(Nie)genialny skarb - artykuł
Zespół FC Barcelony przepełniony jest artystami futbolu - to nimi zachwycamy się wieczorami, które za ich sprawą stają się bardzo krótkie, bo dla nas te chwile piłkarskiej rozkoszy mogłby trwać wiecznie. Messi, Xavi, Iniesta, Villa, Pedro... Zachwycają miłośników piłki kopanej, a u przeciwików wywołują drżenie łydek. Jednak w ich tle, za ich plecami, pracuje grupa ludzi, która ma równie duży wkład w sukcesy maszyny Guardioli.
Trudny początek
Pewien Argentyńczyk urzekł mnie jeszcze przed podpisaniem kontraktu z Barçą. Javier Mascherano, bo o nim mowa, zrezgynował ze sporej części swojego wynagrodzenia, by pokryć rozbieżności finansowe między Liverpoolem i Barceloną. Dopłacił... i zastał trzech mistrzów świata w środku pola oraz twardą ławkę rezerowywch. On, a ja razem z nim musiałem cierpliwie czekać na wielkie chwile Mascherano w stolicy Katalonii.
Pokora i cierpliwość cnotą
Javier Mascherano został sprowadzony do Barcelony za duże pieniądze - cóż się dziwić, kiedy piłkarz ma renomę najlepszego defensywnego pomocnika Premier League oraz dumnie nosi opaskę kapitana reprezentacji Argentyny. Mimo tak dobrych referencji Masche konsekwentnie zasiadał wśród rezerwowych w ważnych meczach - grywał przeważnie w Pucharze Króla z rywalami z niższych klas rozgrywkowych. Wielu piłkarzy mogłoby stracić cierpliwość, jednak Argentyńczyk stanowczo powtarzał: "Mam jasność, że Sergio jest wyjściowym graczem. On jest postacią, która dała drużynie wszystko w ostatnich latach. Ja staram sie dać z siebie wszystko, by pomóc zespołowi i robić to jak najlepiej...".
Kiedy zastanawiano się, kiedy Mascherano przestanie odpowiadać jego pozycja w Klubie, ten na konferencji prasowej odpowiadał: "Nie jestem głupi. Wiem, że nie zawsze mogę grać w pierwszym składzie. Będąc w takim zespole jak Barca, tylko głupiec może myśleć, że zawsze będzie grał w wyjściowym składzie. Nadal będę pracował z takim samym, a nawet większym zaangażowaniem, aby dostawać kolejne szanse". Argentyńczyk ciężko pracował i cierpliwie czekał na swoją szansę...
Bohater
...i się doczekał, a całe Barcelonismo razem z nim. W nowym roku w zespole pojawiało się coraz więcej urazów, na czym korzystał Mascherano. Grał coraz częściej, wciąż na swoim wysokim poziomie. W meczu z Realem Saragossa poprzedzającym rewanż z Arsenalem, był najlepszy na boisku. Kilkadziesiąt godzin później okazało się, że Carlesa Puyola zabraknie w protokole meczowym podczas pojedynku z Kanonierami. Wśród kibiców pojawił się niepokój, jednak Guardiola doskonale wiedział jak zestawi 'jedenastkę' i to, że Argentyńczyk go nie zawiedzie.
Barcelona tej nocy była wyjątkowo piękna, wręcz zjawiskowa. Arsenal został przez nią oczarowany, omamiony i zauroczony. Chłopcy Wengera onieśmieleni pięknem Barçy tylko się przyglądali i sparaliżowali nie byli w stanie wykrztusić z siebie nawet strzału. Iniesta czarował swoją subtelnością i elegancją, dzięki czemu niemal bezczelnie mijał rywali. Xavi z klasą i inteligencją dyrygował grą zespołu, Messi zdobył bramkę, o której powiedziano już wszystko, a i tak nadal nikt nie wie, jak Argentyńczyk tego dokonał. Jednak wbrew pozorom bohaterem tego meczy był skromnie harujący Javier Mascherano.
Sam David Villa mógł strzelić Arsenalowi hat-tricka, Dani Alves również powinien dołożyć ze dwa trafienia. Jednak zabrakło skuteczności, wtedy nadeszła chwila Mascherano. Argentyńczyk przez cały mecz grał doskonale - oprócz świetnie wykonywanych zadań defensywnych, był również kreatywny w ofensywie. Upojony alkoholem i pięknem Barcelony po trzeciej bramce już pewny wygranej klaskałem, śpiewałem i świętowałem wespół z innymi kibicami Blaugrany w jednym z lokali.
Jednak w 86. minucie meczu, kiedy Bendtner wychodził sam na sam z Valdésem głowa momentalnie otrzeźwiała, coś ścisnęło mnie w sercu, a przed oczami stanęło widmo odpadnięcia z rozgrywek. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie, okrzyki rozemocjonowanych fanów Arsenalu przeplatały się z dzwiękiem szybko bijących serc kibiców Barçy. Wtedy... Mascherano zdążył. Zrobił to, co potrafi najlepiej - wspaniałym wślizgiem wybił piłkę spod nóg Duńczyka.
Heroizm i poświęcenie
Jednak to co najbardziej zapadło mi w pamięć, to obraz, który ujżałem kilka sekund po wspaniałem interwencji. Powtórka wślizgu, ogromny grymas bólu na twarzy i okrzyk, a wręcz wrzask rozpaczy Mascherano. Wtedy ścisnęło mnie w sercu po raz drugi. Ponownie byłem pewny, że Barcelona awansuje do kolejnej rundy. Argentyńczyk był w stanie poświęcić swoje własne zdrowie, aby utrzymać zespół przy życiu. Ten wślizg to synonim heroizmu i wielkości Barcelony. Barça jest wielka w ofensywie, może złamać każdą obronę, jednak w kryzysowych momentach ma w swoich szeregach piłkarzy, którzy potrafią walką, wysiłkiem i poświęceniem, a nie techniką, sztuką i artyzmem, przybliżyć zespół do zwycięstwa.
(Nie)genialny skarb
Tym niedocenianym w niedalekiej przeszłości był Yaya Touré. Wielu nie mogło się pogodzić z faktem, że reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej odszedł do Manchesteru City. Jednak wszyscy ci również nie przypuszczali, że tak szybko o nim zapomną. Teraz wydaje się, że nikt inny oprócz Busquetsa i Mascherano nie może grać w Barcelonie na pozycji defensywnego pomocnika. Argentyńczyk szybko zawładnął serca cules. Cierpliwość, pokora, skromność, mądrość oraz poświęcenie to cechy Małego Wodza - trudno nie uwielbiać takiego piłkarza. Ups, zapomniałbym o tym za co najbardziej go kochamy, czyli za... grę wślizgiem.
Postronnemu kibicowi, który nie ogląda na co dzień meczów Barcelony mogłoby wydawać się to dziwne. Przecież czarują nas swoją piłkarską sztuką Messi czy Xavi, a my zachwycamy się grą defensywną jakiegoś Mascherano. Przecież my, sympatycy Barcelony, mamy wręcz wstręt do gry obronnej, antyfutbolu, a od parkowanych autobusów mamy już mdłości.
Kiedy Mascherano grał na angielskich boiskach przypiąłem mu łatkę 'brutala', z pewnością nie bez powodu. Jednak zmiana stylu gry, przystosowanie się do hiszpańskiej piłki sprawiły, że stał się niemal doskonałym zawodnikiem. Obecnie jako jedyny na świecie potrafi grę w destrukcji wywindować do rangi sztuki. Tak, nie boję się tego powiedzieć: Mascherano jest artystą - jego wślizgi, wykonane idealnie w tempo, wygarniające czysto piłkę spod nóg rywala, to jest odłam piłkarskiej sztuki. Ja, wręcz fanatyk piłkarskiego piękna i futbolu totalnego, myślałem, że nigdy o czym takim nawet nie pomyślę, jednak Mascherano zauroczył mnie swoją grą. Oby robił to jak najdłużej i to w kolorach blaugrana.
Wspaniała interwencja Mascherano
Trudny początek
Pewien Argentyńczyk urzekł mnie jeszcze przed podpisaniem kontraktu z Barçą. Javier Mascherano, bo o nim mowa, zrezgynował ze sporej części swojego wynagrodzenia, by pokryć rozbieżności finansowe między Liverpoolem i Barceloną. Dopłacił... i zastał trzech mistrzów świata w środku pola oraz twardą ławkę rezerowywch. On, a ja razem z nim musiałem cierpliwie czekać na wielkie chwile Mascherano w stolicy Katalonii.
Pokora i cierpliwość cnotą
Javier Mascherano został sprowadzony do Barcelony za duże pieniądze - cóż się dziwić, kiedy piłkarz ma renomę najlepszego defensywnego pomocnika Premier League oraz dumnie nosi opaskę kapitana reprezentacji Argentyny. Mimo tak dobrych referencji Masche konsekwentnie zasiadał wśród rezerwowych w ważnych meczach - grywał przeważnie w Pucharze Króla z rywalami z niższych klas rozgrywkowych. Wielu piłkarzy mogłoby stracić cierpliwość, jednak Argentyńczyk stanowczo powtarzał: "Mam jasność, że Sergio jest wyjściowym graczem. On jest postacią, która dała drużynie wszystko w ostatnich latach. Ja staram sie dać z siebie wszystko, by pomóc zespołowi i robić to jak najlepiej...".
Kiedy zastanawiano się, kiedy Mascherano przestanie odpowiadać jego pozycja w Klubie, ten na konferencji prasowej odpowiadał: "Nie jestem głupi. Wiem, że nie zawsze mogę grać w pierwszym składzie. Będąc w takim zespole jak Barca, tylko głupiec może myśleć, że zawsze będzie grał w wyjściowym składzie. Nadal będę pracował z takim samym, a nawet większym zaangażowaniem, aby dostawać kolejne szanse". Argentyńczyk ciężko pracował i cierpliwie czekał na swoją szansę...
Bohater
...i się doczekał, a całe Barcelonismo razem z nim. W nowym roku w zespole pojawiało się coraz więcej urazów, na czym korzystał Mascherano. Grał coraz częściej, wciąż na swoim wysokim poziomie. W meczu z Realem Saragossa poprzedzającym rewanż z Arsenalem, był najlepszy na boisku. Kilkadziesiąt godzin później okazało się, że Carlesa Puyola zabraknie w protokole meczowym podczas pojedynku z Kanonierami. Wśród kibiców pojawił się niepokój, jednak Guardiola doskonale wiedział jak zestawi 'jedenastkę' i to, że Argentyńczyk go nie zawiedzie.
Barcelona tej nocy była wyjątkowo piękna, wręcz zjawiskowa. Arsenal został przez nią oczarowany, omamiony i zauroczony. Chłopcy Wengera onieśmieleni pięknem Barçy tylko się przyglądali i sparaliżowali nie byli w stanie wykrztusić z siebie nawet strzału. Iniesta czarował swoją subtelnością i elegancją, dzięki czemu niemal bezczelnie mijał rywali. Xavi z klasą i inteligencją dyrygował grą zespołu, Messi zdobył bramkę, o której powiedziano już wszystko, a i tak nadal nikt nie wie, jak Argentyńczyk tego dokonał. Jednak wbrew pozorom bohaterem tego meczy był skromnie harujący Javier Mascherano.
Sam David Villa mógł strzelić Arsenalowi hat-tricka, Dani Alves również powinien dołożyć ze dwa trafienia. Jednak zabrakło skuteczności, wtedy nadeszła chwila Mascherano. Argentyńczyk przez cały mecz grał doskonale - oprócz świetnie wykonywanych zadań defensywnych, był również kreatywny w ofensywie. Upojony alkoholem i pięknem Barcelony po trzeciej bramce już pewny wygranej klaskałem, śpiewałem i świętowałem wespół z innymi kibicami Blaugrany w jednym z lokali.
Jednak w 86. minucie meczu, kiedy Bendtner wychodził sam na sam z Valdésem głowa momentalnie otrzeźwiała, coś ścisnęło mnie w sercu, a przed oczami stanęło widmo odpadnięcia z rozgrywek. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie, okrzyki rozemocjonowanych fanów Arsenalu przeplatały się z dzwiękiem szybko bijących serc kibiców Barçy. Wtedy... Mascherano zdążył. Zrobił to, co potrafi najlepiej - wspaniałym wślizgiem wybił piłkę spod nóg Duńczyka.
Heroizm i poświęcenie
Jednak to co najbardziej zapadło mi w pamięć, to obraz, który ujżałem kilka sekund po wspaniałem interwencji. Powtórka wślizgu, ogromny grymas bólu na twarzy i okrzyk, a wręcz wrzask rozpaczy Mascherano. Wtedy ścisnęło mnie w sercu po raz drugi. Ponownie byłem pewny, że Barcelona awansuje do kolejnej rundy. Argentyńczyk był w stanie poświęcić swoje własne zdrowie, aby utrzymać zespół przy życiu. Ten wślizg to synonim heroizmu i wielkości Barcelony. Barça jest wielka w ofensywie, może złamać każdą obronę, jednak w kryzysowych momentach ma w swoich szeregach piłkarzy, którzy potrafią walką, wysiłkiem i poświęceniem, a nie techniką, sztuką i artyzmem, przybliżyć zespół do zwycięstwa.
(Nie)genialny skarb
Tym niedocenianym w niedalekiej przeszłości był Yaya Touré. Wielu nie mogło się pogodzić z faktem, że reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej odszedł do Manchesteru City. Jednak wszyscy ci również nie przypuszczali, że tak szybko o nim zapomną. Teraz wydaje się, że nikt inny oprócz Busquetsa i Mascherano nie może grać w Barcelonie na pozycji defensywnego pomocnika. Argentyńczyk szybko zawładnął serca cules. Cierpliwość, pokora, skromność, mądrość oraz poświęcenie to cechy Małego Wodza - trudno nie uwielbiać takiego piłkarza. Ups, zapomniałbym o tym za co najbardziej go kochamy, czyli za... grę wślizgiem.
Postronnemu kibicowi, który nie ogląda na co dzień meczów Barcelony mogłoby wydawać się to dziwne. Przecież czarują nas swoją piłkarską sztuką Messi czy Xavi, a my zachwycamy się grą defensywną jakiegoś Mascherano. Przecież my, sympatycy Barcelony, mamy wręcz wstręt do gry obronnej, antyfutbolu, a od parkowanych autobusów mamy już mdłości.
Kiedy Mascherano grał na angielskich boiskach przypiąłem mu łatkę 'brutala', z pewnością nie bez powodu. Jednak zmiana stylu gry, przystosowanie się do hiszpańskiej piłki sprawiły, że stał się niemal doskonałym zawodnikiem. Obecnie jako jedyny na świecie potrafi grę w destrukcji wywindować do rangi sztuki. Tak, nie boję się tego powiedzieć: Mascherano jest artystą - jego wślizgi, wykonane idealnie w tempo, wygarniające czysto piłkę spod nóg rywala, to jest odłam piłkarskiej sztuki. Ja, wręcz fanatyk piłkarskiego piękna i futbolu totalnego, myślałem, że nigdy o czym takim nawet nie pomyślę, jednak Mascherano zauroczył mnie swoją grą. Oby robił to jak najdłużej i to w kolorach blaugrana.
Wspaniała interwencja Mascherano
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)