Okiem Johana Cruyffa. Kontuzja, której można było uniknąć
Następujący artykuł jest tłumaczeniem cotygodniowego felietonu Johana Cruyffa dla El Periódico. Oryginał został opublikowany 20.09.2010.
Efekt nierozstrzygnięcia meczu wcześniej
Jestem przekonany [dokładnie takiego sformułowania użył Holender, a nie np. "wydaje mi się" lub "moim zdaniem"; w oryginale: "estoy convencido" - przyp. challenger], że Messi opuścił Calderón myśląc bardziej o niewykorzystanych sytuacjach niż o bólu w kostce [grymas bólu i zakryta dłońmi twarz Argentyńczyka nie do końca potwierdzają ten punkt widzenia - przyp. challenger]. Gdyby padła kolejna bramka, do faulu Ujfalušiego by nie doszło.
Wcześniejsze rozstrzygnięcie meczu prawdopodobnie pozwoliłoby Messiemu uniknąć opuszczenia boiska na noszach. Barça miała swoje okazje. Nie wykorzystała ich.
Wyższe prowadzenie sprawiłoby, że Atlético zdjęłoby nogę z gazu, gra byłaby mniej brutalna. Przy ledwie jednobramkowym prowadzeniu podopiecznych Guardioli, gościnni gospodarze dążyli do wyrównania wszystkimi możliwymi środkami. Włączając w to ostrą i brutalną grę. Gdyby jedną z wielu swoich okazji na strzelenie bramki wykorzystali Villa, Messi lub Pedro; gdyby De Gea zaliczył mniej spektakularny wieczór "wyciągając" tyle strzałów Barçy - nie byłoby powodu, by zaatakować Messiego w ten sposób.
Kilka wniosków na przyszłość
Przez większość spotkania drużyna grała dobrze, ale Guardiola wyniósł z wieczoru na Vicente Calderón ważny wniosek: jeśli zespół szybko nie zdobędzie bramki, przez wiele meczów będzie się męczył. Gdy jakikolwiek mecz zamieni się w wymianę ciosów i bezpardonowych fauli - Barça zawsze przegra tę bitwę. To ostrzeżenie. Ten sezon nie będzie łatwy ani przez chwilę.
Nie wydaje mi się ponadto, by Guardiola mógł pozwalać sobie na częste rotacje w składzie. Zagrał wczoraj wszystkimi swoimi gwiazdami. Potrzebował ich do zwycięstwa. I taki będzie ten sezon - Barça potrzebuje 9 lub 10 zawodników wyjściowego składu, by wygrywać mecze. Przy więcej niż trzech zmiennikach, rotacje automatycznie mogą zagrażać wynikowi.
Inne spostrzeżenie z Calderón: De Gea. Po dniu, w którym wejdzie do reprezentacji, latami nie będzie tam miejsca dla nikogo innego. Od dawna nie widziałem bramkarza z tyloma atutami. I nie mówię tego wyłącznie pod wpływem niedzielnego meczu. Widzieliśmy go w zeszłym sezonie. To młody chłopak. Jest szybki i zwinny. Bez zarzutu posługuje się obiema rękami. Dobrze gra nogami. Widać jego inteligencję i znakomite czytanie gry.
Na koniec warto dodać, że niedzielny mecz znów potwierdził, że potyczki Atlético i Barcelony to jedne z najbardziej atrakcyjnych rzeczy, jakie oferuje ta liga. W meczach tych drużyn nie brakuje niczego. W miniony weekend Barça mogła wygrać różnicą kilku bramek, lecz ostatecznie podopieczni Quique Sáncheza Floresa byli niebezpiecznie blisko wyrównania.
Ajax nie do poznania...
Tymczasem Real Madryt rozpoczął tegoroczne rozgrywki europejskie od spotkania z Ajaksem. To ten sam klub, którego wspaniałą historię zdobią cztery triumfy w Pucharze Europy, ale obecna drużyna jest daleka od nawiązania swoją postawą do dawnych dni chwały. Pięcioletnia nieobecność w Lidze Mistrzów jest tego najlepszym dowodem. By znaleźć ich więcej - wystarczy spojrzeć na ostatnie osiągnięcia Ajaksu. A raczej ich brak. Oczywiście, są zdolni w pojedynczym starciu pokonać każdego. Ale w długim okresie nie są zdolni skutecznie stawiać czoła najlepszym. W czym jest problem? W ich systemie szkolenia.
Sam pochodzę z systemu szkolenia Ajaksu. Za moich czasów mieliśmy wielu wspaniałych napastników. Repp, Keizer, po nich Van Basten i Gullit, wreszcie Bergkamp i Kluivert... Po nich nastąpił w Ajaksie czas wspaniałych pomocników. Amasterdam dał światu choćby Davidsa i Seedorfa. Ostatnimi z nich byli Sneijder i van der Vaart. Od pomocników przeszliśmy dziś do obrońców [Cruyff ma na myśli fakt, że najwięcej wychowanków w obecnej kadrze Ajaksu gra w defensywie, a najbardziej znanym piłkarzem klubu jest prawy obrońca, Gregory van der Wiel - przyp. challenger]. Tylko, że wielu z nich ma poważne problemy z kontrolowaniem piłki. Dawniej Ajax miewał po 70% posiadania piłki. Dziś schodzi do 30%. [Na Santiago Bernabeu w zeszłym tygodniu Ajax miał piłkę przez ledwie 36% czasu gry, pozwalając oddać gospodarzom aż 35 strzałów na bramkę. - przyp. challenger]
Błędy w szkoleniu tydzień temu potwierdziły się w Madrycie. Za moich czasów też graliśmy czterema pomocnikami i dwójką z przodu, a jednak holenderski futbol nie ma nic wspólnego z tym, czym był za czasów wielkiego Ajaksu. Widzieliśmy to też na Mundialu w RPA. Każdy był szczęśliwy widząc swój kraj w finale, ale nad stylem i taktyką spuśćmy zasłonę milczenia.
Swoją drogą - ilu holenderskich napastników zagrało przeciw Realowi? Zero, bo tylu ma Ajax w swojej kadrze. Tak samo jest w innych drużynami z czołówki Eredivisie. PSV, AZ, Twente... Sami napastnicy z zagranicy. Jedyne rozwiązanie to poprawa systemu szkolenia.
Czerpiący garściami ze szkoły holenderskiej model barceloński zdystansował tym samym swój pierwowzór. Na Vicente Calderón widzieliśmy w barwach Blaugrana dziewięciu wychowanków. Trudno jest wypracować efektywny system szkolenia. Różnica pomiędzy robieniem tego dobrze i źle jest bardzo, bardzo nikła. Dobrzy trenerzy to za mało. Ta szczególna część działalności klubu wymaga ludzi potrafiących wszechstronnie kształcić juniorów, ucząc ich właściwej postawy na boisku i poza nim... Trenowanie zespołu a jego budowanie to dwie różne rzeczy. I tu pogubiono się w Ajaksie. Trener obawia się powoływać młodzieży, bo nie dostrzega w nich odpowiedniej jakości. Nie podejmuje ryzyka i juniorzy siedzą na ławce. Inna sprawa, że wprowadzanie wychowanków do drużyny wymaga odwagi od trenera.
Pod tym względem, Barça miała szczęście do dwóch wspaniałych trenerów: Rijkaarda i Guardioli. Nie wolno też zapominać, co w tym aspekcie Barça zawdzięcza Van Gaalowi [który wprowadził do drużyny m.in. Xaviego, Gabriego, Valdésa i Iniestę - przyp. challenger]; skoro już o nim mowa - warto rzucić okiem na Monachium i posłuchać, jak działacze oraz kibice Bayernu zachwycają się obecnością tylu wychowanków klubu w składzie pierwszej drużyny. Wystarczy spojrzeć choćby na grę Müllera, by ocenić, że są to zachwyty uzasadnione.
...podobnie, jak Cristiano Ronaldo
Przy okazji mecz Real-Ajax dał mi okazję do obserwacji Cristiano Ronaldo. Czy grał słabo? Nie sądzę. Za to kończył źle. Nie wiem, skąd bierze się ten jego niepokój pod bramką rywali, ale jestem pewien, że gol zdobyty z Realem Sociedad [padł po rykoszecie, co nadaje wywodowi Cruyffa nt. CR7 ironiczny posmak; notabene w poniedziałek RFEF zweryfikowała wcześniejsze informacje i gola jednak zaliczono Pepe - przyp. challenger] pomoże mu się go pozbyć. Portugalczyk musi odzyskać umiejętność podejmowania na boisku właściwych decyzji: kiedy strzelić, a kiedy podać. Nie zawsze jesteś ustawiony odpowiednio, by uderzać bezpośrednio na bramkę i wtedy rozsądniej byłoby oddać piłkę lepiej ustawionym partnerom.
Należy czekać, aż Portugalczyk znajdzie na boisku swój spokój. Przecież pewny siebie Ronaldo daje drużynie więcej niż Ronaldo niemrawy.
[źródło: El Periódico, TotalBarca; Foto: Getty Images]
Efekt nierozstrzygnięcia meczu wcześniej
Jestem przekonany [dokładnie takiego sformułowania użył Holender, a nie np. "wydaje mi się" lub "moim zdaniem"; w oryginale: "estoy convencido" - przyp. challenger], że Messi opuścił Calderón myśląc bardziej o niewykorzystanych sytuacjach niż o bólu w kostce [grymas bólu i zakryta dłońmi twarz Argentyńczyka nie do końca potwierdzają ten punkt widzenia - przyp. challenger]. Gdyby padła kolejna bramka, do faulu Ujfalušiego by nie doszło.
Wcześniejsze rozstrzygnięcie meczu prawdopodobnie pozwoliłoby Messiemu uniknąć opuszczenia boiska na noszach. Barça miała swoje okazje. Nie wykorzystała ich.
Wyższe prowadzenie sprawiłoby, że Atlético zdjęłoby nogę z gazu, gra byłaby mniej brutalna. Przy ledwie jednobramkowym prowadzeniu podopiecznych Guardioli, gościnni gospodarze dążyli do wyrównania wszystkimi możliwymi środkami. Włączając w to ostrą i brutalną grę. Gdyby jedną z wielu swoich okazji na strzelenie bramki wykorzystali Villa, Messi lub Pedro; gdyby De Gea zaliczył mniej spektakularny wieczór "wyciągając" tyle strzałów Barçy - nie byłoby powodu, by zaatakować Messiego w ten sposób.
Kilka wniosków na przyszłość
Przez większość spotkania drużyna grała dobrze, ale Guardiola wyniósł z wieczoru na Vicente Calderón ważny wniosek: jeśli zespół szybko nie zdobędzie bramki, przez wiele meczów będzie się męczył. Gdy jakikolwiek mecz zamieni się w wymianę ciosów i bezpardonowych fauli - Barça zawsze przegra tę bitwę. To ostrzeżenie. Ten sezon nie będzie łatwy ani przez chwilę.
Nie wydaje mi się ponadto, by Guardiola mógł pozwalać sobie na częste rotacje w składzie. Zagrał wczoraj wszystkimi swoimi gwiazdami. Potrzebował ich do zwycięstwa. I taki będzie ten sezon - Barça potrzebuje 9 lub 10 zawodników wyjściowego składu, by wygrywać mecze. Przy więcej niż trzech zmiennikach, rotacje automatycznie mogą zagrażać wynikowi.
Inne spostrzeżenie z Calderón: De Gea. Po dniu, w którym wejdzie do reprezentacji, latami nie będzie tam miejsca dla nikogo innego. Od dawna nie widziałem bramkarza z tyloma atutami. I nie mówię tego wyłącznie pod wpływem niedzielnego meczu. Widzieliśmy go w zeszłym sezonie. To młody chłopak. Jest szybki i zwinny. Bez zarzutu posługuje się obiema rękami. Dobrze gra nogami. Widać jego inteligencję i znakomite czytanie gry.
Na koniec warto dodać, że niedzielny mecz znów potwierdził, że potyczki Atlético i Barcelony to jedne z najbardziej atrakcyjnych rzeczy, jakie oferuje ta liga. W meczach tych drużyn nie brakuje niczego. W miniony weekend Barça mogła wygrać różnicą kilku bramek, lecz ostatecznie podopieczni Quique Sáncheza Floresa byli niebezpiecznie blisko wyrównania.
Ajax nie do poznania...
Tymczasem Real Madryt rozpoczął tegoroczne rozgrywki europejskie od spotkania z Ajaksem. To ten sam klub, którego wspaniałą historię zdobią cztery triumfy w Pucharze Europy, ale obecna drużyna jest daleka od nawiązania swoją postawą do dawnych dni chwały. Pięcioletnia nieobecność w Lidze Mistrzów jest tego najlepszym dowodem. By znaleźć ich więcej - wystarczy spojrzeć na ostatnie osiągnięcia Ajaksu. A raczej ich brak. Oczywiście, są zdolni w pojedynczym starciu pokonać każdego. Ale w długim okresie nie są zdolni skutecznie stawiać czoła najlepszym. W czym jest problem? W ich systemie szkolenia.
Sam pochodzę z systemu szkolenia Ajaksu. Za moich czasów mieliśmy wielu wspaniałych napastników. Repp, Keizer, po nich Van Basten i Gullit, wreszcie Bergkamp i Kluivert... Po nich nastąpił w Ajaksie czas wspaniałych pomocników. Amasterdam dał światu choćby Davidsa i Seedorfa. Ostatnimi z nich byli Sneijder i van der Vaart. Od pomocników przeszliśmy dziś do obrońców [Cruyff ma na myśli fakt, że najwięcej wychowanków w obecnej kadrze Ajaksu gra w defensywie, a najbardziej znanym piłkarzem klubu jest prawy obrońca, Gregory van der Wiel - przyp. challenger]. Tylko, że wielu z nich ma poważne problemy z kontrolowaniem piłki. Dawniej Ajax miewał po 70% posiadania piłki. Dziś schodzi do 30%. [Na Santiago Bernabeu w zeszłym tygodniu Ajax miał piłkę przez ledwie 36% czasu gry, pozwalając oddać gospodarzom aż 35 strzałów na bramkę. - przyp. challenger]
Błędy w szkoleniu tydzień temu potwierdziły się w Madrycie. Za moich czasów też graliśmy czterema pomocnikami i dwójką z przodu, a jednak holenderski futbol nie ma nic wspólnego z tym, czym był za czasów wielkiego Ajaksu. Widzieliśmy to też na Mundialu w RPA. Każdy był szczęśliwy widząc swój kraj w finale, ale nad stylem i taktyką spuśćmy zasłonę milczenia.
Swoją drogą - ilu holenderskich napastników zagrało przeciw Realowi? Zero, bo tylu ma Ajax w swojej kadrze. Tak samo jest w innych drużynami z czołówki Eredivisie. PSV, AZ, Twente... Sami napastnicy z zagranicy. Jedyne rozwiązanie to poprawa systemu szkolenia.
Czerpiący garściami ze szkoły holenderskiej model barceloński zdystansował tym samym swój pierwowzór. Na Vicente Calderón widzieliśmy w barwach Blaugrana dziewięciu wychowanków. Trudno jest wypracować efektywny system szkolenia. Różnica pomiędzy robieniem tego dobrze i źle jest bardzo, bardzo nikła. Dobrzy trenerzy to za mało. Ta szczególna część działalności klubu wymaga ludzi potrafiących wszechstronnie kształcić juniorów, ucząc ich właściwej postawy na boisku i poza nim... Trenowanie zespołu a jego budowanie to dwie różne rzeczy. I tu pogubiono się w Ajaksie. Trener obawia się powoływać młodzieży, bo nie dostrzega w nich odpowiedniej jakości. Nie podejmuje ryzyka i juniorzy siedzą na ławce. Inna sprawa, że wprowadzanie wychowanków do drużyny wymaga odwagi od trenera.
Pod tym względem, Barça miała szczęście do dwóch wspaniałych trenerów: Rijkaarda i Guardioli. Nie wolno też zapominać, co w tym aspekcie Barça zawdzięcza Van Gaalowi [który wprowadził do drużyny m.in. Xaviego, Gabriego, Valdésa i Iniestę - przyp. challenger]; skoro już o nim mowa - warto rzucić okiem na Monachium i posłuchać, jak działacze oraz kibice Bayernu zachwycają się obecnością tylu wychowanków klubu w składzie pierwszej drużyny. Wystarczy spojrzeć choćby na grę Müllera, by ocenić, że są to zachwyty uzasadnione.
...podobnie, jak Cristiano Ronaldo
Przy okazji mecz Real-Ajax dał mi okazję do obserwacji Cristiano Ronaldo. Czy grał słabo? Nie sądzę. Za to kończył źle. Nie wiem, skąd bierze się ten jego niepokój pod bramką rywali, ale jestem pewien, że gol zdobyty z Realem Sociedad [padł po rykoszecie, co nadaje wywodowi Cruyffa nt. CR7 ironiczny posmak; notabene w poniedziałek RFEF zweryfikowała wcześniejsze informacje i gola jednak zaliczono Pepe - przyp. challenger] pomoże mu się go pozbyć. Portugalczyk musi odzyskać umiejętność podejmowania na boisku właściwych decyzji: kiedy strzelić, a kiedy podać. Nie zawsze jesteś ustawiony odpowiednio, by uderzać bezpośrednio na bramkę i wtedy rozsądniej byłoby oddać piłkę lepiej ustawionym partnerom.
Należy czekać, aż Portugalczyk znajdzie na boisku swój spokój. Przecież pewny siebie Ronaldo daje drużynie więcej niż Ronaldo niemrawy.
[źródło: El Periódico, TotalBarca; Foto: Getty Images]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (31)