Koszykarze polegli w derbach; Real Madryt 77:72 FC Barcelona
Wszyscy kibice FC Barcelony żyją już nadchodzącymi czterokrotnymi piłkarskimi El Clásico, ale nie samą piłką nożną człowiek żyje. W ostatni weekend doszło do starcia gigantów w Madrycie, a Regal FC Barcelona przegrała z odwiecznym rywalem po dogrywce.
Mecz był żywy, intensywny i zacięty, czyli taki, jakiego oczekują wszyscy Culés. Tylko ten wynik...77:72. Mimo przegranej, Blaugrana pozostaje na czele Ligi ACB, dzięki lepszej średniej punktowej. Porażka oznacza, że Madryt zrównał się punktami z Barceloną, a utrzymanie pozycji lidera Duma Katalonii zawdzięcza wygranej - z dwudziestopunktową przewagą - w Palau (95:75) na początku sezonu.
Nerwowy początek
Zdesperowany Madryt pragnął pokazać, że ostatnie wyniki oparte są na solidnych podstawach i chciał jednocześnie położyć kres złej passie, w ostatnich meczach z Barceloną. Dlatego też, gra początkowo była nerwowa i pełna błędów.
Madryt jako pierwszy wyszedł na prowadzenie, ale po starciu Carlosa Suáreza i Alana Andersona, Xavi Pascual zdecydował się na potrójną zmianę wprowadzając Lakovicia, Grimau i Vázqueza za Inglesa, Andersona i Perovicia, co okazało się trafnym posunięciem, bo Barça zdobyła jedenaście punktów z rzędu i doprowadziła do remisu 15:15, po fantastycznych "trójkach" Grimau. Niestety w dalszej części kwarty Barcelona popełniła kilka błędów i zakończyła się ona prowadzeniem gospodarzy 22:19.
Tomić, Mirotić i Velicković powiększyli przewagę Madrytu do siedmiu punktów i dopiero kilka akcji Lakovicia pozwoliło odrobić choć kilka punktów przed przerwą. Niestety zabrakło czasu na objecie prowadzenia i na przerwę koszykarze schodzili przy wyniku 34:29.
Ingles wchodzi do gry
Kapitan Roger Grimau prowadził zespół bardziej aktywnie na początku drugiej połowy, ale Madrytowi udawało się utrzymać prowadzenie, a co gorsza powiększyć przewagę do siedmiu punktów (46:39), po serii rzutów "za jeden".
Wprowadzony na parkiet Joe Ingles, świetny w obronie i z zimną krwią, fantastycznie trzykrotnie rzucał zza linii trzech punktów powodując, że drużyna gospodarzy mogła czuć się zagrożona. Dwa szybkie kosze Tomicia doprowadziły jednak do remisu, a po niecelnym rzucie Frana Vázqueza w ostatniej sekundzie doszło do dogrywki.
Dogrywka
Alan Anderson był gwiazdą Barcelony w dodatkowych minutach, pięć kolejno rzuconych punktów dało trochę - tak potrzebnego zespołowi - spokoju i prowadzenie utrzymywane, aż do ostatnich chwil. Ewidentny faul na Inglesie nie został jednak zauważony przez arbitrów, na czym skorzystali Suárez i Prigioni, którzy zapewnili Madrytowi skromną, ale jednak wygraną nad Regal FC Barceloną.
Real Madryt - FC Barcelona 77:72
Real Madryt (22+12+16+14+13): Tomić (17), Prigioni (8), Suárez (19), Reyes (8), Llull (12) - pierwsza piątka: -Mirotić (5), Velicković (3), Begić (-), Vidal (-), Fischer (1), Tucker (4)
Regal FC Barcelona (19+10+14+21+8): Rubio (-), Perović (6), Ingles (14), Lorbek (11), Anderson (11) - pierwsza piątka - Sada (5), Laković (7), Vázquez (4), Morris (2), Grimau (12)
Sędziowie: Pérez Pizarro, García González oraz Martínez Díez
[źródło: FCBarcelona.cat]
Mecz był żywy, intensywny i zacięty, czyli taki, jakiego oczekują wszyscy Culés. Tylko ten wynik...77:72. Mimo przegranej, Blaugrana pozostaje na czele Ligi ACB, dzięki lepszej średniej punktowej. Porażka oznacza, że Madryt zrównał się punktami z Barceloną, a utrzymanie pozycji lidera Duma Katalonii zawdzięcza wygranej - z dwudziestopunktową przewagą - w Palau (95:75) na początku sezonu.
Nerwowy początek
Zdesperowany Madryt pragnął pokazać, że ostatnie wyniki oparte są na solidnych podstawach i chciał jednocześnie położyć kres złej passie, w ostatnich meczach z Barceloną. Dlatego też, gra początkowo była nerwowa i pełna błędów.
Madryt jako pierwszy wyszedł na prowadzenie, ale po starciu Carlosa Suáreza i Alana Andersona, Xavi Pascual zdecydował się na potrójną zmianę wprowadzając Lakovicia, Grimau i Vázqueza za Inglesa, Andersona i Perovicia, co okazało się trafnym posunięciem, bo Barça zdobyła jedenaście punktów z rzędu i doprowadziła do remisu 15:15, po fantastycznych "trójkach" Grimau. Niestety w dalszej części kwarty Barcelona popełniła kilka błędów i zakończyła się ona prowadzeniem gospodarzy 22:19.
Tomić, Mirotić i Velicković powiększyli przewagę Madrytu do siedmiu punktów i dopiero kilka akcji Lakovicia pozwoliło odrobić choć kilka punktów przed przerwą. Niestety zabrakło czasu na objecie prowadzenia i na przerwę koszykarze schodzili przy wyniku 34:29.
Ingles wchodzi do gry
Kapitan Roger Grimau prowadził zespół bardziej aktywnie na początku drugiej połowy, ale Madrytowi udawało się utrzymać prowadzenie, a co gorsza powiększyć przewagę do siedmiu punktów (46:39), po serii rzutów "za jeden".
Wprowadzony na parkiet Joe Ingles, świetny w obronie i z zimną krwią, fantastycznie trzykrotnie rzucał zza linii trzech punktów powodując, że drużyna gospodarzy mogła czuć się zagrożona. Dwa szybkie kosze Tomicia doprowadziły jednak do remisu, a po niecelnym rzucie Frana Vázqueza w ostatniej sekundzie doszło do dogrywki.
Dogrywka
Alan Anderson był gwiazdą Barcelony w dodatkowych minutach, pięć kolejno rzuconych punktów dało trochę - tak potrzebnego zespołowi - spokoju i prowadzenie utrzymywane, aż do ostatnich chwil. Ewidentny faul na Inglesie nie został jednak zauważony przez arbitrów, na czym skorzystali Suárez i Prigioni, którzy zapewnili Madrytowi skromną, ale jednak wygraną nad Regal FC Barceloną.
Real Madryt - FC Barcelona 77:72
Real Madryt (22+12+16+14+13): Tomić (17), Prigioni (8), Suárez (19), Reyes (8), Llull (12) - pierwsza piątka: -Mirotić (5), Velicković (3), Begić (-), Vidal (-), Fischer (1), Tucker (4)
Regal FC Barcelona (19+10+14+21+8): Rubio (-), Perović (6), Ingles (14), Lorbek (11), Anderson (11) - pierwsza piątka - Sada (5), Laković (7), Vázquez (4), Morris (2), Grimau (12)
Sędziowie: Pérez Pizarro, García González oraz Martínez Díez
[źródło: FCBarcelona.cat]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)