Nowy zarząd będzie musiał poręczyć 56 milionów euro
Czy chciałbyś zostać prezesem FC Barcelona? Myślę, że wielu z Was odpowiedziałoby "TAK". Któż nie marzył o zostaniu głową jednego z największych i najlepszych klubów w Europie. Niestety tylko garstka ludzi na świecie ma jakiekolwiek szanse na dokonanie tego. I nawet nie chodzi o to jak inteligentny i jak świetnie wykształcony pod względem zarządzania/marketingu/prawa/organizacji itp. itd. jest potencjalny kandydat. Niestety, ale podstawowym warunkiem jest posiadanie sporego majątku i zabezpieczenia finansowego.
Jest to jeden z bardzo niesprawiedliwych zapisków w ustawie o korporacjach sportowych z dnia 19 lipca 1999 roku, jednakże nikt jeszcze nie wymyślił lepszego zabezpieczenia. Przed powstaniem tego prawa, wiele klubów bankrutowało, a ich prezesi umywali ręce. Jednakże teraz osoby, które będą wspólnie zarządzać klubem, muszą poręczyć 15% wydatków budżetowych. Co więcej, przez cały okres swojego sprawowania władzy, zarząd jest zmuszony do kontrolowania wydatków i wygenerowania piętnastoprocentowego zysku.
Kiedy zarząd, któremu przewodniczył Joan Laporta, przejmował władzę w 2003 roku, musiał poręczyć 20 milionów euro. Takowa gwarancja została przyznana przez Banco de Sabadell i podpisana w obecności notariusza. Dwa lata później, po sprzedaży gruntów w Can Rigalt, obecny zarząd Barçy przekroczył zakładany przychód i jednocześnie został zwolniony z poręczenia, co jest bardzo istotnym faktem wobec zbliżających się wyborów.
Wydaje się, że podczas przyszłorocznych wyborów prezydenckich w Barcelonie, cały czas przewijać się będą nazwiska dwóch kandydatów: Sandro Rosella i Ferrana Soriano. Jako potencjalni prezydenci klubu nie muszą oni zapewniać żadnego poręczenia. Co więcej, ponieważ przychód poprzednika został przekroczony, kolejny sternik klubu nie musiałby składać jakiegokolwiek poręczenia! Problem może pojawić się jednak później, kiedy takiego poręczenia wymagać będzie LFP, który jako jedyny organ może egzekwować jakiekolwiek depozyty klubu. Wobec trwającego już ponad rok światowego kryzysu gospodarczego, uzyskanie tak dużej kwoty z banku zajmuje dużo czasu i jest bardzo skomplikowane.
Jak mówi ustawa, nowy zarząd musi zagwarantować 15% wydatków budżetowych roku poprzedzającego. Z danych, które ujawniono wydatki na ten rok wyniosą 375 milionów euro i po szybkich rachunkach wychodzi, że nowy zarząd musiałby poręczyć ponad 56 milionów euro! Ta kwota oczywiście zostaje po równo podzielona pomiędzy wszystkie osoby wchodzące w skład zarządu klubu. Statut klubu mówi, że musi być to nie mniej jak 14 dyrektorów, ale nie więcej jak 21. Przyjmijmy wersję najbardziej optymistyczną (z punktu widzenia finansowego). Dzieląc kwotę 56,25 milionów euro na 21 osób, wychodzi 2,6 miliona na osobę.
Zarząd może udzielić poręczenia na dwa sposoby: indywidualny lub wspólny. Oznacza to nie mniej nie więcej, że w przypadku ewentualnych problemów, pociągnięta do odpowiedzialności może zostać jedna osoba, lub wszyscy. Warto wspomnieć, że w 2003 roku, Joan Laporta udzielił wspólnego poręczenia. O ile opcja indywidualna jest teoretycznie bezpieczniejsza dla każdego z dyrektorów to rodzi się pytanie. W jaki sposób każdy z nich będzie w stanie zapewnić co najmniej 2,6 miliona euro z własnej kieszeni? W większości przypadków zapewnia je bank, jednakże każdego roku pobiera on 1% poręczenia, czyli w tym przypadku minimum 26 tys. euro rocznie, co jest poza zasięgiem zwykłego człowieka.
Wobec takiej sytuacji, nie jest dziwnym, że największe kluby nie są korporacjami nastawionymi na szybki zysk. Co więcej, posada prezydenta klubu takiego jak FC Barcelona wymaga ogromnej odpowiedzialności, i dlatego pierwszym warunkiem przed jakim stoją potencjalni kandydaci musi być płynność finansowa.
[źródło: Sport]
Jest to jeden z bardzo niesprawiedliwych zapisków w ustawie o korporacjach sportowych z dnia 19 lipca 1999 roku, jednakże nikt jeszcze nie wymyślił lepszego zabezpieczenia. Przed powstaniem tego prawa, wiele klubów bankrutowało, a ich prezesi umywali ręce. Jednakże teraz osoby, które będą wspólnie zarządzać klubem, muszą poręczyć 15% wydatków budżetowych. Co więcej, przez cały okres swojego sprawowania władzy, zarząd jest zmuszony do kontrolowania wydatków i wygenerowania piętnastoprocentowego zysku.
Kiedy zarząd, któremu przewodniczył Joan Laporta, przejmował władzę w 2003 roku, musiał poręczyć 20 milionów euro. Takowa gwarancja została przyznana przez Banco de Sabadell i podpisana w obecności notariusza. Dwa lata później, po sprzedaży gruntów w Can Rigalt, obecny zarząd Barçy przekroczył zakładany przychód i jednocześnie został zwolniony z poręczenia, co jest bardzo istotnym faktem wobec zbliżających się wyborów.
Wydaje się, że podczas przyszłorocznych wyborów prezydenckich w Barcelonie, cały czas przewijać się będą nazwiska dwóch kandydatów: Sandro Rosella i Ferrana Soriano. Jako potencjalni prezydenci klubu nie muszą oni zapewniać żadnego poręczenia. Co więcej, ponieważ przychód poprzednika został przekroczony, kolejny sternik klubu nie musiałby składać jakiegokolwiek poręczenia! Problem może pojawić się jednak później, kiedy takiego poręczenia wymagać będzie LFP, który jako jedyny organ może egzekwować jakiekolwiek depozyty klubu. Wobec trwającego już ponad rok światowego kryzysu gospodarczego, uzyskanie tak dużej kwoty z banku zajmuje dużo czasu i jest bardzo skomplikowane.
Jak mówi ustawa, nowy zarząd musi zagwarantować 15% wydatków budżetowych roku poprzedzającego. Z danych, które ujawniono wydatki na ten rok wyniosą 375 milionów euro i po szybkich rachunkach wychodzi, że nowy zarząd musiałby poręczyć ponad 56 milionów euro! Ta kwota oczywiście zostaje po równo podzielona pomiędzy wszystkie osoby wchodzące w skład zarządu klubu. Statut klubu mówi, że musi być to nie mniej jak 14 dyrektorów, ale nie więcej jak 21. Przyjmijmy wersję najbardziej optymistyczną (z punktu widzenia finansowego). Dzieląc kwotę 56,25 milionów euro na 21 osób, wychodzi 2,6 miliona na osobę.
Zarząd może udzielić poręczenia na dwa sposoby: indywidualny lub wspólny. Oznacza to nie mniej nie więcej, że w przypadku ewentualnych problemów, pociągnięta do odpowiedzialności może zostać jedna osoba, lub wszyscy. Warto wspomnieć, że w 2003 roku, Joan Laporta udzielił wspólnego poręczenia. O ile opcja indywidualna jest teoretycznie bezpieczniejsza dla każdego z dyrektorów to rodzi się pytanie. W jaki sposób każdy z nich będzie w stanie zapewnić co najmniej 2,6 miliona euro z własnej kieszeni? W większości przypadków zapewnia je bank, jednakże każdego roku pobiera on 1% poręczenia, czyli w tym przypadku minimum 26 tys. euro rocznie, co jest poza zasięgiem zwykłego człowieka.
Wobec takiej sytuacji, nie jest dziwnym, że największe kluby nie są korporacjami nastawionymi na szybki zysk. Co więcej, posada prezydenta klubu takiego jak FC Barcelona wymaga ogromnej odpowiedzialności, i dlatego pierwszym warunkiem przed jakim stoją potencjalni kandydaci musi być płynność finansowa.
[źródło: Sport]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (16)