Okiem Johana Cruyffa. Mały skład ma swoje zalety

challenger

3 września 2010, 12:12

14 komentarzy
Następujący artykuł jest tłumaczeniem cotygodniowego felietonu Johana Cruyffa dla El Periodico. Oryginał został opublikowany 30.08.2010, czyli na dzień przed końcem okienka tranfserowego.

Nieliczni, dumni, bordowo-granatowi
Nie wiem, czy Barça planuje zakup kolejnego napastnika w ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin, ale nie zdziwi mnie, gdy do niego nie dojdzie. Wraz z odejściem Ibrahimovicia, skład drużyny liczy 19 zawodników, przy czym dwóch z nich to bramkarze. Wydaje się szaleństwem podchodzić do walki o trzy puchary z 17 zawodnikami z pola na pokładzie, ale w takim klubie, jak FC Barcelona, wszystko ma swoje uzasadnienie. Guardiola podejmuje ryzyko, lecz oddaje ono filozofię Klubu: zaczynamy kilkunastoma piłkarzami, a dalsze możliwości oferuje cantera. Ci chłopcy mają talent i spełnią oczekiwania. Całą juniorską karierę wychowywano ich w stylu, którym gra pierwsza drużyna.

Gdybym był jednym z tej dziewiętnastki - byłbym w ekstazie. Wiedziałbym, że będę grał i będę grał często. Mało tego, będzie to moja nominalna pozycja albo bardzo zbliżona. Ba, nawet jeśli trener wystawi mnie gdzie indziej - nie ma to znaczenia, bo przynajmniej będę grał regularnie. Grupa stanie się silniejsza, bo taka sytuacja wymaga, by każdy jej członek zawsze dawał z siebie wszystko.

Nikt nie może pozwolić sobie na chwilę słabości
Decyzja Guardioli pachnie hazardem, ale to nie jest idea ani nowa - dwa sezony z relatywnie skromnymi składami dały klubowi piękną piłkę i osiem tytułów - ani tymczasowa. Nie wygląda to na chwilową zachciankę, bo ten model się tu sprawdził. Wymaga wszystkiego, co jest najlepsze od piłkarzy. To jest kluczem: drużyna liczy tak niewielu zawodników, że każdy musi pracować tak ciężko, jak to tylko możliwe. Inaczej wystawia na szwank cały zespół. Jedno zawieszenie, jedna kontuzja, jeden mecz przerwy tytułem odpoczynku - i nagle na ławce robi się pustawo.

Dla tych, którzy pragnęliby liczniejszego składu, mam pytanie: jaka liczba jest idealna? Brakuje jednego? Dwóch? Czterech? Po jednym w każdej formacji? Może jednego napastnika z powodu odejścia Ibry? Kogoś z doświadczeniem? Ibra miał dużo doświadczenia. I talentu. A jednak nie był w stanie wpasować się do składu. Jego osobowość i charakter uniemożliwiały mu to już od początku. A umiejętność dopasowania się do kolektywu to czynnik decydujący o sukcesie lub porażce w drużynie Guardioli.

Nawet gdy w składzie nie brakuje gwiazd, piłka nożna jest grą zespołową i jednostki muszą się podporządkować dla dobra zespołu. Wyłączając bramkarzy, wszyscy piłkarze podstawowego składu wiedzą dziś jedno: sezon jest na tyle długi, że nie będą zawsze grali na tej samej pozycji. To niemożliwe. W tym sezonie zobaczymy w Barçy piłkarzy wymieniających się pozycjami jeszcze częściej niż dotychczas.

Tu nie ma głębokiego zaplecza. Wszyscy muszą się uzupełniać, bo wcześniej czy później każdy usiądzie kiedyś na ławce, z tego czy innego powodu. I wszyscy muszą się wspierać.

Pod nieobecność Ibrahimovicia zostało tylko pięciu napastników. Czy naprawdę potrzeba więcej? Zawsze byłoby wtedy trzech poza składem. I jeden, który nie jeździłby na mecze wyjazdowe. Ważniejsza od ilości jest równowaga. Na boisku i w szatni. Jaki jest sens posiadania w składzie 23 czy 24 zawodników? Pomijając dodatkowy koszt i to, że piłkarze ze skraju ławki znajdą się jeszcze bardziej na jej skraju - nadmiar zawodników w kadrze prowokuje zazdrość i brak ciężkiej pracy na treningach. A to wpływa negatywnie na morale całej drużyny.

Oczywiście, że mogą przytrafić się kontuzje. Lecz którą z formacji dotkną najbardziej? Co stanie się, gdy wyeliminowani zostaną wszyscy piłkarze mogący grać na danej pozycji? Powinniśmy zakontraktować kilku lewych obrońców? Pomocników? A co powiecie na pakiet kilku piłkarzy ofensywnych, tak na wszelki wypadek? Niestety nikt nie może przewidzieć przyszłości, aczkolwiek wszyscy wiemy, że sezon po Mistrzostwach Świata jest zawsze wyczerpujący fizycznie.

Jedyną kwestią, która może być kontrolowana, są publiczne wypowiedzi agentów. Zawodnik zawsze jest odpowiedzialny, za to, co wychodzi z ust jego agenta. Piłkarze muszą być odpowiedzialni za swoich agentów. Byłbym nieugięty. Jeśli któryś otworzy usta za szeroko - to do widzenia. Twój piłkarz nie zagra w niedzielę.

Dobra, stara Barça
W FC Barcelonie pewne rzeczy się nie zmieniają. Nie ma znaczenia kto gra i gdzie. Drużyna podąża słuszną ścieżką. Ciężko będzie z niej wypaść i jeśli tak się w końcu stanie, będzie to wyłącznie konsekwencją kumulacji wewnętrznych błędów, a nie dlatego, że jakaś inna drużyna wzięła górę.

W zeszły weekend widzieliśmy doskonałego Valdésa. 0:2 to nie to samo, co 1:2. Wynik 1:2 zawsze może skomplikować drugą połowę. Real Mourinho powinien szybko znaleźć drogę na właściwy tor, bo Barça od dawna jest już w drodze.

[źródło: ElPeriodico; TotalBarca]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (14)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze