"Odkąd pierwszy raz dotknąłem piłki, zawsze chciałem strzelać gole", część 2.
Chociaż twierdzi, że wciąż przystosowuje się do stylu gry Barcelony, można uznać, że proces ten powoli dobiega końca. 16 bramek i 5 asyst wywalczonych od początku rozgrywek, stawiają go w czołówce piłkarzy mających największy wpływ na wyniki drużyny. Człowiek mający strzelanie goli we krwi, a przy tym ambitny i mocno przywiązany do rodziny, w wywiadzie dla dziennika La Vanguardia, starał się bagatelizować pochwały pod swoim adresem. Nie ukrywał, że jest szczęśliwy z możliwości gry dla Blaugrany i mieszkania w pięknym mieście, jakim jest Barcelona. Ma nadzieję na tytuły, ale dobrze wie, że nikt mu ich nie podaruje. "Na sukcesy trzeba sobie zapracować", mówi David Villa.
W drugiej części wywiadu David Villa opowiada m.in. o tajnikach bycia snajpererm; o kulisach transferu do Dumy Katalonii i o tym, jak spędza swój wolny czas. Popularny El Guaje przedstawia również swój punkt widzenia na temat rywalizacji Barcelony z Realem, a także miejscowych kibiców. Zapraszamy!
Część pierwszą znajdziesz tutaj
Dużo razy trafiasz w słupki. Wina zwichrowanego celownika, czy po prostu brak szczęścia?
Wielokrotnie mówiłem do kolegów, że jeśli przestaną o tym myśleć, trudniej będzie im trafić w słupek, niż strzelić bramkę. Czasem zdarzy się, że uderzysz nie tak jak trzeba i obijesz poprzeczkę, ale spróbujesz dopaść do piłki i wpakujesz ją do bramki, a czasem strzelisz i piłka odbije się od słupka, wylatując poza boisko. Czy są tacy, którzy strzelają, celując w stronę któregoś słupka? Kiedy jestem oko w oko z bramkarzem, chcę posłać piłkę tam, gdzie nie będzie mieć możliwości interwencji albo tam, gdzie nie zasłoni bramki pod odpowiednim kątem.
Kiedy jesteś w sytuacji sam na sam, masz wystarczającą ilość czasu, by pomyśleć gdzie chcesz uderzyć, czy jest to czynność czysto instynktowna?
To zależy od konkretnego zagrania, ale większość takich sytuacji dzieje się w bardzo krótkim czasie i przez to strzał nabiera formy instynktownej. Coś przychodzi Ci na myśl i starasz się to wyegzekwować. Bardzo rzadko się zdarza, że wychodzisz tuż przed bramkarza i masz trzy różne opcje do wyboru. Zwykle dzieje się tak, że do głowy przychodzi jeden pomysł i po prostu strzelasz.
Pamiętasz i powtarzasz za każdym razem poprzednie zagrania stosowane na przeciwniku? Wykorzystujesz w kolejnych meczach strzały, po których padały bramki?
Jako napastnik muszę analizować każdy szczegół. Chcę poznawać zagrania bramkarzy rywali i robię to, ponieważ są w meczu sytuacje, w których znowu mogę się znaleźć. Zawsze gdzieś w pamięci zostają gole, które zdobyłeś. Podczas gry musisz ciągle mieć głowę na karku i myśleć. I to właśnie staram się robić. Na boisku nigdy nie bujam w obłokach i zawsze staram się przewidywać to, co może się za chwilę stać.
Kiedy zdałeś sobie sprawę, że będziesz goleadorem?
Wiedziałem to od zawsze. Odkąd pierwszy raz dotknąłem piłki, zawsze chciałem grać, ale przede wszystkim strzelać gole. Kiedy jako dziecko kopałem piłkę w Tuilli*, to było to, co najbardziej lubiłem.
Jak myślisz, cztery punkty różnicy między Barceloną i Realem w tabeli La Liga odzwierciedlają grę obu drużyn?
Gdy spojrzymy wstecz i przypomnimy sobie kilka kolejek, w których utrzymywali do nas różnicę zaledwie dwóch ‘oczek', wygrywając tak jak my wszystkie swoje mecze, to można powiedzieć, że jest to duża różnica. Z drugiej strony, kiedy do rozegrania została niemal cała runda, różnica ta jawi się już jako co najmniej śmieszna. Musimy zatem ponownie się im przeciwstawić i równie konsekwentnie wygrywać. Nie ma już miejsca na relaks, bo wiemy, że wszystko zależy już tylko od nas. Najważniejsze teraz, by spokojnie pracować, nie oglądając się na innych i robić to, co do nas należy. Stąd, jeśli nadal będziemy wygrywać, a im zdarzy się wpadka, to tym lepiej dla nas. Teraz jednak mają do nas tylko 4 punkty straty i musimy uważać.
Medialny hałas, który wytwarza José Mourinho może zaszkodzić Realowi Madryt?
Nie interesuje mnie to. Najważniejsza jest świetna atmosfera, która panuje w Barcelonie - wśród kibiców, zawodników, trenerów, dyrektorów i prezesów. Spoglądam tylko na mój zespół, a to co robi rywal, dla mnie nie istnieje. I w ten sposób wszystko działa perfekcyjnie.
Tak a'propos kibiców - zauważyłeś, w jakim tempie zaskarbiłeś sobie sympatię publiczności na Camp Nou?
To było dla mnie bardzo ważne. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się coś podobnego. Zwykle fani oczekują, by najpierw to zawodnik dał coś od siebie. Mówiąc o kibicach, nie mogę na nic narzekać. Publiczność, która kibicowała mi za czasów gry kolejno w Sportingu, Saragossie i Valencii, zawsze była mi wdzięczna za pracę, którą dla niej wykonywałem. Tymczasem tutaj, nawet przed przybyciem do klubu, ludzie obdarzyli mnie wielką sympatią. Najpierw pokazałem się w Barcelonie w maju, a następnie przez dwa miesiące nie wyszedłem na obiekty Ciudad Deportiva, a mimo to, zanim zadebiutowałem, ludzie już traktowali mnie jak swojego. Kiedy idę ulicą, ludzie mnie zatrzymują i mówią mi, że już dużo wcześniej powinienem tu grać. To wszystko daje mi dużo pewności siebie i sprawia, że czuję się tutaj znakomicie.
Byłeś bardzo zdenerwowany, kiedy latem 2009 roku zablokowano Twój transfer do Barcelony?
Takie rzeczy się zdarzają. To było oczywiste, że marzyłem o transferze, ale niestety wtedy nie było to możliwe. Wróciłem wtedy do myślenia o piłce, skupiłem się na grze w Valencii i zanotowałem dobry sezon. Popatrz, jak to wszystko się potoczyło - kiedy już nie miałem nadziei na przejście do Barçy, nagle pojawiła się taka możliwość.
Nie przeraża Cię myśl o tym, że kibice już teraz zaczynają mówić o tryplecie?
W klubie takim jak Barcelona drugie miejsce nie robi żadnego wrażenia. Tym bardziej, że w ostatnich latach wygrali 8 tytułów na 10 możliwych. Fani bardzo szybko przyzwyczajają się do dobrego i przede wszystkim widzą, że drużyna posiada takie możliwości. Jeśli kibice się tego domagają, to dlatego, że przychodzą na Camp Nou i dostrzegają, że Barcelona jest w stanie zdobyć kolejne tytuły. Jeśli culés przyszliby na stadion i nie widzieli takich możliwości, nie wymagaliby osiągnięcia takich celów.
Barcelona jest już w półfinale Copa del Rey, zajmuje pierwsze miejsce w La Liga, a w Lidze Mistrzów będzie walczyć o awans do ćwierćfinału. Który z tych tytułów marzy Ci się najbardziej?
Wszystkie trzy. Oczywiście dwa Puchary Króla już mam na koncie - zdobyłem je grając w Saragossie i Valencii. Spoglądając na moje dokonania, bardzo chciałbym zdobyć tytuł mistrza Hiszpanii i wywalczyć Puchar Europy. Nie tylko w tym roku, ale też w przyszłości. Mam długi kontrakt z Barceloną i nadzieję, że z tą drużyną uda mi się zdobyć wiele tytułów. Między innymi dlatego właśnie tutaj przybyłem. Puchary i tytuły nie są jak prezenty od Trzech Króli - nie możesz o nie poprosić. Jedyne co pozostaje, to pracować na nie z dnia na dzień.
Miałeś już czas na to, by bliżej poznać miasto?
Już spacerowałem po centrum, znam też kilka restauracji. Barcelonę poznałem już wcześniej, kiedy będąc jeszcze zawodnikiem Saragossy i Valencii, przyjeżdżałem tu w wolne dni. Teraz jestem na etapie chodzenia po parkach z moimi dwoma córeczkami - zabieram je tam popołudniami. Spędzanie z nimi wolnego czasu jest czymś, co lubię najbardziej. Z tego powodu wyjazdy w dniu meczu były świetnym pomysłem Guardioli. Poza meczami w Lidze Mistrzów, noc przed spotkaniem zawsze spędzam w domu. Moja żona i ja, nawet nie myśleliśmy, że będziemy mieć aż tyle czasu dla siebie.
*Tuilla - wieś nieopodal miasta Langreo (Asturia); tam przyszedł na świat i wychował się David Villa.
[źródło: La Vanguardia]
W drugiej części wywiadu David Villa opowiada m.in. o tajnikach bycia snajpererm; o kulisach transferu do Dumy Katalonii i o tym, jak spędza swój wolny czas. Popularny El Guaje przedstawia również swój punkt widzenia na temat rywalizacji Barcelony z Realem, a także miejscowych kibiców. Zapraszamy!
Część pierwszą znajdziesz tutaj
Dużo razy trafiasz w słupki. Wina zwichrowanego celownika, czy po prostu brak szczęścia?
Wielokrotnie mówiłem do kolegów, że jeśli przestaną o tym myśleć, trudniej będzie im trafić w słupek, niż strzelić bramkę. Czasem zdarzy się, że uderzysz nie tak jak trzeba i obijesz poprzeczkę, ale spróbujesz dopaść do piłki i wpakujesz ją do bramki, a czasem strzelisz i piłka odbije się od słupka, wylatując poza boisko. Czy są tacy, którzy strzelają, celując w stronę któregoś słupka? Kiedy jestem oko w oko z bramkarzem, chcę posłać piłkę tam, gdzie nie będzie mieć możliwości interwencji albo tam, gdzie nie zasłoni bramki pod odpowiednim kątem.
Kiedy jesteś w sytuacji sam na sam, masz wystarczającą ilość czasu, by pomyśleć gdzie chcesz uderzyć, czy jest to czynność czysto instynktowna?
To zależy od konkretnego zagrania, ale większość takich sytuacji dzieje się w bardzo krótkim czasie i przez to strzał nabiera formy instynktownej. Coś przychodzi Ci na myśl i starasz się to wyegzekwować. Bardzo rzadko się zdarza, że wychodzisz tuż przed bramkarza i masz trzy różne opcje do wyboru. Zwykle dzieje się tak, że do głowy przychodzi jeden pomysł i po prostu strzelasz.
Pamiętasz i powtarzasz za każdym razem poprzednie zagrania stosowane na przeciwniku? Wykorzystujesz w kolejnych meczach strzały, po których padały bramki?
Jako napastnik muszę analizować każdy szczegół. Chcę poznawać zagrania bramkarzy rywali i robię to, ponieważ są w meczu sytuacje, w których znowu mogę się znaleźć. Zawsze gdzieś w pamięci zostają gole, które zdobyłeś. Podczas gry musisz ciągle mieć głowę na karku i myśleć. I to właśnie staram się robić. Na boisku nigdy nie bujam w obłokach i zawsze staram się przewidywać to, co może się za chwilę stać.
Kiedy zdałeś sobie sprawę, że będziesz goleadorem?
Wiedziałem to od zawsze. Odkąd pierwszy raz dotknąłem piłki, zawsze chciałem grać, ale przede wszystkim strzelać gole. Kiedy jako dziecko kopałem piłkę w Tuilli*, to było to, co najbardziej lubiłem.
Jak myślisz, cztery punkty różnicy między Barceloną i Realem w tabeli La Liga odzwierciedlają grę obu drużyn?
Gdy spojrzymy wstecz i przypomnimy sobie kilka kolejek, w których utrzymywali do nas różnicę zaledwie dwóch ‘oczek', wygrywając tak jak my wszystkie swoje mecze, to można powiedzieć, że jest to duża różnica. Z drugiej strony, kiedy do rozegrania została niemal cała runda, różnica ta jawi się już jako co najmniej śmieszna. Musimy zatem ponownie się im przeciwstawić i równie konsekwentnie wygrywać. Nie ma już miejsca na relaks, bo wiemy, że wszystko zależy już tylko od nas. Najważniejsze teraz, by spokojnie pracować, nie oglądając się na innych i robić to, co do nas należy. Stąd, jeśli nadal będziemy wygrywać, a im zdarzy się wpadka, to tym lepiej dla nas. Teraz jednak mają do nas tylko 4 punkty straty i musimy uważać.
Medialny hałas, który wytwarza José Mourinho może zaszkodzić Realowi Madryt?
Nie interesuje mnie to. Najważniejsza jest świetna atmosfera, która panuje w Barcelonie - wśród kibiców, zawodników, trenerów, dyrektorów i prezesów. Spoglądam tylko na mój zespół, a to co robi rywal, dla mnie nie istnieje. I w ten sposób wszystko działa perfekcyjnie.
Tak a'propos kibiców - zauważyłeś, w jakim tempie zaskarbiłeś sobie sympatię publiczności na Camp Nou?
To było dla mnie bardzo ważne. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się coś podobnego. Zwykle fani oczekują, by najpierw to zawodnik dał coś od siebie. Mówiąc o kibicach, nie mogę na nic narzekać. Publiczność, która kibicowała mi za czasów gry kolejno w Sportingu, Saragossie i Valencii, zawsze była mi wdzięczna za pracę, którą dla niej wykonywałem. Tymczasem tutaj, nawet przed przybyciem do klubu, ludzie obdarzyli mnie wielką sympatią. Najpierw pokazałem się w Barcelonie w maju, a następnie przez dwa miesiące nie wyszedłem na obiekty Ciudad Deportiva, a mimo to, zanim zadebiutowałem, ludzie już traktowali mnie jak swojego. Kiedy idę ulicą, ludzie mnie zatrzymują i mówią mi, że już dużo wcześniej powinienem tu grać. To wszystko daje mi dużo pewności siebie i sprawia, że czuję się tutaj znakomicie.
Byłeś bardzo zdenerwowany, kiedy latem 2009 roku zablokowano Twój transfer do Barcelony?
Takie rzeczy się zdarzają. To było oczywiste, że marzyłem o transferze, ale niestety wtedy nie było to możliwe. Wróciłem wtedy do myślenia o piłce, skupiłem się na grze w Valencii i zanotowałem dobry sezon. Popatrz, jak to wszystko się potoczyło - kiedy już nie miałem nadziei na przejście do Barçy, nagle pojawiła się taka możliwość.
Nie przeraża Cię myśl o tym, że kibice już teraz zaczynają mówić o tryplecie?
W klubie takim jak Barcelona drugie miejsce nie robi żadnego wrażenia. Tym bardziej, że w ostatnich latach wygrali 8 tytułów na 10 możliwych. Fani bardzo szybko przyzwyczajają się do dobrego i przede wszystkim widzą, że drużyna posiada takie możliwości. Jeśli kibice się tego domagają, to dlatego, że przychodzą na Camp Nou i dostrzegają, że Barcelona jest w stanie zdobyć kolejne tytuły. Jeśli culés przyszliby na stadion i nie widzieli takich możliwości, nie wymagaliby osiągnięcia takich celów.
Barcelona jest już w półfinale Copa del Rey, zajmuje pierwsze miejsce w La Liga, a w Lidze Mistrzów będzie walczyć o awans do ćwierćfinału. Który z tych tytułów marzy Ci się najbardziej?
Wszystkie trzy. Oczywiście dwa Puchary Króla już mam na koncie - zdobyłem je grając w Saragossie i Valencii. Spoglądając na moje dokonania, bardzo chciałbym zdobyć tytuł mistrza Hiszpanii i wywalczyć Puchar Europy. Nie tylko w tym roku, ale też w przyszłości. Mam długi kontrakt z Barceloną i nadzieję, że z tą drużyną uda mi się zdobyć wiele tytułów. Między innymi dlatego właśnie tutaj przybyłem. Puchary i tytuły nie są jak prezenty od Trzech Króli - nie możesz o nie poprosić. Jedyne co pozostaje, to pracować na nie z dnia na dzień.
Miałeś już czas na to, by bliżej poznać miasto?
Już spacerowałem po centrum, znam też kilka restauracji. Barcelonę poznałem już wcześniej, kiedy będąc jeszcze zawodnikiem Saragossy i Valencii, przyjeżdżałem tu w wolne dni. Teraz jestem na etapie chodzenia po parkach z moimi dwoma córeczkami - zabieram je tam popołudniami. Spędzanie z nimi wolnego czasu jest czymś, co lubię najbardziej. Z tego powodu wyjazdy w dniu meczu były świetnym pomysłem Guardioli. Poza meczami w Lidze Mistrzów, noc przed spotkaniem zawsze spędzam w domu. Moja żona i ja, nawet nie myśleliśmy, że będziemy mieć aż tyle czasu dla siebie.
*Tuilla - wieś nieopodal miasta Langreo (Asturia); tam przyszedł na świat i wychował się David Villa.
[źródło: La Vanguardia]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)