W drodze na Wembley; FC Barcelona - Real Madryt 20:45

robertinho

2 maja 2011, 22:04

Brak komentarzy
Już we wtorek Barcelona zmierzy się w rewanżowym meczu o finał Ligi Mistrzów. Spotkanie z Realem Madryt rozpocznie się o godzinie 20:45 na Camp Nou.

Rozgrywki Ligi Mistrzów wchodzą w decydującą fazę. Tydzień temu rozegrane zostały pierwsze mecze półfinałowe i w obu spotkaniach to drużyny gości wychodziły zwycięsko. Zarówno Manchester United z meczu z Schalke, jak i Barcelona z Santiago Bernebéu wywiozły dwubramkową zaliczkę, co stawia ich w roli zdecydowanych faworytów rundy rewanżowej.

Mecz Dumy Katalonii z odwiecznym rywalem z Madrytu był już trzecim na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni. Przed pierwszym spotkaniem w Lidze Mistrzów to zespół José Mourinho stał na teoretycznie lepszej pozycji. Remis 1:1 w ligowym meczu pomimo liczebnej przewagi rywala i triumf w Pucharze Króla musiał, i na pewno był, sporym zastrzykiem w morale piłkarzy Realu. Czy to była jednocześnie ich zguba? Być może. W lidze hiszpańskiej Barça utrzymuje ośmiopunktową przewagę i praktycznie zapewniła sobie już końcowy triumf. Puchar Króla jest cennym trofeum, ale prawdziwa walka o prymat miała się dopiero rozegrać. W pierwszej bitwie Barcelona odniosła wielkie zwycięstwo po dwóch trafieniach Leo Messiego. Teraz przychodzi czas ostatecznego rozstrzygnięcia.

Według bukmacherów nieznacznym faworytem meczu są gospodarze. Za każdą postawioną na Barçę złotówkę możemy otrzymać 1,65, za wygraną Realu 4,75. Jeśli chodzi o awans, bukmacherzy zdecydowanie stawiają już na Barcelonę - kurs na awans Realu wynosi 10.

Myli się jednak ten, kto myśli, że awans jest już przesądzony. Wojna psychologiczna rozpoczęła się już na pomeczowej konferencji prasowej. José Mourinho przeszedł samego siebie oskarżając sędziów o stronniczość i UEFA o zmowę z Barceloną. Dodał również, że jego zespół już z rywalizacji odpadł po środowym meczu. Następnie doszły materiały filmowe o niesłuszności ukarania czerwoną kartką Pepe czy o symulowaniu fauli przez piłkarzy Barcelony ? włączyła się w tę akcję nawet oficjalna strona klubu z Madrytu. Na koniec postanowiono, że to mało i złożono jeszcze zażalenie do UEFA o ukaranie sześciu zawodników Blaugranaza niesportowe zachowanie na boisku. Ukarany miał zostać również Pep Guardiola, który sam miał nawoływać do takich czynów swoich piłkarzy. Wniosek został jednak odrzucony, a dalsze postępowanie w sprawie haniebnego zachowania Mourinho i dodatkowych sankcji dla Pepe i José Pinto będzie prowadzone 6 maja.

To wszystko jednak na nic się nie zda. Madryt sam zagubił się w swoich prowokacjach i wpadł we własne sidła. To oni sami wykreowali się na bezwzględnych boiskowych cwaniaków i brutali, którzy wykorzystają każdą metodę, by osiągnąć zadowalający ich wynik. Największe wzburzenie wywołało porównanie sytuacji Pepe i Busquetsa. Obaj ewidentnie atakowali rywala nakładką, co w obu przypadkach mogło skończyć się bardzo groźną kontuzją rywala. Różnica była jednak taka, że Pepe dostał czerwoną kartkę, a Busquets jedynie ostrzeżenie. W przypadku zawodnika Barcelony sędzia mógł podjąć błędną decyzję, ale nie wahał się wyrzucić Pepe. Prawdopodobnie dlatego, że to jednak piłkarze Realu, a nie Barcelony w ostatnich meczach kopali, przewracali i odpychali, kiedy sędzia tego nie widział. Widział jednak cały świat i o ile Barça nie porwała kibiców pięknem swojej gry, tak rywale pokazali, że dla nich dżentelmeńskie zasady w futbolu nie istnieją. Różnica była jedynie taka, że w poprzednich dwóch meczach sędziowie bali się wyrzucić któregoś z piłkarzy Realu. Natomiast Wolfgang Stark miał tę odwagę.

Barcelona z kolei na Bernabéu zagrała idealnie pod względem taktycznym. Spokojnie kontrolując grę, nie pozwalała na groźne kontrataki Realu. Sami nie chcieli również za wszelką cenę atakować, bo w perspektywie czekał rewanż na Camp Nou. Jedna, dwie dogodne akcje w zupełności wystarczały i tak się też stało. W niektórych momentach spotkania, poziomem do rywala dopasowali się Alves czy Busquets, którzy teatralnie upadając na ziemie domagali się kartek dla rywali. Takie zachowanie było bynajmniej powodem do wstydu i nie powinno mieć miejsca. Jednak z jednej strony nie można dziwić się piłkarzom, którzy raz po raz dostają ?po kościach? i arbiter spotkania nic z tym faktem nie robi. Aczkolwiek mimo wszystko, nic takiego zachowania nie może tłumaczyć.

Gorączka Gran Derbi jest już w tej chwili wystarczająco duża, a z każdą godziną do rozpoczęcia meczu będzie rosła. Real przyjedzie na Camp Nou osłabiony (bez Sergio Ramosa i Pepe) i dodatkowo z José Mourinho na trybunach, który w trakcie meczu będzie oddzielony od zespołu, dlatego show prawdopodobnie zrobi na konferencji prasowej. Do składu Barçy z kolei wróci Andrés Iniesta, którego lekki uraz wyeliminował z pierwszego spotkania. I właśnie na takich rzeczach i informacjach trzeba się przed tym meczem skupić. Barcelona jest w bardzo dobrej sytuacji przed rewanżem i trzeba tę okazję wykorzystać. To na własnym podwórku Barça dawała najpiękniejsze koncerty w tym sezonie, z pamiętną ?manitą? w listopadowym Gran Derbi. Ale teraz nie trzeba wysokiego zwycięstwa. Nie trzeba pogrążenia. Barcelona nie musi nikomu nic udowadniać. Dlatego oczekujmy tego meczu ze zniecierpliwieniem. By Barça wyszła na boisko i rozwiała wszelkie wątpliwości komu należy się awans i kto jest zespołem lepszym. Bo w jedności jesteśmy silni!
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze