Maradona: Marzenie, które stało się rzeczywistością - wywiad

Challenger

13 sierpnia 2009, 11:24

12 komentarzy
Zdaniem wielu, Diego Armando Maradona jest największym piłkarzem w historii. Po pięknej karierze, która przyniosła mu ogromną popularność na całym świecie i oszukaniu śmierci ledwie kilka lat temu, 48-letnia legenda znów może w pełni oddać się futbolowi. Tym razem w roli szkoleniowca Albicelestes.

Mimo obowiązków zawodowych i rodzinnych - Diego jest już dziadkiem - znalazł czas, by podzielić się swoimi przemyśleniami o reprezentowaniu i trenowaniu Argentyny, Leo Messim, Xavim, Fidelu Castro oraz wspomnieniami swej niedawnej walki z przeciwnościami losu. Pełny wywiad opublikowany został na oficjalnej stronie FIFA, poniżej znajdziecie zaś najciekawsze fragmenty.

Diego, jesteś już na stanowisku przez 9 miesięcy. Czy jest w tym coś z bycia ojcem?

W pewnym sensie tak. Przez cały ten okres spędziłem z chłopakami jedynie półtora miesiąca, nie mieliśmy zatem zbyt wiele czasu na wspólną pracę, poszukiwanie nowej jakości. W tak krótkim czasie trudno też mówić o jakiejś szczególnej integracji. Mimo to początki są pozytywne, mogę też dziś stwierdzić, że objęcie tej posady jest dla mnie wspaniałym doświadczeniem. Niemniej, nadchodzi teraz moment, gdy tak naprawdę zaczyna się moja rola jako trenera - po okresie zapoznania mogę zacząć pracować nad tymi 25 umysłami: np. jak powinni zachowywać się na boisku, a jak poza nim. Sam przeszedłem przez to wszystko, dlatego zamierzam dzielić się swoimi doświadczeniami z drużyną. Ufam, że wzbogaci ich to jako piłkarzy.

Znajdujesz w tym przyjemność?

Teraz o nią trudniej. Większą radość czerpałem ze swojej gry. Nie wpływa to jednak absolutnie na fakt, że staram się zawsze wypełniać swoje obowiązki. Każdy wie, że mam za sobą trudny okres, jednak udało mi się uporządkować swoje życie i oto jestem, na stanowisku selekcjonera narodowej drużyny Argentyny. Pod tym względem - to marzenie, które stało się rzeczywistością.

Bywa zatem ciężej niż się spodziewałeś?

Jest ciężko z powodów, o których wspomniałem. Poza tym - jesteś ciągle pod telefonem. Na bieżąco śledzisz w jakiej formie są piłkarze. Codziennie spotykam się ze swoim zespołem trenerskim, by dowiedzieć się, jak na treningach radzili sobie Messi, Agüero, Maxi Rodriguez i inni, czy grał Jonás Gutiérrez. Więcej w tym logistyki niż faktycznego oglądania tych zawodników, ale taki już jest dzisiejszy futbol. Co do kwalifikacji - kluczowy będzie najbliższy mecz z Brazylią, później udajemy się do Paragwaju, gdzie upatruję szansy na dobry rezultat. Z Bożą pomocą, będę miał ich w komplecie 20 dni przed początkiem Mundialu, gdzie wspólnie wypracujemy swoją szansę na zdobycie Mistrzostwa Świata (...)

Od listopada udzieliłeś mnóstwa wywiadów (przyp. red). A co jest dla Ciebie najważniejsze spośród rzeczy, o które nie pytają dziennikarze?

Jedność drużyny. Osiągnęliśmy koszmarny rezultat w Boliwii (1:6 w La Paz, na jednym z najwyżej położonych stadionów świata; najdotkliwsza porażka Argentyny od 1958 r. - przyp. red) i piłkarze zamknęli się w sobie. Gdy przegrywasz w takim "stylu", zawsze znajdą się piłkarze obwiniający za porażkę kolegów z drużyny. Jednak w tym przypadku zdarzyło się coś wprost odwrotnego - mieliśmy później wspólną rozmowę na pokładzie samolotu, w której każdy zostawił swoje serce i z której wyszliśmy jeszcze silniejsi jako drużyna. Zagraliśmy potem wspaniałą pierwszą połowę w Quito, po której powinniśmy prowadzić co najmniej dwoma bramkami. Pozwoliliśmy jednak tej szansie uciec (mecz zakończył się wynikiem 2:0 dla Ekwadoru - przyp. red) i mam nadzieję, że nie przydarzy nam się to w Brazylii.

Czy to prawda, że budzisz się w nocy, by natychmiast zapisać świeże pomysły na grę?

Tak. Schematy rozgrywania rzutów wolnych, rożnych itd. Chcę na przykład, by Argentyna grała bardziej pressingiem oraz by piłkarze zmniejszali dystans pomiędzy obroną, pomocą i atakiem. Gdy tracimy piłkę, musimy zrobić wszystko, by natychmiast ją odzyskać. Bo prawda jest taka, że w posiadaniu piłki nasza drużyna narodowa jest lepsza od kogokolwiek. Może Brazylia ma tę samą łatwość utrzymywania się przy piłce, ale na pewno nie Włosi czy Niemcy. Możliwe, że niedawno nauczyła się też tego Hiszpania, szczególnie dzięki Xaviemu, który potrafi zgubić kilku przeciwników i obsłużyć idealnym podaniem Villę czy Torresa. Jednak nie ma innych takich drużyn. Dlatego jeśli my, Argentyna, nauczymy się stosować pressing, nie będzie ratunku dla naszych przeciwników.

Czy oglądasz ostatnio dużo piłki nożnej?

Cały czas.

Na kogo zwróciłeś ostatnio szczególną uwagę?

Szczerze powiedziawszy - na nikogo. Kluby są takie, jaki były. Milan nadal się szamocze, z kolei Inter jest ustabilizowany, a Real bardzo zmieni się pod wpływem Kaki. On da im dodatkowe tempo, inny wymiar gry. Nie rozumiem tylko, czemu nie gra Gago (Maradona krytykuje za to Real bez przerwy od początku swojej kariery trenerskiej - przyp. red). Powinien grać dużo częściej, jednak jego sytuacja w klubie nie wpływa na to, że dla mnie jest bezsprzecznie graczem pierwszego składu. Widziałem też niedawno drużynę mojego przyjaciela, Ciro Ferrary (były długoletni obrońca Juve - przyp. red). Dobrze sobie radzą, prezentując typowo włoski styl gry - "ciasne" catenaccio na tyłach, potem podanie do Del Piero i on rozdaje piłki dalej. Spośród moich podopiecznych, we wspaniałej formie wydaje się być Diego Milito, podobne zdanie mam o Kunie.

A Messi?

Nie widziałem go ostatnio. Próbowałem się do niego dodzwonić, ale łatwiej porozmawiać z Obamą niż z Leo (śmiech). Słyszałem, że prezentuje się dobrze podczas pre-sezonu i to wspaniałe wieści.

A czy ktoś Cię ostatnio czymś zaskoczył?

Felipe Melo jest znakomitym rozwiązaniem dla Brazylii, duży postęp widzę też u Hulka z FC Porto. Intryguje mnie Ronaldinho. Wydaje się znów być w formie, ale stracił tę siłę i pewność, jakimi cechowała się jego gra kiedyś. Chciałbym znów zobaczyć jego drybling i gubionych przez niego przeciwników. Mam nadzieję, że to odzyska - oczywiście, dopiero po tym jak zagra z nami.

Porozmawiajmy teraz o Maradonie jako człowieku. Co najgorszego przydarzyło Ci się w życiu?

Najgorsze jest już za mną (długa pauza). Byłem na dnie i moje córki wyciągnęły mnie stamtąd. Wstaję teraz codziennie rano z łóżka i jest to pewne osiągnięcie, jeśli weźmiesz pod uwagę fakt, że kiedyś przez trzy dni potrafiłem bez przerwy spać. Albo nie spać... Oglądanie dziś mojego syna to jak dotknięcie chmur. Tej radości nie można z niczym porównać. Wszystko przy tym blednie.

[źródło: fifa.com]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (12)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze