Camp Nou zadecyduje: Arsenal - FC Barcelona 2:1
Porażka Barcelony w Londynie z całą pewnością jest niespodzianką. Niespodzianką sporego kalibru. Dzisiejszy mecz jest dowodem na to, iż Barça bez piłki nie jest tą samą drużyną, którą możemy oglądać każdego tygodnia. 59% posiadania piłki dla wielu drużyn jest rezultatem marzeń, dla Barçy tylko wynikiem poniżej średniej. A Messi i spółka bez ciągłej kontroli nad meczem są jak Michael Phelps w jacuzzi. Niby też w wodzie, ale w jacuzzi rekordów świata nie pobije.
Pierwsze minuty spotkania zdecydowanie należały do piłkarzy gospodarzy. Zawodnicy Wengera rozpoczęli z dużym animuszem chcąc udowodnić Barcelonie, iż w przeciwieństwie do zeszłorocznej rywalizacji, tym razem będą równorzędnym rywalem dla faworyta obecnej edycji Ligi Mistrzów. Pierwsza dogodna sytuacja do zdobycia gola nadarzyła się już w 6. minucie pojedynku. Doskonałym podaniem popisał się Cesc Fábregas, a w sytuacji sam na sam z Víctorem Valdésem znalazł się Robin Van Persie. Górą w tej sytuacji był portero przyjezdnych, który wybronił uderzenie z powietrza Holendra i na Emirates było słychać tylko jęk zawodu. Katalończycy odpowiedzieli w 15. minucie. Fantastyczną dwójkową akcją popisał się Messi do spółki z Villą, którzy w fantastycznym stylu rozpracowali defensywę Kanonierów, jednak efektowne uderzenie Argentyńczyka o centymetry minęło twierdzę strzeżoną przez Wojciecha Szczęsnego. W 24. minucie ładną kontrą popisali się gospodarze. Piłkę w pole karne wrzucił Cesc Fábregas, ale na miejscu był Éric Abidal, który ‘zdjął' piłkę z głowy Van Persiemu. Na odpowiedź Barçy nie trzeba było długo czekać. W 26. minucie po raz kolejny doskonałą piłkę do Villi dograł Leo Messi i tym razem były piłkarz Valencii sytuacji nie zmarnował. Asturyjczyk w sytuacji sam na sam ze Szczęsnym uderzył idealnie i dał prowadzenie drużynie Mistrza Hiszpanii.
Trafienie Villi dodało mu skrzydeł, co mogło przynieść efekt 60 sekund później. El Guaje poradził sobie z obrońcami Arsenalu, podał do Pedro jednak ten uderzeniem piętą nie zdołał pokonać Wojciecha Szczęsnego. W 28. minucie świetną okazję na wyrównanie miał Van Persie, ale Holender nie potrafił wykorzystać precyzyjnego podania Wilshera. Trzydziesta siódma minuta przyniosła sporo kontrowersji. Po indywidualnej akcji Messiego do siatki nie trafił Pedro, który przegrał pojedynek ze Szczęsnym, a celnej dobitki Messiego nie uznał sędzia ponieważ...? Ocenę tej sytuacji pozostawię już Wam. Po trzech kwadransach gry arbiter spotkania zaprosił piłkarzy obu drużyn na zasłużoną przerwę.
Podobnie jak pierwszą, również i drugą część gry zdecydowanie lepiej zaczęli gracze gospodarzy. To właśnie piłkarze Kanonierów zepchnęli zespół przyjezdnych do defensywy chcąc jak najszybciej doprowadzić do wyrównania. Pierwsza składna akcji podopiecznych Wengera miała miejsce już w 46. minucie, ale uderzenie Wilshera pewnie wyłapał Víctor Valdés. Barça odpowiedziała akcją Maxwella, który dograł przed pole karne do Xaviego, jednak wolej wychowanka Blaugrany był równie celny, co skuteczność polskich siatkarzy na Mistrzostwach Świata we Włoszech. W 56. minucie dogodną sytuację na podwyższenie prowadzenia miał Pedro, który otrzymał dokładnego crossa z nóg Érica Abidala, jednak skrzydłowy Barçy przegrał fizyczny pojedynek z Laurentem Kościelnym. Groźniejsze były akcje graczy Arsenalu, którzy, co rusz zagrażali bramce Valdésa. Nasri i spółka zaskakująco łatwo radzili sobie z defensywą gości, a najwięcej problemów formacji obronnej Mistrza Hiszpanii sprawiał bardzo aktywny Robin Van Persie. W 67. minucie losy meczu mógł jednak rozstrzygnąć Leo Messi, ale Argentyńczyk będąc w znakomitej sytuacji uderzył tylko w boczną siatkę.
Chwilę później boisko opuścił David Villa, którego zmienił Seydou Keita. To był jasny sygnał dla rywala, Pep Guardiola chciał bronić jedno bramkowego prowadzenia, co okazało się fatalne w skutkach. W 78. minucie Kanonierzy dopięli swego. Przepięknym podaniem popisał się Gael Clichy, w pole karne idealnie wbiegł Robin Van Persie, który będąc w bardzo trudnej sytuacji potężnie uderzył na bramkę Valdésa. Zupełnie zaskoczony portero Barcelony stał nieruchomy niczym egipskie piramidy, Emirates eksplodowało razem ze świetnie grającym Holendrem. Napastnik The Gunners pokazał wielką klasę, czego nie można powiedzieć o Valdésie, który popełnił fatalny w skutkach błąd. W NHL asysty przyznawane są dwóm zawodnikom, w tym przypadku drugim asystentem przy bramce był niewątpliwie wcześniej wspomniany Valdés.
Kilka chwil później Arsenal zaszokował po raz kolejny. Szybka kontra gospodarzy zakończyła się wspaniałym podaniem mającego oczy dookoła głowy Nasriego, który idealnie dograł do wbiegającego w pole karne Arszawina. Rosjanin uderzył niesamowicie precyzyjnie, obok obrońców Barcelony, obok bezradnego Víctora. W kilka minut The Gunners zdobyli dwie wspaniałe bramki, które wprawiły w zachwyt wszystkich zgromadzonych na Emirates, bramki, które zszokowały wszystkich Culés i Pepa Guardiolę. Kontra gospodarzy perfekcyjna pod każdym względem. Zdobyty gol zmobilizował graczy Wengera do jeszcze większego wysiłku. W 86. minucie piłkę stracił Maxwell, na bramkę Valdésa popędził Bentdner, jednak uderzenie duńskiego snajpera wybronił bramkarz Barçy. Na dwie minuty przed końcem pojedynku bohaterem zespołu ze stolicy Katalonii mógł zostać Dani Alves. Brazylijczyk otrzymał dobre podanie od Leo Messiego, jednak będąc już w polu karnym nie zdołał z ostrego kąta pokonać Wojciecha Szczęsnego. Chwilę później ręką we własnym polu karnym zagrał Andriej Arshawin, jednak przewinienia Rosjanina nie zauważył arbiter. Po 93 minutach po raz ostatni zagwizdał Nicola Razzoli obwieszczając koniec pierwszego pojedynku.
Arsenal zwyciężył, zwyciężył zasłużenie wykorzystując chwile słabości Barcelony. Nie zamierzam krytykować Víctora Valdésa, który popełnił pierwszy tak poważny błąd od X lat, nie zamierzam obwiniać Pepa Guardiolę za przeprowadzone zmiany, nie zamierzam krytykować Blaugrany, która nieoczekiwania znalazła swojego pogromcę. Ta grupa 11 rycerzy z herbem Barçy na piersi to też tylko ludzie, choć czasami ciężko w to uwierzyć. Ta drużyna dała nam już tyle radości, by wierzyć, iż w rewanżu czeka nas wielki piłkarski spektakl, w którym popis futbolowej magii da najlepszy piłkarz stąpający po planecie Ziemia i jego koledzy po fachu. Szanuję Kanonierów, ale ta Barça nie zawodzi dwa razy pod rząd. Let's get ready to rumble... Wygraliście bitwę, na Camp Nou my wygramy wojnę. Visca El Barca!
Barcelona: Valdés, Alves, Piqué, Abidal, Maxwell, Sergio, Xavi, Iniesta, Pedro, Messi, Villa.
rezerwowi: Pinto, Milito, Adriano, Mascherano, Keita, Bojan, Afellay. Thiago poza protokołem meczowym.
Arsenal: Szczesny, Eboué, Djorou, Koscielny, Clichy, Wilshere, Cesc, Song, Nasri, Walcott, Van Persie.
rezerwowi: Almunia, Rosicky, Denilson, Squillaci, Arszawin, Gibbs, Bendtner.
Pierwsze minuty spotkania zdecydowanie należały do piłkarzy gospodarzy. Zawodnicy Wengera rozpoczęli z dużym animuszem chcąc udowodnić Barcelonie, iż w przeciwieństwie do zeszłorocznej rywalizacji, tym razem będą równorzędnym rywalem dla faworyta obecnej edycji Ligi Mistrzów. Pierwsza dogodna sytuacja do zdobycia gola nadarzyła się już w 6. minucie pojedynku. Doskonałym podaniem popisał się Cesc Fábregas, a w sytuacji sam na sam z Víctorem Valdésem znalazł się Robin Van Persie. Górą w tej sytuacji był portero przyjezdnych, który wybronił uderzenie z powietrza Holendra i na Emirates było słychać tylko jęk zawodu. Katalończycy odpowiedzieli w 15. minucie. Fantastyczną dwójkową akcją popisał się Messi do spółki z Villą, którzy w fantastycznym stylu rozpracowali defensywę Kanonierów, jednak efektowne uderzenie Argentyńczyka o centymetry minęło twierdzę strzeżoną przez Wojciecha Szczęsnego. W 24. minucie ładną kontrą popisali się gospodarze. Piłkę w pole karne wrzucił Cesc Fábregas, ale na miejscu był Éric Abidal, który ‘zdjął' piłkę z głowy Van Persiemu. Na odpowiedź Barçy nie trzeba było długo czekać. W 26. minucie po raz kolejny doskonałą piłkę do Villi dograł Leo Messi i tym razem były piłkarz Valencii sytuacji nie zmarnował. Asturyjczyk w sytuacji sam na sam ze Szczęsnym uderzył idealnie i dał prowadzenie drużynie Mistrza Hiszpanii.
Trafienie Villi dodało mu skrzydeł, co mogło przynieść efekt 60 sekund później. El Guaje poradził sobie z obrońcami Arsenalu, podał do Pedro jednak ten uderzeniem piętą nie zdołał pokonać Wojciecha Szczęsnego. W 28. minucie świetną okazję na wyrównanie miał Van Persie, ale Holender nie potrafił wykorzystać precyzyjnego podania Wilshera. Trzydziesta siódma minuta przyniosła sporo kontrowersji. Po indywidualnej akcji Messiego do siatki nie trafił Pedro, który przegrał pojedynek ze Szczęsnym, a celnej dobitki Messiego nie uznał sędzia ponieważ...? Ocenę tej sytuacji pozostawię już Wam. Po trzech kwadransach gry arbiter spotkania zaprosił piłkarzy obu drużyn na zasłużoną przerwę.
Podobnie jak pierwszą, również i drugą część gry zdecydowanie lepiej zaczęli gracze gospodarzy. To właśnie piłkarze Kanonierów zepchnęli zespół przyjezdnych do defensywy chcąc jak najszybciej doprowadzić do wyrównania. Pierwsza składna akcji podopiecznych Wengera miała miejsce już w 46. minucie, ale uderzenie Wilshera pewnie wyłapał Víctor Valdés. Barça odpowiedziała akcją Maxwella, który dograł przed pole karne do Xaviego, jednak wolej wychowanka Blaugrany był równie celny, co skuteczność polskich siatkarzy na Mistrzostwach Świata we Włoszech. W 56. minucie dogodną sytuację na podwyższenie prowadzenia miał Pedro, który otrzymał dokładnego crossa z nóg Érica Abidala, jednak skrzydłowy Barçy przegrał fizyczny pojedynek z Laurentem Kościelnym. Groźniejsze były akcje graczy Arsenalu, którzy, co rusz zagrażali bramce Valdésa. Nasri i spółka zaskakująco łatwo radzili sobie z defensywą gości, a najwięcej problemów formacji obronnej Mistrza Hiszpanii sprawiał bardzo aktywny Robin Van Persie. W 67. minucie losy meczu mógł jednak rozstrzygnąć Leo Messi, ale Argentyńczyk będąc w znakomitej sytuacji uderzył tylko w boczną siatkę.
Chwilę później boisko opuścił David Villa, którego zmienił Seydou Keita. To był jasny sygnał dla rywala, Pep Guardiola chciał bronić jedno bramkowego prowadzenia, co okazało się fatalne w skutkach. W 78. minucie Kanonierzy dopięli swego. Przepięknym podaniem popisał się Gael Clichy, w pole karne idealnie wbiegł Robin Van Persie, który będąc w bardzo trudnej sytuacji potężnie uderzył na bramkę Valdésa. Zupełnie zaskoczony portero Barcelony stał nieruchomy niczym egipskie piramidy, Emirates eksplodowało razem ze świetnie grającym Holendrem. Napastnik The Gunners pokazał wielką klasę, czego nie można powiedzieć o Valdésie, który popełnił fatalny w skutkach błąd. W NHL asysty przyznawane są dwóm zawodnikom, w tym przypadku drugim asystentem przy bramce był niewątpliwie wcześniej wspomniany Valdés.
Kilka chwil później Arsenal zaszokował po raz kolejny. Szybka kontra gospodarzy zakończyła się wspaniałym podaniem mającego oczy dookoła głowy Nasriego, który idealnie dograł do wbiegającego w pole karne Arszawina. Rosjanin uderzył niesamowicie precyzyjnie, obok obrońców Barcelony, obok bezradnego Víctora. W kilka minut The Gunners zdobyli dwie wspaniałe bramki, które wprawiły w zachwyt wszystkich zgromadzonych na Emirates, bramki, które zszokowały wszystkich Culés i Pepa Guardiolę. Kontra gospodarzy perfekcyjna pod każdym względem. Zdobyty gol zmobilizował graczy Wengera do jeszcze większego wysiłku. W 86. minucie piłkę stracił Maxwell, na bramkę Valdésa popędził Bentdner, jednak uderzenie duńskiego snajpera wybronił bramkarz Barçy. Na dwie minuty przed końcem pojedynku bohaterem zespołu ze stolicy Katalonii mógł zostać Dani Alves. Brazylijczyk otrzymał dobre podanie od Leo Messiego, jednak będąc już w polu karnym nie zdołał z ostrego kąta pokonać Wojciecha Szczęsnego. Chwilę później ręką we własnym polu karnym zagrał Andriej Arshawin, jednak przewinienia Rosjanina nie zauważył arbiter. Po 93 minutach po raz ostatni zagwizdał Nicola Razzoli obwieszczając koniec pierwszego pojedynku.
Arsenal zwyciężył, zwyciężył zasłużenie wykorzystując chwile słabości Barcelony. Nie zamierzam krytykować Víctora Valdésa, który popełnił pierwszy tak poważny błąd od X lat, nie zamierzam obwiniać Pepa Guardiolę za przeprowadzone zmiany, nie zamierzam krytykować Blaugrany, która nieoczekiwania znalazła swojego pogromcę. Ta grupa 11 rycerzy z herbem Barçy na piersi to też tylko ludzie, choć czasami ciężko w to uwierzyć. Ta drużyna dała nam już tyle radości, by wierzyć, iż w rewanżu czeka nas wielki piłkarski spektakl, w którym popis futbolowej magii da najlepszy piłkarz stąpający po planecie Ziemia i jego koledzy po fachu. Szanuję Kanonierów, ale ta Barça nie zawodzi dwa razy pod rząd. Let's get ready to rumble... Wygraliście bitwę, na Camp Nou my wygramy wojnę. Visca El Barca!
Barcelona: Valdés, Alves, Piqué, Abidal, Maxwell, Sergio, Xavi, Iniesta, Pedro, Messi, Villa.
rezerwowi: Pinto, Milito, Adriano, Mascherano, Keita, Bojan, Afellay. Thiago poza protokołem meczowym.
Arsenal: Szczesny, Eboué, Djorou, Koscielny, Clichy, Wilshere, Cesc, Song, Nasri, Walcott, Van Persie.
rezerwowi: Almunia, Rosicky, Denilson, Squillaci, Arszawin, Gibbs, Bendtner.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)