Okiem Johana Cruyffa. Szatnia Realu pozwala na więcej
Uzupełniając ostatnie (m.in. [KLIK!] i [KLIK!]) felietony Cruyffa z dwóch poprzednich tygodni, publikujemy najświeższy tekst Holendra, który na łamach El Periódico ukazał się 9.05.2011.
Efektowne zwycięstwo Królewskich z Sevillą zwiększa jedynie wartość tego, co zdobyła Barcelona grając z drużyną José Mourinho. Wszystko, czego dokonuje ostatnio Real (a to już trzeci kolejny ligowy meczy wyjazdowy, wygrany co najmniej 3 bramkami: Bilbao, Valencia, Sevilla) sprawia, że sukces odniesiony przez podopiecznych Guardioli jest jeszcze większy. To były cztery spotkania niejako połączone ze sobą, ale z różnymi scenariuszami. Wszystkie bardzo ciężkie. Bardziej męczące ze względów psychicznych niż fizycznych; dzięki portugalskiemu trenerowi. Cztery spotkania, które już są za nami, w których Mourinho ani razu nie podjął dobrej decyzji. I mówię tu nie tylko o zachowaniu poza boiskiem (co oczywiste), ale także o ustawieniu na boisku.
Taktyka kwestią wyboru trenera
Pokonali Barçę w Pucharze Króla, owszem. Jednym golem w doliczonym czasie... Nie, wygrana czy przegrana nie ma nic wspólnego z dobrą grą. Nagle nie zyskujesz racji tylko dlatego, że wygrałeś, ani też jej automatycznie nie tracisz jeśli nie wychodzisz zwycięsko. Widząc deszcz bramek w meczu z Sevillą, widząc drużynę, która wyszła na Sánchez Pizjuán i to, jak każdy był ustawiony, niejeden madridista jeszcze długo będzie zadawał sobie pytanie: co mogłoby się stać, gdyby było inne ustawienie przeciwko Barcelonie?
Inaczej potoczyłaby się historia? Tego nigdy się nie dowiemy, ale jedna rzecz jest oczywista. Z taką ilością piłkarzy jaką ma Real, w tej drużynie drzemie ogromny potencjał. Było wiele możliwości, aby dać inne ustawienie i tym samym inaczej zaplanować ten mecz. Byłby to zapewne o wiele lepszy mecz, milszy dla oka. Teraz każde kolejne spotkanie, jakie rozgrywa Real, sprawia jedynie, że można mieć więcej wątpliwości jakby to było... I tym samym bardziej należy wychwalać to, co zrobiła Barcelona.
Siać niezgodę
Dla nikogo wygrana na San Mamés to łatwizna. A Madryt wygrał tam 3:0, i to tuż po przegranym u siebie meczu ze Sportingiem. Dla nikogo wygrana na Mestalla to łatwizna. A tam Madryt wygrał 6:3 i to po ligowym remisie z Barceloną na Bernabéu, gdzie pokazał futbol, który bynajmniej nie jest godny tak znakomitej drużyny, jak Real, i nie zapowiadał golead w najbliższym czasie. Wygrali Puchar Króla, ale sposób w jakim to zrobili na Mestalla, odpuszczając ambicje w lidze krajowej, tuż przed spotkaniem Ligi Mistrzów... Niezależnie od tego jedna rzecz jest pewna: Real to wielka drużyna. I innego wniosku nie można wysnuć po tym, co widzieliśmy w Sevilli. Tam, gdzie Barcelona nie tak przecież dawno jedynie zremisowała (1:1), Real dał popis we wspaniałym stylu, mimo, że było to tylko kilka dni po tym, jak został wyeliminowany z rozgrywek europejskich.
Mourinho ze swoim barcelonitis*. Mourinho ze swoimi ustawieniami stworzonymi jedynie na Barcelonę... Nie musiałoby tak być, gdyby wierzył w swoją drużynę. Ale jako trener jest panem i władcą swoich decyzji. Jeśli jego ludzie mu przyklaskują - świetnie. Każdy gra dla swoich kibiców. Ale zarówno Real, jak i Barça są czymś więcej niż drużynami piłkarskimi. Wartości, które reprezentują, trafiają do wielu ludzi.
Niestety, to co wychodzi od trenera Królewskich sieje jedynie niezgodę. Ukarany przez UEFA zdecydował się nie mówić nic, dopóki organizacja nie wytłumaczy mu por qué swojej decyzji. W Madrycie, oficjalnie, wszyscy lamentują z Portugalczykiem. Jednak widząc co widzieliśmy, słysząc co słyszeliśmy - lepiej, aby nie mówił nic. Jeśli będzie milczał, lepiej dla wszystkich. Począwszy od Realu.
Chciałbym również na łamach El Periódico złożyć kondolencje rodzinie Severiano Ballesterosa. Numer jeden nie tylko w swojej dyscyplinie, ale po prostu w sporcie. Jego elegancja, którą reprezentował "na" i "poza" polem gry, jak również jego osiągnięcia - zostaną zapamiętane na zawsze. Jednak według mnie jego największym sukcesem było, że sport go uszczęśliwiał, a on, grając, jednoczył i uszczęśliwiał całe tłumy.
Piękna spuścizna Seve
Z pewnością nie byłoby w Hiszpanii tylu pól golfowych gdyby nie Severiano. Gol i turystyka idą w parze. Golf i zdrowie idą w parze. Wielu turystów i jeszcze więcej Hiszpanów uprawia ten sport na Półwyspie, na Balearach i na Wyspach Kanaryjskich. To sport, który można uprawiać i cieszyć się nim godzinami, niezależnie od tego, czy jesteś mężczyzną, czy kobietą. Niezależnie od tego, w jakim jesteś wieku... Poza reprezentowanymi wartościami, to niewątpliwie wielka spuścizna jaką zostawił po sobie Seve.
* Antonim do "madriditis", które wyjaśnialiśmy tutaj [KLIK!]
[źródło: El Periódio]
Efektowne zwycięstwo Królewskich z Sevillą zwiększa jedynie wartość tego, co zdobyła Barcelona grając z drużyną José Mourinho. Wszystko, czego dokonuje ostatnio Real (a to już trzeci kolejny ligowy meczy wyjazdowy, wygrany co najmniej 3 bramkami: Bilbao, Valencia, Sevilla) sprawia, że sukces odniesiony przez podopiecznych Guardioli jest jeszcze większy. To były cztery spotkania niejako połączone ze sobą, ale z różnymi scenariuszami. Wszystkie bardzo ciężkie. Bardziej męczące ze względów psychicznych niż fizycznych; dzięki portugalskiemu trenerowi. Cztery spotkania, które już są za nami, w których Mourinho ani razu nie podjął dobrej decyzji. I mówię tu nie tylko o zachowaniu poza boiskiem (co oczywiste), ale także o ustawieniu na boisku.
Taktyka kwestią wyboru trenera
Pokonali Barçę w Pucharze Króla, owszem. Jednym golem w doliczonym czasie... Nie, wygrana czy przegrana nie ma nic wspólnego z dobrą grą. Nagle nie zyskujesz racji tylko dlatego, że wygrałeś, ani też jej automatycznie nie tracisz jeśli nie wychodzisz zwycięsko. Widząc deszcz bramek w meczu z Sevillą, widząc drużynę, która wyszła na Sánchez Pizjuán i to, jak każdy był ustawiony, niejeden madridista jeszcze długo będzie zadawał sobie pytanie: co mogłoby się stać, gdyby było inne ustawienie przeciwko Barcelonie?
Inaczej potoczyłaby się historia? Tego nigdy się nie dowiemy, ale jedna rzecz jest oczywista. Z taką ilością piłkarzy jaką ma Real, w tej drużynie drzemie ogromny potencjał. Było wiele możliwości, aby dać inne ustawienie i tym samym inaczej zaplanować ten mecz. Byłby to zapewne o wiele lepszy mecz, milszy dla oka. Teraz każde kolejne spotkanie, jakie rozgrywa Real, sprawia jedynie, że można mieć więcej wątpliwości jakby to było... I tym samym bardziej należy wychwalać to, co zrobiła Barcelona.
Siać niezgodę
Dla nikogo wygrana na San Mamés to łatwizna. A Madryt wygrał tam 3:0, i to tuż po przegranym u siebie meczu ze Sportingiem. Dla nikogo wygrana na Mestalla to łatwizna. A tam Madryt wygrał 6:3 i to po ligowym remisie z Barceloną na Bernabéu, gdzie pokazał futbol, który bynajmniej nie jest godny tak znakomitej drużyny, jak Real, i nie zapowiadał golead w najbliższym czasie. Wygrali Puchar Króla, ale sposób w jakim to zrobili na Mestalla, odpuszczając ambicje w lidze krajowej, tuż przed spotkaniem Ligi Mistrzów... Niezależnie od tego jedna rzecz jest pewna: Real to wielka drużyna. I innego wniosku nie można wysnuć po tym, co widzieliśmy w Sevilli. Tam, gdzie Barcelona nie tak przecież dawno jedynie zremisowała (1:1), Real dał popis we wspaniałym stylu, mimo, że było to tylko kilka dni po tym, jak został wyeliminowany z rozgrywek europejskich.
Mourinho ze swoim barcelonitis*. Mourinho ze swoimi ustawieniami stworzonymi jedynie na Barcelonę... Nie musiałoby tak być, gdyby wierzył w swoją drużynę. Ale jako trener jest panem i władcą swoich decyzji. Jeśli jego ludzie mu przyklaskują - świetnie. Każdy gra dla swoich kibiców. Ale zarówno Real, jak i Barça są czymś więcej niż drużynami piłkarskimi. Wartości, które reprezentują, trafiają do wielu ludzi.
Niestety, to co wychodzi od trenera Królewskich sieje jedynie niezgodę. Ukarany przez UEFA zdecydował się nie mówić nic, dopóki organizacja nie wytłumaczy mu por qué swojej decyzji. W Madrycie, oficjalnie, wszyscy lamentują z Portugalczykiem. Jednak widząc co widzieliśmy, słysząc co słyszeliśmy - lepiej, aby nie mówił nic. Jeśli będzie milczał, lepiej dla wszystkich. Począwszy od Realu.
Chciałbym również na łamach El Periódico złożyć kondolencje rodzinie Severiano Ballesterosa. Numer jeden nie tylko w swojej dyscyplinie, ale po prostu w sporcie. Jego elegancja, którą reprezentował "na" i "poza" polem gry, jak również jego osiągnięcia - zostaną zapamiętane na zawsze. Jednak według mnie jego największym sukcesem było, że sport go uszczęśliwiał, a on, grając, jednoczył i uszczęśliwiał całe tłumy.
Piękna spuścizna Seve
Z pewnością nie byłoby w Hiszpanii tylu pól golfowych gdyby nie Severiano. Gol i turystyka idą w parze. Golf i zdrowie idą w parze. Wielu turystów i jeszcze więcej Hiszpanów uprawia ten sport na Półwyspie, na Balearach i na Wyspach Kanaryjskich. To sport, który można uprawiać i cieszyć się nim godzinami, niezależnie od tego, czy jesteś mężczyzną, czy kobietą. Niezależnie od tego, w jakim jesteś wieku... Poza reprezentowanymi wartościami, to niewątpliwie wielka spuścizna jaką zostawił po sobie Seve.
* Antonim do "madriditis", które wyjaśnialiśmy tutaj [KLIK!]
[źródło: El Periódio]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)