Okiem Johana Cruyffa. Nagroda dla cantery, gdy inni swoje bagatelizują
W najnowszym felietonie J. Cruyff wychodzi od wątku madryckiego, ale tradycyjnie dla siebie czyni to jedynie dla zilustrowania wniosków dot. Blaugrany. W oryginale ukazał się 17.01.2011.
Czy to dla kogokolwiek niespodzianka, że Mourinho woli tej zimy znów upominać się o transfer niż próbować rozwiązań ze szkółki? Nie dla mnie. To jego filozofia. Pozostaje wierny swojemu stylowi.
Mourinho nigdy nie spogląda w stronę cantery
Nie wiem czy Real Madryt zdobędzie w tym sezonie jakieś trofeum, czy wygra wiele, czy może nic. Ale wiem jedno: trener Realu chce wygrać COŚ. Cokolwiek to jest. W tym celu został zatrudniony przez ten klub. Poza tym, chodzi tu o jego prestiż. Dlatego też prosi [o napastnika - przyp. red.]. No a jeśli nie spełnią jego prośby, zawsze będzie mógł - i nie będzie w tym niczego nowego - powiedzieć, przypomnieć, obronić się, że decyzje klubu przecież uniemożliwiły mu wypełnienie jego zadania jako trenera.
Dziwi aż taki upór z jego strony? Ani trochę. On, jeden z najlepszych w swoim zawodzie, dobrze wie, kogo potrzebuje, a kogo nie. I jeśli wcześniej już - mając Higuaína i Benzemę - chciał kolejnego napastnika, jest zupełnie zrozumiałe, że jego prośby nie zmieniły się od tego czasu. Kontuzja Argentyńczyka z pewnością umocniła Mourinho w jego przekonaniu. Prosi o kolejnego napastnika, bo uważa to za konieczne i do takich metod rozwiązywania problemów jest przyzwyczajony. Tak samo działo się w Chelsea i Interze. Dwa klub zainwestowały wiele pieniędzy i ściągnęły do siebie sporo nowych zawodników. Powiedziałbym nawet, że więcej niż było to konieczne. To, wraz z talentem trenerskim Mou, obróciło się na korzyść w obu klubach. Dwie drużyny z Premier League i Serie A, ale obie grały w stylu Mourinho. Zero krótkich ławek. Tutaj kadra jest szeroka, a jeśli trzeba dokonać więcej transferów na początku sezonu - to się ich dokonuje.
Szkółka jako element systemu
Jeśli ciągle tak pracowałeś i szło ci lepiej niż gorzej, to jest normalne, że będziesz dalej chciał podążać tą ścieżką. Mourinho już się do tego przyzwyczaił, nie patrzy na canterę. Jeśli nigdy o tym nie myślał, logiczne jest, że teraz też nie ma tego w planach. Jeśli jego plan pracy nie przewiduje, aby młodzi gracze mieli możliwość regularnego rozgrywania meczów w pierwszych zespole, na pewno nie skorzysta z nich w nagłych przypadkach, a taki ma miejsce teraz. Jeśli nie zasługują na obecność w pierwszej drużynie na co dzień, tym mniej zasługują na to, by być ważnymi zawodnikami w decydujących momentach.
Tutaj wracamy do starej dyskusji: czy trwająca już jakiś czas wierność Realu własnej filozofii budowy drużyny jest dobra czy zła? A może przeciwnie: czy ta Barçy jest po prostu lepsza, wyśmienita? Różnica istnieje tu przede wszystkim w postawie trenerów pierwszej drużyny.
Filozofię prowadzenia klubu można nazwać dobrą, jeśli trener z korzysta z klubowej tradycji i zasobów i złą, jeśli tego nie robi. Tak, to jest takie proste. System Barçy jest zadziwiający, owszem. Dziś. Bo jeśli kiedyś pojawi się trener, który przestanie korzystać z cantery, który nie będzie miał w nią wiary - system ten zmieni się z cudu w dodatek bez większego znaczenia. Marginalny.
To niemożliwe, żeby obecne zasoby Realu, ich druga drużyna i zespoły juniorskie, pozostawały bez znaczenia, bez perspektyw. Wystarczy spojrzeć na liczby. Na ilość piłkarzy wychowanych w szkółce Realu, którzy grają w Primera i Segunda División. Może dla wielu to zaskoczenie, ale jest ich więcej niż canteranos z Barçy*.
Nie ma dobrego czy złego systemu zarządzania klubem. Są jedynie trenerzy, którego ufają danej filozofii lub nie. W ostatnich latach Barça miała dwóch szkoleniowców: Rijkaarda i Guardiolę. W tym samym czasie (siedem sezonów), Real miał ich dziesięciu. Oczekiwania na starcie - czy na Bernabéu, czy to na Camp Nou - są takie same: tytuły. Jednak metody, aby je zdobyć, w obu organizacjach są diametralnie różne. Od podejścia do cantery poczynając. Dziś mija drugi tydzień od tego, kiedy cantera Barçy znalazła się na samym szczycie świata...
Złota Piłka
Najważniejsza indywidualna nagroda piłkarska za miniony rok wywołała wiele kontrowersji. Logiczne. Nominuje się trzech, a wygrywa jeden. Jak dać sprawiedliwą nagrodę indywidualną w sporcie drużynowym? Każdy miał swojego faworyta. Ja też, Xaviego. Ale miałem też argumenty "za" dla każdego z trzech finalistów. Problem stanowią kryteria, podług których głosują, i na kogo głosują. Nikt nie ma wątpliwości, że Messi jest najlepszy. Fenomenalny.
Niemniej to, co moim zdaniem, jest nietrafione, to kryteria wyboru. Bo jeśli wygrywać mają ci, którzy w danym okresie czasu zdobyli najwięcej tytułów... to mamy tu pewien absurd. Trener, który zdobył najwięcej tytułów wygrywa (Mourinho). A piłkarz, który zdobył najwięcej tytułów, nie wchodzi nawet do finałowej trójki (Sneijder). Wygrywasz tryplet z klubem, jesteś w finale Mistrzostw Świata, Mundial kończysz mając na koncie najwięcej goli w turnieju (ex aequo z Forlánem, Villą i Müllerem), na koniec dodajesz dwa inne klubowe puchary i nie jesteś nawet finalistą. No może jesteś pierwszy, wśród dziennikarzy. Ale poza podium widzą cię kapitanowie drużyn i selekcjonerzy.
Tam gdzie jedni nagradzają tytuły, inni nagradzają tak samo ważne - lub ważniejsze - wartości; takie jak na przykład wpływ, który dany piłkarz ma na swoją drużynę. A jeszcze inni: potencjał, umiejętności i fenomen najlepszego piłkarza świata.
Nowa nagroda
Platini ogłosił już, że UEFA stworzy własną nagrodę dla najlepszego piłkarza roku. Oznacza to, że nie będzie brana pod uwagę jedna rzecz. Ta, która wywołała najwięcej kontrowersji, czyli ciężar Mundialu (istotny, jeśli nagrodę przyznaje FIFA).
Zakładając, że hipotetycznie teraz nie bralibyśmy pod uwagę Mistrzostw Świata... to komu daliby nagrodę 2010? Messiemu czy Sneijderowi?
* Cruyff wspomniał tu jedynie o ilości, wątek jakości pomijając świadomie - toteż należy ten fragment rozpatrywać jedynie jako element szerszej argumentacji. [przyp. challenger]
[źródło: El Periódico]
Czy to dla kogokolwiek niespodzianka, że Mourinho woli tej zimy znów upominać się o transfer niż próbować rozwiązań ze szkółki? Nie dla mnie. To jego filozofia. Pozostaje wierny swojemu stylowi.
Mourinho nigdy nie spogląda w stronę cantery
Nie wiem czy Real Madryt zdobędzie w tym sezonie jakieś trofeum, czy wygra wiele, czy może nic. Ale wiem jedno: trener Realu chce wygrać COŚ. Cokolwiek to jest. W tym celu został zatrudniony przez ten klub. Poza tym, chodzi tu o jego prestiż. Dlatego też prosi [o napastnika - przyp. red.]. No a jeśli nie spełnią jego prośby, zawsze będzie mógł - i nie będzie w tym niczego nowego - powiedzieć, przypomnieć, obronić się, że decyzje klubu przecież uniemożliwiły mu wypełnienie jego zadania jako trenera.
Dziwi aż taki upór z jego strony? Ani trochę. On, jeden z najlepszych w swoim zawodzie, dobrze wie, kogo potrzebuje, a kogo nie. I jeśli wcześniej już - mając Higuaína i Benzemę - chciał kolejnego napastnika, jest zupełnie zrozumiałe, że jego prośby nie zmieniły się od tego czasu. Kontuzja Argentyńczyka z pewnością umocniła Mourinho w jego przekonaniu. Prosi o kolejnego napastnika, bo uważa to za konieczne i do takich metod rozwiązywania problemów jest przyzwyczajony. Tak samo działo się w Chelsea i Interze. Dwa klub zainwestowały wiele pieniędzy i ściągnęły do siebie sporo nowych zawodników. Powiedziałbym nawet, że więcej niż było to konieczne. To, wraz z talentem trenerskim Mou, obróciło się na korzyść w obu klubach. Dwie drużyny z Premier League i Serie A, ale obie grały w stylu Mourinho. Zero krótkich ławek. Tutaj kadra jest szeroka, a jeśli trzeba dokonać więcej transferów na początku sezonu - to się ich dokonuje.
Szkółka jako element systemu
Jeśli ciągle tak pracowałeś i szło ci lepiej niż gorzej, to jest normalne, że będziesz dalej chciał podążać tą ścieżką. Mourinho już się do tego przyzwyczaił, nie patrzy na canterę. Jeśli nigdy o tym nie myślał, logiczne jest, że teraz też nie ma tego w planach. Jeśli jego plan pracy nie przewiduje, aby młodzi gracze mieli możliwość regularnego rozgrywania meczów w pierwszych zespole, na pewno nie skorzysta z nich w nagłych przypadkach, a taki ma miejsce teraz. Jeśli nie zasługują na obecność w pierwszej drużynie na co dzień, tym mniej zasługują na to, by być ważnymi zawodnikami w decydujących momentach.
Tutaj wracamy do starej dyskusji: czy trwająca już jakiś czas wierność Realu własnej filozofii budowy drużyny jest dobra czy zła? A może przeciwnie: czy ta Barçy jest po prostu lepsza, wyśmienita? Różnica istnieje tu przede wszystkim w postawie trenerów pierwszej drużyny.
Filozofię prowadzenia klubu można nazwać dobrą, jeśli trener z korzysta z klubowej tradycji i zasobów i złą, jeśli tego nie robi. Tak, to jest takie proste. System Barçy jest zadziwiający, owszem. Dziś. Bo jeśli kiedyś pojawi się trener, który przestanie korzystać z cantery, który nie będzie miał w nią wiary - system ten zmieni się z cudu w dodatek bez większego znaczenia. Marginalny.
To niemożliwe, żeby obecne zasoby Realu, ich druga drużyna i zespoły juniorskie, pozostawały bez znaczenia, bez perspektyw. Wystarczy spojrzeć na liczby. Na ilość piłkarzy wychowanych w szkółce Realu, którzy grają w Primera i Segunda División. Może dla wielu to zaskoczenie, ale jest ich więcej niż canteranos z Barçy*.
Nie ma dobrego czy złego systemu zarządzania klubem. Są jedynie trenerzy, którego ufają danej filozofii lub nie. W ostatnich latach Barça miała dwóch szkoleniowców: Rijkaarda i Guardiolę. W tym samym czasie (siedem sezonów), Real miał ich dziesięciu. Oczekiwania na starcie - czy na Bernabéu, czy to na Camp Nou - są takie same: tytuły. Jednak metody, aby je zdobyć, w obu organizacjach są diametralnie różne. Od podejścia do cantery poczynając. Dziś mija drugi tydzień od tego, kiedy cantera Barçy znalazła się na samym szczycie świata...
Złota Piłka
Najważniejsza indywidualna nagroda piłkarska za miniony rok wywołała wiele kontrowersji. Logiczne. Nominuje się trzech, a wygrywa jeden. Jak dać sprawiedliwą nagrodę indywidualną w sporcie drużynowym? Każdy miał swojego faworyta. Ja też, Xaviego. Ale miałem też argumenty "za" dla każdego z trzech finalistów. Problem stanowią kryteria, podług których głosują, i na kogo głosują. Nikt nie ma wątpliwości, że Messi jest najlepszy. Fenomenalny.
Niemniej to, co moim zdaniem, jest nietrafione, to kryteria wyboru. Bo jeśli wygrywać mają ci, którzy w danym okresie czasu zdobyli najwięcej tytułów... to mamy tu pewien absurd. Trener, który zdobył najwięcej tytułów wygrywa (Mourinho). A piłkarz, który zdobył najwięcej tytułów, nie wchodzi nawet do finałowej trójki (Sneijder). Wygrywasz tryplet z klubem, jesteś w finale Mistrzostw Świata, Mundial kończysz mając na koncie najwięcej goli w turnieju (ex aequo z Forlánem, Villą i Müllerem), na koniec dodajesz dwa inne klubowe puchary i nie jesteś nawet finalistą. No może jesteś pierwszy, wśród dziennikarzy. Ale poza podium widzą cię kapitanowie drużyn i selekcjonerzy.
Tam gdzie jedni nagradzają tytuły, inni nagradzają tak samo ważne - lub ważniejsze - wartości; takie jak na przykład wpływ, który dany piłkarz ma na swoją drużynę. A jeszcze inni: potencjał, umiejętności i fenomen najlepszego piłkarza świata.
Nowa nagroda
Platini ogłosił już, że UEFA stworzy własną nagrodę dla najlepszego piłkarza roku. Oznacza to, że nie będzie brana pod uwagę jedna rzecz. Ta, która wywołała najwięcej kontrowersji, czyli ciężar Mundialu (istotny, jeśli nagrodę przyznaje FIFA).
Zakładając, że hipotetycznie teraz nie bralibyśmy pod uwagę Mistrzostw Świata... to komu daliby nagrodę 2010? Messiemu czy Sneijderowi?
* Cruyff wspomniał tu jedynie o ilości, wątek jakości pomijając świadomie - toteż należy ten fragment rozpatrywać jedynie jako element szerszej argumentacji. [przyp. challenger]
[źródło: El Periódico]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)