Przyznaję się bez bicia. Jestem piłkarskim optymistą. Czasem to pomaga, kiedy po przegranym przez Barcelonę meczu nie poddaję się emocjom tylko chłodno oceniam zawodników z pewnością, że kolejny mecz okaże się zwycięski, podczas gdy inni kibice wylewają swoje żale i sypią gromy na piłkarzy, którzy nie są nieomylni i słabszy mecz jest czymś naturalnym. Czasem jednak decyduję się zaczerpnąć głęboki haust wody ze źródła pesymizmu niczym Tytus, Romek i A'Tomek, starając się dostrzec niewidoczne dla mnie w normalnych warunkach minusy. Właśnie teraz po mojej prawej ręce stoi szklanka napełniona wodą. I to po brzegi.
Przejdźmy, więc do rzeczy. Kiedy Blaugrana zdobyła tryplet, sezon 2008/2009 został dla mnie definitywnie zakończony. Media i kibice długi czas wychwalali mistrzów, co było jak najbardziej zrozumiałe, jednak moje myśli z prędkością światła pomknęły w kierunku wydarzeń dużo wcześniejszych, aczkolwiek nie tak odległych. Do letniego okna transferowego w 2006 roku. Ówczesny team pod wodzą Franka Rijkaarda zdobył podwójną koronę grając piękną i skuteczną piłkę. Niektórym wydawało się, że tamta drużyna pozbawiona była słabych punktów, mimo że na niektórych pozycjach nie było widać godnych zastępców podstawowych graczy. Nie odkryję Ameryki twierdząc, że popełniono błąd postępując zgodnie z powiedzeniem "lepsze jest wrogiem dobrego". Przeprowadzono 3 transfery, z których tak naprawdę tylko Zambrotta aspirował do podstawowej jedenastki. Thuram i Gudjohnsen mieli być graczami uzupełniającymi szeroką kadrę. Jak Duma Katalonii grała przez kolejny sezon wie każdy zorientowany kibic. Brak świeżości w zespole, drastyczna obniżka formy niezaprzeczalnego lidera-Ronaldinho i zachwianie się koncepcji trenerskiej Rijkaarda złożyły się na słabą Barcelonę, której głównym "atutem" było podawanie piłki wszerz boiska.
To tyle historii. Bardziej dociekliwy czytelnik zada sobie teraz pytanie, do czego zmierzam? Do czego nawiązuje? Odpowiedź jest prosta. Mimo zapowiedzi Laporty o nie powtarzaniu błędów z przeszłości widzę podobieństwo w obecnych działaniach Txikiego do tych sprzed 3 lat. Z zakupionych graczy jedynie Zlatan wydaje się być pewniakiem do gry w pierwszej jedenastce. Maxwell i Czyhrynski zostali sprowadzeni do szerokiej kadry. Jeśli spojrzeć na drużynę obecną i tą z zeszłego sezonu widać tylko jedną różnicę. I to in minus. Brak Samuela Eto'o. Piłkarza, który strzelał u nas jak na zawołanie. Nie piję tutaj absolutnie do Guardioli. Taką ma wizję zespołu, a na dodatek nie popełnia błędów. Chodzi mi bardziej o lekkość, z jaką pozbyto się piłkarzy szerokiej kadry, nie zastępując ich innymi. Naprawdę, mimo że mocno wierzę w umiejętności wychowanków z La Masia to nie jestem sobie w stanie wyobrazić żeby w przypadku (odpukać) kontuzji Xaviego, za prowadzenie gry w przykładowo półfinale Ligi Mistrzów, miał się wziąć Jonatan dos Santos. Zapewnienia Laporty kompletnie mnie nie przekonują. Zastanawiam się tylko czy to Pep liczy na kolejny cud przetrwania sezonu z wąską kadrą, czy nasz prezes robi dobrą minę do złej gry. Niestety w obydwu przypadkach tegoroczny maraton nie jawi się w różowych barwach.
Niedawno światem piłki wstrząsnęła kontuzja Marcina Wasilewskiego. Całe zdarzenie zmusiło mnie do refleksji na temat kruchości zdrowia piłkarzy. Jeden nieopatrzny krok, skręt, wślizg może skutkować nawet wielomiesięczną kontuzją. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Kadra FC Barcelony na sezon 2009/2010 jest za wąska. O ile o pozycje bramkarza, obronę i atak jestem względnie spokojny, ponieważ dokonano tam wzmocnień z zewnątrz (Zlatan) i z cantery (Pedro, Jeffren, Fontas, Muniesa), o tyle niepokojąco wygląda newralgiczna dla nas linia pomocy, na której liczba meczów w obecnym sezonie może odcisnąć niemałe piętno. Jak już wcześniej wspomniałem brak zmiennika dla Xaviego. Mimo że gramy trzema środkowymi pomocnikami to w szerokiej kadrze jest ich tylko sześciu. Nie łudźmy się, że Márquez czy Piqué mogą zagrać nie na swojej nominalnej pozycji bez widocznego efektu na grze zespołu, młody dos Santos w każdym meczu będzie prezentował klasę Creusa. Warto też pamiętać, że Czyhrynski jest wykluczony z występów w Lidze Mistrzów, co jeszcze bardziej ograniczy pole manewru Guardioli w ustalaniu składu.
Podsumowując martwi mnie powtarzanie błędów z przeszłości. Zarząd wraz z Pepem kroczą po bardzo cienkim lodzie. Miejmy nadzieje, że w tym sezonie będziemy mieli do czynienia z prawdziwą epoką lodowcową i mimo przeciwności utrzymamy się na powierzchni. W innym wypadku z Dumą Katalonii może być krucho.
Skład kompletny, czyli kto za Xaviego?
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (113)