Okiem Johana Cruyffa. Ten zespół potrzebuje zaufania

challenger

16 września 2010, 02:14

6 komentarzy
Następujący artykuł jest tłumaczeniem cotygodniowego felietonu Johana Cruyffa dla El Periódico. Oryginał został opublikowany 13.09.2010.


Poprzeczka stawiana za wysoko i za wcześnie
Ostatnia kolejka ligowa nie uszczęśliwiła ani Barçy, ani Realu. Jeden zespół przegrał, drugi nie grał dobrze. Oczekiwania są wysokie w obu klubach. Zapomina się jednak, że mamy dopiero wrzesień. To wcześnie.

Madryt wygrywa i jest wygwizdywany przez swoich fanów. Barça niespodziewanie przegrywa i jej fani również zaczynają gwizdać. Nieładnie. Zespół potrzebuje szacunku i zaufania swoich kibiców. Żaden z zawodników obu klubów nie wrócił do domu z uśmiechem wymalowanym na twarzy. Ci, którzy wygrali - ponieważ ich fani chcą więcej. O wiele więcej. Ci, którzy przegrali - ponieważ ich fani tego się nie spodziewali. A przecież fani powinni spodziewać się zawsze każdego możliwego wyniku, choćby ze względu na szacunek dla rywala.

Od obu klubów oczekuje się zdecydowanie zbyt wiele, jak na sam początek sezonu.

Problemy kibiców Realu są normalne, logiczne i wytłumaczalne. W składzie nie brakuje nowych twarzy. Nie po raz pierwszy w ostatnich kilku latach, lecz n-ty. Jeśli startujesz co sezon kompletnie przebudowaną drużyną, praktycznie od zera - nie dziw się, że nie zachwyca ona od razu. To niemożliwe. Madrycki klub zmienił też trenera. Zatrudniono osobę ukierunkowaną przede wszystkim na wynik. Dobry rezultat ma u Mourinho zawsze pierwszeństwo przed środkami, jakimi został osiągnięty. Jego podejście najwyżej stawia organizację [tj. wszystko w środowisko wewnętrznym i zewnętrznym klubu, co determinowane jest przez wyniki zespołu - przyp. challenger], a dopiero w dalszej kolejności styl. Ponadto, José Mourinho jest obecnie ze swoim zespołem w fazie wstępnej. I tak zostanie. Nie przez 2 czy 3 najbliższe spotkania, ale przez 2 czy 3 najbliższe miesiące. Jeżeli ktoś zamierza narzekać po każdym meczu, że Real nie grał dobrze - powinien to sobie darować już dziś. Co tydzień będzie tak samo.

Zmęczenie zwycięstwami
Podczas gdy sukcesy Mourinho zapewniły mu cierpliwość tudzież zaufanie fanów i mediów, sukcesy Guardioli - który ma mniej doświadczenia, a kładzie znacznie większy nacisk na styl gry - nie zapewniły mu tego samego. Jedna porażka z niedocenianym rywalem przynosi tak wiele komentarzy o tym, kto powinien lub nie powinien grać w tym meczu. Rexach powiedział mi kiedyś, że Katalończycy już oszaleli z powodu tych wszystkich zwycięstw. I miał rację. Mówiłem to w poprzednim tygodniu i powtórzę również w tym miejscu: tego lata zdarzyło się w Barcelonie zbyt wiele rzeczy, które wcześniej lub później mogą negatywnie odbić się na wynikach zespołu. Jeśli sobotnie wydarzenia pozostaną pojedynczym przypadkiem, to OK, ale nie można wykluczać, że uzyskać optymalną dyspozycję będzie drużynie trudniej niż się spodziewano.

Rzućmy okiem na to, co stało się w sobotę na Camp Nou. W wyjściowym składzie Pep umieścił po jednym nowym piłkarzu na każdą formację w polu (Adriano, Mascherano i Villa). Poza tym, na środku obrony grał nominalny lewy full back. Oznacza to, że Barça pomajstrowała przy składzie nie mniej niż Madryt, który również wystawił po nowym piłkarzu w formacji (Carvalho, Khedira, Özil). Każdy, nawet David Villa, potrzebuje czasu na aklimatyzację w nowym klubie. Obecny styl gry Barçy sprawia niekiedy kłopoty zawodnikom będącym w klubie od lat, tym ciężej jest zatem zawodnikom, którzy dopiero co przyszli na Camp Nou. Dlaczego Guardiola wystawił taki skład? Bo wydarzenia tego lata nie pozostawiły mu wiele opcji. Puyol już teraz płaci swoją dyspozycją za letnie wojaże. Nie lepiej jest z Xavim. W lipcu wrócili obaj z RPA, by niewiele później w szaleńczym tempie odwiedzić kolejne kontynenty. Najpierw do Meksyku tam i z powrotem, potem Argentyna - wszystko w mniej niż miesiąc. Trudy podróży? Wirus FIFA? Gdyby grali tylko w Liechtensteinie - takie pytania uznalibyśmy za śmieszne. Niestety, Liechtenstein mógłby w tym przypadku być wyłącznie przystankiem pomiędzy Miastem Meksyk a Buenos Aires.

Niezbędny dla wielu odpoczynek
Xavi jest na razie w formie przedsezonowej [tekst byl pisany przed spotkaniem z "Koniczynkami" - przyp. challenger]. To dlatego nie może rozegrać jeszcze pełnych 90 minut. Ani w Santander, ani w Argentynie, ani w sobotę. W pełni presezonu w trakcie sezonu. Fantastycznie. To samo z Busquetsem. I z Milito. I Pedro. I Puyolem, który oglądał mecz z trybun, chwilowo wypuszczony z ambulatorium.

Taki skład nie był żadnym kaprysem Pepa. Ci, którzy zagrali w sobotę mogliby wygrać z każdym, gdyby zagrali dobrze. Tego wieczora zagrali jednak tak, jakby z każdym mogli przegrać.

Wiele wydarzyło się tego lata i przetrawienie tego musi zabrać trochę czasu. Zmiana Zarządu, zmiany w sztabie sportowym, zmiany w składzie i szereg innych spraw o charakterze bardziej ekonomicznym niż boiskowym. Do tego Mundial, podróże, różne strefy czasowe... Suma ujemna. Zamiast tygodni spokojnych treningów nad jak najlepszą formą.

Nie jest łatwo stale grać wspaniałą piłkę, do której ostatnio przyzwyczajał nas zespół. To dotyczy nawet tej Barçy. Wszyscy by tak grali, gdyby to było proste.

Ostrzeżenie od Hérculésa
Patrząc na kubek na wpół pełny - to lepiej, że przegrali teraz, w drugiej kolejce ligi. To ostrzeżenie przed Ligą Mistrzów, która zaczyna się już jutro. I przed meczem na Vicente Calderon. Nie będzie lekko. Dobrze, że drużyna jest tego świadoma już po Alicante.

Zbyt wiele działo się ostatnio w klubie rzeczy niezwiązanych z piłką nożną, nie do końca zależnych od Guardioli. Ale to do trenera należy podejmowanie decyzji na podstawie zasobów, którymi dysponuje. Kapitał, jaki ma Pep, jest wciąż ogromny. Potrzebuje tylko trochę czasu, by znów zacząć zachwycać.



[źródło: El Periódico; TotalBarca]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (6)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze