Przerwana seria mistrzów: Sporting - FC Barcelona 1:1
Tylko remis i aż remis. Ku uciesze kibiców Realu Madryt Barcelona w końcu straciła punkty, zaledwie remisując w Gijón 1:1. Dla drużyny Guardioli był to na pewno jeden z najtrudniejszych meczów w tym sezonie. Na gola Barrala z 17. minuty dopiero w 80. odpowiedział Villa.
Ci, którzy zastanawiali się jeszcze, czy tzw. "wirus FIFA" odbija się na postawie piłkarzy Barçy, dziś uzyskali odpowiedź. Pep Guardiola na pomeczowej konferencji zapewniał co prawda, iż środowe spotkania reprezentacji wpływu na jego podopiecznych nie miały, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że to tylko gra słów. Trener Barçy zostawił na ławce Abidala, Busquetsa i Pedro, co skrzętnie wykorzystali gospodarze.
Zawodnicy Sportingu "gryźli trawę", co w połączeniu z niemrawą postawą gości sprawiało, że miejscowi kibice mieli powody do oklasków. Po jednej z kontr w 16. minucie Barral wywiódł w pole Piqué, następnie położył na murawie Milito i strzelił nie do obrony w długi róg bramki Valdésa. Było 1:0 dla Sportingu i Barça trzeci raz w tym sezonie ligowym musiała odrabiać straty.
Tyle że przed przerwą nie wychodziło kompletnie nic. Messi co dostał piłkę, to ją stracił, indywidualnie szarpał Iniesta, ale bez wsparcia momentalnie osaczany był przez trzech graczy gospodarzy, kompletnie poza grą był Afellay, a wszystkim brakowało dokładności i szybkości. Jedyne dwa strzały na bramkę Sportingu oddał w tej części gry Iniesta - jeden obronił Cuéllar, a drugi był niecelny.
W przerwie Pep Guardiola zdjął Afellaya, wprowadzając do gry Pedro, co ożywiło ofensywę Barçy. W 52. minucie aktywny w drugiej połowie Alves ograł obrońcę i podał do Xaviego, którego strzał okazał się jednak zbyt słaby. Chwilę później Iniesta zagrywał do Messiego, ale i tym razem górą był Cuéllar. Następnie indywidualnej akcji spróbował Alves, jednak i jemu nie udało się wcisnąć piłki między rozpaczliwie interweniującymi defensorami Sportingu i bramkarzem.
Pachniało golem, zwłaszcza że piłkarze Manolo Preciado ratowali się przeważnie dalekim wybiciem piłki na połowę Barçy. Gra się jednak uspokoiła, a "obrona Częstochowy", skuteczna jak nigdy, trwała w najlepsze. Złamał ją dopiero David Villa, wykorzystując chyba jeden jedyny błąd gospodarzy w tym meczu. Villa otrzymał prostopadłe podanie od Messiego i widząc wychodzącego z bramki Cuéllara, przerzucił nad nim piłkę. Było 1:1, a do końca pozostawało jeszcze 10 minut.
Najlepszą szansę na uratowanie trzech punktów zmarnował w 87. minucie Pedro, który po podaniu (strzale?) Messiego wślizgiem nie zdołał wcisnąć piłki obok słupka. Mimo że sędzia przedłużył mecz o 5 minut, wynik nie uległ już zmianie.
W grze Barçy zdecydowanie brakowało dziś płynności i tempa, choć po przerwie wszystko wyglądało lepiej. "Wirus FIFA"? Brak kilku podstawowych graczy? Pewnie tak, ale powodów do rozpaczy wciąż mamy "jak na lekarstwo". To w końcu luty, a w lutym już od kilku lat zawsze gramy słabiej. W najgorszym wypadku nasza przewaga stopnieje do pięciu punktów. Cóż... czas na Arsenal.
Sporting: Cuéllar, Sastre (Canella, m.59.), Botía, José Angel, Iván Hernández, André Castro, Diego Castro (Bilic, m.41), Nacho Novo (Carmelo, m.65), De las Cuevas, Nacho Cases, Barral.
FC Barcelona: Valdés; Alves, Piqué, Milito (Keita, min. 66), Maxwell; Mascherano, Xavi, Iniesta (Bojan, m.79); Afellay (Pedro, m.45), Messi, Villa.
Gole: 1:0, m.17: Barral. 1:1, m.80: Villa.
Sędziował: Miguel Ángel Pérez Lasa.
Żółte kartki: Cuéllar, José Angel, Barral, Valdés, Xavi, Mascherano, Afellay, Pinto.
Widzów: 28 000.
Ci, którzy zastanawiali się jeszcze, czy tzw. "wirus FIFA" odbija się na postawie piłkarzy Barçy, dziś uzyskali odpowiedź. Pep Guardiola na pomeczowej konferencji zapewniał co prawda, iż środowe spotkania reprezentacji wpływu na jego podopiecznych nie miały, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że to tylko gra słów. Trener Barçy zostawił na ławce Abidala, Busquetsa i Pedro, co skrzętnie wykorzystali gospodarze.
Zawodnicy Sportingu "gryźli trawę", co w połączeniu z niemrawą postawą gości sprawiało, że miejscowi kibice mieli powody do oklasków. Po jednej z kontr w 16. minucie Barral wywiódł w pole Piqué, następnie położył na murawie Milito i strzelił nie do obrony w długi róg bramki Valdésa. Było 1:0 dla Sportingu i Barça trzeci raz w tym sezonie ligowym musiała odrabiać straty.
Tyle że przed przerwą nie wychodziło kompletnie nic. Messi co dostał piłkę, to ją stracił, indywidualnie szarpał Iniesta, ale bez wsparcia momentalnie osaczany był przez trzech graczy gospodarzy, kompletnie poza grą był Afellay, a wszystkim brakowało dokładności i szybkości. Jedyne dwa strzały na bramkę Sportingu oddał w tej części gry Iniesta - jeden obronił Cuéllar, a drugi był niecelny.
W przerwie Pep Guardiola zdjął Afellaya, wprowadzając do gry Pedro, co ożywiło ofensywę Barçy. W 52. minucie aktywny w drugiej połowie Alves ograł obrońcę i podał do Xaviego, którego strzał okazał się jednak zbyt słaby. Chwilę później Iniesta zagrywał do Messiego, ale i tym razem górą był Cuéllar. Następnie indywidualnej akcji spróbował Alves, jednak i jemu nie udało się wcisnąć piłki między rozpaczliwie interweniującymi defensorami Sportingu i bramkarzem.
Pachniało golem, zwłaszcza że piłkarze Manolo Preciado ratowali się przeważnie dalekim wybiciem piłki na połowę Barçy. Gra się jednak uspokoiła, a "obrona Częstochowy", skuteczna jak nigdy, trwała w najlepsze. Złamał ją dopiero David Villa, wykorzystując chyba jeden jedyny błąd gospodarzy w tym meczu. Villa otrzymał prostopadłe podanie od Messiego i widząc wychodzącego z bramki Cuéllara, przerzucił nad nim piłkę. Było 1:1, a do końca pozostawało jeszcze 10 minut.
Najlepszą szansę na uratowanie trzech punktów zmarnował w 87. minucie Pedro, który po podaniu (strzale?) Messiego wślizgiem nie zdołał wcisnąć piłki obok słupka. Mimo że sędzia przedłużył mecz o 5 minut, wynik nie uległ już zmianie.
W grze Barçy zdecydowanie brakowało dziś płynności i tempa, choć po przerwie wszystko wyglądało lepiej. "Wirus FIFA"? Brak kilku podstawowych graczy? Pewnie tak, ale powodów do rozpaczy wciąż mamy "jak na lekarstwo". To w końcu luty, a w lutym już od kilku lat zawsze gramy słabiej. W najgorszym wypadku nasza przewaga stopnieje do pięciu punktów. Cóż... czas na Arsenal.
Sporting: Cuéllar, Sastre (Canella, m.59.), Botía, José Angel, Iván Hernández, André Castro, Diego Castro (Bilic, m.41), Nacho Novo (Carmelo, m.65), De las Cuevas, Nacho Cases, Barral.
FC Barcelona: Valdés; Alves, Piqué, Milito (Keita, min. 66), Maxwell; Mascherano, Xavi, Iniesta (Bojan, m.79); Afellay (Pedro, m.45), Messi, Villa.
Gole: 1:0, m.17: Barral. 1:1, m.80: Villa.
Sędziował: Miguel Ángel Pérez Lasa.
Żółte kartki: Cuéllar, José Angel, Barral, Valdés, Xavi, Mascherano, Afellay, Pinto.
Widzów: 28 000.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)