Oceny za mecz z Athletic
Przypominamy zasady, jakimi kierujemy się podczas wystawiania not: kryterium oceny graczy.
Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie są równoznaczne z "dla mnie Xavi 7, a Messi 5,5".
Oceniający: SZUMI, challenger
Tytułem wstępu: Niespodziewanie mecz z Athletic Bilbao okazał się najtrudniejszym w sezonie. Porównując go do zakończonego zasłużonym i (całkiem) pewnym zwycięstwem (1:3) jesiennego spotkania ligowego - porównania nie ma, bo stawka dwumeczu i wynik z Camp Nou bezsprzecznie dodały Bilbao skrzydeł. Podopieczni Caparrosa podpierali się nosami i gryźli trawę, byle tylko zagrodzić drogę do bramki Barcelonie. Graczom gospodarzy należny jest za to bezwzględny szacunek. Odpaść z rozgrywek pucharowych można na wiele sposobów. Athletic Bilbao uczynił to z honorem i przy szczerych oklaskach w domach wielu culés. Na długo zapamiętamy znakomity doping kibiców gospodarzy (epizod z monetą pomińmy, bo mógł się zdarzyć na każdym innym stadionie) i szlachetne pomeczowe słowa Joaquina Caparrosa.
Owszem, trener przeciwników nakazał swoim graczom szczególnie ostrą grę. A oni potrafią to robić. Tradycyjnie w takich meczach (szczególnie wyjazdowych) sojusznikiem Barçy nie był sędzia; szczególnie faul De Marcosa na Piqué w 68. minucie prosił się o gwizdek. Ale Athletic musiał tak zagrać, jeśli chciał awansować. Trzeszczały kości, ale faule Bilbao - w przeciwieństwie do innych drużyn - nie nosiły znamion bandytyzmu, lecz służyły wyłącznie chronieniu dostępu do własnej bramki. Cules pozostawało mieć nadzieję, że Barça poradzi sobie nawet w takim, jakże trudnym, meczu.
Poradziła sobie. Pomimo tego, że prócz wysoko postawionej poprzeczki przez Basków kilka ważnych ogniw zespołu Guardioli nie miało swojego dnia. Nie szkodzi. Dzisiejsza Barça potrafi przezwyciężyć i słabszy dzień Messiego, i Xaviego, i Iniesty, i Alvesa, i... bardzo słabe chwile Villi. Meczami takimi, jak środowy, wygrywa się tytuły, choć nie zawsze są one finałami.
Taki zespół zdolny jest do wszystkiego. Wszelkie limity - ustala sobie sam. Choć to "tylko zwycięski remis", widzieliśmy jedno z najciężej wywalczonych i najbardziej wymownych zwycięstw całej ery Guardioli. Doceńmy je tak, jak na to zasługuje.
Pinto - 5 - Nie jest Buffonem czy van der Sarem i nigdy nie będzie; refleks też już nie ten, co w 2006 roku kiedy odbierał Trofeum Zamory. Jednak w granicach swoich dzisiejszych możliwości Pinto rozegrał niezły mecz. Przy bardzo częstych tego dnia akcjach ofensywnych Athletic, dobrze się ustawiał, a po jednej z główek gospodarzy niejeden culé widział już piłkę w bramce. Z drugiej strony wiele jego ryzykownych podań do bocznych obrońców lub stoperów wywoływało u tych samych kibiców wyższe tętno. Łącznie zanotował kilka ważnych interwencji strzałowych i nawet 2-3 rykoszety nie wybijały jego skuteczności z rytmu. Jednocześnie na jego występie cieniem kładą się niektóre inne interwencje po rzutach rożnych, gdy zdarzało mu się niepewnie piąstkować lub chwytać piłkę. Bez winy przy zawalonej przez obrońców bramce Llorente. Jego gra nogami mocno ograniczała poczynania obrońców, ale "ten typ już tak ma" i daje drużynie w zamian inne walory. Nierówny występ rezerwowego bramkarza Barcelony.
Alves - 3 - Bardzo słaby występ. Choć przez pełne 90 minut nie brakowało aktywności, mocno brakowało skuteczności. Wciąż podejmował złe decyzje (podania wzdłuż własnego pola karnego, niedokładne przerzuty przejmowane przez pomocników przeciwników w środku boiska), bardzo często ryzykował i wiele sytuacji nieomal skończyło się dla Barcelony niebezpiecznymi sytuacjami lub stratami w ofensywie. Nie wychodziły mu próby "ostatniego dogrania", a najlepiej zapamiętamy to, co obrócił wniwecz. Bezsensowny strzał w niebo zakończył w 61' ciekawie zapowiadającą się akcję kolegów, a w 70. minucie mógł otworzyć wynik... gdyby tylko oddał strzał. W zasadzie pod bramką przeciwnika zagrał tylko dwukrotnie dobre piłki do Davida Villi (7' i 70'), których ten jednak nie wykorzystał. W kratkę w obronie. Ostro i ambitnie grający rywale sprawili mu sporo problemów, a sam Gabilondo kilkakrotnie mu uciekł. Za dużo spośród 10 strat zanotował na swojej połowie (groźne sytuacje z 15', 30', 38', 40', 90+2'). Tylko 6 odbiorów, choć okazji na więcej nie brakowało.
Abidal - 8 - Wreszcie! Doczekaliśmy się trafienia Francuza dla Barçy i trudno wyobrazić sobie lepszej ku temu okoliczności. Wydaje się, że trafienie monetą spowodował u niego chęć odpowiedzenia przeciwnikom w najlepszy możliwy sposób- eliminując ich z dalszych rozgrywek Copa del Rey. Niestety przy bramce Athletiku także odegrał główną rolę i stąd ocena nie może być wyższa. Najpierw przepuścił podanie do Iraoli, potem się potknął, a na koniec kompletnie odpuścił schodzącego do lewego rogu pola karnego rywala. Za dalszą część akcji ponoszą już winę zbyt od siebie oddaleni stoperzy. Dobrze, że rywalom nie starczyło czasu na więcej, bo po tej akcji Athletic nabrał animuszu i robiło się bliżej wyniku 2:1 dla gospodarzy niż 1:2 dla Barcelony. Ten błąd w obronie Abidala powoduje obniżenie jego oceny o jeden, choć z przebiegu całego spotkania zasłużył na "9". Przez całe spotkanie imponował skutecznością i dokładnością w obronie (zwłaszcza gdy grał na pozycji stopera) oraz niezwykłym spokojem w trakcie wyprowadzania akcji. Zanotował dużo przechwytów (tym razem 8), mało strat (3) i był strategicznym punktem całej defensywy.
Piqué - 7 - Wygrał olbrzymią ilość pojedynków główkowych z silnymi fizycznie Baskami. Wraz z Abidalem przez większość spotkania (za wyjątkiem akcji bramkowej) stanowili opokę absolutnie nie do przejścia dla rywali, raz po raz zatrzymując korzystnie rozwijające się akcje. Zanotował sporą ilość ośmiu strat, ale związane one były z niedokładnością długich podań do napastników, do których zmuszali stoperów stosujący wysoki pressing gracze ofensywni gospodarzy. Kilka z takich prób odniosło jednak zamierzony skutek (m.in. podanie do Daniego Alvesa z 70') i dało wartość dodana do gry ofensywnej całego zespołu. Kwintesencją jego znakomitej gry w obronie była sytuacja z 51. minuty, gdy ośmieszył Gurpeguiego najpierw odbierając mu piłkę, a później wymanewrowując go pięknym zwodem. Wraz z Puyolem oraz Abidalem odpowiada za stracona bramkę, co obniża jego ocenę o jeden.
Adriano - 6 - Generalnie podołał presji kilkakrotnie odpłacając się zaufaniu Guardioli efektownymi przechwytami (ważna interwencja przy akcji Toquero w 8. minucie, odbiory w 22' oraz 29'). Nieźle wywiązywał się ze swoich obowiązków w obronie, choć trzeba przyznać, że przy tak groźnym zespole powinien szybciej dopadać do atakujących przeciwników. Dwukrotnie błysnął dynamicznymi zrywami po lewej stronie boiska, a szczególnie ciekawie wyglądała zainicjowana przezeń kontra zakończona strzałem Xaviego pod koniec pierwszej połowy. Jako pierwszy opuścił boisko, gdyż najprawdopodobniej Pep zauważył, iż coraz częściej zaczął przegrywać pojedynki po swojej stronie boiska. Pozytywny występ Brazylijczyka.
Busquets - 6 - Niby nienaganny mecz. No właśnie, tylko że w przypadku jego pozycji, przy tak fizycznie i bezkompromisowo grającym rywalu - to czasem nie wystarcza. Efekt jest bardzo wymowny: więcej strat (8) niż przechwytów (5), co zdarza mu się dopiero drugi raz w sezonie. Zaliczył kilka dobrych interwencji w defensywie (m.in. wślizg w 45'), a w ofensywie zaprezentował rzadki widok- strzał na bramkę w 70. minucie. Poza tym zachwycił kibiców kilkoma niekonwencjonalnymi zagraniami, jak popularna piłkarska "ryba" założona w 28 . minucie oraz podanie piętką z 9. minuty. Nie był to mecz zły, ale gra Busiego została przyćmiona przez Keitę.
Keita - 8 - Malijczyk ratował raz po raz wymykającą się Barçy z rąk inicjatywę w środku pola. Najbardziej waleczny i wszędobylski pomocnik Barçy w tym meczu! Przy wielu okazjach spełniał rolę tarczy, która chroniła gości przed utratą bramki. Niekiedy jak najbardziej dosłownie - został adresatem wielu fauli, kuksańców i innych bezpardonowych ataków. Na właściwym miejscu przy wielu groźnych akcjach Athletic. Mecz przekonujący nawet największych sceptyków jego osoby, czemu jest potrzebny w Barcelonie. Druga połowa była popisem jego gry, kiedy biegał od jednego pola karnego do drugiego, niemalże w pojedynkę wydając wojnę całej środkowej linii graczy z Bilbao. Co więcej, przy słabszej dyspozycji Xaviego oraz Iniesty, starał się także wspierać Barcelonę w rozgrywaniu akcji, choc na ogół nikt tego od niego nie oczekuje. Znakomity występ, wraz ze stoperami oraz Pedro bohater meczu.
Xavi - 6 - Drugi z rzędu mecz, w którym Xavi przejawia niebłahe oznaki zmęczenia. Fizyczna gra gospodarzy jest tylko częściowym wytłumaczeniem, Xavi już dawno przyzwyczaił nas do tego, że nie z takimi wyzwaniami potrafi sobie poradzić. Po prostu jego grze brakowało ikry i konsekwencji, lecz nawet w tak nieefektowny występ potrafi wpleść kilka perełek. Prócz dogrania do Pedro (31') najpiękniejszą z nich było genialne zagranie do Messiego dające Argentyńczykowi swobodę niezbędną przy asyście do Abidala. To Xavi wykreował tę akcję, toteż nie sposób dać mu niższej oceny - choć ogólnie jego występ naprawdę nie był rewelacyjny. Ryzykując ostracyzm wewnątrz polskiego barcelonismo , zaryzykujemy nawet tezę, iż Xavi zagrał słabe spotkanie. Trzeba jednak pamiętać, że to co dla Xaviego w Domu Piłkarskich Możliwości jest podłogą, dla większości piłkarzy jest sufitem.
Messi - 5 - Było widać, że to jego premierowy występ po świąteczno-noworocznej przerwie. Gra mu się nie kleiła. Nie miał zupełnie pomysłu na twardą obronę gospodarzy, często tracił piłkę i nieskutecznymi zagraniami zawodził chętnie oddających mu piłkę kolegów. W całym meczu podjął szereg niewłaściwych decyzji. Asysta do Abidala ratuje jego ocenę, ale nie zmienia faktu, że w całym spotkaniu był zaskakująco i rażąco nieskuteczny. Kilka wizualnie estetycznie wyglądających rajdów, które Barcelonie nic nie przyniosły, tym razem nie podnoszą noty rozregulowanemu po świętach Argentyńczykowi.
Villa - 2 - Swój pokaz indolencji strzeleckiej rozpoczął w 7. minucie, kiedy stojąc dwa metry od bramki i mając idealną piłkę "na" głowie od Daniego Alvesa, uderzył w zrezygnowanego (ze względu na brak możliwości jakiejkolwiek reakcji) już Iraizosa. Niemalże kopia sytuacji miała miejsce w drugiej części: Villa stal metr dalej, piłkę dostał równie idealną i równie idealnie ją spartolił. Jeśli komuś było tego mało, na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry, David zmarnował FE-NO-ME-NAL-NĄ piłkę od Pedro. Przy zmianie wyniku na korzyść gospodarzy, sytuacja ta kosztowałaby Barçę awans. Nikt go nie atakował, Iraizoz był daleko - miał całą wieczność by zapewnić drużynie tak niezbędny spokój w ostatnich sekundach meczu, trafił tymczasem wprost w bramkarza. Co mnóstwo nerwów kosztowało jego partnerów i wszystkich fanów, a Guardiolę - skórę na obitych o zadaszenie ławki knykciach. O sytuacji z 88. minuty, gdy bramkarz graczy z Bilbao wręcz ośmieszył zrezygnowanego już Asturyjczyjka, jedynie napomkniemy, aby nie wyżywać się dalej na genialnym (w inne dni) napastniku. Poza tym podczas gdy Keita i Pedro byli najbardziej aktywnymi piłkarzami Blaugrany, Villa był najbardziej statecznym. Summa summarum najniższa ocena w historii występów Villi w Barcelonie.
Pedro - 8 - Przy słabszej dyspozycji Messiego i Villi, długimi fragmentami meczu w pojedynkę decydował o obliczu ataku Barçy. Dwukrotnie powstrzymany przez sędziów gwizdkiem, choć wychodził na czystą sytuację nie będąc na pozycji spalonej. Na okrągło stanowił zagrożenie dla obrony gospodarzy. Bardzo często cofał się po piłkę i wracał aż pod własną bramkę. Bez przerwy i w różnych miejscach boiska pokazywał się do piłek Xaviemu, Keicie i Alvesowi. Nie wahał się decydować na dynamiczne rajdy prawą lub lewą stroną boiska, choć w kilku sytuacjach tylko on wie, jakim cudem utrzymywał się na nogach pomimo bezpardonowych ataków rywali. Podanie do Messiego z 62. minuty, kiedy Argentyńczyk minął się z piłką o przedłużony czubek buta oraz zagranie do Villi z 86. minuty warte są góry złota, a już na pewno +1 do końcowej oceny. Ten chłopak to skarb, który nawet w 91. minucie nie zdewaluował swojej wartości wciąż ganiając jak opętany za piłką!
Rezerwowi:
Iniesta - 5 - Krotko i zwięźle: potrafi niekiedy miewać więcej udanych zagrań co 5 minut niż tym razem w pół godziny. To nie był i jego mecz.
Puyol - 5 - W kwadrans zanotował dwie ważne interwencje w obronie. Wprowadzony dla dowiezienia korzystnego wyniku do 90. minuty, nie sprostał zadaniu wraz z Abidalem i Piqué kolegialnie odpowiadając za stracona bramkę i nerwówkę w końcówce spotkania, co obniża jego ocenę o jeden.
Afellay - bez oceny - Debiutant grał za krótko, aby go ocenić. Wieść gminna niesie, że nie zdążył nawet dotknąć piłki.
Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie są równoznaczne z "dla mnie Xavi 7, a Messi 5,5".
Oceniający: SZUMI, challenger
Tytułem wstępu: Niespodziewanie mecz z Athletic Bilbao okazał się najtrudniejszym w sezonie. Porównując go do zakończonego zasłużonym i (całkiem) pewnym zwycięstwem (1:3) jesiennego spotkania ligowego - porównania nie ma, bo stawka dwumeczu i wynik z Camp Nou bezsprzecznie dodały Bilbao skrzydeł. Podopieczni Caparrosa podpierali się nosami i gryźli trawę, byle tylko zagrodzić drogę do bramki Barcelonie. Graczom gospodarzy należny jest za to bezwzględny szacunek. Odpaść z rozgrywek pucharowych można na wiele sposobów. Athletic Bilbao uczynił to z honorem i przy szczerych oklaskach w domach wielu culés. Na długo zapamiętamy znakomity doping kibiców gospodarzy (epizod z monetą pomińmy, bo mógł się zdarzyć na każdym innym stadionie) i szlachetne pomeczowe słowa Joaquina Caparrosa.
Owszem, trener przeciwników nakazał swoim graczom szczególnie ostrą grę. A oni potrafią to robić. Tradycyjnie w takich meczach (szczególnie wyjazdowych) sojusznikiem Barçy nie był sędzia; szczególnie faul De Marcosa na Piqué w 68. minucie prosił się o gwizdek. Ale Athletic musiał tak zagrać, jeśli chciał awansować. Trzeszczały kości, ale faule Bilbao - w przeciwieństwie do innych drużyn - nie nosiły znamion bandytyzmu, lecz służyły wyłącznie chronieniu dostępu do własnej bramki. Cules pozostawało mieć nadzieję, że Barça poradzi sobie nawet w takim, jakże trudnym, meczu.
Poradziła sobie. Pomimo tego, że prócz wysoko postawionej poprzeczki przez Basków kilka ważnych ogniw zespołu Guardioli nie miało swojego dnia. Nie szkodzi. Dzisiejsza Barça potrafi przezwyciężyć i słabszy dzień Messiego, i Xaviego, i Iniesty, i Alvesa, i... bardzo słabe chwile Villi. Meczami takimi, jak środowy, wygrywa się tytuły, choć nie zawsze są one finałami.
Taki zespół zdolny jest do wszystkiego. Wszelkie limity - ustala sobie sam. Choć to "tylko zwycięski remis", widzieliśmy jedno z najciężej wywalczonych i najbardziej wymownych zwycięstw całej ery Guardioli. Doceńmy je tak, jak na to zasługuje.
Pinto - 5 - Nie jest Buffonem czy van der Sarem i nigdy nie będzie; refleks też już nie ten, co w 2006 roku kiedy odbierał Trofeum Zamory. Jednak w granicach swoich dzisiejszych możliwości Pinto rozegrał niezły mecz. Przy bardzo częstych tego dnia akcjach ofensywnych Athletic, dobrze się ustawiał, a po jednej z główek gospodarzy niejeden culé widział już piłkę w bramce. Z drugiej strony wiele jego ryzykownych podań do bocznych obrońców lub stoperów wywoływało u tych samych kibiców wyższe tętno. Łącznie zanotował kilka ważnych interwencji strzałowych i nawet 2-3 rykoszety nie wybijały jego skuteczności z rytmu. Jednocześnie na jego występie cieniem kładą się niektóre inne interwencje po rzutach rożnych, gdy zdarzało mu się niepewnie piąstkować lub chwytać piłkę. Bez winy przy zawalonej przez obrońców bramce Llorente. Jego gra nogami mocno ograniczała poczynania obrońców, ale "ten typ już tak ma" i daje drużynie w zamian inne walory. Nierówny występ rezerwowego bramkarza Barcelony.
Alves - 3 - Bardzo słaby występ. Choć przez pełne 90 minut nie brakowało aktywności, mocno brakowało skuteczności. Wciąż podejmował złe decyzje (podania wzdłuż własnego pola karnego, niedokładne przerzuty przejmowane przez pomocników przeciwników w środku boiska), bardzo często ryzykował i wiele sytuacji nieomal skończyło się dla Barcelony niebezpiecznymi sytuacjami lub stratami w ofensywie. Nie wychodziły mu próby "ostatniego dogrania", a najlepiej zapamiętamy to, co obrócił wniwecz. Bezsensowny strzał w niebo zakończył w 61' ciekawie zapowiadającą się akcję kolegów, a w 70. minucie mógł otworzyć wynik... gdyby tylko oddał strzał. W zasadzie pod bramką przeciwnika zagrał tylko dwukrotnie dobre piłki do Davida Villi (7' i 70'), których ten jednak nie wykorzystał. W kratkę w obronie. Ostro i ambitnie grający rywale sprawili mu sporo problemów, a sam Gabilondo kilkakrotnie mu uciekł. Za dużo spośród 10 strat zanotował na swojej połowie (groźne sytuacje z 15', 30', 38', 40', 90+2'). Tylko 6 odbiorów, choć okazji na więcej nie brakowało.
Abidal - 8 - Wreszcie! Doczekaliśmy się trafienia Francuza dla Barçy i trudno wyobrazić sobie lepszej ku temu okoliczności. Wydaje się, że trafienie monetą spowodował u niego chęć odpowiedzenia przeciwnikom w najlepszy możliwy sposób- eliminując ich z dalszych rozgrywek Copa del Rey. Niestety przy bramce Athletiku także odegrał główną rolę i stąd ocena nie może być wyższa. Najpierw przepuścił podanie do Iraoli, potem się potknął, a na koniec kompletnie odpuścił schodzącego do lewego rogu pola karnego rywala. Za dalszą część akcji ponoszą już winę zbyt od siebie oddaleni stoperzy. Dobrze, że rywalom nie starczyło czasu na więcej, bo po tej akcji Athletic nabrał animuszu i robiło się bliżej wyniku 2:1 dla gospodarzy niż 1:2 dla Barcelony. Ten błąd w obronie Abidala powoduje obniżenie jego oceny o jeden, choć z przebiegu całego spotkania zasłużył na "9". Przez całe spotkanie imponował skutecznością i dokładnością w obronie (zwłaszcza gdy grał na pozycji stopera) oraz niezwykłym spokojem w trakcie wyprowadzania akcji. Zanotował dużo przechwytów (tym razem 8), mało strat (3) i był strategicznym punktem całej defensywy.
Piqué - 7 - Wygrał olbrzymią ilość pojedynków główkowych z silnymi fizycznie Baskami. Wraz z Abidalem przez większość spotkania (za wyjątkiem akcji bramkowej) stanowili opokę absolutnie nie do przejścia dla rywali, raz po raz zatrzymując korzystnie rozwijające się akcje. Zanotował sporą ilość ośmiu strat, ale związane one były z niedokładnością długich podań do napastników, do których zmuszali stoperów stosujący wysoki pressing gracze ofensywni gospodarzy. Kilka z takich prób odniosło jednak zamierzony skutek (m.in. podanie do Daniego Alvesa z 70') i dało wartość dodana do gry ofensywnej całego zespołu. Kwintesencją jego znakomitej gry w obronie była sytuacja z 51. minuty, gdy ośmieszył Gurpeguiego najpierw odbierając mu piłkę, a później wymanewrowując go pięknym zwodem. Wraz z Puyolem oraz Abidalem odpowiada za stracona bramkę, co obniża jego ocenę o jeden.
Adriano - 6 - Generalnie podołał presji kilkakrotnie odpłacając się zaufaniu Guardioli efektownymi przechwytami (ważna interwencja przy akcji Toquero w 8. minucie, odbiory w 22' oraz 29'). Nieźle wywiązywał się ze swoich obowiązków w obronie, choć trzeba przyznać, że przy tak groźnym zespole powinien szybciej dopadać do atakujących przeciwników. Dwukrotnie błysnął dynamicznymi zrywami po lewej stronie boiska, a szczególnie ciekawie wyglądała zainicjowana przezeń kontra zakończona strzałem Xaviego pod koniec pierwszej połowy. Jako pierwszy opuścił boisko, gdyż najprawdopodobniej Pep zauważył, iż coraz częściej zaczął przegrywać pojedynki po swojej stronie boiska. Pozytywny występ Brazylijczyka.
Busquets - 6 - Niby nienaganny mecz. No właśnie, tylko że w przypadku jego pozycji, przy tak fizycznie i bezkompromisowo grającym rywalu - to czasem nie wystarcza. Efekt jest bardzo wymowny: więcej strat (8) niż przechwytów (5), co zdarza mu się dopiero drugi raz w sezonie. Zaliczył kilka dobrych interwencji w defensywie (m.in. wślizg w 45'), a w ofensywie zaprezentował rzadki widok- strzał na bramkę w 70. minucie. Poza tym zachwycił kibiców kilkoma niekonwencjonalnymi zagraniami, jak popularna piłkarska "ryba" założona w 28 . minucie oraz podanie piętką z 9. minuty. Nie był to mecz zły, ale gra Busiego została przyćmiona przez Keitę.
Keita - 8 - Malijczyk ratował raz po raz wymykającą się Barçy z rąk inicjatywę w środku pola. Najbardziej waleczny i wszędobylski pomocnik Barçy w tym meczu! Przy wielu okazjach spełniał rolę tarczy, która chroniła gości przed utratą bramki. Niekiedy jak najbardziej dosłownie - został adresatem wielu fauli, kuksańców i innych bezpardonowych ataków. Na właściwym miejscu przy wielu groźnych akcjach Athletic. Mecz przekonujący nawet największych sceptyków jego osoby, czemu jest potrzebny w Barcelonie. Druga połowa była popisem jego gry, kiedy biegał od jednego pola karnego do drugiego, niemalże w pojedynkę wydając wojnę całej środkowej linii graczy z Bilbao. Co więcej, przy słabszej dyspozycji Xaviego oraz Iniesty, starał się także wspierać Barcelonę w rozgrywaniu akcji, choc na ogół nikt tego od niego nie oczekuje. Znakomity występ, wraz ze stoperami oraz Pedro bohater meczu.
Xavi - 6 - Drugi z rzędu mecz, w którym Xavi przejawia niebłahe oznaki zmęczenia. Fizyczna gra gospodarzy jest tylko częściowym wytłumaczeniem, Xavi już dawno przyzwyczaił nas do tego, że nie z takimi wyzwaniami potrafi sobie poradzić. Po prostu jego grze brakowało ikry i konsekwencji, lecz nawet w tak nieefektowny występ potrafi wpleść kilka perełek. Prócz dogrania do Pedro (31') najpiękniejszą z nich było genialne zagranie do Messiego dające Argentyńczykowi swobodę niezbędną przy asyście do Abidala. To Xavi wykreował tę akcję, toteż nie sposób dać mu niższej oceny - choć ogólnie jego występ naprawdę nie był rewelacyjny. Ryzykując ostracyzm wewnątrz polskiego barcelonismo , zaryzykujemy nawet tezę, iż Xavi zagrał słabe spotkanie. Trzeba jednak pamiętać, że to co dla Xaviego w Domu Piłkarskich Możliwości jest podłogą, dla większości piłkarzy jest sufitem.
Messi - 5 - Było widać, że to jego premierowy występ po świąteczno-noworocznej przerwie. Gra mu się nie kleiła. Nie miał zupełnie pomysłu na twardą obronę gospodarzy, często tracił piłkę i nieskutecznymi zagraniami zawodził chętnie oddających mu piłkę kolegów. W całym meczu podjął szereg niewłaściwych decyzji. Asysta do Abidala ratuje jego ocenę, ale nie zmienia faktu, że w całym spotkaniu był zaskakująco i rażąco nieskuteczny. Kilka wizualnie estetycznie wyglądających rajdów, które Barcelonie nic nie przyniosły, tym razem nie podnoszą noty rozregulowanemu po świętach Argentyńczykowi.
Villa - 2 - Swój pokaz indolencji strzeleckiej rozpoczął w 7. minucie, kiedy stojąc dwa metry od bramki i mając idealną piłkę "na" głowie od Daniego Alvesa, uderzył w zrezygnowanego (ze względu na brak możliwości jakiejkolwiek reakcji) już Iraizosa. Niemalże kopia sytuacji miała miejsce w drugiej części: Villa stal metr dalej, piłkę dostał równie idealną i równie idealnie ją spartolił. Jeśli komuś było tego mało, na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry, David zmarnował FE-NO-ME-NAL-NĄ piłkę od Pedro. Przy zmianie wyniku na korzyść gospodarzy, sytuacja ta kosztowałaby Barçę awans. Nikt go nie atakował, Iraizoz był daleko - miał całą wieczność by zapewnić drużynie tak niezbędny spokój w ostatnich sekundach meczu, trafił tymczasem wprost w bramkarza. Co mnóstwo nerwów kosztowało jego partnerów i wszystkich fanów, a Guardiolę - skórę na obitych o zadaszenie ławki knykciach. O sytuacji z 88. minuty, gdy bramkarz graczy z Bilbao wręcz ośmieszył zrezygnowanego już Asturyjczyjka, jedynie napomkniemy, aby nie wyżywać się dalej na genialnym (w inne dni) napastniku. Poza tym podczas gdy Keita i Pedro byli najbardziej aktywnymi piłkarzami Blaugrany, Villa był najbardziej statecznym. Summa summarum najniższa ocena w historii występów Villi w Barcelonie.
Pedro - 8 - Przy słabszej dyspozycji Messiego i Villi, długimi fragmentami meczu w pojedynkę decydował o obliczu ataku Barçy. Dwukrotnie powstrzymany przez sędziów gwizdkiem, choć wychodził na czystą sytuację nie będąc na pozycji spalonej. Na okrągło stanowił zagrożenie dla obrony gospodarzy. Bardzo często cofał się po piłkę i wracał aż pod własną bramkę. Bez przerwy i w różnych miejscach boiska pokazywał się do piłek Xaviemu, Keicie i Alvesowi. Nie wahał się decydować na dynamiczne rajdy prawą lub lewą stroną boiska, choć w kilku sytuacjach tylko on wie, jakim cudem utrzymywał się na nogach pomimo bezpardonowych ataków rywali. Podanie do Messiego z 62. minuty, kiedy Argentyńczyk minął się z piłką o przedłużony czubek buta oraz zagranie do Villi z 86. minuty warte są góry złota, a już na pewno +1 do końcowej oceny. Ten chłopak to skarb, który nawet w 91. minucie nie zdewaluował swojej wartości wciąż ganiając jak opętany za piłką!
Rezerwowi:
Iniesta - 5 - Krotko i zwięźle: potrafi niekiedy miewać więcej udanych zagrań co 5 minut niż tym razem w pół godziny. To nie był i jego mecz.
Puyol - 5 - W kwadrans zanotował dwie ważne interwencje w obronie. Wprowadzony dla dowiezienia korzystnego wyniku do 90. minuty, nie sprostał zadaniu wraz z Abidalem i Piqué kolegialnie odpowiadając za stracona bramkę i nerwówkę w końcówce spotkania, co obniża jego ocenę o jeden.
Afellay - bez oceny - Debiutant grał za krótko, aby go ocenić. Wieść gminna niesie, że nie zdążył nawet dotknąć piłki.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)