Kolejny sprawdzian zaliczony: LA Galaxy - Barcelona 1:2

SZUMI

2 sierpnia 2009, 05:15

159 komentarzy
Wyjściowy skład Barcelony na spotkanie z galaktycznymi z Los Angeles był dużym zaskoczeniem. Zdziwienie wywołało zwłaszcza zestawienie linii obrony: Márquez w wyjściowej ‘11' tuż po kontuzji, Muniesa znowu z szansą na pokazanie się Guardioli, debiut Maxwella. Ponadto w pierwszym składzie pojawił się Jonathan dos Santos.

Chwilę po rozpoczęciu spotkania zaskoczyło zestawienie linii napadu. I nie chodzi tu o skład osobowy, a raczej o to, że Bojan grał pierwszy kwadrans jako lewoskrzydłowy, Messi jako środkowy napastnik, a Pedro jako prawoskrzydłowy. Sytuacja jednak w miarę rozwoju spotkania wróciła do normy, z Krkiciem jako wysuniętym napastnikiem.

Barça grała od początku to czego do czego nas przyzwyczaiła w zeszłym sezonie: dużo podań na całej szerokości boiska, olbrzymia przewaga w posiadaniu piłki, szybki ruch zawodników po całej murawie. Messi, który w tym spotkaniu wystąpił w roli kapitana, przez całą pierwszą połowę był niezwykle aktywny. Zwłaszcza chętnie wymieniał piłkę z Alvesem, choć kilkukrotnie zdarzyło mu się zbyt długie ‘holowanie' piłki.

W zasadzie pierwsza groźna sytuacja zakończyła się strzeleniem bramki przez Dumę Katalonii. Gola zdobył Pedro po akcji, którą sam zainicjował. Najpierw po otrzymaniu piłki przed polem karnym zmylił obrońcę i oddał strzał, który został odbity przez bramkarza. Do piłki doskoczył Messi i próbował skierować ją do bramki. Tym razem strzał został zablokowany przez obrońcę, a bezpańska piłka padła łupem Pedro, który skierował ją do siatki.

Minutę później po raz pierwszy sprawdzona została czujność broniącego w pierwszej połowie Pinto. Spokojną interwencją zatrzymał dość słaby strzał głową.

Pierwszy kwadrans Keity na boisku można było podsumować stwierdzeniem: 3 straty. Jednakże w 16 minucie pokazał się z innej strony: po wspaniałym 30-metrowym podaniu Márqueza, Keita wyszedł na czystą pozycję i po zaskakującym jak na Malijczyka zwodzie spróbował oddać strzał, który został zablokowany przez upadającego obrońcę.

Przez całą pierwszą połowę widać było, że to nie jest rezerwowy skład. Była to zupełnie inna piłka, niż prezentowana podczas Wembley Cup. Gra była szybka z mnóstwem wymian pozycji i mnogością podań. Widać, że Dani Alves daje Barcelonie olbrzymi wachlarz możliwości ofensywnych, daje się również odczuć jego obecność w defensywie.

Po około pół godziny nastąpiła pierwsza zmiana w katalońskiej drużynie. Zszedł Márquez, a w jego miejsce pojawił się numerem 23 Henrique. Chwilę później dwukrotnie groźnie zaatakowali Amerykanie. Najpierw strzał zza pola karnego oddał chyba najlepszy w spotkaniu zawodnik z LA Galaxy, Donovan, ale piłka odbiła się od obrońcy na rzut różny. Raptem minutę później krótkie jego rozegranie spowodowało zamieszanie w szeregach obronnych Barcelony i nagle przed Pinto znaleźli się trzej zawodnicy z Los Angeles. Na szczęście sami sobie przeszkodzili, co w efekcie spowodowało strzał poza światło bramki.

Niedługo później Yaya Touré dostał tzw. w piłkarskim slangu "stołeczek" i spadł na niegdyś często kontuzjowane plecy. Rozgrzewkę zaczynał Busquets, ale jak się później okazało z reprezentantem Wybrzeża Kości Słoniowej wszystko było w porządku.

Około 35 minuty ożywił się Messi. Argentyńczyk szukał gry, dużo się przemieszczał po boisku. W 37 minucie brał udział w akcji, po której obrońcy musieli wybijać piłkę z linii bramkowej. Chwilę później strzał z dystansu oddał Keita. Barça wyraźnie się rozkręcała. Raptem pięć minut później kolejną sytuację miał Messi, ale świetnie wyciągnął się bramkarz i obronił zmierzający w prawy róg bramki strzał.

Już w doliczonym czasie gry pierwszej połowy sędzia spotkania podyktował rzut wolny za słuszny faul Henrique, który na bramkę zamienił fantastycznym uderzeniem David Beckham.

Wynik zupełnie nie odzwierciedlał boiskowych poczynań obu zespołów. Podopieczni Pepa Guardioli w pierwszej połowie mieli ogromną przewagę. To oni stworzyli sobie kilka bardzo dogodnych sytuacji bramkowych, jednak nie potrafili ich wykorzystać.

II połowa

Po przerwie wyszła zupełnie inna jedenastka'. Realizatorzy złapali również Zlatana Ibrahimovića wychodzącego z szatni wraz z drużyną. Chyba po raz pierwszy na środku ataku Pep postawił na Eidura Gudjohnsena.

Druga część gry zaczęła się od wspaniałej i nagrodzonej oklaskami publiczności szarży Henry'ego lewym skrzydłem. Chwilę później na boisko padł po ostrym wejściu Xavi, a niedługo później - Busquets. Widać było, że zawodnicy Galaxy nie przebierają w środkach.

W 52 minucie szansę z wolnego miał Xavi, ale strzelił tuż ponad poprzeczką. W ciągu kolejnego kwadransa swój czas na wykazanie się dwukrotnie miał Valdés, ale z obu prób wyszedł zwycięsko.

W 66 minucie padła druga bramka strzelona przez prawoskrzydłowego w dzisiejszym meczu. Tym razem zdobył ją Jeffren, a asystę a'la Xavi zaliczył Busquets. W obu przypadkach cieszy przede wszystkim wykończenie akcji 'na zimno' przez zawodników młodych, znanych ze swej nieskuteczności i impulsywności.

W 72 minucie, po raz drugi w meczu, na skrzydle zaznaczył swą obecność Henry i po świetnym rajdzie dograł do Jeffrena, który wbiegając w pole bramkowe został nieco wybity z rytmu biegu przez obrońcę i strzelił kilka centymetrów obok słupka.

Druga połowa prowadzona była w znacznie wolniejszym tempie niż pierwsza. Brakowało dynamiki zawodnikom, którzy dopiero wchodzą w sezon. Nie było również głęboko penetrujących wejść obrońców. Wydaje się, że żadna para zawodników nie potrafi tak nękać obrony krótkim wymianami piłki i szybkim przemieszczaniem się jak Messi z Danim Alvesem.

In minus

Słaby mecz rozegrał Gudjohnsen. Niestety po niezłym spotkaniu z Al-Ahly, zagrał mecz na poziomie bardziej przypominającym zeszły sezon. I to wszystko w sytuacji, gdy ważą się jego dalsze losy w Barcelonie i gdy Pep Guardiola wypuścił Islandczyka jako środkowego napastnika.

W drugiej połowie nie zachwycili obrońcy. Puyol zagrał na swoim normalnym poziomie, ale jak zwykle widać było, że hegemonem jest raczej jako stoper a nie boczny obrońca. Abidal z kolei nie wyróżnił się na boisku zupełnie niczym. Być może nie byłby temat wart uwagi, gdyby nie fakt, że boczni obrońcy w pierwszej połowie zagrali naprawdę dobre zawody i byli niezwykle widoczni przez całe pierwsze 45 minut.

Henrique wciąż ma problemy z odnalezieniem się na boisku. Zwłaszcza znamienny był faul w najgorszym możliwym miejscu, czyli na wprost bramki, tuż przed polem karnym, po którym padło wyrównanie. Stoper powinien się wystrzegać ostrej gry w tym miejscu, zwłaszcza, jeśli w przeciwnej drużynie gra David Beckham. Niczym specjalnym nie wykazał się również Fontàs, a Victor Sanchez jest moim zdaniem za słaby na grę w Barcelonie A.

In plus

Warto było dotrwać do 5 rano, żeby zobaczyć bramki Pedro i Jeffrena i przekonać się, że system oparty na inwestowaniu w wychowanków naprawdę się opłaca. Oby tak jak w ostatnich dwóch meczach wychowankowie grali podczas sezonu, który już niedługo się rozpoczyna.

Warto było również zobaczyć wracających po kontuzjach Henry'ego oraz Márqueza. Meksykanin zagrał co prawda tylko 30 minut, ale zdążył się pokazać z jak najlepszej strony, nie dopuszczając do żadnej groźnej sytuacji, a ponadto wykazał się wspaniałym długim podaniem w swoim stylu, którym wyprowadził na dogodną pozycję Seydou Keitę. Francuz z kolei kilkukrotnie świetnie zagrał na lewym skrzydle, na którym jest w tej chwili absolutnym numerem jeden jeśli chodzi o Barcelonę.

Na pewno można również być zadowolonym z debiutu Maxwella. Nowy nabytek Barçy prezentował się lepiej niż Abidal, zwłaszcza jeśli chodzi o poczynania ofensywne. W obronie grali na podobnym poziomie.

Bardzo dobre wrażenie po pierwszej połowie pozostawił po sobie młodszy z braci Dos Santosów. Grał dojrzale, nie notował strat, zagrał jedną piłkę znamionującą talent czystej wody.

Ciekawostka

Po meczu koszulkami wymienili się David Beckham oraz Thierry Henry. Następnie rozmawiali i pozowali do wspólnego zdjęcia. Rozegrali odpowiednio dla swoich reprezentacji 112 i 111 meczów i na przestrzeni lat rywalizowali ze sobą wielokrotnie zarówno na niwie klubowej (Manchester United - Arsenal, Real Madryt - Arsenal, LA Galaxy - Barcelona) oraz reprezentacyjnej. Obaj są ikonami zarówno futbolu, jak i szeroko rozumianej popkultury.

Los Angeles Galaxy: Saunders; De la Garza; Sanneh (Berhalter, 45'), González (Patterson, 86'), Dunivant, Donovan, Beckham, Miglioranzi (Kovalenko, 65'), Lewis, Birchall, Kirovski.

FC Barcelona: Pinto (Valdés, 45'); Alves (Puyol, 45'), Muniesa (Fontàs, 45'), Márquez (Henrique, 30') (Piqué, 60'); Maxwell (Abidal, 45'); Jonathan dos Santos (Xavi, 45'), Touré (Busquets, 45'), Keita (Víctor Sánchez, 45'); Messi (Jeffren, 45'), Bojan (Gudjohnsen, 45'), Pedro (Henry, 45').

Arbiter: Baldomero Toledo

Żołte kartki :

Los Angeles Galaxy: Gordon za ostry faul na Xavim (53')

FC Barcelona: Touré Yayá za protesty (43')

Bramki:

0-1 Pedro (10')
1-1 Beckham (44')
1-2 Jeffren (66')

[źródło: Własne]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (159)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze