Henry - król futbolu już dwa lata z nami
Dzisiaj obchodzimy drugą rocznicę przybycia na Camp Nou Thierry'ego Henry. Cofnijmy się w czasie o dwa lata. Mamy dzień 25 czerwca 2007 roku. FC Barcelona i Arsenal Londyn dochodzą do porozumienia. Katalończycy płacą londyńczykom 24 miliony euro. Francuz podpisuje kontrakt z Barçą, na mocy którego będzie zarabiał 6,8 miliona euro za sezon gry. Odbywa się konferencja prasowa, podczas której następuje symboliczny uścisk dłoni. Titi po raz pierwszy widzi swoje nazwisko nadrukowane na koszulce w barwach blaugrana. Camp Nou się wypełnia i następuje wielka chwila. W obecności ponad 30 tysięcy culés, Thierry Henry wychodzi na murawę Camp Nou, a w tle rozbrzmiewa hymn FC Barcelony.
Po pamiątkowych zdjęciach, uśmiechach i czułościach przyszedł czas na ciężką pracę. Francuzowi nie było łatwo przystosować się do gry w FC Barcelonie. Pozycja tradycyjnej '9' w klubie była zarezerwowana dla Samuela Eto'o, a Henry był wystawiany - tak jak dziś - na lewej stronie ataku. Początek nie był łatwy. Oprócz trudności aklimatyzacyjnych, w dobrej grze przeszkadzała mu poważna kontuzja kręgosłupa. Mimo wszelkich trudności na jego pierwszego gola nie trzeba było długo czekać. 19 września 2007 roku w grupowym spotkaniu Ligi Mistrzów z Olimpique Lyon (3:0) wpisał się na listę strzelców, tym samym zdobył swoją pierwszą oficjalną bramkę w barwach FC Barcelony. Wcześniej strzelał już gole w spotkaniach przedsezonowych.
Cały sezon był dla Barçy nieudany. Gwiazda Ronaldinho gasła, a razem z nią cała FC Barcelona. Nie jest łatwo grać w drużynie, która się stacza. Frustracja narastała, bo przecież on tutaj przybył, by spełniać swoje marzenia - zdobyć Ligę Mistrzów, a zespół nie funkcjonował jak należy. Mimo przeciwności losu, Henry nie zwalniał tempa, nie schodził poniżej pewnego poziomu. Mimo że wielu zarzucało mu słaba grę, był on najlepszym strzelcem drużyny w całym sezonie. Zdobył 19 bramek w 47 oficjalnych spotkaniach. Dwanaście w La Liga, trzy w Lidze Mistrzów i cztery w Pucharze Króla. Dodatkowo świetnie wywiązywał się z roli skrzydłowego - zanotował 11 asyst. Barcelona zajęła trzecie miejsce w La Liga i przygotowywała się do następnego sezonu z myślą o tym, ze trzeba uczestniczyć w eliminacjach do Ligi Mistrzów. To mówi wszystko o sezonie 2007/08.
Jednym z miłych wspomnień z tamtego sezonu jest Thierry Henry strzelający swojego pierwszego hat-tricka w barwach blaugrana. Skompletował go 29 września 2007 roku w spotkaniu ligowym z Levante (4:1).
Podczas wakacji w szeregach Barcelony nastąpiła rewolucja. Odszedł Frank Rijkaard, przybył młody, niedoświadczony Josep Guardiola. Sprzedane zostały dwie największe gwiazdy drużyny, Ronaldinho i Deco. Na listę transferową wystawiony był Samuel Eto'o. Niejaki Oriol Giralt promuje ruch, którego celem jest wotum nieufności dla Joana Laporty. W tym całym bałaganie Thierry Henry wątpi w odrodzenie zespołu oraz w to, że FC Barcelona pomoże mu spełnić marzenia. Król futbolu chce odejść z klubu, ale po rozmowie z Pepem Guardiola decyduje się kontynuować karierę na Camp Nou. I była to jedna z najlepszych decyzji w jego życiu.
Sezon zaczyna się niemrawo. Porażka w Sorii, remis na Camp Nou z Racingiem. Henry także gra przeciętnie. Często siada na ławce rezerwowych, a miejsce na lewej stronie ataku zajmuje Andrés Iniesta. Przełomowa okazuje się kontuzja Andrésito. Titi zaczyna grać regularnie, a Barça mknie od zwycięstwa do zwycięstwa.
Henry cudowny okres przeżywa w grudniu. Messi i Eto'o zaczynają zawodzić, a przed drużyną sławny Mount Everest. Wtedy francuski egzekutor nie zawodzi. Strzela hat-tricka w spotkaniu z Valencią (4:0).
Barcelona wchodzi na Mount Everest bez szwanku, choć najbliżej straty punktów była na El Madrigal. Jednak Henry ponownie nie zawiódł. Xavi świetnie podał, a Francuz dostawił nogę tak jak należało.
Ten sezon Henry może zaliczyć do bardzo udanych. Zdobył 26 bramek i zanotował 12 asyst. Co ważniejsze, strzelał je w najbardziej odpowiednich momentach. Jego trafienia w Walencji, w Vila-real, czy na Santiago Bernabeu będziemy pamiętać bardzo długo. Jedno z najlepszych spotkań w barwach Barcelony, Francuz rozegrał w Madrycie. Zdobył dwa fantastyczne gole, a to co wyprawiał z Sergio Ramosem można ochrzcić mianem "niezwykłego". Reprezentant Hiszpanii dostał srogą lekcję futbolu od francuskiego weterana.
Siłą woli wyleczył się na rzymski finał z Manchesterem United. To był najważniejszy mecz w jego życiu. Stanął oko w oko z diabłem. Musiał go pokonać i wyrwać z piekielnych otchłani Puchar Mistrzów. Udało się. Po tylu latach prób wreszcie udało się zdobyć Ligę Mistrzów. Widać było w jego oczach radość. Szczęście człowieka spełnionego. Jego kolekcja jest imponująca, jest to jeden z najbardziej utytułowanych zawodników w historii piłki nożnej. Wygrał Mistrzostwa Świata, Mistrzostwa Europy, Puchar Konfederacji, Mistrzostwo Francji, Anglii, Hiszpanii, Puchar Anglii, Puchar Hiszpanii, Super Puchar, Tarczę Dobroczynności oraz w barwach FC Barcelony dołożył Ligę Mistrzów. W przyszłym sezonie będzie miał okazję do kolekcji dorzucić Superpuchary Hiszpanii i Europy oraz Klubowe Mistrzostwo Świata. Jeżeli tego dokona, będzie mógł powiedzieć, że zdobył wszystko. Wstańmy i zacznijmy klaskać, bo oto stoi przed nami legenda.
Gwiazdy rozbłyskały i gasły, lecz gwiazda Thierry'ego Henry błyszczy wielkim blaskiem już od ponad dekady. Był Ronaldo, był Rivaldo, był Ronaldinho, był Zidane, był Beckham. Tylu genialnych piłkarzy ujrzał świat. Jednak oni byli i już ich nie ma. Henry trwa w chwale! Jest wielki i wielki pozostanie. Jego nazwisko już na zawsze będzie widniało na kartach historii futbolu.
Kibice Barçy często go nie doceniają. Oczekują, że zobaczą Henry'ego z Arsenalu. Jednak jego już nie ma. Jest nowy-Henry z Barcelony. Czy jest on lepszy czy gorszy można dyskutować. Jego wkład w sukces Barçy w tym sezonie jest niepodważalny. Zauważmy, że jest on nie tylko wielkim piłkarzem, ale przede wszystkim wspaniałym człowiekiem. Pozostaje wzorem profesjonalizmu, mentorem dla młodszych zawodników. Dzieli się swoją ogromną wiedzą z młodymi adeptami szkółki Barcelony. Często widzimy go w rozmowach z Bojanem. Młody Katalończyk powinien być szczęśliwy, że ma tak wielkiego nauczyciela, lepszego wymarzyć sobie nie mógł. U jego boku może stać się wspaniałym napastnikiem.
Miał problemy, kłopoty rodzinne. Rozwód z żoną, porwanie dziecka. Jednak nigdy się nie poddawał. Szedł wyznaczoną ścieżką do celu. Kiedy jego życie ponownie się ułożyło, znów zobaczyliśmy najlepsze wydanie Francuza w akcji. Jest już z nami 2 lata i niech pozostanie jak najdłużej. Mistrzu, dziękujemy za wszystko, co dla nas zrobiłeś.
[źródło: Własne]
Po pamiątkowych zdjęciach, uśmiechach i czułościach przyszedł czas na ciężką pracę. Francuzowi nie było łatwo przystosować się do gry w FC Barcelonie. Pozycja tradycyjnej '9' w klubie była zarezerwowana dla Samuela Eto'o, a Henry był wystawiany - tak jak dziś - na lewej stronie ataku. Początek nie był łatwy. Oprócz trudności aklimatyzacyjnych, w dobrej grze przeszkadzała mu poważna kontuzja kręgosłupa. Mimo wszelkich trudności na jego pierwszego gola nie trzeba było długo czekać. 19 września 2007 roku w grupowym spotkaniu Ligi Mistrzów z Olimpique Lyon (3:0) wpisał się na listę strzelców, tym samym zdobył swoją pierwszą oficjalną bramkę w barwach FC Barcelony. Wcześniej strzelał już gole w spotkaniach przedsezonowych.
Cały sezon był dla Barçy nieudany. Gwiazda Ronaldinho gasła, a razem z nią cała FC Barcelona. Nie jest łatwo grać w drużynie, która się stacza. Frustracja narastała, bo przecież on tutaj przybył, by spełniać swoje marzenia - zdobyć Ligę Mistrzów, a zespół nie funkcjonował jak należy. Mimo przeciwności losu, Henry nie zwalniał tempa, nie schodził poniżej pewnego poziomu. Mimo że wielu zarzucało mu słaba grę, był on najlepszym strzelcem drużyny w całym sezonie. Zdobył 19 bramek w 47 oficjalnych spotkaniach. Dwanaście w La Liga, trzy w Lidze Mistrzów i cztery w Pucharze Króla. Dodatkowo świetnie wywiązywał się z roli skrzydłowego - zanotował 11 asyst. Barcelona zajęła trzecie miejsce w La Liga i przygotowywała się do następnego sezonu z myślą o tym, ze trzeba uczestniczyć w eliminacjach do Ligi Mistrzów. To mówi wszystko o sezonie 2007/08.
Jednym z miłych wspomnień z tamtego sezonu jest Thierry Henry strzelający swojego pierwszego hat-tricka w barwach blaugrana. Skompletował go 29 września 2007 roku w spotkaniu ligowym z Levante (4:1).
Podczas wakacji w szeregach Barcelony nastąpiła rewolucja. Odszedł Frank Rijkaard, przybył młody, niedoświadczony Josep Guardiola. Sprzedane zostały dwie największe gwiazdy drużyny, Ronaldinho i Deco. Na listę transferową wystawiony był Samuel Eto'o. Niejaki Oriol Giralt promuje ruch, którego celem jest wotum nieufności dla Joana Laporty. W tym całym bałaganie Thierry Henry wątpi w odrodzenie zespołu oraz w to, że FC Barcelona pomoże mu spełnić marzenia. Król futbolu chce odejść z klubu, ale po rozmowie z Pepem Guardiola decyduje się kontynuować karierę na Camp Nou. I była to jedna z najlepszych decyzji w jego życiu.
Sezon zaczyna się niemrawo. Porażka w Sorii, remis na Camp Nou z Racingiem. Henry także gra przeciętnie. Często siada na ławce rezerwowych, a miejsce na lewej stronie ataku zajmuje Andrés Iniesta. Przełomowa okazuje się kontuzja Andrésito. Titi zaczyna grać regularnie, a Barça mknie od zwycięstwa do zwycięstwa.
Henry cudowny okres przeżywa w grudniu. Messi i Eto'o zaczynają zawodzić, a przed drużyną sławny Mount Everest. Wtedy francuski egzekutor nie zawodzi. Strzela hat-tricka w spotkaniu z Valencią (4:0).
Barcelona wchodzi na Mount Everest bez szwanku, choć najbliżej straty punktów była na El Madrigal. Jednak Henry ponownie nie zawiódł. Xavi świetnie podał, a Francuz dostawił nogę tak jak należało.
Ten sezon Henry może zaliczyć do bardzo udanych. Zdobył 26 bramek i zanotował 12 asyst. Co ważniejsze, strzelał je w najbardziej odpowiednich momentach. Jego trafienia w Walencji, w Vila-real, czy na Santiago Bernabeu będziemy pamiętać bardzo długo. Jedno z najlepszych spotkań w barwach Barcelony, Francuz rozegrał w Madrycie. Zdobył dwa fantastyczne gole, a to co wyprawiał z Sergio Ramosem można ochrzcić mianem "niezwykłego". Reprezentant Hiszpanii dostał srogą lekcję futbolu od francuskiego weterana.
Siłą woli wyleczył się na rzymski finał z Manchesterem United. To był najważniejszy mecz w jego życiu. Stanął oko w oko z diabłem. Musiał go pokonać i wyrwać z piekielnych otchłani Puchar Mistrzów. Udało się. Po tylu latach prób wreszcie udało się zdobyć Ligę Mistrzów. Widać było w jego oczach radość. Szczęście człowieka spełnionego. Jego kolekcja jest imponująca, jest to jeden z najbardziej utytułowanych zawodników w historii piłki nożnej. Wygrał Mistrzostwa Świata, Mistrzostwa Europy, Puchar Konfederacji, Mistrzostwo Francji, Anglii, Hiszpanii, Puchar Anglii, Puchar Hiszpanii, Super Puchar, Tarczę Dobroczynności oraz w barwach FC Barcelony dołożył Ligę Mistrzów. W przyszłym sezonie będzie miał okazję do kolekcji dorzucić Superpuchary Hiszpanii i Europy oraz Klubowe Mistrzostwo Świata. Jeżeli tego dokona, będzie mógł powiedzieć, że zdobył wszystko. Wstańmy i zacznijmy klaskać, bo oto stoi przed nami legenda.
Gwiazdy rozbłyskały i gasły, lecz gwiazda Thierry'ego Henry błyszczy wielkim blaskiem już od ponad dekady. Był Ronaldo, był Rivaldo, był Ronaldinho, był Zidane, był Beckham. Tylu genialnych piłkarzy ujrzał świat. Jednak oni byli i już ich nie ma. Henry trwa w chwale! Jest wielki i wielki pozostanie. Jego nazwisko już na zawsze będzie widniało na kartach historii futbolu.
Kibice Barçy często go nie doceniają. Oczekują, że zobaczą Henry'ego z Arsenalu. Jednak jego już nie ma. Jest nowy-Henry z Barcelony. Czy jest on lepszy czy gorszy można dyskutować. Jego wkład w sukces Barçy w tym sezonie jest niepodważalny. Zauważmy, że jest on nie tylko wielkim piłkarzem, ale przede wszystkim wspaniałym człowiekiem. Pozostaje wzorem profesjonalizmu, mentorem dla młodszych zawodników. Dzieli się swoją ogromną wiedzą z młodymi adeptami szkółki Barcelony. Często widzimy go w rozmowach z Bojanem. Młody Katalończyk powinien być szczęśliwy, że ma tak wielkiego nauczyciela, lepszego wymarzyć sobie nie mógł. U jego boku może stać się wspaniałym napastnikiem.
Miał problemy, kłopoty rodzinne. Rozwód z żoną, porwanie dziecka. Jednak nigdy się nie poddawał. Szedł wyznaczoną ścieżką do celu. Kiedy jego życie ponownie się ułożyło, znów zobaczyliśmy najlepsze wydanie Francuza w akcji. Jest już z nami 2 lata i niech pozostanie jak najdłużej. Mistrzu, dziękujemy za wszystko, co dla nas zrobiłeś.
[źródło: Własne]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (100)