozycją bramkarzy. Wiem, że podstawowym bramkarzem w pucharze jest Pinto. Nie znam go dobrze, ale wydaje się być bardzo bezpieczną opcją. Victor jest prawdziwym numerem jeden. Jego występy przeciwko Chelsea były niesamowite. To on w dużej mierze zapewnił drużynie awans.
Krótki filmik prezentujący wszystko to, co działo się przed, po i w trakcie pamiętnego finału:
[źródło: FCBarcelona.cat]
Mimo że Barcelonie udało się zwyciężyć, to Hesp pamięta tę potyczkę jako bardzo trudną. Jego kolega po fachu, broniący wówczas barw Mallorki, Carlos Roa rozegrał wtedy fantastyczny mecz, raz po raz zatrzymując szalone ataki graczy Barçy.
Cofnijmy się o kilka lat. Gdy sobie przypominasz tamten mecz, który obrazek pojawia się pierwszy w twojej głowie?
To obraz kolegów z drużyny biegnących do mnie po obronionym rzucie karnym. Pamiętam wielką radość i krzyki, a potem wszystko widzę jak przez mgłę.
Pamiętasz cokolwiek z późniejszych zdarzeń?
Tak, myślę, że tak. Istnieją pewne obrazy, które utkwiły mi w pamięci. Runda honorowa czy twarze kibiców pełne łez radości, zwłaszcza tych starszych fanów. To było bardzo ujmujące.
Przypominasz sobie coś oprócz radości i łez fanów?
Tak, moich rodziców. Mówiąc o twarzach starszych fanów miałem na myśli także ich. Mogłem przeżyć tę chwilę dzięki nim. W dużej mierze to oni pomogli mi zostać dobrym piłkarzem. To był szczytowy moment mojej kariery i udało mi się wtedy przeżyć jedną z najbardziej emocjonalnych chwil w moim życiu.
Emocje musiały być jeszcze większe ze względu na bardzo dramatyczny przebieg meczu...
Bez wątpienia. Mallorca objęła prowadzenie i grało się nam bardzo trudno. To my byliśmy faworytami, ale oni byli bardzo solidnym zespołem. Tworzyli kolektyw, a do tego grali świetnie w obronie. Ostatecznie o wyniku przesądziły rzuty karne.
Czy któryś z graczy Mallorki szczególnie dał ci się we znaki?
Jeżeli miałbym już wskazywać takiego zawodnika to zdecydowanie był nim Roa. Nasz zespół utrzymywał wysoką intensywność gry, ale on był po prostu genialny. Wydawało się, że obroni każdy strzał lecący w jego stronę. Zawsze był bardzo dobrym bramkarzem, ale tego dnia przeszedł sam siebie. Być może fani pamiętają mnie jako bohatera, ale to Roa był najlepszy na boisku. Nawet w konkursie jedenastek obronił więcej strzałów ode mnie, bo aż trzy. Na moją bramkę uderzali niecelnie. Był niesamowity, ale nie ucałował pucharu. Taka jest piłka nożna.
Uważasz, że w meczach finałowych nie ma faworytów?
To nie tak. Jednak uważam, że możesz być lepszy na papierze, ale jeżeli na mecz nie wyjdziesz odpowiednio skoncentrowany to przegrasz. Musisz być zmotywowany co najmniej tak jak rywale - tylko wtedy może decydować jakość gry poszczególnych graczy.
Czy jest coś, czego Barça powinna być świadoma w Walencji?
Myślę, że Barça jest zdecydowanym faworytem, ale musi udowodnić swoją wyższość na boisku. Jeżeli od początku wyjdą odpowiednio skoncentrowani, a następnie zagrają na optymalnym poziomie to wygrają. Jednak, gdy się tak nie stanie, a Bilbao realnie uwierzy w swoje szanse to może być różnie. Patrząc na ostatnie mecze Barcelony mogę stwierdzić, że mają najlepszy środek pomocy na świecie i myślę, że sama dobra dyspozycja tej formacji wystarczy do zdobycia pucharu.
Grałeś w drużynie z Guardiolą. Czy jego sukces w tym sezonie na stanowisku trenera cię zaskoczył?
Wiem, że każdy to mówi, ale nie. Już jak został zawodnikiem to widome było, iż w przyszłości zostanie trenerem, bądź menadżerem. Jako piłkarz pełnił rolę lidera i kapitana drużyny. Teraz robi dokładnie to samo jako trener. Pamiętam jak zawsze w szatni motywował nas do lepszej gry i wzywał nas do zwycięstwa - to jest kapitan!
Co powiesz o bramkarzach w drużynie Guardioli?
Nie ma potrzeby martwić się pozycją bramkarzy. Wiem, że podstawowym bramkarzem w pucharze jest Pinto. Nie znam go dobrze, ale wydaje się być bardzo bezpieczną opcją. Victor jest prawdziwym numerem jeden. Jego występy przeciwko Chelsea były niesamowite. To on w dużej mierze zapewnił drużynie awans.
Krótki filmik prezentujący wszystko to, co działo się przed, po i w trakcie pamiętnego finału:
[źródło: FCBarcelona.cat]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (12)