Valdés: Mourinho gra na emocjach, my gramy w piłkę - wywiad
Mając 29 lat, Víctor Valdés jest na drodze do zdobycia trofeum Zamory, po raz czwarty w swojej karierze. Po zdobyciu Pucharu Świata latem zeszłego roku stał się żywą legendą Barçy. Pobił rekordy Ramalletsa, Sadurníego i Zubizarrety. Lubi windsurfing i kocha naturę, a w najbliższą sobotę wróci na Bernabéu w swym piętnastym występie przeciwko Realowi. Będzie to jego ósmy mecz ligowy na boisku rywala. Wygrywał tam czterokrotnie.
Víctor udzielił obszernego wywiadu dziennikowi El Páis.
EP: Na początku sezonu powiedziałeś, że Barça poprawia poziom gry w porównaniu do poprzednich sezonów. Czy nadal tak sądzisz?
Víctor: Tak, uważam, że musimy poprawiać naszą grę w każdym kolejnym sezonie. Powiedziałem to wcześniej i mam poczucie, że jesteśmy lepsi. Poprawiliśmy nasz styl gry, gramy daleko od swojej bramki i tworzymy więcej możliwości dzięki wysokiej grze naszych obrońców. Ponadto, Messi świetnie wypełnia rolę "fałszywego napastnika", a nasza obrona jest znacznie lepiej zorganizowana.
EP: O sobie również powiedziałeś, że poprawiłeś swą grę.
VV: Pracuję bardzo ciężko na siłowni. Czuję się naprawdę mocny, już teraz. Jeśli poprawiasz wytrzymałość, możesz również poprawić refleks. Potrzebujesz talentu jako podstawy, oczywiście, ale codzienna praca sprawia, że jesteś lepszy. Ja jestem tego dowodem.
EP: Czy ten sezon jest dla ciebie bardziej wymagający?
VV: Niespecjalnie. Trener prosił mnie bym robił dalej to, co robiłem od początku. W meczach raz masz więcej pracy raz mniej, ale wymagania są takie same. Ale moje własne potrzeby rosną, zawsze wymagałem od siebie więcej.
EP: Czy jesteś bardziej ceniony, czy jesteś postrzegany w inny sposób jako mistrz świata?
VV: Tak. Ale tak to jest. Dzięki Pucharowi Świata wielu ludzi, którzy myśleli, że jestem trudny lub konfliktowy, zmieniło zdanie. Wiem, że tak jest. Ale ja jestem taki sam jak przed wygraną. Nie jestem taki, że mówię "mam Puchar Świata, a ty co masz?". Ale przyznam, że miło jest wspominać tamte dni patrząc na replikę Pucharu, który mam w domu. Zresztą, nie jestem tą osobą, która siada i rozpamiętuje, co udało mi się osiągnąć. Bardziej martwię się o to, co chcę wygrać.
EP: Masz trzy trofea Zamory. Jaki jest twój sekret?
VV: Sekretem jest nic innego jak ciężka praca, każdego dnia, jakby był on tym ostatnim. Nie ma czasu na relaks i myślenie, że jesteś najlepszy, bo to się może zmieniać każdego dnia. I nie wyglądam poza najbliższy trening. A potem jest wysiłek zespołowy, no i gra w tak fantastycznym zespole. Nigdy nie wierzyłem w indywidualne nagrody, nawet Zamory. Jeśli nie puszczam wielu bramek, to jest to nie tylko moja zasługa, ale również obrony. To praca zespołowa. Cieszy mnie, gdy widzę jak Villa czy Messi starają się zatrzymać atak rywala. Jesteśmy wielkim zespołem dzięki sumie indywidualnego wysiłku. Bez tego wysiłku w obronie, nie generowalibyśmy tak wielu szans strzeleckich. Ten zespół ma naprawdę wysoki poziom pracy.
EP: Ludzie mówią, że jesteś przede wszystkim piłkarzem, a nie bramkarzem.
VV: Myślę, że przyjście Guardioli zmienia postrzeganie roli barcelońskiego bramkarza. Kiedy byłem w zespołach młodzieżowych, uczyłem się jak grać wyżej, ponieważ system Cruyffa potrzebował bramkarza grającego wyżej, na przedpolu. Każdy bramkarz, w młodzieżowych zespołach Barcelony, musi umieć grać w piłkę tak jak pomocnik. Nie ma kogoś takiego jak idealny bramkarz, ale myślę, że kładziemy fundamenty pod profil bramkarza przyszłości.
EP: I będziesz głównym punktem odniesienia, jednym z tych na których będą się wzorować inni?
VV: Byłbym dumny gdyby tak się stało. Nasza praca jako bramkarzy to nie tylko zatrzymać piłkę. Musimy być uważni grając za plecami obrony. Musimy być blisko środkowych obrońców. To sprawia, że drużyna ma większe zaufanie na ciebie. To sprawia, że przestają patrzeć na ciebie jak na faceta, który się inaczej ubiera i gra rękoma. Koncepcja bramkarza wychodzącego przed pole bramkowe tylko po to, by wybić piłkę już nie istnieje. Mamy teraz znacznie więcej zadań. Są dni, że mógłbym grać więcej nogami niż rękoma, ale jestem do tego przyzwyczajony. Czasami rozpoczynam akcję zza pola karnego, a większość ataków, z którymi mam do czynienia to akcje jeden na jednego, ale jestem przyzwyczajony do życia na krawędzi, na krawędzi przepaści.
EP: Niektórzy z twoich kolegów mówią, że już sama gra przeciwko Madrytowi jest wystarczającą motywacją. Czy ciebie też to dotyczy?
VV: To co mnie motywuje to pokonanie Madrytu. Mam szczęści, że wygrałem kilka derbów, tu i tam (w Madrycie). Pokonanie Realu jest niezwykłe, fantastyczne. Po części, ponieważ ze względu na wieloletnią rywalizację, ale także na to, kim są, co prezentują. Są jednym z najlepszych zespołów na świecie. Tak, zwycięstwo nad nimi jest ogromnie satysfakcjonujące.
EP: Czy uważasz, że po przegranej 5:0 w ostatnim meczu, będą groźniejsi?
VV: Jestem pewien, że będą próbowali wygrać, niezależnie od tego co się wtedy stało, a ostatni mecz może być dla nich dodatkową motywacją. Ale pojedziemy tam i to, co zrobimy, to spróbujemy wygrać. Nie wiemy jak grać inaczej, czy na Bernabéu, czy w innym dowolnym miejscu. Nie spekulujemy. Dla nas wszystko sprowadza się do stylu jaki prezentujemy. Czasami wygramy 1:0, czasami mamy szczęście, a wynik jest 5:0. Ale my nie zmieniamy naszego stylu.
EP: Jak będziesz się przygotowywał przed sobotnim meczem?
VV: Tak samo jak w każdy inny dzień. Rozgrzeję się w szatni, chciałbym zawiązać bandaż na obrączce i małym palcu lewej ręki, ponieważ jestem praworęczny i mam mniej sprawną lewą rękę, przez co łatwiej o wybicie palców.
EP: Mały palec wygląda źle.
VV: Tak, wiem, powinienem obwiązywać go już wcześniej, ale tego nie robiłem. Teraz nie mogę odchylić go za bardzo w prawo i zginać, to wszystko. Jest OK, nie boli.
EP: Co odróżnia Bernabéu od innych stadionów?
VV: (po chwili zastanowienia) ...Boisko, murawa. Jest bardzo szybka. Piłki po ziemi są bardzo trudne do obrony. Gdy strzelają, piłka jest bardzo szybka. To bardzo specyficzna murawa.
EP: Przed wami maksymalnie cztery mecze z Madrytem. (Wywiad przeprowadzony został przed meczem rewanżowym LM - przyp. red.) Czy jest możliwe, aby wygrać je wszystkie?
VV: Tak, to jest możliwe, ale idźmy krok po kroku. Zdajemy sobie sprawę z jakości naszego rywala, a to świetny zespół. Ale niczego nie wykluczam. Wciąż bierzemy udział we wszystkich rozgrywkach. Jak Pep lubi mówić - nie zrobimy z siebie głupców w tym roku, to za nami. Ciągle jesteśmy w grze o wszystko, a przed nami ostatni wysiłek.
EP: Czy to jest długi sezon?
VV: Jest intensywny. To bardzo intensywny sezon.
EP: Czy to Mourinho sprawił, że jest taki trudny?
VV: On to upublicznił, nagłośnił, jest bardzo medialny. Użył wszystkich madryckich mediów, jak się spodziewaliśmy, ponieważ w taki sposób działa. To nie nasz styl. On gra w swoją grę, swoimi kartami. My gramy w piłkę nożną.
EP: Pływasz także na desce windsurfingowej.
VV: Tak, surfuję kiedy tylko mogę. Latem jedziemy gdzieś gdzie jest ładnie, blisko plaży, by popływać. W tym roku jedziemy do Bonaire, na Antylach Holenderskich, ale pojadę także odwiedzić moich znajomych w Fuerteventura (jedna z Wysp Kanaryjskich - przyp. red.). Ale zanim to się stanie, trzeba się cieszyć sezonem i pokonać wyzwania... Kocham windsurfing, kocham morze, ale także góry. Lubię być blisko natury, nawiązywać z nią kontakt. To dodaje mi życia.
EP: To dlatego twój syn ma na imię Dylan - "syn morza" w języku gaelickim? (staroszkockim - przyp. red.)
VV: Tak, właśnie dlatego. On jest fantastyczny. Byłem z nim u pediatry, gdy Andrés Iniesta wysłał mi wiadomość, że zostałem powołany na Mistrzostwa Świata. Był jeszcze w brzuchu matki podczas finału Pucharu w Walencji i podczas finału Ligi Mistrzów w Rzymie... To mój talizman! I jest culé! W dzień meczu, matka ubiera go w koszulkę Barçy i choć jest jeszcze bardzo mały krzyczy "Barça, Barça Barça!". Uwielbia przebywać na stadionie. Jest prawdziwym culé. Tak jak jego ojciec.
[źródło: TotalBarca/El Páis]
Víctor udzielił obszernego wywiadu dziennikowi El Páis.
EP: Na początku sezonu powiedziałeś, że Barça poprawia poziom gry w porównaniu do poprzednich sezonów. Czy nadal tak sądzisz?
Víctor: Tak, uważam, że musimy poprawiać naszą grę w każdym kolejnym sezonie. Powiedziałem to wcześniej i mam poczucie, że jesteśmy lepsi. Poprawiliśmy nasz styl gry, gramy daleko od swojej bramki i tworzymy więcej możliwości dzięki wysokiej grze naszych obrońców. Ponadto, Messi świetnie wypełnia rolę "fałszywego napastnika", a nasza obrona jest znacznie lepiej zorganizowana.
EP: O sobie również powiedziałeś, że poprawiłeś swą grę.
VV: Pracuję bardzo ciężko na siłowni. Czuję się naprawdę mocny, już teraz. Jeśli poprawiasz wytrzymałość, możesz również poprawić refleks. Potrzebujesz talentu jako podstawy, oczywiście, ale codzienna praca sprawia, że jesteś lepszy. Ja jestem tego dowodem.
EP: Czy ten sezon jest dla ciebie bardziej wymagający?
VV: Niespecjalnie. Trener prosił mnie bym robił dalej to, co robiłem od początku. W meczach raz masz więcej pracy raz mniej, ale wymagania są takie same. Ale moje własne potrzeby rosną, zawsze wymagałem od siebie więcej.
EP: Czy jesteś bardziej ceniony, czy jesteś postrzegany w inny sposób jako mistrz świata?
VV: Tak. Ale tak to jest. Dzięki Pucharowi Świata wielu ludzi, którzy myśleli, że jestem trudny lub konfliktowy, zmieniło zdanie. Wiem, że tak jest. Ale ja jestem taki sam jak przed wygraną. Nie jestem taki, że mówię "mam Puchar Świata, a ty co masz?". Ale przyznam, że miło jest wspominać tamte dni patrząc na replikę Pucharu, który mam w domu. Zresztą, nie jestem tą osobą, która siada i rozpamiętuje, co udało mi się osiągnąć. Bardziej martwię się o to, co chcę wygrać.
EP: Masz trzy trofea Zamory. Jaki jest twój sekret?
VV: Sekretem jest nic innego jak ciężka praca, każdego dnia, jakby był on tym ostatnim. Nie ma czasu na relaks i myślenie, że jesteś najlepszy, bo to się może zmieniać każdego dnia. I nie wyglądam poza najbliższy trening. A potem jest wysiłek zespołowy, no i gra w tak fantastycznym zespole. Nigdy nie wierzyłem w indywidualne nagrody, nawet Zamory. Jeśli nie puszczam wielu bramek, to jest to nie tylko moja zasługa, ale również obrony. To praca zespołowa. Cieszy mnie, gdy widzę jak Villa czy Messi starają się zatrzymać atak rywala. Jesteśmy wielkim zespołem dzięki sumie indywidualnego wysiłku. Bez tego wysiłku w obronie, nie generowalibyśmy tak wielu szans strzeleckich. Ten zespół ma naprawdę wysoki poziom pracy.
EP: Ludzie mówią, że jesteś przede wszystkim piłkarzem, a nie bramkarzem.
VV: Myślę, że przyjście Guardioli zmienia postrzeganie roli barcelońskiego bramkarza. Kiedy byłem w zespołach młodzieżowych, uczyłem się jak grać wyżej, ponieważ system Cruyffa potrzebował bramkarza grającego wyżej, na przedpolu. Każdy bramkarz, w młodzieżowych zespołach Barcelony, musi umieć grać w piłkę tak jak pomocnik. Nie ma kogoś takiego jak idealny bramkarz, ale myślę, że kładziemy fundamenty pod profil bramkarza przyszłości.
EP: I będziesz głównym punktem odniesienia, jednym z tych na których będą się wzorować inni?
VV: Byłbym dumny gdyby tak się stało. Nasza praca jako bramkarzy to nie tylko zatrzymać piłkę. Musimy być uważni grając za plecami obrony. Musimy być blisko środkowych obrońców. To sprawia, że drużyna ma większe zaufanie na ciebie. To sprawia, że przestają patrzeć na ciebie jak na faceta, który się inaczej ubiera i gra rękoma. Koncepcja bramkarza wychodzącego przed pole bramkowe tylko po to, by wybić piłkę już nie istnieje. Mamy teraz znacznie więcej zadań. Są dni, że mógłbym grać więcej nogami niż rękoma, ale jestem do tego przyzwyczajony. Czasami rozpoczynam akcję zza pola karnego, a większość ataków, z którymi mam do czynienia to akcje jeden na jednego, ale jestem przyzwyczajony do życia na krawędzi, na krawędzi przepaści.
EP: Niektórzy z twoich kolegów mówią, że już sama gra przeciwko Madrytowi jest wystarczającą motywacją. Czy ciebie też to dotyczy?
VV: To co mnie motywuje to pokonanie Madrytu. Mam szczęści, że wygrałem kilka derbów, tu i tam (w Madrycie). Pokonanie Realu jest niezwykłe, fantastyczne. Po części, ponieważ ze względu na wieloletnią rywalizację, ale także na to, kim są, co prezentują. Są jednym z najlepszych zespołów na świecie. Tak, zwycięstwo nad nimi jest ogromnie satysfakcjonujące.
EP: Czy uważasz, że po przegranej 5:0 w ostatnim meczu, będą groźniejsi?
VV: Jestem pewien, że będą próbowali wygrać, niezależnie od tego co się wtedy stało, a ostatni mecz może być dla nich dodatkową motywacją. Ale pojedziemy tam i to, co zrobimy, to spróbujemy wygrać. Nie wiemy jak grać inaczej, czy na Bernabéu, czy w innym dowolnym miejscu. Nie spekulujemy. Dla nas wszystko sprowadza się do stylu jaki prezentujemy. Czasami wygramy 1:0, czasami mamy szczęście, a wynik jest 5:0. Ale my nie zmieniamy naszego stylu.
EP: Jak będziesz się przygotowywał przed sobotnim meczem?
VV: Tak samo jak w każdy inny dzień. Rozgrzeję się w szatni, chciałbym zawiązać bandaż na obrączce i małym palcu lewej ręki, ponieważ jestem praworęczny i mam mniej sprawną lewą rękę, przez co łatwiej o wybicie palców.
EP: Mały palec wygląda źle.
VV: Tak, wiem, powinienem obwiązywać go już wcześniej, ale tego nie robiłem. Teraz nie mogę odchylić go za bardzo w prawo i zginać, to wszystko. Jest OK, nie boli.
EP: Co odróżnia Bernabéu od innych stadionów?
VV: (po chwili zastanowienia) ...Boisko, murawa. Jest bardzo szybka. Piłki po ziemi są bardzo trudne do obrony. Gdy strzelają, piłka jest bardzo szybka. To bardzo specyficzna murawa.
EP: Przed wami maksymalnie cztery mecze z Madrytem. (Wywiad przeprowadzony został przed meczem rewanżowym LM - przyp. red.) Czy jest możliwe, aby wygrać je wszystkie?
VV: Tak, to jest możliwe, ale idźmy krok po kroku. Zdajemy sobie sprawę z jakości naszego rywala, a to świetny zespół. Ale niczego nie wykluczam. Wciąż bierzemy udział we wszystkich rozgrywkach. Jak Pep lubi mówić - nie zrobimy z siebie głupców w tym roku, to za nami. Ciągle jesteśmy w grze o wszystko, a przed nami ostatni wysiłek.
EP: Czy to jest długi sezon?
VV: Jest intensywny. To bardzo intensywny sezon.
EP: Czy to Mourinho sprawił, że jest taki trudny?
VV: On to upublicznił, nagłośnił, jest bardzo medialny. Użył wszystkich madryckich mediów, jak się spodziewaliśmy, ponieważ w taki sposób działa. To nie nasz styl. On gra w swoją grę, swoimi kartami. My gramy w piłkę nożną.
EP: Pływasz także na desce windsurfingowej.
VV: Tak, surfuję kiedy tylko mogę. Latem jedziemy gdzieś gdzie jest ładnie, blisko plaży, by popływać. W tym roku jedziemy do Bonaire, na Antylach Holenderskich, ale pojadę także odwiedzić moich znajomych w Fuerteventura (jedna z Wysp Kanaryjskich - przyp. red.). Ale zanim to się stanie, trzeba się cieszyć sezonem i pokonać wyzwania... Kocham windsurfing, kocham morze, ale także góry. Lubię być blisko natury, nawiązywać z nią kontakt. To dodaje mi życia.
EP: To dlatego twój syn ma na imię Dylan - "syn morza" w języku gaelickim? (staroszkockim - przyp. red.)
VV: Tak, właśnie dlatego. On jest fantastyczny. Byłem z nim u pediatry, gdy Andrés Iniesta wysłał mi wiadomość, że zostałem powołany na Mistrzostwa Świata. Był jeszcze w brzuchu matki podczas finału Pucharu w Walencji i podczas finału Ligi Mistrzów w Rzymie... To mój talizman! I jest culé! W dzień meczu, matka ubiera go w koszulkę Barçy i choć jest jeszcze bardzo mały krzyczy "Barça, Barça Barça!". Uwielbia przebywać na stadionie. Jest prawdziwym culé. Tak jak jego ojciec.
[źródło: TotalBarca/El Páis]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)