Jako pierwszy sygnał do ataku w 5 minucie dał Pedro, który chytrym dośrodkowaniem zamierzał zaskoczyć Aranzubię, jednak ten nie chcąc ryzykować wybił piłkę na korner. 180 sekund później nieprzeciętnym wyszkoleniem technicznym popisał się Adriano, który będąc w trudnej sytuacji pod swoim polem karnym wkręcił w ziemię atakującego gracza Deportivo i podał prostopadle do Villi. David dostrzegł wybiegającego Messiego, który niestety nie zdołał przedrzeć się przez zmasowaną defensywę gospodarzy. W 16 minucie powinno być 1-0 dla podopiecznych Guardioli, jednak Messi zamiast strzelać wolał podawać, co tym razem się nie opłaciło. Chwilę później iście freestylową akcją popisał się Leo do spółki do Iniestą. Argentyńczyk przerzucił piłkę nad obroną dwunastego klubu La Liga, Iniesta piętą przerzucił piłkę nad jednym z defensorów, ale z asekuracją koledze popędzili jego partnerzy z formacji defensywnej. Groźnie pod bramką Katalończyków mogło być chwilę później, ale nieco spóźnionego Puyola wyręczył szybszy Adriano i zapobiegł zagrożeniu. W 21 minucie kapitalną akcję do zdobycia gola mieli gospodarze, ale będący na ósmym metrze Adrián nie trafił w piłkę nie wykorzystując zamieszania w polu karnym. Szansę występu chciał tego wieczora wykorzystać Adriano, który z daleka próbował zaskoczyć Aranzubię, ale jego strzał prędzej trafiłby w Rosella siedzącego w loży honorowej aniżeli do bramki Hiszpana.
26 minuta jest doskonałym przykładem na to jak kapitalnie rozumie się David Villa z Messim i kolegami z zespołu. Argentyński specjalista od strzelania i asystowania w jednym wspaniałym podaniem obsłużył El Guaje, który niczym rasowy złodziej portfeli z La Rambla oszukał defensywę Depor i zimną krwią umieścił piłkę w siatce. Będący we wspaniałej dyspozycji Abidal na kwadrans przed końcem pierwszej połowy świetnie podłączył się do akcji ofensywnej, mając piłkę przy nodze dostrzegł będącego na czystej pozycji Villę jednak ten zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału, co skrzętnie wykorzystali obrońcy Depor blokując uderzenie Asturyjczyka. 35 minuta to kapitalna okazja na drugiego gola dla przyjezdnych. Na bramkę gości popędziła trójka w składzie Messi, Villa, Adriano, ale minimalnie za mocne zagranie Messiego do Brazylijczyka rozwiało nadzieje na podwyższenie prowadzenia.
Chwilę później byliśmy świadkami fenomenalnej akcji w wykonaniu Katalończyków. Z prędkością japońskiego Shinkansen E5 w pole karne pomknął Król Abidal, co doskonale dostrzegł Messi. Argentyńczyk z precyzją szwajcarskiego zegarka idealnie, prostopadle zagrał do Francuza, który bez problemów pokonał portero gospodarzy. Druga bramka Abidala w drugim kolejnym meczu? Niestety piękny sen przerwało sokole oko arbitra liniowego, który dostrzegł dosłownie centymetrowego spalonego bocznego defensora Blaugrany. Pan w żółci zauważyłby zapewne nawet wystające sznurowadło Francuza, ale o błędzie niestety nie ma mowy. Chwilę później szczęścia spróbowali gospodarze, ale uderzenie z 30 metrów Rubéna Péreza nieznacznie minęło lewy słupek Valdésa. Zwieńczeniem pierwszej części gry mogła być 44 minuta, a właściwie dwójkowa akcja Iniesty z Messim. Blady magik piętą zagrał do rozpędzonego Messiego, który pomknął w swoim stylu ku świątyni Aranzubii. Jako, że rajdy Leo w pierwszej połowie jego najmocniejszą stroną nie były skończyło się na skutecznej interwencji zmasowanej grupy defensorów w biało-niebieskich trykotach.
Pierwsza ładna akcja przyjezdnych w drugiej połowie od razu przyniosła efekt. W 50 minucie swoich rajdowych sił po raz kolejny spróbował Messi. Argentyńczyka, który był bliski wyjścia na pozycję sam na sam z Aranzubią powalił na ziemię Rubén Pérez. Szczerze mówiąc zrobił to z łatwością przypominającą listopadowy techniczny nokaut w pierwszej rundzie z Realem rodem z Madrytu w roli głównej. Arbiter ukarał Péreza żółtą kartką, ale gracz z Depor zapewne wolałby puścić wolno Messiego wiedząc, co czeka jego zespół chwilę później. Sam poszkodowany podszedł do piłki ustawionej w okolicach 25-ego metra i zdobył goooola, którego tylko podziwiał bezradny Aranzubia. Pajęczyna na El Riazor zerwana. Nagrać na płytę i poprosić o autograf nie grzeszącego wzrostem napastnika Barcelony. Wpuszczać takie bramki to nie wstyd. Swoją drogą... Barça tego dnia była skuteczna jak nigdy. Niby nic wielkiego nie gramy, a tu dwa celne strzały na bramkę rywala i... dwa gole. Takich statystyk nie pamiętam.
Po strzeleniu drugiego gola Messi i spółka całkowicie przejęli kontrolę nad meczem, a rywale... Tylko się przyglądali. Na kwadrans przed końcem pojedynku przed szansą na zagrożenie bramki Valdésa stanęli, a właściwie mieli stanąć (wreszcie?) gospodarze. Nie stanęli, Puyol okazję na zdobycie honorowego gola wybił gospodarzom z głowy w sposób do jakiego zdążył już nas przyzwyczaić.
W 79 minucie przypomniał o sobie ten, który zdobył najważniejszego gola świata w roku 2010. Strzałem zza pola karnego popisał się nie kto inny jak Andrés Iniesta i krótko mówiąc nie było, co zbierać. Akcja z niczego, zaskoczona była obrona gospodarzy, zaskoczony był Aranzubia. 3-0. Rozpędzona Barcelona nie zna litości. Nie zdążyłem nawet wziąć kolejnego łyka zimnego lecha, a było już 4-0. Drugą w tym spotkaniu asystę zaliczył Messi, a na listę strzelców wpisał się Pedro, który technicznym strzałem podwyższył wynik meczu.
Kilkadziesiąt sekund po zdobytym golu na chwilę zminimalizowałem transmisję meczu i szczerzę mówiąc za sprawą angielskiego komentatora trochę się pogubiłem. Zaczęło się bowiem swoiste wyliczanie przypominające odliczanie do startu rakiety przez NASA. Tylko liczby się nie zgadzały. Five, Three, Three, Eight, Five, Three, Five, Five, Two, Four? Spokojnie, nikt ani nic w kosmos nie leci, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. To tylko wyliczanie Katalońskiej zdobyczy bramkowej na ligowym podwórku począwszy od meczu z Sevillą.
Barça na 4-0 zaprzestać nie zamierzała i w 87 minucie zapewne nie tylko ja krzyknąłem znane przede wszystkim odwiecznemu rywalowi ze stolicy rodem "Piona!". Niestety tym razem na wyżyny umiejętności wspiął się Aranzubia, który łokciem zatrzymał fantastyczną akcję Barçy z uderzeniem Messiego w roli głównej. W 92!!! minucie po raz pierwszy swoją szansę na wykazanie się dostał Victor Valdés. Prezent gospodarzom sprawił król Twittera, znany też jako Gerard Piqué, ale pojedynek sam na sam z Adriánem wygrał Victor "czyste konto" Valdés. Chwilę później arbiter gwizdnął po raz ostatni kończąc ten nierówny pojedynek.
Cóż więcej napisać, nie będę Was dłużej męczył swoim tekstem. Dziś było lekko, łatwo i przyjemnie. Dziękuję za uwagę.
Deportivo - FC Barcelona
30% posiadanie piłki 70%
1 strzały na bramkę 5
4 rzuty rożne 7
5 interwencje bramkarzy 3
69 piłki stracone 68
48 piłki odzyskane 53
9 faule 6
Deportivo: Aranzubia; Laure, Lopo, Colotto, Manuel Pablo, Rubén Pérez, Antonio Tomás, Desmarets (Rindarov, 70'), Saúl (Valerón, 54'), Juan Domínguez (Pablo Alvarez, 79') i Adrián.
FC Barcelona: Valdés; Adriano, Piqué, Puyol, Abidal; Keita, Mascherano, Iniesta (Thiago, 81'); Pedro (Afellay, 81'), Messi i Villa (Bojan, 70')
Gole:
0-1, Villa (26')
0-2, Messi (51')
0-3, Iniesta (79')
0-4, Pedro (80')
Skrót spotkania:
Komentarze (0)