Oceny za Gran Derbi vol. 2
Przypominamy zasady, jakimi kierujemy się podczas wystawiania not: kryterium oceny graczy.
Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie jest równoznaczne z "dla mnie Villa, a Bojan 5.5".
Oceniający: SZUMI, Challenger, Hering
Pinto - 7 - Bardzo pracowity wieczór rezerwowego bramkarza. Trzeba też od razu zaznaczyć, że z presją poradził sobie zaskakująco dobrze, a zdecydowanie częściej był testowany. Wiele razy dobrze wychodził do długich piłek za linię obrońców Barcelony, skutecznie ją także rozgrywał w defensywie. Ktoś rzekłby, że może mógł zachować się lepiej przy bramce - ale tej okazji nawet by nie było, gdyby przepuścił niemal doskonały strzał Di Maríi w 89. minucie, za co zresztą nikt nie mógłby mieć do niego pretensje; fenomenalna interwencja w absolutnie kluczowym momencie gry. Dobrze wyszedł z bramki w pierwszej ofensywnej akcji Realu modelowo skracając kąt. Ratował drużynę jeszcze kilka innych razy i w przekroju całego spotkania zaprezentował znakomitą koncentrację, której efektem była bezbłędna gra nogami i dobra komunikacja z partnerami. Mniej udanie tylko przy stałych fragmentach gry, ale bez poważnych konsekwencji. Pomimo wyniku, jeden z najlepszych występów w barwach Blaugrana, a obrona strzału Adebayora z drugiej części dogrywki - fenomenalna.
Alves - 4 - Co z tego, że spisywał się ambitnie i walecznie w obronie, miał solidne 120 minut - gdy popełnił jeden błąd, który zaważył na losach spotkania? Skoro dał się już obiec Di Maríi, to powinien był zrobić wszystko by nie pozwolić mu dośrodkować, z faulem na czele, skoro na koncie nie miał jeszcze żółtej kartki... Dodać należy, iż najgroźniejsza akcja Realu w drugiej połowie, która mogła rozstrzygnąć losy pojedynku już w regulaminowym czasie gry, czyli strzał Di Maríi z 89. minuty, również przeprowadzona było jego skrzydłem. Poza tym, udane akcje w ofensywie będące jego znakiem firmowym przez cały sezon, można było tym razem policzyć na palcach jednej ręki, w pierwszej połowie nie było takiej ani jednej. Przykro to powiedzieć, ale jeden z większych zawodów spotkania.
Mascherano - 8 - On nie jest na boisku od tego by błyszczeć, ale jego rolę trzeba wciąż na boisku dostrzegać. W wielu pojedynkach widać było jego doświadczenie z Premiership, a zwłaszcza mogło zaskoczyć jak sobie radził z wyższym o głowę Adebayorem w pojedynkach główkowych (70', 79', 103', 116'). Wywiązywał się ze wszystkich zadań defensywnych, jakie stawiali przed nim gracze Realu. Krył blisko, grał skutecznie w odbiorze (łącznie 7 odbiorów) i co najważniejsze - nie odstawał szybkościowo. Z przeciwnikami się nie patyczkował, ale grał bardzo ostrożnie i odpowiedzialnie nie dając sędziemu okazji do ukarania go kłopotliwą kartką. Gorzej szło mu tylko wyprowadzaniem piłki, ale u boku Piqué - nie Javier był od tego... Często był ostatnim ubezpieczeniem Pinto, w 85. minucie bardzo dosłownie, i radził sobie bez problemu. Naprawdę dobry występ, co przysłoniła nie tylko mało eksponowana rola, ale przede wszystkim - wynik.
Piqué - 6 - W pierwszej połowie piłkarze Mourinho sprawili mu sporo trudności, ale po ok. 30 minutach ustabilizował grę. Jego interwencje nabrały skuteczności, a współpraca z Mascherano - płynności. Mniej widoczny w oku kamery od charakterystycznego partnera z obrony, ale nie przeszkodziło to Piqué uzbierać 9 przechwytów. Ze względu na wzrost zabrakło go przy zdobywającym bramkę Cristiano Ronaldo... Szkoda, że jego próby stworzenia przewagi pod polem karnym Casillasa na sam koniec meczu cechowało więcej desperacji (zmęczenia?) niż efektywności.
Adriano - 7 - Świetny mecz w sobotę, tym razem bez takich fajerwerków, lecz znowu rozegrał bardzo dobre spotkanie. Po pierwsze, ogromny plus dla niego, że ponownie wyłączył z gry długimi fragmentami spotkania (szczególnie końcówka pierwszej połowy i większość drugiej) Cristiano Ronaldo. Uzbierał 10 przechwytów; prócz Portugalczyka jego ofiarami nie raz padli Di María i Ozil. W obronie generalnie bez kłopotów, trzeba go wyróżnić za umiejętną grę piłką, szczególnie pod presją. Przegrał dosłownie dwa pojedynki z CR7: biegowy w 98. minucie, kiedy na przegranej pozycji był już w momencie podania oraz powietrzny przy bramce, kiedy znowu został postawiony w niezręcznej sytuacji przez partnerów. Trudno mieć do niego pretensje, że nie miał wiele do powiedzenia w pojedynku główkowym z wyższym o 12 cm Portugalczykiem... Poza tym trochę nieporadny i zbyt bezproduktywny z przodu, ale nie to było jego głównym zadaniem w tym spotkaniu. Będzie go brakowało w dwumeczu w Lidze Mistrzów!
Busquets - 5 - Spełnił swoją rolę - 9 przechwytów, z których kilka kończyło ciekawie zapowiadające się akcje Realu. Mocno uprzykrzał grę rozgrywającym rywala i starał się sam spełniać podobną rolę w swojej drużynie, z różnym skutkiem. Należy bardzo go pochwalić, że uważał by nie lądować na glebie z byle powodu. Kilka razy przegrał pojedynki szybkościowe, ale trzeba po prostu przyzwyczaić się, że jest to największy piłkarski brak w jego palecie umiejętności. Toczył zaciekłe boje z Pepe oraz Khedirą w środkowej strefie boiska, niejednokrotnie kończąc ją w parterze. Mimo wszystko, mógł lepiej spełniać swe zadania - o czym świadczy też chyba przedwczesne ściągnięcie Busiego z boiska; czyli rzecz, która Pepowi niemal się nie zdarza. Mógł również przerwać akcję bramkową, lecz chyba zabraklo już nieco sił.
Xavi - 4- Zdominowany. To słowo chyba najbardziej oddaje zachowanie Xaviego na boisku. Nie okazał się tego dnia zbawcą Barcelony, a przy równocześnie słabszej dyspozycji Iniesty oraz bardzo dokładnym kryciu Messiego wszystkie najważniejsze tryby katalońskiej maszyny zostały "zatarte". Dużo brakowało mu do nawiązania do swojego występu z soboty, w efekcie czego kreacja drużyny przez większość meczu nie istniała... Ostra gra Realu? Skoro my się jej spodziewaliśmy, to Xavi pewnie też, a chwytanie się takich tanich wytłumaczeń byłoby obrazą dla kapitana Barçy. Koszmarnie (tchórzliwie?) wykonywane rzuty rożne zostaną jemu i Messiemu zapamiętane na bardzo długo.
Iniesta - 5 - Wielki nieobecny pierwszej połowy. Zdecydowanie zbyt łatwo tracił piłkę, nie podejmował ryzyka, nie ciągnął gry Barcelony do przodu. W zasadzie jego obecność przy piłce wynikała tylko z wielości podań w grze Barcelony, nie dodawał żadnej wartości do rozgrywania piłki. Po przerwie zdecydowanie przyspieszył, często zwłaszcza w pierwszej części drugiej polowy brał na siebie ciężar rozgrywania piłki, co spowodowało o wiele lepszą grę całej drużyny (akcje z 48', 49', 72', 81'). Jego strzał z 80. minuty obroniony przez kolegę z kadry będzie się śnił wielu Culés jeszcze długo po meczu... W tym wszystkim brakowało jednak konsekwencji i skuteczności. Co gorsza, po tym okresie zrywu - znów ucichł. Mimo wszystko spodziewaliśmy się od niego więcej, w pierwszej połowie i długimi fragmentami dogrywki trzeba było Don Andrésa szukać po boisku...
Messi - 7 - Eksperyment z Messim-środkowym napastnikiem sprawdzał się wielokrotnie, ale tym razem był kompletną porażką. Argentyńczyk miał kolosalne trudności z przebiciem się przez madryckie zasieki. Pomimo tego, i tak udało mu się wykreować w ofensywie najwięcej z całego zespołu (akcje z 6', 39', 52', 55', 75', kilka razy w dogrywce). Był najbardziej widocznym graczem Barçy na połowie Realu. Cudowną akcję rozpoczętą przy linii środkowej rozegrał w 69. minucie, radząc sobie kolejno z Pepe, Marcelo, Alonso, Khedirą i Ramosem, by podaniem między Carvalho a Arbeloę wpuścić w pole karne Pedro. W 121' po faulu na nim sędzia za drugą żółtą kartkę wyrzucił z boiska Di Maríę. Jednak te wszystkie pozytywy nie powinny przysłaniać tego, że to nie był również wieczór Messiego. W jego grze brakowało nie tylko skuteczności jaką znamy z innych spotkań, ale także jego standardowego poziomu dynamiki i świeżości. Oby odpoczynek w sobotę pozwolił mu je odzyskać przed półfinałami Ligi Mistrzów, bo Argentyńczyku pierwszy raz od dawna widać zmęczenie.
Villa - 1 - Należy zauważyć fakt, iż rywale obrzydzali mu życie od samego początku. Przykładami tego mogą być akcje z 9. minuty, kiedy Ramos wskoczył mu na plecy, a sędzia uznał to za grę faul Asturyjczyka, a także z 28. minuty, kiedy po lekkiej przepychance z Arbeloą został przez niego chamsko (nie da się tego zeufemizować) sponiewierany. Nie zmienia to jednak faktu, iż był niestety jedną z najważniejszych przyczyn porażki Barçy w tym spotkaniu, a wespół z jego grą należy na tym samym poziomie ocenić brak większej odwagi Pepa w kwestii obecności Asturyjczyjka na boisku przez cale 120 minut. Hiszpański napastnik zawiódł w jednym z najważniejszych meczów sezonu i kosztowało to drużynę jedno z trofeów. Znów marnował seryjnie wszystko, co tylko trafiło mu pod nogę. Skalę tego "jak źle" obrazuje najlepiej fakt, że pojawiły się po meczu głosy, jakoby Barça przy takiej formie "El Guaje" grała de facto w dziesiątkę... Kompletnie nie brał udziału w kreowaniu akcji ofensywnych zespołu, brakowało mu dynamiki, nie wychodził do piłek - czym podobnie jak w sobotę doprowadzał kolegów do szewskiej pasji. Villa zdecydowanie potrzebuje wysokiej klasy zmiennika, gdyż obecny przekrój ławki nie zostawia wątpliwości: drużyna od Villi jest po prostu uzależniona.
Pedro - 3 - Dwa strzały (50' oraz 74') oraz bramka ze spalonego to niestety za mało na 120 minut gry, choć nie można było odmówić mu determinacji, ambicji i aktywności. Wszystko to staje się jednak anegdotą, gdy brakuje precyzji i skuteczności - a te słowa najlepiej oddają występ Pedro w finale Pucharu Króla. Od tygodni pod formą i nic nie wskazuje na to, że ten stan rzeczy ulegnie zmianie.
Rezerwowi:
Afellay - 5 - Zmienił Villę w ekstremalnie trudnym momencie meczu. Z miejsca został lekko oszołomiony po tym, jak "przywitał się" z nim Ramos. W 111. minucie nie zdołał dogonić zdecydowanie zbyt mocnego dośrodkowania Pedro. Minutę później walczył z rywalami w parterze i ostatecznie faulował Granero. Pokazał parę zrywów, ale nie zdołał zmienić oblicza meczu w sytuacji, gdy Realowi zależało już tylko na bronieniu wyniku.
Keita - 3 - Desperacka zmiana Guardioli nie dała Barcelonie zwyczajnie nic. Nie wniósł ani agresywności, ani umiejętności. To po prostu nie jest zawodnik, który uratuje zespół w takim momencie (czy byłby nim Fábregas?). Kwadrans jego gry upłynął pod znakiem zera we wszystkich statystykach. Tylko kilka razy dotknął piłki.
Maxwell - bez oceny - Po wejściu na boisko nie powąchał (?) nawet piłki, a w jego strefie piłkę rywalom odbierali Xavi z Iniestą. Nie napawa to optymizmem w kontekście nieobecności Adriano i Abidala do końca sezonu...
Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie jest równoznaczne z "dla mnie Villa, a Bojan 5.5".
Oceniający: SZUMI, Challenger, Hering
Pinto - 7 - Bardzo pracowity wieczór rezerwowego bramkarza. Trzeba też od razu zaznaczyć, że z presją poradził sobie zaskakująco dobrze, a zdecydowanie częściej był testowany. Wiele razy dobrze wychodził do długich piłek za linię obrońców Barcelony, skutecznie ją także rozgrywał w defensywie. Ktoś rzekłby, że może mógł zachować się lepiej przy bramce - ale tej okazji nawet by nie było, gdyby przepuścił niemal doskonały strzał Di Maríi w 89. minucie, za co zresztą nikt nie mógłby mieć do niego pretensje; fenomenalna interwencja w absolutnie kluczowym momencie gry. Dobrze wyszedł z bramki w pierwszej ofensywnej akcji Realu modelowo skracając kąt. Ratował drużynę jeszcze kilka innych razy i w przekroju całego spotkania zaprezentował znakomitą koncentrację, której efektem była bezbłędna gra nogami i dobra komunikacja z partnerami. Mniej udanie tylko przy stałych fragmentach gry, ale bez poważnych konsekwencji. Pomimo wyniku, jeden z najlepszych występów w barwach Blaugrana, a obrona strzału Adebayora z drugiej części dogrywki - fenomenalna.
Alves - 4 - Co z tego, że spisywał się ambitnie i walecznie w obronie, miał solidne 120 minut - gdy popełnił jeden błąd, który zaważył na losach spotkania? Skoro dał się już obiec Di Maríi, to powinien był zrobić wszystko by nie pozwolić mu dośrodkować, z faulem na czele, skoro na koncie nie miał jeszcze żółtej kartki... Dodać należy, iż najgroźniejsza akcja Realu w drugiej połowie, która mogła rozstrzygnąć losy pojedynku już w regulaminowym czasie gry, czyli strzał Di Maríi z 89. minuty, również przeprowadzona było jego skrzydłem. Poza tym, udane akcje w ofensywie będące jego znakiem firmowym przez cały sezon, można było tym razem policzyć na palcach jednej ręki, w pierwszej połowie nie było takiej ani jednej. Przykro to powiedzieć, ale jeden z większych zawodów spotkania.
Mascherano - 8 - On nie jest na boisku od tego by błyszczeć, ale jego rolę trzeba wciąż na boisku dostrzegać. W wielu pojedynkach widać było jego doświadczenie z Premiership, a zwłaszcza mogło zaskoczyć jak sobie radził z wyższym o głowę Adebayorem w pojedynkach główkowych (70', 79', 103', 116'). Wywiązywał się ze wszystkich zadań defensywnych, jakie stawiali przed nim gracze Realu. Krył blisko, grał skutecznie w odbiorze (łącznie 7 odbiorów) i co najważniejsze - nie odstawał szybkościowo. Z przeciwnikami się nie patyczkował, ale grał bardzo ostrożnie i odpowiedzialnie nie dając sędziemu okazji do ukarania go kłopotliwą kartką. Gorzej szło mu tylko wyprowadzaniem piłki, ale u boku Piqué - nie Javier był od tego... Często był ostatnim ubezpieczeniem Pinto, w 85. minucie bardzo dosłownie, i radził sobie bez problemu. Naprawdę dobry występ, co przysłoniła nie tylko mało eksponowana rola, ale przede wszystkim - wynik.
Piqué - 6 - W pierwszej połowie piłkarze Mourinho sprawili mu sporo trudności, ale po ok. 30 minutach ustabilizował grę. Jego interwencje nabrały skuteczności, a współpraca z Mascherano - płynności. Mniej widoczny w oku kamery od charakterystycznego partnera z obrony, ale nie przeszkodziło to Piqué uzbierać 9 przechwytów. Ze względu na wzrost zabrakło go przy zdobywającym bramkę Cristiano Ronaldo... Szkoda, że jego próby stworzenia przewagi pod polem karnym Casillasa na sam koniec meczu cechowało więcej desperacji (zmęczenia?) niż efektywności.
Adriano - 7 - Świetny mecz w sobotę, tym razem bez takich fajerwerków, lecz znowu rozegrał bardzo dobre spotkanie. Po pierwsze, ogromny plus dla niego, że ponownie wyłączył z gry długimi fragmentami spotkania (szczególnie końcówka pierwszej połowy i większość drugiej) Cristiano Ronaldo. Uzbierał 10 przechwytów; prócz Portugalczyka jego ofiarami nie raz padli Di María i Ozil. W obronie generalnie bez kłopotów, trzeba go wyróżnić za umiejętną grę piłką, szczególnie pod presją. Przegrał dosłownie dwa pojedynki z CR7: biegowy w 98. minucie, kiedy na przegranej pozycji był już w momencie podania oraz powietrzny przy bramce, kiedy znowu został postawiony w niezręcznej sytuacji przez partnerów. Trudno mieć do niego pretensje, że nie miał wiele do powiedzenia w pojedynku główkowym z wyższym o 12 cm Portugalczykiem... Poza tym trochę nieporadny i zbyt bezproduktywny z przodu, ale nie to było jego głównym zadaniem w tym spotkaniu. Będzie go brakowało w dwumeczu w Lidze Mistrzów!
Busquets - 5 - Spełnił swoją rolę - 9 przechwytów, z których kilka kończyło ciekawie zapowiadające się akcje Realu. Mocno uprzykrzał grę rozgrywającym rywala i starał się sam spełniać podobną rolę w swojej drużynie, z różnym skutkiem. Należy bardzo go pochwalić, że uważał by nie lądować na glebie z byle powodu. Kilka razy przegrał pojedynki szybkościowe, ale trzeba po prostu przyzwyczaić się, że jest to największy piłkarski brak w jego palecie umiejętności. Toczył zaciekłe boje z Pepe oraz Khedirą w środkowej strefie boiska, niejednokrotnie kończąc ją w parterze. Mimo wszystko, mógł lepiej spełniać swe zadania - o czym świadczy też chyba przedwczesne ściągnięcie Busiego z boiska; czyli rzecz, która Pepowi niemal się nie zdarza. Mógł również przerwać akcję bramkową, lecz chyba zabraklo już nieco sił.
Xavi - 4- Zdominowany. To słowo chyba najbardziej oddaje zachowanie Xaviego na boisku. Nie okazał się tego dnia zbawcą Barcelony, a przy równocześnie słabszej dyspozycji Iniesty oraz bardzo dokładnym kryciu Messiego wszystkie najważniejsze tryby katalońskiej maszyny zostały "zatarte". Dużo brakowało mu do nawiązania do swojego występu z soboty, w efekcie czego kreacja drużyny przez większość meczu nie istniała... Ostra gra Realu? Skoro my się jej spodziewaliśmy, to Xavi pewnie też, a chwytanie się takich tanich wytłumaczeń byłoby obrazą dla kapitana Barçy. Koszmarnie (tchórzliwie?) wykonywane rzuty rożne zostaną jemu i Messiemu zapamiętane na bardzo długo.
Iniesta - 5 - Wielki nieobecny pierwszej połowy. Zdecydowanie zbyt łatwo tracił piłkę, nie podejmował ryzyka, nie ciągnął gry Barcelony do przodu. W zasadzie jego obecność przy piłce wynikała tylko z wielości podań w grze Barcelony, nie dodawał żadnej wartości do rozgrywania piłki. Po przerwie zdecydowanie przyspieszył, często zwłaszcza w pierwszej części drugiej polowy brał na siebie ciężar rozgrywania piłki, co spowodowało o wiele lepszą grę całej drużyny (akcje z 48', 49', 72', 81'). Jego strzał z 80. minuty obroniony przez kolegę z kadry będzie się śnił wielu Culés jeszcze długo po meczu... W tym wszystkim brakowało jednak konsekwencji i skuteczności. Co gorsza, po tym okresie zrywu - znów ucichł. Mimo wszystko spodziewaliśmy się od niego więcej, w pierwszej połowie i długimi fragmentami dogrywki trzeba było Don Andrésa szukać po boisku...
Messi - 7 - Eksperyment z Messim-środkowym napastnikiem sprawdzał się wielokrotnie, ale tym razem był kompletną porażką. Argentyńczyk miał kolosalne trudności z przebiciem się przez madryckie zasieki. Pomimo tego, i tak udało mu się wykreować w ofensywie najwięcej z całego zespołu (akcje z 6', 39', 52', 55', 75', kilka razy w dogrywce). Był najbardziej widocznym graczem Barçy na połowie Realu. Cudowną akcję rozpoczętą przy linii środkowej rozegrał w 69. minucie, radząc sobie kolejno z Pepe, Marcelo, Alonso, Khedirą i Ramosem, by podaniem między Carvalho a Arbeloę wpuścić w pole karne Pedro. W 121' po faulu na nim sędzia za drugą żółtą kartkę wyrzucił z boiska Di Maríę. Jednak te wszystkie pozytywy nie powinny przysłaniać tego, że to nie był również wieczór Messiego. W jego grze brakowało nie tylko skuteczności jaką znamy z innych spotkań, ale także jego standardowego poziomu dynamiki i świeżości. Oby odpoczynek w sobotę pozwolił mu je odzyskać przed półfinałami Ligi Mistrzów, bo Argentyńczyku pierwszy raz od dawna widać zmęczenie.
Villa - 1 - Należy zauważyć fakt, iż rywale obrzydzali mu życie od samego początku. Przykładami tego mogą być akcje z 9. minuty, kiedy Ramos wskoczył mu na plecy, a sędzia uznał to za grę faul Asturyjczyka, a także z 28. minuty, kiedy po lekkiej przepychance z Arbeloą został przez niego chamsko (nie da się tego zeufemizować) sponiewierany. Nie zmienia to jednak faktu, iż był niestety jedną z najważniejszych przyczyn porażki Barçy w tym spotkaniu, a wespół z jego grą należy na tym samym poziomie ocenić brak większej odwagi Pepa w kwestii obecności Asturyjczyjka na boisku przez cale 120 minut. Hiszpański napastnik zawiódł w jednym z najważniejszych meczów sezonu i kosztowało to drużynę jedno z trofeów. Znów marnował seryjnie wszystko, co tylko trafiło mu pod nogę. Skalę tego "jak źle" obrazuje najlepiej fakt, że pojawiły się po meczu głosy, jakoby Barça przy takiej formie "El Guaje" grała de facto w dziesiątkę... Kompletnie nie brał udziału w kreowaniu akcji ofensywnych zespołu, brakowało mu dynamiki, nie wychodził do piłek - czym podobnie jak w sobotę doprowadzał kolegów do szewskiej pasji. Villa zdecydowanie potrzebuje wysokiej klasy zmiennika, gdyż obecny przekrój ławki nie zostawia wątpliwości: drużyna od Villi jest po prostu uzależniona.
Pedro - 3 - Dwa strzały (50' oraz 74') oraz bramka ze spalonego to niestety za mało na 120 minut gry, choć nie można było odmówić mu determinacji, ambicji i aktywności. Wszystko to staje się jednak anegdotą, gdy brakuje precyzji i skuteczności - a te słowa najlepiej oddają występ Pedro w finale Pucharu Króla. Od tygodni pod formą i nic nie wskazuje na to, że ten stan rzeczy ulegnie zmianie.
Rezerwowi:
Afellay - 5 - Zmienił Villę w ekstremalnie trudnym momencie meczu. Z miejsca został lekko oszołomiony po tym, jak "przywitał się" z nim Ramos. W 111. minucie nie zdołał dogonić zdecydowanie zbyt mocnego dośrodkowania Pedro. Minutę później walczył z rywalami w parterze i ostatecznie faulował Granero. Pokazał parę zrywów, ale nie zdołał zmienić oblicza meczu w sytuacji, gdy Realowi zależało już tylko na bronieniu wyniku.
Keita - 3 - Desperacka zmiana Guardioli nie dała Barcelonie zwyczajnie nic. Nie wniósł ani agresywności, ani umiejętności. To po prostu nie jest zawodnik, który uratuje zespół w takim momencie (czy byłby nim Fábregas?). Kwadrans jego gry upłynął pod znakiem zera we wszystkich statystykach. Tylko kilka razy dotknął piłki.
Maxwell - bez oceny - Po wejściu na boisko nie powąchał (?) nawet piłki, a w jego strefie piłkę rywalom odbierali Xavi z Iniestą. Nie napawa to optymizmem w kontekście nieobecności Adriano i Abidala do końca sezonu...
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)