Oceny za mecz z Levante
Przypominamy zasady, jakimi kierujemy się podczas wystawiania not: kryterium oceny graczy.
Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie są równoznaczne z "dla mnie Xavi 7, a Messi 5,5".
Oceniający: Blazeq, challenger
Valdés - 4 - Niezły mecz Valdésa, któremu przez cały mecz brakowało tylko grilla i kiełbasek (a już na pewno od 70. minuty), bo jego czujność sprawdził tylko Valdo w 11. minucie. Tym razem była ona bez zarzutu, ale nie można tego powiedzieć o akcji z końcówki pierwszej połowy. Większy błąd popełnił Piqué, ale do zachowania Valdésa też można mieć pretensje. Pretensje te "wyceniamy" na łączną ocenę 4.
Alves - 6 - Tradycyjnie dla Brazylijczyka w spotkaniach bez presji - więcej strat (8) niż przechwytów (6). Chyba z przyzwyczajenia po swoich ostatnich występach z Realem, relatywnie rzadko widoczny w ofensywie. Zaskakująco często jak na siebie schodził do środka, co również komplikowało rozwijanie akcji prawą flanką. Chyba chciał zachować więcej energii na świętowanie, bo charakterystycznej żywiołowości w jego grze wyraźnie brakowało. Mimo to na pewno nie zawiódł.
Piqué - 2 - Nie tylko ponosi największą winę za bramkę (na zbliżeniach widać perfekcyjnie, że Gerard zwyczajnie się "machnął" - gdyby nie to, piłka wylądowałaby po prostu na aucie lub rogu), ale przez cały mecz notorycznie przegrywał pojedynki z Caicedo. Przykro to powiedzieć, ale to całkiem zasłużona "dwója", na którą solidnie Piqué zapracował.
Mascherano - 6 - Lepiej od swojego partnera ze środka obrony radził sobie z atakującymi gospodarzy, ale na pewno nie był to najwybitniejszy mecz Argentyńczyka w sezonie. Z jednej strony, mógł odczuwać trudy niedawnego maratonu Gran Derbi, z drugiej - Levante rzadko operowało w jego strefie. Solidne 90 minut, kilka interwencji w chwili próby i brak rażących błędów zapewniają mu jednak dobrą ocenę. Puyol i Abidal potrafili już w tym sezonie dużo lepiej radzić sobie z bujającym w chmurach Gerardem u boku.
Abidal - 8 - Najczęściej interweniujący obrońca meczu. Aż 9 odbiorów w ciągu godziny gry to wynik więcej niż znakomity. Udanie radził sobie na swojej stronie z Valdo i Iborrą, nie pozwalając im rozwinąć skrzydeł. Prócz skuteczności w obronie, był również bardzo widoczny po drugiej stronie boiska, inicjując lewą stroną kilka ciekawych akcji Barçy. Efektywność w kontekście czasu gry musiała zadecydować o jednej z najlepszych ocen w drużynie. Dobrze, że wraca na najważniejszy mecz sezonu.
Sergio Busquets - 4 - Niemrawy występ Sergio. Obecność Keity pozwoliła mu częściej angażować się w akcje zaczepne, ale nie wypadł w nich przekonująco. Rzadko widoczny w defensywie (zaledwie 2 odbiory), stosunkowo często zagrywał niedokładnie (5 strat). Bywał poważnie spóźniony, a rywale bez problemu omijali jego strefę, posyłając dokładne piłki do Caicedo. Trochę gorzej niż przeciętnie.
Keita - 7 - Inteligentnym strzałem pokonał Munuę, a bramka dająca mistrzostwo zawsze ma swoją wymowę. Aktywny w defensywie (5 odbiorów), szybko doskakiwał do rywali mających piłkę i skutecznie odcinał od podań napastników. Dobrze grał piłką i był nad wyraz dokładny (tylko 3 straty). Występ zdecydowanie na plus, a brak zwycięstwa nie jest jego winą.
Xavi - 8 - Najlepszy zawodnik meczu od pierwszej do ostatniej minuty, chociaż jego rolę w końcowym kwadransie bez problemu udźwignąłby każdy, kto na treningach grał w popularnego "dziada". Kiedy jednak rywal jeszcze próbował przeszkadzać w rozgrywaniu piłki, to Xavi potrafił sobie z tym poradzić, czego dowodem niech będzie świetna asysta do Keity. Raziła jedynie niecodziennie wysoka częstotliwość, z jaką pomocnik Barcelony tracił piłkę (9 strat), ale jako jedyny rozgrywający musiał częściej podejmować ryzyko.
Afellay - 6 - Swoją grą kreował mnóstwo przestrzeni pod bramką Munuy, choć jego koledzy (szczególnie Villa) nie zawsze to wykorzystywali. Z ogromną łatwością żongluje pozycjami, schodząc z prawej strony na lewą, a z lewej do środka. Troszkę zgasł po 60. minucie... Zabrakło takiej "eksplozji", jak na w Madrycie, ale Holender z pewnością może zaliczyć ten występ do udanych. Musi tylko pamiętać, że piłka wypuszczona za daleko od nogi w środkowej części boiska to na hiszpańskich boiskach pewna strata.
Messi - 6 - Wyjątkowo nieskuteczny w swoich poczynaniach. Trudno powiedzieć, czy wynikało to bardziej z wyczerpania ostatnimi wyzwaniami wymagającymi od niego niemal nadludzkiego wysiłku, czy... ze zwykłego przemęczenia fizycznego tradycyjnie już towarzyszącego Argentyńczykowi na koniec sezonu. Brak tego "ostatniego dotknięcia" był aż nadto widoczny w obu rajdach z drugiej połowy, które mogły zachwycić każdego kibica. Szkoda, że żaden z nich nie skończył się golem, ale nie zapominajmy, że były to jedne z niewielu momentów meczu, gdy Messi znajdował się tak blisko bramki Munuy. Wyglądało dość dziwnie, że od 70. minuty jemu i jego kolegom przestało zależeć na podwyższeniu wyniku i nie oglądało się tego z przyjemnością.
Villa - 3 - Mógł - znów - zapewnić drużynie trzy punkty, ale - też znów - mu się nie udało. Wszystko, co miał - marnował w bardzo złym stylu, ponadto trudno określić jego grę z partnerami i bez piłki mianem efektywnej. Co prawda w tym roku miewał już słabsze występy, ale zbliżający się finał Ligi Mistrzów karze nam z niepokojem patrzeć na formę Villi. Zmęczenie sezonem, który dla wszystkich reprezentantów Hiszpanii był bardzo długi i męczący, jest już jednak wyraźnie widoczne. Zwłaszcza u tych zawodników, którzy swoją grę opierają na ruchliwości i dynamice. Porządnie przepracowany okres przygotowawczy może sprawić, że znów ujrzymy na boisku tego Davida, który jest koszmarem bramkarzy. W tym sezonie oczekujemy jedynie 90 minut skutecznej gry pod koniec maja.
Rezerwowi:
Fontás - 5 - Drugi mecz z rzędu nie ułożył mu się najlepiej. Tym razem brak aktywności był niejako pochodną momentu, w którym wszedł na boisku, ale zerową aktywność w obronie w ciągu półgodzinnego występu trudno ocenić na plus. Nie popełnił błędów, więc "piątka" będzie "akurat".
Pedro - bez oceny - Wszedł wtedy, gdy mecz już był skończony w głowach wszystkich zawodników przebywających na murawie. Więcej czasu skakał przy linii czekając na zmianę, niż przebywał na boisku. Nie ma co oceniać.
Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie są równoznaczne z "dla mnie Xavi 7, a Messi 5,5".
Oceniający: Blazeq, challenger
Valdés - 4 - Niezły mecz Valdésa, któremu przez cały mecz brakowało tylko grilla i kiełbasek (a już na pewno od 70. minuty), bo jego czujność sprawdził tylko Valdo w 11. minucie. Tym razem była ona bez zarzutu, ale nie można tego powiedzieć o akcji z końcówki pierwszej połowy. Większy błąd popełnił Piqué, ale do zachowania Valdésa też można mieć pretensje. Pretensje te "wyceniamy" na łączną ocenę 4.
Alves - 6 - Tradycyjnie dla Brazylijczyka w spotkaniach bez presji - więcej strat (8) niż przechwytów (6). Chyba z przyzwyczajenia po swoich ostatnich występach z Realem, relatywnie rzadko widoczny w ofensywie. Zaskakująco często jak na siebie schodził do środka, co również komplikowało rozwijanie akcji prawą flanką. Chyba chciał zachować więcej energii na świętowanie, bo charakterystycznej żywiołowości w jego grze wyraźnie brakowało. Mimo to na pewno nie zawiódł.
Piqué - 2 - Nie tylko ponosi największą winę za bramkę (na zbliżeniach widać perfekcyjnie, że Gerard zwyczajnie się "machnął" - gdyby nie to, piłka wylądowałaby po prostu na aucie lub rogu), ale przez cały mecz notorycznie przegrywał pojedynki z Caicedo. Przykro to powiedzieć, ale to całkiem zasłużona "dwója", na którą solidnie Piqué zapracował.
Mascherano - 6 - Lepiej od swojego partnera ze środka obrony radził sobie z atakującymi gospodarzy, ale na pewno nie był to najwybitniejszy mecz Argentyńczyka w sezonie. Z jednej strony, mógł odczuwać trudy niedawnego maratonu Gran Derbi, z drugiej - Levante rzadko operowało w jego strefie. Solidne 90 minut, kilka interwencji w chwili próby i brak rażących błędów zapewniają mu jednak dobrą ocenę. Puyol i Abidal potrafili już w tym sezonie dużo lepiej radzić sobie z bujającym w chmurach Gerardem u boku.
Abidal - 8 - Najczęściej interweniujący obrońca meczu. Aż 9 odbiorów w ciągu godziny gry to wynik więcej niż znakomity. Udanie radził sobie na swojej stronie z Valdo i Iborrą, nie pozwalając im rozwinąć skrzydeł. Prócz skuteczności w obronie, był również bardzo widoczny po drugiej stronie boiska, inicjując lewą stroną kilka ciekawych akcji Barçy. Efektywność w kontekście czasu gry musiała zadecydować o jednej z najlepszych ocen w drużynie. Dobrze, że wraca na najważniejszy mecz sezonu.
Sergio Busquets - 4 - Niemrawy występ Sergio. Obecność Keity pozwoliła mu częściej angażować się w akcje zaczepne, ale nie wypadł w nich przekonująco. Rzadko widoczny w defensywie (zaledwie 2 odbiory), stosunkowo często zagrywał niedokładnie (5 strat). Bywał poważnie spóźniony, a rywale bez problemu omijali jego strefę, posyłając dokładne piłki do Caicedo. Trochę gorzej niż przeciętnie.
Keita - 7 - Inteligentnym strzałem pokonał Munuę, a bramka dająca mistrzostwo zawsze ma swoją wymowę. Aktywny w defensywie (5 odbiorów), szybko doskakiwał do rywali mających piłkę i skutecznie odcinał od podań napastników. Dobrze grał piłką i był nad wyraz dokładny (tylko 3 straty). Występ zdecydowanie na plus, a brak zwycięstwa nie jest jego winą.
Xavi - 8 - Najlepszy zawodnik meczu od pierwszej do ostatniej minuty, chociaż jego rolę w końcowym kwadransie bez problemu udźwignąłby każdy, kto na treningach grał w popularnego "dziada". Kiedy jednak rywal jeszcze próbował przeszkadzać w rozgrywaniu piłki, to Xavi potrafił sobie z tym poradzić, czego dowodem niech będzie świetna asysta do Keity. Raziła jedynie niecodziennie wysoka częstotliwość, z jaką pomocnik Barcelony tracił piłkę (9 strat), ale jako jedyny rozgrywający musiał częściej podejmować ryzyko.
Afellay - 6 - Swoją grą kreował mnóstwo przestrzeni pod bramką Munuy, choć jego koledzy (szczególnie Villa) nie zawsze to wykorzystywali. Z ogromną łatwością żongluje pozycjami, schodząc z prawej strony na lewą, a z lewej do środka. Troszkę zgasł po 60. minucie... Zabrakło takiej "eksplozji", jak na w Madrycie, ale Holender z pewnością może zaliczyć ten występ do udanych. Musi tylko pamiętać, że piłka wypuszczona za daleko od nogi w środkowej części boiska to na hiszpańskich boiskach pewna strata.
Messi - 6 - Wyjątkowo nieskuteczny w swoich poczynaniach. Trudno powiedzieć, czy wynikało to bardziej z wyczerpania ostatnimi wyzwaniami wymagającymi od niego niemal nadludzkiego wysiłku, czy... ze zwykłego przemęczenia fizycznego tradycyjnie już towarzyszącego Argentyńczykowi na koniec sezonu. Brak tego "ostatniego dotknięcia" był aż nadto widoczny w obu rajdach z drugiej połowy, które mogły zachwycić każdego kibica. Szkoda, że żaden z nich nie skończył się golem, ale nie zapominajmy, że były to jedne z niewielu momentów meczu, gdy Messi znajdował się tak blisko bramki Munuy. Wyglądało dość dziwnie, że od 70. minuty jemu i jego kolegom przestało zależeć na podwyższeniu wyniku i nie oglądało się tego z przyjemnością.
Villa - 3 - Mógł - znów - zapewnić drużynie trzy punkty, ale - też znów - mu się nie udało. Wszystko, co miał - marnował w bardzo złym stylu, ponadto trudno określić jego grę z partnerami i bez piłki mianem efektywnej. Co prawda w tym roku miewał już słabsze występy, ale zbliżający się finał Ligi Mistrzów karze nam z niepokojem patrzeć na formę Villi. Zmęczenie sezonem, który dla wszystkich reprezentantów Hiszpanii był bardzo długi i męczący, jest już jednak wyraźnie widoczne. Zwłaszcza u tych zawodników, którzy swoją grę opierają na ruchliwości i dynamice. Porządnie przepracowany okres przygotowawczy może sprawić, że znów ujrzymy na boisku tego Davida, który jest koszmarem bramkarzy. W tym sezonie oczekujemy jedynie 90 minut skutecznej gry pod koniec maja.
Rezerwowi:
Fontás - 5 - Drugi mecz z rzędu nie ułożył mu się najlepiej. Tym razem brak aktywności był niejako pochodną momentu, w którym wszedł na boisku, ale zerową aktywność w obronie w ciągu półgodzinnego występu trudno ocenić na plus. Nie popełnił błędów, więc "piątka" będzie "akurat".
Pedro - bez oceny - Wszedł wtedy, gdy mecz już był skończony w głowach wszystkich zawodników przebywających na murawie. Więcej czasu skakał przy linii czekając na zmianę, niż przebywał na boisku. Nie ma co oceniać.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)