Bitwę o Europę czas zacząć: Real Madryt - Barcelona

IceMan

27 kwietnia 2011, 12:22

Brak komentarzy
Sezon 2010/11, Gran Derbi Europa część trzecia, nie ostatnia. Los chciał by najprawdopodobniej dwa najsilniejsze obecnie zespoły Starego Kontynentu spotkały się już w półfinale Ligi Mistrzów. Real po jesiennym knockdownie w Świątyni Futbolu podniósł się z dna i stoczył równorzędną walkę zarówno na Santiago Bernabéu jak i na Estadio Mestalla. Co więcej, w finale Copa del Rey podopieczni José Mourinho dość niespodziewanie ograli Katalończyków, nie mogę napisać, że niezasłużenie.

Radość ze zdobycia tytułu była ogromna. Wszak Real nie wygrał kompletnie nic od dawien dawna. Po środowym tryumfie ofiarą padł... sam puchar. Długo się nim nie nacieszyli. Xavi i spółka powtarzają, iż ważniejsza jest La Liga i Champions League, Puchar Króla, ich króla miał być sprawą drugorzędną, czy aby na pewno? Śmiem wątpić. Barça znów marzyła o tryplecie, jednak marzenia nie zawsze się spełniają. Blaugrana ligowy tytuł już prawie obroniła zatem obecnie najważniejszy jest dwumecz w najbardziej prestiżowych rozgrywkach w Europie. Listopadowy mecz był dla nas wymarzony, w rundzie rewanżowej Real walczył już bardzo ambitnie i nie pozwolił na powtórkę z ubiegłego sezonu, gdzie miejscowi zostali upokorzeni we własnym teatrze. W finale Copa del Rey było już wszystko, taktyka, ambicja, walka, gol i emocje do ostatnich sekund. Ten mecz powinien utwierdzić wszystkich w przekonaniu, że pojedynki Realu z Barceloną nie bez powodu noszą miano Gran Derbi Europa. Żaden inny mecz nie wywołuje bowiem tak ogromnych emocji, jakie wyzwala właśnie Święta Wojna. Umywają się derby Londynu, Mediolanu czy innych Manchesterów. Może kiedyś angielskie czy włoskie derby dorównają prestiżowi pojedynków El Clásico. Ale nie za mojego życia. Fani tych klubów powinni wbić to sobie do głowy. Raz na zawsze.

José Mourinho jest jednym z najlepszych trenerów na świecie. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Krnąbrny Portugalczyk szybko zyskał sobie sympatię wśród fanów zespołów które trenował, ma jednak równie wielu wrogów, kibiców innych drużyn, którzy owego siwego faceta nienawidzą za jego sposób bycia. Mou problem widzi jednak we wszystkim. Przeciwko Realowi są bowiem sędziowie, władze RFEF czy nawet kalendarz. Portugalczyk jak nikt inny potrafi jednak ściągnąć presję ze swojego zespołu, robi to bardzo umiejętnie udowadniając swoją nieprzeciętną inteligencję. José zdaje sobie sprawę, że Barcelony nie da pokonać się czysto piłkarsko. Ale taktycznie już jak najbardziej, nawet z użyciem niekonwencjonalnych metod. Swego czasu z murawy Stamford Bridge zrobił chlew, byleby tylko zatrzymać szybko i technicznie grającą Barcelonę. W rewanżowym meczu na Bernabéu rzekomo zakazał ścinania trawy tak, by jak najbardziej utrudnić Blaugranie szybką wymianę podań. Murawa przed meczem nie miała być nawet zroszona. Rezultat wymarzony pewnie nie był, jednak zarówno sami piłkarze jak i kibice z wywalczonego remisu cieszyli się nie mniej niż z późniejszego zdobycia Copa del Rey. Dziś murawa będzie zroszona normalnie, zadba o to UEFA. Ta sama UEFA nie ma jednak wpływu na długość murawy, jednak o taki stan boiska martwić się nie musimy. Mourinho wpadł na to za późno. W takich butach Messi grać nie będzie musiał.

Zupełnie inny jest Guardiola. Zawsze zrównoważony, spokojny, z szacunkiem wypowiada się na temat sędziów i przeciwnika. Ubiegłotygodniowej porażki mało kto się spodziewał, już dziś Pep będzie miał szansę udowodnić, iż jest trenerem lepszym, najlepszym. Tydzień temu z Mourinho przegrał, Real doskonale spisywał się zwłaszcza w pierwszej połowie, gdzie kompletnie wyłączył z gry najważniejszych piłkarzy Dumy Katalonii. Sił zespołowi ze stolicy starczyło jednak na 45 minut, w drugiej połowie gracze z Madrytu już nie istnieli. Niestety Barça nie potrafiła tego wykorzystać, co zemściło się w dogrywce. Pojedynek Guardioli z Mourinho będzie osobnym smaczkiem El Clásico. Obaj mają coś do udowodnienia. Czy tym razem Pep przechytrzy taktycznie José Mourinho?
W dzisiejszym pojedynku nie zagra Andrés Iniesta. Tak twierdzi Pep Guardiola. Czy to prawdziwa wypowiedź, czy to początek gry ze strony katalońskiego szkoleniowca? Tego nie wiem, ale nie zdziwił mnie występ Puyola na Bernabéu, byłem o to jakoś dziwnie spokojny, mimo iż ciągle Puyola w przedmeczowych składach pomijano.

Podobnie może być dziś, jednak media już obwieściły ewentualnego zastępcę Andrésa, który może być prawdziwym asem z rękawa. Mowa o Thiago Alcántarze, który daj bóg dzisiejszego wieczora może po raz kolejny udowodnić, że transfer Ceska Fábregasa jest nam tak samo potrzebny jak śnieg w Himalajach. Młodzian z bardzo dobrej strony pokazywał się już w lidze i Pucharze Króla, jednak w pojedynku o tak ogromną stawkę jeszcze nie grał. I udźwignie ewentualną presję? Tego obecnie nie wie nikt, ale nie mam wątpliwości, iż postawienie na Thiago będzie lepszym rozwiązaniem aniżeli wybór Seydou Keity. Żywiołem Barçy jest bowiem ofensywa, a Malijczyk nigdy nie był kreatywnym rozgrywającym. Tylko czy Pep ma tyle dużo odwagi by zaryzykować postawienie na Brazylijczyka z hiszpańskim paszportem? Śmiem wątpić.

Wielkim nieobecnym dwumeczu będzie na pewno Éric Abidal. Jeden z największych jeśli nie największy bohater pierwszej części sezonu nie powrócił jeszcze do pełni zdrowia po operacji wycięcia guza wątroby. To ogromna straty dla Barcelony, Francuz był bowiem prawdziwą ostoją katalońskiej defensywy, jej filarem i bardzo często także liderem. Pod znakiem zapytania stoi również występ Carlesa Puyola, który nie zagrał w ubiegłą środę na Mestalla. Jak wygląda gra Barçy z Puyolem i bez niego mogliśmy zobaczyć w rewanżowym meczu La Liga pomiędzy mistrzem, a wicemistrzem Hiszpanii. Po zejściu Puyola, Real w dziesiątkę siał większy popłoch w szeregach Barcelony aniżeli w pełnym składzie i obecności El Capitano na boisku. Na Bernabéu nie zobaczymy również Bojana Krkicia i Adriano - obaj zmagają się z kontuzją. Bardzo bolesna jest zwłaszcza strata Brazylijczyka, który prezentował bardzo dobrą formę. W Realu z podstawowych zawodników zabraknie tylko Carvalho, który pauzuje z nadmiaru kartek. Zagrożonych absencją w rewanżu są za to Cristiano, Di María, Ramos i Albiol.

Według bukmacherów nieznacznym faworytem dzisiejszego meczu są gospodarze. Za każdą postawioną na Real złotówkę możemy otrzymać 2,50, za wygraną Barçy 2,75. Kurs na remis wynosi 3.15 (bet-at-home). Mało prawdopodobnym jest jednak fakt, iż już dziś jeden bądź drugi zespół zapewni sobie przepustkę do upragnionego finału. Wszystko rozstrzygnie się w rewanżu na Camp Nou i wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Jeśli chodzi o awans, bukmacherzy stawiają już na Barçę - za każdą złotówkę postawioną na awans Dumy Katalonii otrzymać można 1,45 zł.

Istotnym wzmocnieniem Blaugrany powinien być... David Villa. Tak, tak, nie oszalałem, po świątecznym weekendzie zdążyłem też już wytrzeźwieć. El Guaje w ostatnim ligowym meczu zakończył fatalną passę jedenastu kolejnych meczów bez jakiejkolwiek zdobyczy bramkowej i do dzisiejszego spotkania będzie mógł podejść na większym luzie, jeśli o takim można w ogóle mówić. W Realu najprawdopodobniej ponownie zabraknie etatowego środkowego napastnika, a o ofensywie zespołu ze stolicy stanowić będzie trio Oezil, Cristiano i Di María. Na pozycji pomocnika wystąpi zapewne Pepe, który był jedną z kluczowych postaci zespołu Mourinho w dwóch wcześniejszych pojedynkach. Barcelona najprawdopodobniej wystąpi w składzie Valdés; Alves, Mascherano, Piqué, Puyol; Xavi, Busquets, Keita; Pedro, Messi i Villa. Chyba, że Pep nie zawaha się postawić na piekielnie utalentowanego Thiago, co byłoby z pewnością sporym zaskoczeniem nawet dla José Mourinho.

Dzisiejszy spektakl zapowiada się niesamowicie. Barça zrobi wszystko by udowodnić, że przegrana w finale Pucharu Króla była tylko wypadkiem przy pracy, Real z całych sił powalczy o to by ponownie utrzeć nosa wielkiej Barcelonie, która jak się okazuje nie jest nie do pokonania. Jak zareaguje na porażkę podrażniony Messi i spółka? Czy Pepe po raz kolejny rozegra mecz życia będąc jednym z ojców kolejnego sukcesu? Czy wspaniały Messi znajdzie wsparcie kolegów w atakach na bramkę Casillasa? Jedno jest pewne. To będzie wojna, prawdziwa wojna. Zarówno gladiatorzy odziani w szaty białe jak i ci w bordowo-granatowe zostawią na boisku życie byleby wyjść z tego pojedynku zwycięsko. Barça gra sezon doskonały, nie zmieni tego nawet porażka w Copa del Rey. Drużyna Mourinho również zaczyna spisywać się na miarę oczekiwań. Co do jednego nie mam dziś wątpliwości. Dziś jedna z drużyn będzie bliższa wielkiego finału. Wszystko rozstrzygnie się jednak za sześć dni na Camp Nou. Wtedy poznamy zwycięzcę Ligi Mistrzów. Tak, jeden z tych wielkich zespołów wygra Champions League. Jestem tego pewien. Wierzę, że w tym dwumeczu lepsza okaże się Barcelona. Real zasłużył na szacunek, ale to miejsce Barcelony jest na angielskim Wembley. Vamos Barça!

Przewidywane składy:

Real Madryt: Casillas; Arbeloa, Sergio Ramos, Albiol, Marcelo; Lass, Pepe, Xabi Alonso; Özil, Cristiano Ronaldo i Di María.

FC Barcelona: Valdés; Alves, Mascherano, Piqué, Puyol; Xavi, Busquets, Keita; Pedro, Messi i Villa.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze