Okiem Johana Cruyffa. Barça nie zwalnia, Madryt traci siły
Najświeższy felieton Johana Cruyffa. Na łamach El Periódico ukazał się 28.02.
Problemem Madrytu nie jest kalendarz, ani to, że grają wcześniej czy później od Barcelony. Sedno tkwi gdzie indziej. Piłkarze Realu biegają więcej niż trzeba i po każdych 90 minutach schodzą do szatni bardziej zmęczeni. To jest ich prawdziwy problem.
Dwa mecze w tygodniu to niewątpliwie rytm, w którym Barça spisuje się znacznie lepiej niż Real Madryt. Gdzie tkwi różnica? W stylu gry obu drużyn; a nie, jak można usłyszeć, w personaliach bądź czymś jeszcze innym. Tam, gdzie Barça dominuje i nadaje rytm meczu dzięki posiadaniu piłki - tam Real wyczerpuje swoje siły, ponieważ zawsze, ale to zawsze, szuka piłek i je przechwytuje z dala od pola karnego rywala. A to oznacza konieczność biegania średnio większej ilości kilometrów; i o wiele szybciej, zarówno do przodu, jak i wstecz. Aby atakować - a jeśli nie kończysz rozegrania, to: aby bronić.
Czy Real mógł wygrać na El Riazor? No pewnie. Ten zespół, złożony przecież z graczy dobrych, zawsze ma okazje - ale ponosi konsekwencje swoich błędów, które skutkują zbytnim zmęczeniem. To zapłata za niekontrolowanie meczu.
Jedenastka, która nie odpoczywa
Za nami sześć miesięcy rywalizacji. Pierwszą część sezonu wyznaczał rytm La Liga-Champions League. Po Świętach Bożego Narodzenia: Liga-Puchar. Teraz ponownie wracamy na ścieżkę Liga-Champions.
Gdy trener wystawia ciągle tych samych zawodników - plus ostatnio Kaká i Adebayor w ograniczonym wymiarze czasowym - obciążenie meczowe daje się graczom we znaki (i w nogi). Szczególnie, jeśli terminarz wraca do rytmu dwóch spotkań tygodniowo. Mourinho narzekał, że mimo takiej możliwości, nie dano mu dnia odpoczynku między meczami w Lyonie i w A Coruñi. Słyszałem o jego teorii wysiłku-zmęczenia-regeneracji. Na pewno ma po części rację, ale wszystko zależy od Twojego punktu widzenia.
Rekompensata
Sytuacja jest prosta. Podczas gdy półtora tygodnia temu miałeś o 1 dzień więcej odpoczynku*, a przed ostatnią kolejką miałeś jeden dzień mniej - to w kolejnym tygodniu otrzymujesz o jeden więcej. Grałeś w sobotę** i następny mecz dopiero w czwartek***. W ten sposób masz już jeden dzień odpoczynku więcej niż Barca, która także grała w sobotę (na wyjeździe z Mallorką), ale za to zagra w bieżącym tygodniu w środę na Mestalla****.
A jeśli Królewscy zagraliby z Deportivo w niedzielę wieczorem po to by powrócić na boisko w środę przeciwko Maladze? Trudno, ale grając dwa spotkania tygodniowo, jeśli jednego tygodnia tracisz jeden dzień, to jest niemal pewne, że w kolejnym go odzyskasz.
Styl gry, który pozwala oszczędzać siły
Owszem, odpoczynek jest ważny. Typ treningu między meczami też. Jednak dla mnie ważniejszy jest styl gry drużyny. I w tym aspekcie Madryt zawsze wyjdzie gorzej niż Barca. Jeśli obie ekipy przejdą do ćwierćfinałów Ligi Mistrzów, będziemy mieli na to więcej dowodów. Do tego - obecny, tydzień. Podwójna kolejka ligowa. Zakwasy gwarantowane.
Barça gra w sposób, który poprzez wyraźną przewagę w posiadaniu piłki, pozwala jej oszczędzać siły. Podopieczni Guardioli nie biegają za piłką. Robią to ich rywale. Zresztą, często daje to przy okazji relatywnie wczesne prowadzenie dwoma czy trzema bramkami. Z jednej strony odbiera to ochotę do gry rywalom, a z drugiej sprawia, że Barça nie ma potrzeby dalszego forsowania się. Co pozwala jej grać tak, by zachować więcej sił na kolejny mecz.
Ponadto, w przypadku Barcelony, nieobecność kluczowych zawodników z problemu w teorii, staje się błogosławieństwem w praktyce. Gracze podstawowej jedenastki są świetnymi zawodnikami, ale nie grają zawsze, z tysiąca przyczyn. Pod tym względem zrównoważony zespół, którego podstawą jest styl gry i określona filozofia, nie traci możliwości wygranej. Z przymusu czy zachcianki Guardiola ma możliwość wprowadzenia szeregu zmian, który nie tylko daje odpoczynek jednym, ale innym pozwala poczuć się ważną częścią składu. I o to chodzi.
Patrząc z dalszej perspektywy, redukuje to dodatkowo obciążenie wielu podstawowych zawodników, a dzięki umiejętnościom i ambicji ich zmienników, pozwala zachować nie tylko styl, ale i wyniki. Już nie mówimy tu o jednym meczu, ale długiej drodze. Tytuły to zakończenie calutkiego sezonu.
Nieprzypadkowy wynik
Dziesięć dni przed rewanżem Barçy z Arsenalem, śledziłem z zainteresowaniem finał Carling Cup. Porażka Arsenalu z pewnością spowoduje, iż londyńczycy będą stanowić większe zagrożenie dla ekipy Guardioli. Jedna możliwość mniej, aby zdobyć tytuł. Byli w niedzielę faworytami, mimo, że nie mogli liczyć na obecność Ceska Fábregasa. Ten mecz reprezentuje wszystkie blaski i cienie londyńskiej drużyny. To nie jest problem tylko obecnego zespołu, ale ciągnący się latami: świetna jakość i umiejętności, wysoka zdolność do rozgrywania bardzo dobrych meczów, nie dają sukcesów, skoro w momencie, gdy przestaje się rządzić na boisku - traci się kontrolę nad rywalem.
Przypadki podobne
Oznacza to, że, w pewnym sensie, podopieczni Arsène'a Wengera cierpią na tę samą dolegliwość, co zawodnicy Realu: dwa mecze tygodniowo to dla nich duży trud. Podobnie jak u Blancos, Kanonierów kosztuje wiele kontrolowanie spotkań. Podobnie jak Real, odzyskują piłkę bardzo daleko od bramki rywala. To utrudnia im grę, skoro w Premier League królują wysokie dośrodkowania, dalekie crossy i sporo biegania. Widzieliśmy to dokładnie w przegranej 1:2 z Birmingham: niewykorzystane sytuacje, jeden błąd i "po zawodach".
Mimo, że masz dużo okazji - jak w przypadku Arsenalu, a nawet więcej, gdy mówimy o Realu - by strzelić i rozstrzygnąć mecz, to jeśli nie dominujesz - niepotrzebnie się męczysz. I to się na Tobie mści.
Dominować to grać tam, gdzie chcesz. W rytmie, który Ty wyznaczasz. Kontrolować nieustannie poczynania rywala.
* Real grał 19.02, a Barça 20.02.
** Deportivo-Real.
*** Real-Málaga.
**** Cruyff postanowił dyplomatycznie pominąć fakt, że Barça oba te mecze gra na wyjeździe, a Real z Málagą gra u siebie.
[źródło: El Periódico]
Problemem Madrytu nie jest kalendarz, ani to, że grają wcześniej czy później od Barcelony. Sedno tkwi gdzie indziej. Piłkarze Realu biegają więcej niż trzeba i po każdych 90 minutach schodzą do szatni bardziej zmęczeni. To jest ich prawdziwy problem.
Dwa mecze w tygodniu to niewątpliwie rytm, w którym Barça spisuje się znacznie lepiej niż Real Madryt. Gdzie tkwi różnica? W stylu gry obu drużyn; a nie, jak można usłyszeć, w personaliach bądź czymś jeszcze innym. Tam, gdzie Barça dominuje i nadaje rytm meczu dzięki posiadaniu piłki - tam Real wyczerpuje swoje siły, ponieważ zawsze, ale to zawsze, szuka piłek i je przechwytuje z dala od pola karnego rywala. A to oznacza konieczność biegania średnio większej ilości kilometrów; i o wiele szybciej, zarówno do przodu, jak i wstecz. Aby atakować - a jeśli nie kończysz rozegrania, to: aby bronić.
Czy Real mógł wygrać na El Riazor? No pewnie. Ten zespół, złożony przecież z graczy dobrych, zawsze ma okazje - ale ponosi konsekwencje swoich błędów, które skutkują zbytnim zmęczeniem. To zapłata za niekontrolowanie meczu.
Jedenastka, która nie odpoczywa
Za nami sześć miesięcy rywalizacji. Pierwszą część sezonu wyznaczał rytm La Liga-Champions League. Po Świętach Bożego Narodzenia: Liga-Puchar. Teraz ponownie wracamy na ścieżkę Liga-Champions.
Gdy trener wystawia ciągle tych samych zawodników - plus ostatnio Kaká i Adebayor w ograniczonym wymiarze czasowym - obciążenie meczowe daje się graczom we znaki (i w nogi). Szczególnie, jeśli terminarz wraca do rytmu dwóch spotkań tygodniowo. Mourinho narzekał, że mimo takiej możliwości, nie dano mu dnia odpoczynku między meczami w Lyonie i w A Coruñi. Słyszałem o jego teorii wysiłku-zmęczenia-regeneracji. Na pewno ma po części rację, ale wszystko zależy od Twojego punktu widzenia.
Rekompensata
Sytuacja jest prosta. Podczas gdy półtora tygodnia temu miałeś o 1 dzień więcej odpoczynku*, a przed ostatnią kolejką miałeś jeden dzień mniej - to w kolejnym tygodniu otrzymujesz o jeden więcej. Grałeś w sobotę** i następny mecz dopiero w czwartek***. W ten sposób masz już jeden dzień odpoczynku więcej niż Barca, która także grała w sobotę (na wyjeździe z Mallorką), ale za to zagra w bieżącym tygodniu w środę na Mestalla****.
A jeśli Królewscy zagraliby z Deportivo w niedzielę wieczorem po to by powrócić na boisko w środę przeciwko Maladze? Trudno, ale grając dwa spotkania tygodniowo, jeśli jednego tygodnia tracisz jeden dzień, to jest niemal pewne, że w kolejnym go odzyskasz.
Styl gry, który pozwala oszczędzać siły
Owszem, odpoczynek jest ważny. Typ treningu między meczami też. Jednak dla mnie ważniejszy jest styl gry drużyny. I w tym aspekcie Madryt zawsze wyjdzie gorzej niż Barca. Jeśli obie ekipy przejdą do ćwierćfinałów Ligi Mistrzów, będziemy mieli na to więcej dowodów. Do tego - obecny, tydzień. Podwójna kolejka ligowa. Zakwasy gwarantowane.
Barça gra w sposób, który poprzez wyraźną przewagę w posiadaniu piłki, pozwala jej oszczędzać siły. Podopieczni Guardioli nie biegają za piłką. Robią to ich rywale. Zresztą, często daje to przy okazji relatywnie wczesne prowadzenie dwoma czy trzema bramkami. Z jednej strony odbiera to ochotę do gry rywalom, a z drugiej sprawia, że Barça nie ma potrzeby dalszego forsowania się. Co pozwala jej grać tak, by zachować więcej sił na kolejny mecz.
Ponadto, w przypadku Barcelony, nieobecność kluczowych zawodników z problemu w teorii, staje się błogosławieństwem w praktyce. Gracze podstawowej jedenastki są świetnymi zawodnikami, ale nie grają zawsze, z tysiąca przyczyn. Pod tym względem zrównoważony zespół, którego podstawą jest styl gry i określona filozofia, nie traci możliwości wygranej. Z przymusu czy zachcianki Guardiola ma możliwość wprowadzenia szeregu zmian, który nie tylko daje odpoczynek jednym, ale innym pozwala poczuć się ważną częścią składu. I o to chodzi.
Patrząc z dalszej perspektywy, redukuje to dodatkowo obciążenie wielu podstawowych zawodników, a dzięki umiejętnościom i ambicji ich zmienników, pozwala zachować nie tylko styl, ale i wyniki. Już nie mówimy tu o jednym meczu, ale długiej drodze. Tytuły to zakończenie calutkiego sezonu.
Nieprzypadkowy wynik
Dziesięć dni przed rewanżem Barçy z Arsenalem, śledziłem z zainteresowaniem finał Carling Cup. Porażka Arsenalu z pewnością spowoduje, iż londyńczycy będą stanowić większe zagrożenie dla ekipy Guardioli. Jedna możliwość mniej, aby zdobyć tytuł. Byli w niedzielę faworytami, mimo, że nie mogli liczyć na obecność Ceska Fábregasa. Ten mecz reprezentuje wszystkie blaski i cienie londyńskiej drużyny. To nie jest problem tylko obecnego zespołu, ale ciągnący się latami: świetna jakość i umiejętności, wysoka zdolność do rozgrywania bardzo dobrych meczów, nie dają sukcesów, skoro w momencie, gdy przestaje się rządzić na boisku - traci się kontrolę nad rywalem.
Przypadki podobne
Oznacza to, że, w pewnym sensie, podopieczni Arsène'a Wengera cierpią na tę samą dolegliwość, co zawodnicy Realu: dwa mecze tygodniowo to dla nich duży trud. Podobnie jak u Blancos, Kanonierów kosztuje wiele kontrolowanie spotkań. Podobnie jak Real, odzyskują piłkę bardzo daleko od bramki rywala. To utrudnia im grę, skoro w Premier League królują wysokie dośrodkowania, dalekie crossy i sporo biegania. Widzieliśmy to dokładnie w przegranej 1:2 z Birmingham: niewykorzystane sytuacje, jeden błąd i "po zawodach".
Mimo, że masz dużo okazji - jak w przypadku Arsenalu, a nawet więcej, gdy mówimy o Realu - by strzelić i rozstrzygnąć mecz, to jeśli nie dominujesz - niepotrzebnie się męczysz. I to się na Tobie mści.
Dominować to grać tam, gdzie chcesz. W rytmie, który Ty wyznaczasz. Kontrolować nieustannie poczynania rywala.
* Real grał 19.02, a Barça 20.02.
** Deportivo-Real.
*** Real-Málaga.
**** Cruyff postanowił dyplomatycznie pominąć fakt, że Barça oba te mecze gra na wyjeździe, a Real z Málagą gra u siebie.
[źródło: El Periódico]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)