Przed meczem FC Barcelona - Sevilla FC
We wtorek, 5 stycznia 2010 roku, FC Barcelona rozegra mecz 1/8 finału Pucharu Króla. Jej przeciwnikiem będzie piąty zespół w tabeli La Liga, czyli Sevilla FC.
Andaluzyjczycy, jak dotąd, zgromadzili na swoim koncie 30 punktów ligowych. Na ten dorobek składa się 9 zwycięstw, 3 remisy i 4 porażki. Dwie z tych ostatnich przydarzyły się w ciągu minionego miesiąca. Najpierw Sevilla uległa Getafe 1:2, a kilka dni temu przegrała z Atlético w identycznym stosunku. Losy sobotniego spotkania przesądziła w dużej mierze interwencja Ivicy Dragutinovica, który, przypadkowo wbił piłkę do swojej bramki. Pomimo straty sześciu punktów w dwóch meczach, nie można mówić o kryzysie drużyny z Ramon Sanchez Pizjuan. Wszak w La Liga ekipie prezesa del Nido udało się w rundzie jesiennej pokonać Real Madryt i Villarreal oraz nadspodziewanie dobrą w tym sezonie Mallorcę. Nie poszło im za to z Deportivo i Valencią.
Także w fazie grupowej Ligi Mistrzów podopieczni Manolo Jimeneza pozostawili po sobie bardzo korzystne wrażenie. W pierwszej rundzie najpierw wygrali z Unireą Urziceni, potem na wyjeździe z Glasgow Rangers, by na półmetku odnieść ważne zwycięstwo w Niemczech nad VfB Stuttgart. Był to na tyle dobry wynik, iż w kolejkach rewanżowych mogli pozwolić sobie na stratę 4 punktów i awansowali dalej. Widzimy więc, że wtorkowi rywale FC Barcelony zdobyli w Champions League więcej "oczek" niż ona sama. Co prawda, grup nie sposób porównywać, głównie z powodu obecności Interu Mediolan koło Barçy, ale, jeśli popatrzeć na w suche liczby, to Sevilla wypadła lepiej. Dotyczy to również bilansu bramek.
Za swoje dobre występy jesienią Sevilla płaci teraz kontuzjami podstawowych graczy. W meczu z Barceloną na pewno nie wystąpi Luis Fabiano. Kłopoty ze zdrowiem odczuwa również Squillaci, który także nie pojawi się na murawie Camp Nou. Niepewny był udział w grze Juliena Escude, lecz ostatecznie znalazł się on w meczowej kadrze. Jednak te problemy są niczym wobec wiadomości, która, całkiem niedawno, gruchnęła na Andaluzję jak grom z jasnego nieba: Sergio Sanchez, obrońca, najprawdopodobniej będzie musiał zawiesić piłkarskie buty na kołku, gdyż u wykryto u niego poważną wadę serca. Obecnie piłkarz przechodzi specjalistyczne badania za granicą. Nikt w Sevilli nie chce ryzykować, pamiętając co kilka lat wcześniej przydarzyło się Antonio Puercie.
FC Barcelona w ostatnim meczu zremisowała u siebie z Villarrealem. Strzelanie na Camp Nou rozpoczął już w 7. minucie Pedro Rodriguez, wyrównał w 51. David Fuster. Resztę za piłkarzy załatwił arbiter Gonzalez Vazquez, który uparł się, że tego wieczoru katalońscy widzowie nie obejrzą więcej bramek. Skorzystał na tym Villarreal, gdyż każda akcja Barçy była przerywana gwizdkiem sygnalizującym rzekomy faul na graczach Żółtej Łodzi Podwodnej. Dla Barcelony sędzia również okazał dużo dobrego serca. Pod koniec spotkania za chamski faul na rywalu powinien bowiem wylecieć z boiska Zlatan Ibrahimović. Tak się jednak nie stało i obydwie jedenastki w pełnym składzie dotrwały do końca, dzieląc się punktami. Na szczęście Real Madryt, nie wiedzieć czemu, nie ograł dzień później Osasuny, wobec czego FC Barcelona nadal zasiada w fotelu lidera.
Drużyny Barcelony i Sevilli po raz pierwszy spotkały się w pucharze w sezonie 1918/19, kiedy jeszcze rozgrywki te nosiły nazwę Copa Alfonso XIII. Następnie puchar zmieniał swą nazwę na Copa Presidente, a później Copa del Generalísimo. Sevilla trzykrotnie okazywała się drużyną lepszą w pucharowym dwumeczu, miało to miejsce w latach 1944,1946 i 1973. Pozostałe osiem razy, to Barça zapewniała sobie awans, były to lata 1919, 1922, 1929, 1934, 1942, 1951, 1991 i 2008.
Czy w najbliższych tygodniach Barça powtórzy scenariusz sprzed dwóch lat? Należy przypomnieć, że oprócz dwóch pojedynków w Copa Del Rey, z Sevillą czeka nas jeszcze bój ligowy w międzyczasie. Gdyby Guardiola był szamanem Tutsi, pewnie poświęciłby jutrzejszy mecz na ołtarzu z kości słoniowej, w zamian za wysokie zwycięstwa w dwóch pozostałych spotkaniach. Jednak Guardiola zdaje się zupełnie nie orientować w sztukach magicznych, w dodatku do składu wrócili Messi i Iniesta, także możemy chyba spodziewać się we wtorek całkiem niezłego widowiska.
Andaluzyjczycy, jak dotąd, zgromadzili na swoim koncie 30 punktów ligowych. Na ten dorobek składa się 9 zwycięstw, 3 remisy i 4 porażki. Dwie z tych ostatnich przydarzyły się w ciągu minionego miesiąca. Najpierw Sevilla uległa Getafe 1:2, a kilka dni temu przegrała z Atlético w identycznym stosunku. Losy sobotniego spotkania przesądziła w dużej mierze interwencja Ivicy Dragutinovica, który, przypadkowo wbił piłkę do swojej bramki. Pomimo straty sześciu punktów w dwóch meczach, nie można mówić o kryzysie drużyny z Ramon Sanchez Pizjuan. Wszak w La Liga ekipie prezesa del Nido udało się w rundzie jesiennej pokonać Real Madryt i Villarreal oraz nadspodziewanie dobrą w tym sezonie Mallorcę. Nie poszło im za to z Deportivo i Valencią.
Także w fazie grupowej Ligi Mistrzów podopieczni Manolo Jimeneza pozostawili po sobie bardzo korzystne wrażenie. W pierwszej rundzie najpierw wygrali z Unireą Urziceni, potem na wyjeździe z Glasgow Rangers, by na półmetku odnieść ważne zwycięstwo w Niemczech nad VfB Stuttgart. Był to na tyle dobry wynik, iż w kolejkach rewanżowych mogli pozwolić sobie na stratę 4 punktów i awansowali dalej. Widzimy więc, że wtorkowi rywale FC Barcelony zdobyli w Champions League więcej "oczek" niż ona sama. Co prawda, grup nie sposób porównywać, głównie z powodu obecności Interu Mediolan koło Barçy, ale, jeśli popatrzeć na w suche liczby, to Sevilla wypadła lepiej. Dotyczy to również bilansu bramek.
Za swoje dobre występy jesienią Sevilla płaci teraz kontuzjami podstawowych graczy. W meczu z Barceloną na pewno nie wystąpi Luis Fabiano. Kłopoty ze zdrowiem odczuwa również Squillaci, który także nie pojawi się na murawie Camp Nou. Niepewny był udział w grze Juliena Escude, lecz ostatecznie znalazł się on w meczowej kadrze. Jednak te problemy są niczym wobec wiadomości, która, całkiem niedawno, gruchnęła na Andaluzję jak grom z jasnego nieba: Sergio Sanchez, obrońca, najprawdopodobniej będzie musiał zawiesić piłkarskie buty na kołku, gdyż u wykryto u niego poważną wadę serca. Obecnie piłkarz przechodzi specjalistyczne badania za granicą. Nikt w Sevilli nie chce ryzykować, pamiętając co kilka lat wcześniej przydarzyło się Antonio Puercie.
FC Barcelona w ostatnim meczu zremisowała u siebie z Villarrealem. Strzelanie na Camp Nou rozpoczął już w 7. minucie Pedro Rodriguez, wyrównał w 51. David Fuster. Resztę za piłkarzy załatwił arbiter Gonzalez Vazquez, który uparł się, że tego wieczoru katalońscy widzowie nie obejrzą więcej bramek. Skorzystał na tym Villarreal, gdyż każda akcja Barçy była przerywana gwizdkiem sygnalizującym rzekomy faul na graczach Żółtej Łodzi Podwodnej. Dla Barcelony sędzia również okazał dużo dobrego serca. Pod koniec spotkania za chamski faul na rywalu powinien bowiem wylecieć z boiska Zlatan Ibrahimović. Tak się jednak nie stało i obydwie jedenastki w pełnym składzie dotrwały do końca, dzieląc się punktami. Na szczęście Real Madryt, nie wiedzieć czemu, nie ograł dzień później Osasuny, wobec czego FC Barcelona nadal zasiada w fotelu lidera.
Drużyny Barcelony i Sevilli po raz pierwszy spotkały się w pucharze w sezonie 1918/19, kiedy jeszcze rozgrywki te nosiły nazwę Copa Alfonso XIII. Następnie puchar zmieniał swą nazwę na Copa Presidente, a później Copa del Generalísimo. Sevilla trzykrotnie okazywała się drużyną lepszą w pucharowym dwumeczu, miało to miejsce w latach 1944,1946 i 1973. Pozostałe osiem razy, to Barça zapewniała sobie awans, były to lata 1919, 1922, 1929, 1934, 1942, 1951, 1991 i 2008.
Czy w najbliższych tygodniach Barça powtórzy scenariusz sprzed dwóch lat? Należy przypomnieć, że oprócz dwóch pojedynków w Copa Del Rey, z Sevillą czeka nas jeszcze bój ligowy w międzyczasie. Gdyby Guardiola był szamanem Tutsi, pewnie poświęciłby jutrzejszy mecz na ołtarzu z kości słoniowej, w zamian za wysokie zwycięstwa w dwóch pozostałych spotkaniach. Jednak Guardiola zdaje się zupełnie nie orientować w sztukach magicznych, w dodatku do składu wrócili Messi i Iniesta, także możemy chyba spodziewać się we wtorek całkiem niezłego widowiska.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (83)