Xavi Torres: Guardiola jest szalony na punkcie piłki
Grał w dwóch bardzo cenionych akademiach piłkarskich - spędził 6 lat w Villarrealu i 2 lata w Barcelonie. Xavi Torres jest o krok od zdobycia tytułu magistra na Uniwersytecie w Walencji (jego matka jest nauczycielką początkową, a on jest szalony na punkcie matematyki). Poza tym jest on oczywiście zawodnikiem Levante, który odrzucił niedawno ofertę Birmingham.
Cayetano Ros, El País: Jesteś rozpoznawany na ulicy?
Xavi Torres: W mojej miejscowości tak. David Ferrer i ja jesteśmy rozpoznawani. Rozmawiamy dużo przez BlackBerry. Tutaj niektórzy mnie rozpoznają, ale nie wygląda to tak, jak z graczami Valencii. Jest lepiej, wolę chodzić niezauważonym.
Jakim zawodnikiem jest Xavi Torres?
Pomocnik, który nie przestaje biegać. Organizuje grę i niszczy ataki przeciwników. I który miał szczęście posiadać nauczyciela będącego najlepszym pomocnikiem - Guardiolę. Kiedy przyszedłem uczynił mnie czwartym kapitanem w drużynie, a za Luisa Enrique bylem pierwszym. Cudownie. Wygrywaliśmy po 6-0 w barażach o awans, byliśmy bardzo nakręceni.
Co sądzisz o Pepie?
"Wytrwałość" to słowo, które uwielbiał, w futbol należy grać ruszając się, biegać do każdej piłki, motorem napędowym drużyny jest pasja. Jest szalony na punkcie futbolu, ale szalony, szalony, szalony...
Jaki był Busquets?
Busquets był napastnikiem, ale również pomocnikiem, obrońcą... Wszyscy byliśmy dobrzy, nikt się specjalnie nie wyróżniał. Pedrito był dokładnie taki sam jak teraz. Wykorzystali moment, w którym przechodzili do pierwszej drużyny. Pep traktował nas jako niezbędnych. Nauczyłem się bycia zarówno dobrym piłkarzem jak i bycia dobrą osobą. Luis García (trener Levante - dop. red.) jest podobny do Guardioli - wie, że należy wszystkich traktować jednakowo, jest jednym z nas, kolegą.
Co wyniosłeś z Villarreal?
Wiele. Ukształtowałem swoją osobowość. Juan Carlos Garrido (były dyrektor szkółki i obecny trener pierwszej drużyny - dop. red.) wyciskał pot z każdego zawodnika, nie można było stracić koncentracji nawet na sekundę. Jest bardzo ambitny.
Jakie są różnice tych szkółek?
Używają innych systemów. W Barçie od najmłodszych lat gra się systemem 4-3-3, w Villarreal to się różni. Najważniejsze w obu jest to, że należy przemieszczać piłkę.
W kogo się wpatrujesz?
W Busquetsa. Z piłką wszystko staje się proste. Odzyskuje dużo i rusza się tylko po to, aby dostać piłkę.
A Bruno?
To wspaniała osoba, która wie, że kiedyś zatriumfuje, bo każdego dnia chce się uczyć.
Jaki jest Luis Enrique?
Bardziej agresywny, Guardiola jest spokojniejszy.
Miałeś swój udział przy sześciu pucharach?
Przy trzech. Zagrałem w dwóch spotkaniach ligowych - przeciwko Mallorce i Osasunie. Śniłem na jawie - La Liga na Camp Nou, Copa del Rey w Walencji i Liga Mistrzów w Rzymie.
Chciałeś odchodzić?
W Barcelonie gra 22 najlepszych, a Málaga dała mi możliwości i zaproponowała kontrakt na cztery lata (w chwili obecnej jest wypożyczony z andaluzyjskiego klubu - dop. red.)
Jakie są plany przed meczem z Villarreal?
Chcemy, aby nie byli przy piłce i żeby nie zagrali Cazorla, Rossi czy Borja Valero.
Jakie jest Levante?
To rodzinny klub, jest tutaj jak w domu.
Będzie ciężko uczynić z niego mocną drużynę, znając jednocześnie jego pokorę?
Dokładnie. Jesteśmy grupą przyjaciół. Raz częściej jesteśmy przy piłce, raz rzadziej, ale trener chciałby częściej przy niej być.
A co powiesz o kapitanie Ballesterosie?
Czapki z głów. Zawsze chciałem mieć w drużynie kogoś takiego jak on.
Poza nim rozegrałeś najwięcej minut w drużynie.
Przychodzą oferty, co jest oznaką dobrej postawy, ale to nie pomoże jeśli spadniemy do Segunda.
Jak odpoczywasz?
Jeżdżę na ryby. Mam to we krwi - od małego jeździłem na ryby ze swoim spoczywającym w pokoju dziadkiem Cristóbalem, który w swojej łódce powtarzał - "mątwy w listopadzie, w styczniu tuńczyki...". Jestem facetem z małej miejscowości, który chce podbić świat.
[źródło: El País]
Cayetano Ros, El País: Jesteś rozpoznawany na ulicy?
Xavi Torres: W mojej miejscowości tak. David Ferrer i ja jesteśmy rozpoznawani. Rozmawiamy dużo przez BlackBerry. Tutaj niektórzy mnie rozpoznają, ale nie wygląda to tak, jak z graczami Valencii. Jest lepiej, wolę chodzić niezauważonym.
Jakim zawodnikiem jest Xavi Torres?
Pomocnik, który nie przestaje biegać. Organizuje grę i niszczy ataki przeciwników. I który miał szczęście posiadać nauczyciela będącego najlepszym pomocnikiem - Guardiolę. Kiedy przyszedłem uczynił mnie czwartym kapitanem w drużynie, a za Luisa Enrique bylem pierwszym. Cudownie. Wygrywaliśmy po 6-0 w barażach o awans, byliśmy bardzo nakręceni.
Co sądzisz o Pepie?
"Wytrwałość" to słowo, które uwielbiał, w futbol należy grać ruszając się, biegać do każdej piłki, motorem napędowym drużyny jest pasja. Jest szalony na punkcie futbolu, ale szalony, szalony, szalony...
Jaki był Busquets?
Busquets był napastnikiem, ale również pomocnikiem, obrońcą... Wszyscy byliśmy dobrzy, nikt się specjalnie nie wyróżniał. Pedrito był dokładnie taki sam jak teraz. Wykorzystali moment, w którym przechodzili do pierwszej drużyny. Pep traktował nas jako niezbędnych. Nauczyłem się bycia zarówno dobrym piłkarzem jak i bycia dobrą osobą. Luis García (trener Levante - dop. red.) jest podobny do Guardioli - wie, że należy wszystkich traktować jednakowo, jest jednym z nas, kolegą.
Co wyniosłeś z Villarreal?
Wiele. Ukształtowałem swoją osobowość. Juan Carlos Garrido (były dyrektor szkółki i obecny trener pierwszej drużyny - dop. red.) wyciskał pot z każdego zawodnika, nie można było stracić koncentracji nawet na sekundę. Jest bardzo ambitny.
Jakie są różnice tych szkółek?
Używają innych systemów. W Barçie od najmłodszych lat gra się systemem 4-3-3, w Villarreal to się różni. Najważniejsze w obu jest to, że należy przemieszczać piłkę.
W kogo się wpatrujesz?
W Busquetsa. Z piłką wszystko staje się proste. Odzyskuje dużo i rusza się tylko po to, aby dostać piłkę.
A Bruno?
To wspaniała osoba, która wie, że kiedyś zatriumfuje, bo każdego dnia chce się uczyć.
Jaki jest Luis Enrique?
Bardziej agresywny, Guardiola jest spokojniejszy.
Miałeś swój udział przy sześciu pucharach?
Przy trzech. Zagrałem w dwóch spotkaniach ligowych - przeciwko Mallorce i Osasunie. Śniłem na jawie - La Liga na Camp Nou, Copa del Rey w Walencji i Liga Mistrzów w Rzymie.
Chciałeś odchodzić?
W Barcelonie gra 22 najlepszych, a Málaga dała mi możliwości i zaproponowała kontrakt na cztery lata (w chwili obecnej jest wypożyczony z andaluzyjskiego klubu - dop. red.)
Jakie są plany przed meczem z Villarreal?
Chcemy, aby nie byli przy piłce i żeby nie zagrali Cazorla, Rossi czy Borja Valero.
Jakie jest Levante?
To rodzinny klub, jest tutaj jak w domu.
Będzie ciężko uczynić z niego mocną drużynę, znając jednocześnie jego pokorę?
Dokładnie. Jesteśmy grupą przyjaciół. Raz częściej jesteśmy przy piłce, raz rzadziej, ale trener chciałby częściej przy niej być.
A co powiesz o kapitanie Ballesterosie?
Czapki z głów. Zawsze chciałem mieć w drużynie kogoś takiego jak on.
Poza nim rozegrałeś najwięcej minut w drużynie.
Przychodzą oferty, co jest oznaką dobrej postawy, ale to nie pomoże jeśli spadniemy do Segunda.
Jak odpoczywasz?
Jeżdżę na ryby. Mam to we krwi - od małego jeździłem na ryby ze swoim spoczywającym w pokoju dziadkiem Cristóbalem, który w swojej łódce powtarzał - "mątwy w listopadzie, w styczniu tuńczyki...". Jestem facetem z małej miejscowości, który chce podbić świat.
[źródło: El País]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)