Tyle nawiązania do wczorajszej wypowiedzi Pepa Guardioli. Przyznacie jednak, że niezwykle mocne i impulsywne słowa Mistera podziałały mobilizująco na piłkarzy Barcelony, udających się do Madrytu w różnych humorach. Najpierw była wieść o urazie Maxwella, trzeciego lewego obrońcy, z którego nie mógł skorzystać Pep Guardiola. Wczoraj zaś okazało się, że nie zagra kontuzjowany Andrés Iniesta. Mimo to szkoleniowiec z Santpedor był pewny siebie, czemu dał wyraz w mocnych słowach na konferencji prasowej.
Po ubiegłotygodniowym finale Copa del Rey, piłkarze Realu poczuli, iż z Barçą są w stanie nawiązać równorzędną walkę. Byli i tacy, którzy także i dzisiejszego wieczoru spodziewali się wygranej Blancos i zakończenia dominacji Barcelony. Duma Katalonii udowodniła jednak, iż ubiegłotygodniowa wpadka w finale Pucharu Króla była tylko wypadkiem przy pracy. Dziś oglądaliśmy Barçę, którą kochamy, którą podziwia cały świat. Żelazna, defensywna taktyka Mourinho to było dziś za mało na potwornie ambitną i głodną wygranej Barcelonę. Jest jeszcze coś, a właściwie Ktoś, o kim napiszemy trochę później.
Początek spotkania to niemal kopia pierwszych minut z meczu finałowego o Puchar Króla. Wzajemne szachowanie się i walka o każdy metr boiska pokazała, że będzie to raczej kolejny mecz walki niż piękny i porywający widzów spektakl. Pierwszy strzał na bramkę oddała Barcelona, a konkretnie Xavi, który kropnął z woleja. Stał jednak zbyt daleko bramki Realu, a strzał w środek bramki nie mógł zaskoczyć Casillasa. W odpowiedzi kilkadziesiąt sekund później uderzał Cristiano Ronaldo, ale na posterunku był Valdés. W 11. minucie lewą stroną pomknął Villa, minął rywala i mocno uderzył z lewej nogi, ale piłka minimalnie minęła prawy słupek bramki gospodarzy.
W drugim kwadransie gry rywalizacja toczyła się głównie w środku boiska. Zamiast pięknych akcji i strzałów piłkarze uraczyli widzów walką o każdy metr murawy oraz świetnymi interwencjami, jak chociażby powstrzymana kontra Realu przez Gerarda Piqué. W 25. minucie Messi urwał się obronie, zagrał w uliczkę do Xaviego, ale Hiszpan w dogodnej sytuacji uderzył wprost w Casillasa. Pod koniec pierwszej połowy miała miejsce dość kontrowersyjna sytuacja. Kontrę gości wyprowadzał Alves, ale po chwili zabrzmiał gwizdek arbitra. Faul bez piłki zanotował Arbeloa, który powalił wychodzącego na pozycję Pedro. Gracz Realu ujrzał w konsekwencji żółty kartonik. Decyzja Starka była słuszna, niemniej jednak urodzony na Wyspach Kanaryjskich gracz pokazał, że umiejętności aktorskie ma nie mniejsze niż te boiskowe. Jeszcze przed przerwą na prowadzenie mógł wyjść Real: na 25. metrze od bramki gości piłkę zdobył Cristiano i potężną bombą próbował zaskoczyć Valdésa, który interweniował... klatką piersiową. Bramkarz Barçy obronił również dobitkę, ale jak się okazało, strzelający Özil był na pozycji spalonej.
Przerwa - czas na odpoczynek? Nic z tych rzeczy. Przy wejściu do tunelu po raz kolejny zagotowało się na Santiago Bernabéu, a głównym uczestnikiem zajścia okazał się być rezerwowy bramkarz Barcelony, Pinto, który z pięściami rzucił się na jednego z przedstawicieli Realu. Po chwili na ekranach telewizorów ukazała się informacja, że Wolfgang Stark postanowił ukarać zastępcę Valdésa czerwonym kartonikiem.
Pierwsza sytuacja po przerwie pokazała, że Barcelona chce wyjechać z Madrytu z tarczą. Prawą stroną popędzili Messi z Pedro, wymienili kilka podań, ale ostatecznie strzał Atomowej Pchły z 16 metrów został zablokowany. Warto przytoczyć tutaj statystykę posiadania piłki: 71% - 29% na korzyść gości, co pokazuje obraz spotkania. W 53. minucie Sergio Ramos nieprzepisowo powstrzymywał Messiego, za co ujrzał żółty kartonik i nie zagra w rewanżu na Camp Nou. Dziesięć minut później miała miejsca przełomowa sytuacja dla losów spotkania: Pepe w bezmyślny, brutalny i chamski sposób zaatakował prostą nogą Daniego Alvesa. Brazylijczyk co prawda zdążył uciec z nogą, jednak sędzia nie miał wątpliwości co do zamiarów Pepe: czerwona kartka i koniec spotkania dla Portugalczyka. Sytuacja ta wywołała burze protestów, które na ręce sędziego technicznego składał José Mourinho. Robił to jednak zbyt impulsywnie, za co został wyrzucony na trybuny.
Grająca w przewadze Barcelona jeszcze śmielej zaczęła atakować bramkę gospodarzy. W 68. minucie mogło i powinno być 1:0 dla gości. Aktywny Villa mocno i precyzyjnie uderzył z lewej strony, Casillas odbił piłkę, a stojący tuż przed nim Pedro nie potrafił skierować futbolówki głową do pustej bramki. Była to ostatnia szansa zdobycia gola dla skrzydłowego Barcelony, który chwilę później został zmieniony przez Ibrahima Afellaya. Tą zmianą Guardiola pokazał, że "ma nosa" do zmian, bowiem to po akcji Holendra padła pierwsza bramka dla Barçy. Afellay ruszył prawą stroną, minął Marcelo i dośrodkował na piąty metr. Do piłki dopadł Messi, który mocnym strzałem nie dla szans Casillasowi. 0:1!
Po stracie bramki Real zupełnie się pogubił, Barcelona natomiast grała swoje. Gospodarzom puszczały nerwy, czego przykładem brzydki faul Adebayora na Busquetsie (mimo to Hiszpana trzeba zganić za wcześniejsze, zbyt teatralne zagrania) i żółta kartka dla reprezentanta Togo. Pod koniec spotkania realizator pokazał ciekawą statystykę: w 84. minucie Barça miała na swoim koncie 482 celne podania, Real natomiast niemal cztery razy mniej. Kiedy wydawało się, że niemający ochoty na grę Real i w pełni kontrolująca boiskowe wydarzenia Barcelona zakończą spotkanie z wynikiem 0:1, do akcji kolejny raz wkroczył Leo Messi. To jest właśnie ten Ktoś, o kim chcieliśmy napisać. Argentyńczyk akcją z 86. minuty potwierdził, że jest najlepszym graczem na świecie i jednym z lepszych w historii całego futbolu. Messi po raz kolejny udowodnił, iż hasło "Messi, el dios del fútbol" (Messi, bóg futbolu) jest jak najbardziej na miejscu. Leo Messi, geniusz w najczystszej postaci, minął czterech rywali (Lass, Ramos, Arbeloa, Marcelo) i sprytnym strzałem z prawej nogi w długi róg po raz drugi zmusił Casillasa do kapitulacji. MAJSTERSZTYK! Zamroczony Real nie zdołał w żaden sposób odpowiedzieć i kilka minut po bajecznym golu Messiego Wolfgand Stark zakończył zawody.
Przed rozpoczęciem dzisiejszego spektaklu byliśmy pewni, iż dziś dowiemy się niewiele. Wszystko miało się rozstrzygnąć w rewanżu na Camp Nou, ale Gran Derbi są po prostu wyjątkowe i nieprzewidywalne. Defensywna taktyka Mourinho, czasami wręcz brutalna gra jego podopiecznych na wielką Barceloną dziś nie wystarczyła. Katalończycy po raz kolejny zagrali na poziomie nieosiągalnym dla innych, który dla nas wydaje się być normalnością. Normalnością, która dla reszty świata zawsze będzie tylko sferą marzeń. Mourinho jak mało kto potrafił przeciwstawić się Blaugranie, która zawsze pozostaje wierna swojej filozofii. Barça grająca swoją dobrze znaną tiki-takę jest poza zasięgiem dla większości europejskich klubów, jednak krnąbrny Portugalczyk nieraz udowadniał, iż zna sposób na Barcelonę. Dziś nawet Mourinho i jego taktyka nie była w stanie zatrzymać rozpędzonej lokomotywy zwanej Dumą Katalonii. Realowi nie pomogła nawet bardzo ostra gra. Mimo szczerych chęci ciężko opisać słowami, to czego byliśmy świadkami tego pięknego wieczoru. Napiszemy po prostu: T'estimo Barça! Doceńmy fakt, iż żyjemy w czasach najpiękniejszej Barçy w historii. To więcej niż Klub, znacznie więcej. Czasami nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Jesteśmy dumni ze wszystkich gladiatorów, którzy dzisiejszego wieczoru biegali w bordowo-granatowych zbrojach z herbem Barçy na piersi. Jesteśmy dumni z katalońskich kibiców, którzy na Bernabéu czuli się jak u siebie w domu. 3 000 vs 68 000 - to żadna różnica. Katalońscy fani dzisiejszą postawą Madryt i jego kibiców zrównali z ziemią. Jesteśmy dumni. Tak po prosto. Jesteśmy dumni, że jesteśmy Culés!
PS Czy dla Messiego istnieją granice, których Argentyńczyk nie potrafiłby pokonać? Odpowiedź brzmi: NIE. Wczorajszego wieczoru Messi, zdobywając dwa gole, poprawił swój strzelecki rezultat i w obecnym sezonie ma już na koncie 52 bramki! Warto dodać jeszcze dwie statystyki, które dopełniają obrazu piłkarskiego boga futbolu: w obecnym sezonie Ligi Mistrzów Messi w 11 meczach zdobył aż 11 goli. Po drugie, Argentyńczyk na Santiago Bernabéu już sześć razy trafiał do siatki Realu. To niewiarygodny wynik, którego nie zanotował żaden piłkarz w historii Barcelony.
Real Madryt 0:2 FC Barcelona
Bramki: 77' Messi, 86' Messi.
Żółte kartki: Arbeloa, Ramos, Adebayor - Alves, Mascherano.
Czerwone kartki: Pepe - Pinto.
Sędzia: Wolfgang Stark (Niemcy)
Widzów: 71 657
Real Madryt: Casillas, Arbeloa, Ramos, Albiol, Marcelo, Pepe, Xabi Alonso, Lass, Di María, Özil (46' Adebayor) i Cristiano Ronaldo.
FC Barcelona: Valdés, Alves, Piqué, Mascherano, Puyol, Busquets, Keita, Xavi, Messi, Pedro (71' Afellay) i Villa (90' S. Roberto).
0 Gole 2
6(3) Strzały (celne) 8( 5)
1 Rzuty rożne 1
28% Posiadanie piłki 72%
21 Faule 25
3 Żółte kartki 2
1 Czerwone kartki 0
[źródło: Własne/UEFA.com]
Komentarze (2)