Okiem Johana Cruyffa. Dwie dekady jednej filozofii
Najświeższy felieton Cruyffa, który na łamach El Periódico ukazał się 16.05.
Guardiola mówił, że nie można wyrównać sukcesów jakie odniósł Dream Team. Jednak tu nie chodzi o to, by wyrównywać. Trudno to porównywać. Tutaj wartością i zasługą jest podążanie za pewną koncepcją i ulepszanie jej na przestrzeni lat.
Trzy ligi z rzędu i dziewięć tytułów w trzy sezony. Wygrasz na Wembley czy nie - twoja obecność w dwóch finałach i półfinale potwierdza dominację klubu w krajowej lidze i poza nią. Nie tylko podczas tych trzech lat, te sukcesy mają swoją genezę i ciągłość.
Obecna hegemonia Barcelony jest cudowna z wielu powodów. Zespół wie jak grać, cieszyć się tą grą i jednocześnie cieszyć nią nas, widzów. Wszystko zaczyna i kończy się na piłce. Cel: dobrze atakować, aby jeszcze lepiej bronić. Zawsze z piłką. I jeśli to możliwe, z jak największą liczbą wychowanków. To jest ogromny sukces klubu, całej jego filozofii. Barça wie jak chce grać, piłkarzy o jakim profilu potrzebuje i jaka gra podoba się ludziom.
Nikt się nie pomyli, jeśli stwierdzi, że ich futbol podoba się całemu światu. Nie pomyli się, bo ta filozofia łatwo przeliczana jest na efektywność. Pep kiedyś powiedział, że nigdy nie będzie mógł dorównać osiągnięciom naszego Dream Teamu... Byliśmy pionierami, przełamaliśmy pewne bariery. Teraz, kiedy Guardiola stoi przed szansą wyrównania czterech wygranych pod rząd lig Dream Teamu - te porównania będą czymś normalnym. Taka dodatkowa presja. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Bardzo pouczająca. Tutaj nie chodzi o to kto był/jest lepszy. Tu chodzi o to, by czuć się dumnym, że ten klub odnosi sukcesy podążając tą samą ścieżką. Nadal, niezmiennie w ten sam sposób pojmując futbol.
Początek długiego cyklu
Epoka sukcesów jest już dość długa, trwa dwie dekady. Na 21 wygranych przez Barçę lig, 11 z nich zostało zdobytych w ostatnich 21 latach. A przecież było wiele lat, w których klub cofnął się o kilka kroków. Jak na przykład od ostatniej wygranej ligi przez Van Gaala (1998/99) do pierwszej wygranej przez Rijkaarda (2004/05).
W ciągu tych samych 21 lat, Barça zdobyła trzy trofea Ligi Mistrzów. Być może cztery, jeśli powtórzy ten sukces 28. maja... W swoim czasie wiele kosztowało, by zmienić mentalność pewnych osób. Ale prawdziwym sukcesem jest dopiero zaszczepienie idei w innych, tych, którzy idą za nami. Historia zatacza koło. Od początku lat 90. do dnia dzisiejszego.
Nie jest łatwo doskonalić sposób, w jaki rozumie się futbol - tym bardziej, gdy jest to sposób tak szczególny, żeby nie powiedzieć: unikatowy, jedyny. Dlatego sukces nie należy nigdy do tego, kto daną ideę dawno temu wymyślił, zapoczątkował, lecz należny temu kto ją ulepsza.
I tutaj trzeba wymienić dwie osoby: po pierwsze: Rijkaard; po drugie: Guardiola. Dla mnie czasy Dream Teamu, Rijkaarda, Guardioli są w licznych aspektach podobne... Przez te dwie dekady w klubie było wielu prezydentów. Jednak ci, którzy przestają radzić jak grać w futbol, a stawiają na młodych-zdolnych - wygrywają. Może i ci szkoleniowcy są z początku bez doświadczenia, ale mogą dysponować konkretną, świeżą ideą futbolu. Atrakcyjną i wydajną. Ideą, którą może podążali już inni, ale rozwiniętą i udoskonaloną pod kątem zastanych okoliczności. Jasne, że nie udaje się unikać w tym czasie porażek - ale to jest niewykonalne w przypadku każdego nowego trenera.
W piłce nożnej dwa plus dwa nigdy nie równa się cztery. Dlatego nie patrzymy tutaj jedynie na trzy lata niezwykłych sukcesów Guardioli, ale spoglądamy na sprawę bardziej całościowo. Z innej, dalszej perspektywy czasowej. Z perspektywy ostatnich dwóch dekad. Nie da się uniknąć złych decyzji, ale zawsze będzie ich mniej, jeśli podążasz wytyczonym szlakiem.
Patrząc na te trzy lata Guardioli, jego piłkarzy, jego ludzi - trzymam się zdania, że nie można porównywać ze sobą sezonów. Każdy z nich miał inne trudności. Pierwszy to debiut Guardioli jako trenera. Ilu nie dawało mu wtedy szans! Drugi to Real, który niejako ‘zmusił' Barçę do punktowego rekordu Primera División. Natomiast w trzecim liga jest już przesądzona na dwie kolejki przed jej zakończeniem.
Droga pełna przeszkód
Bez wątpienia, liczba przeszkód, jakie trzeba było pokonać w mijającym sezonie, była większa niż kiedykolwiek. Lista jest długa i wszyscy znamy ją na pamięć. Zaczyna się od Mistrzostw Świata i ciągnie się dalej. Zmęczenie, poważne kontuzje czy nieoczekiwane choroby, prowokacje... I mimo tego, mimo wszystkich problemów - wychodzisz zwycięsko. Godne podziwu.
Zawsze broniłem tezy, że obrona tytułu jest o wiele trudniejsza niż zdobycie go po raz pierwszy. Natomiast powtórka, wygranie trzeci raz z rzędu - przewyższa wszystkie skale trudności. Przynajmniej w tym klubie. Jedynie dwa razy w całej historii FC Barcelony udało się zdobyć trzy ligi z rzędu. A to jak najlepiej świadczy o ogromnej pracy, jaką wykonał Guardiola. Jak najlepiej także o piłkarzach i wszystkich pracujących dla tego klubu. Tym bardziej, ze ta trzecia była, według mnie, najbardziej męcząca ze wszystkich.
[źródło: El Periódico]
Guardiola mówił, że nie można wyrównać sukcesów jakie odniósł Dream Team. Jednak tu nie chodzi o to, by wyrównywać. Trudno to porównywać. Tutaj wartością i zasługą jest podążanie za pewną koncepcją i ulepszanie jej na przestrzeni lat.
Trzy ligi z rzędu i dziewięć tytułów w trzy sezony. Wygrasz na Wembley czy nie - twoja obecność w dwóch finałach i półfinale potwierdza dominację klubu w krajowej lidze i poza nią. Nie tylko podczas tych trzech lat, te sukcesy mają swoją genezę i ciągłość.
Obecna hegemonia Barcelony jest cudowna z wielu powodów. Zespół wie jak grać, cieszyć się tą grą i jednocześnie cieszyć nią nas, widzów. Wszystko zaczyna i kończy się na piłce. Cel: dobrze atakować, aby jeszcze lepiej bronić. Zawsze z piłką. I jeśli to możliwe, z jak największą liczbą wychowanków. To jest ogromny sukces klubu, całej jego filozofii. Barça wie jak chce grać, piłkarzy o jakim profilu potrzebuje i jaka gra podoba się ludziom.
Nikt się nie pomyli, jeśli stwierdzi, że ich futbol podoba się całemu światu. Nie pomyli się, bo ta filozofia łatwo przeliczana jest na efektywność. Pep kiedyś powiedział, że nigdy nie będzie mógł dorównać osiągnięciom naszego Dream Teamu... Byliśmy pionierami, przełamaliśmy pewne bariery. Teraz, kiedy Guardiola stoi przed szansą wyrównania czterech wygranych pod rząd lig Dream Teamu - te porównania będą czymś normalnym. Taka dodatkowa presja. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Bardzo pouczająca. Tutaj nie chodzi o to kto był/jest lepszy. Tu chodzi o to, by czuć się dumnym, że ten klub odnosi sukcesy podążając tą samą ścieżką. Nadal, niezmiennie w ten sam sposób pojmując futbol.
Początek długiego cyklu
Epoka sukcesów jest już dość długa, trwa dwie dekady. Na 21 wygranych przez Barçę lig, 11 z nich zostało zdobytych w ostatnich 21 latach. A przecież było wiele lat, w których klub cofnął się o kilka kroków. Jak na przykład od ostatniej wygranej ligi przez Van Gaala (1998/99) do pierwszej wygranej przez Rijkaarda (2004/05).
W ciągu tych samych 21 lat, Barça zdobyła trzy trofea Ligi Mistrzów. Być może cztery, jeśli powtórzy ten sukces 28. maja... W swoim czasie wiele kosztowało, by zmienić mentalność pewnych osób. Ale prawdziwym sukcesem jest dopiero zaszczepienie idei w innych, tych, którzy idą za nami. Historia zatacza koło. Od początku lat 90. do dnia dzisiejszego.
Nie jest łatwo doskonalić sposób, w jaki rozumie się futbol - tym bardziej, gdy jest to sposób tak szczególny, żeby nie powiedzieć: unikatowy, jedyny. Dlatego sukces nie należy nigdy do tego, kto daną ideę dawno temu wymyślił, zapoczątkował, lecz należny temu kto ją ulepsza.
I tutaj trzeba wymienić dwie osoby: po pierwsze: Rijkaard; po drugie: Guardiola. Dla mnie czasy Dream Teamu, Rijkaarda, Guardioli są w licznych aspektach podobne... Przez te dwie dekady w klubie było wielu prezydentów. Jednak ci, którzy przestają radzić jak grać w futbol, a stawiają na młodych-zdolnych - wygrywają. Może i ci szkoleniowcy są z początku bez doświadczenia, ale mogą dysponować konkretną, świeżą ideą futbolu. Atrakcyjną i wydajną. Ideą, którą może podążali już inni, ale rozwiniętą i udoskonaloną pod kątem zastanych okoliczności. Jasne, że nie udaje się unikać w tym czasie porażek - ale to jest niewykonalne w przypadku każdego nowego trenera.
W piłce nożnej dwa plus dwa nigdy nie równa się cztery. Dlatego nie patrzymy tutaj jedynie na trzy lata niezwykłych sukcesów Guardioli, ale spoglądamy na sprawę bardziej całościowo. Z innej, dalszej perspektywy czasowej. Z perspektywy ostatnich dwóch dekad. Nie da się uniknąć złych decyzji, ale zawsze będzie ich mniej, jeśli podążasz wytyczonym szlakiem.
Patrząc na te trzy lata Guardioli, jego piłkarzy, jego ludzi - trzymam się zdania, że nie można porównywać ze sobą sezonów. Każdy z nich miał inne trudności. Pierwszy to debiut Guardioli jako trenera. Ilu nie dawało mu wtedy szans! Drugi to Real, który niejako ‘zmusił' Barçę do punktowego rekordu Primera División. Natomiast w trzecim liga jest już przesądzona na dwie kolejki przed jej zakończeniem.
Droga pełna przeszkód
Bez wątpienia, liczba przeszkód, jakie trzeba było pokonać w mijającym sezonie, była większa niż kiedykolwiek. Lista jest długa i wszyscy znamy ją na pamięć. Zaczyna się od Mistrzostw Świata i ciągnie się dalej. Zmęczenie, poważne kontuzje czy nieoczekiwane choroby, prowokacje... I mimo tego, mimo wszystkich problemów - wychodzisz zwycięsko. Godne podziwu.
Zawsze broniłem tezy, że obrona tytułu jest o wiele trudniejsza niż zdobycie go po raz pierwszy. Natomiast powtórka, wygranie trzeci raz z rzędu - przewyższa wszystkie skale trudności. Przynajmniej w tym klubie. Jedynie dwa razy w całej historii FC Barcelony udało się zdobyć trzy ligi z rzędu. A to jak najlepiej świadczy o ogromnej pracy, jaką wykonał Guardiola. Jak najlepiej także o piłkarzach i wszystkich pracujących dla tego klubu. Tym bardziej, ze ta trzecia była, według mnie, najbardziej męcząca ze wszystkich.
[źródło: El Periódico]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (76)