Kolejny wielki faworyt odpada z Copa América!
Po wczorajszej niespodziance i odpadnięciu Argentyny z turnieju o mistrzostwo Ameryki Południowej, jeszcze większą sensację sprawili gracze Paragwaju, pokonując w trzecim ćwierćfinałowym spotkaniu Brazylię. Canarinhos sami są sobie winni, ponieważ poza niewykorzystaniem kilku wybornych okazji do zdobycia gola, nie strzelili ani jednego rzutu karnego!
Obrońca tytułu i zdobywca pucharu mistrza Ameryki Południowej na czterech spośród pięciu ostatnich turniejów wraca do domu z niczym. Futbol jest bezwzględny, co pokazało wczorajsze spotkanie w La Plata. Nieskuteczni Brazylijczycy zostali ukarani, a bohaterem spotkania, podobnie jak wczoraj, został bramkarz. W tym wypadku chodzi o Justo Villara, bez którego sukces Paragwaju nie byłby możliwy.
Robinho, Pato, Neymar - taką trójkę napastników desygnował do gry Mano Menezes. Selekcjoner Canarinhos zdecydował się też nie wystawiać w pierwszym składzie piłkarza Barcelony, Daniela Alvesa, w miejsce którego pojawił się na placu gry Maicon. Od początku spotkania dominowali piłkarze z Kraju Kawy. Najaktywniejszy na murawie był młody Neymar, który już w 7. minucie oddał strzał w kierunku bramki Paragwaju; niestety dla Brazylii niecelny. Ten sam zawodnik mógł i powinien dać Brazylii prowadzenie 20 minut później. Robinho wbiegł w pole karne z piłką przy nodze, zamarkował strzał i odegrał do młodszego kolegi, który będąc oko w oko z Villarem posłał piłkę obok bramki Paragwaju.
Zdecydowanie najlepszą sytuację do zdobycia gola w pierwszej połowie, a może i w całym meczu miał Lucio. W 33. minucie z rzutu wolnego dośrodkowywał André Santos, a brazylijski stoper ofiarnym wślizgiem strzelił w światło bramki. Będąc kilka metrów od bramki Villara zrobił to jednak tak nieszczęśliwie, że uderzył wprost w interweniującego bramkarza, co nie pozwoliło na zmianę rezultatu. Przed przerwą o próbę uderzenia pokusił się asystent w poprzedniej akcji, Santos, ale również jego uderzenie nie przyniosło efektu bramkowego.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Dalej przewagę miała Brazylia, ale nie potrafiła przekuć jej na gola. W 49. minucie kolejną fantastyczną okazję zmarnował Neymar, który będąc 10 metrów od bramki Villara uderzył na tyle lekko, że jego uderzenie zostało zablokowane przez obrońcę Paragwaju. Młody piłkarz Santosu, o którego biją się europejskie kluby, miał kolejną szansę pięć minut później, ale uderzenie tym razem lewą nogą minęło bramkę Villara. W 63. minucie dał o sobie znać Robinho. Brazylijczyk kropnął z dystansu, ale i to uderzenie nie dało Brazylii prowadzenia.
Pomimo ogromnej przewagi Brazylii, piłkarze Menezesa nie potrafili wykorzystać swoich sytuacji. Na drodze do zdobycia bramki stawał albo brak skuteczności, albo też świetna postawa Villara, który ratował swój zespół z opresji. Przykładem sytuacja z 67. minuty, kiedy zatrzymał groźny strzał Ganso. Jeszcze lepiej bramkarz Paragwaju spisał się sześć minut później, broniąc strzał Pato z kilku metrów. Gracz Milanu zmarnował świetną sytuację także w 82. minucie. Będąc oko w oko z Villarem, zbyt mocno wypuścił sobie piłkę, co skrzętnie wykorzystał golkiper gości, broniąc rozpaczliwe uderzenie Pato. Dwie minuty później ponowie przed szansą stanął piłkarz grający na co dzień w Mediolanie, ale jego uderzenie głową z linii bramkowej wybił paragwajski obrońca.
Dogrywka przyniosła wielkie emocje, ale niestety w dość negatywnym sensie. Nie widzieliśmy bowiem ładnych akcji, strzałów, ale dwie czerwone kartki, będące wynikiem przepychanek. Chociaż uczestniczyło w nich wielu graczy zarówno Brazylii, jak i Paragwaju, arbiter postanowił ukarać czerwonym kartonikiem Lucasa Leivę i Alcaraza. Pod koniec meczu dobrą okazję do zmiany rezultatu miał Paragwaj, a konkretnie Nelson Valdez, którego wolej minął jednak bramkę Júlio Césara.
Rzuty karne to z pewnością wydarzenie, które na długo zapadnie w pamięć piłkarskim kibicom, szczególnie tym z Kraju Kawy. "Popis" indolencji dali bowiem brazylijscy piłkarze, którzy w serii rzutów karnych ani jednej jedenastki nie zamienili na bramkę! Próbowali Elano, Thiago Silva, André Santos oraz Fred, ale żaden z nich nie umieścił piłki w siatce. Tylko strzał Silvy został zatrzymany przez Villara, natomiast reszta fatalnie spudłowała.
Porażka Brazylii i Argentyny świadczą o tym, że ich era jako zespołów najlepszych na świecie minęła. Obie ekipy zagrały w turnieju fatalnie, strzelając mało bramek i pokazując nieskuteczny futbol. Posady Batisty i Menezesa są z pewnością zagrożone, ponieważ mimo posiadania fantastycznych piłkarzy nie potrafili osiągnąć nawet najlepszej czwórki turnieju.
Brazylia 0:0 Paragwaj, k. 0:2.
Brazylia: Julio César; Maicon, Lucio, Thiago Silva, André Santos; Lucas Leiva, Ramires, Ganso (m.99, Lucas Moura); Robinho, Pato (m. 110, Elano) i Neymar (m. 79, Fred).
Paragwaj:: Villar; Verón, Da Silva, Alcaraz, Torres (m. 70, Marecos); Vera (m.62, Barreto), Cáceres, Riveros, Estigarribia; Valdez i Barrios (m. 82, Pérez).
Sędzia: Sergio Pezzotta (ARG).
Widzów: 36 000.
[źródło: Własne/Sport/MD]
Obrońca tytułu i zdobywca pucharu mistrza Ameryki Południowej na czterech spośród pięciu ostatnich turniejów wraca do domu z niczym. Futbol jest bezwzględny, co pokazało wczorajsze spotkanie w La Plata. Nieskuteczni Brazylijczycy zostali ukarani, a bohaterem spotkania, podobnie jak wczoraj, został bramkarz. W tym wypadku chodzi o Justo Villara, bez którego sukces Paragwaju nie byłby możliwy.
Robinho, Pato, Neymar - taką trójkę napastników desygnował do gry Mano Menezes. Selekcjoner Canarinhos zdecydował się też nie wystawiać w pierwszym składzie piłkarza Barcelony, Daniela Alvesa, w miejsce którego pojawił się na placu gry Maicon. Od początku spotkania dominowali piłkarze z Kraju Kawy. Najaktywniejszy na murawie był młody Neymar, który już w 7. minucie oddał strzał w kierunku bramki Paragwaju; niestety dla Brazylii niecelny. Ten sam zawodnik mógł i powinien dać Brazylii prowadzenie 20 minut później. Robinho wbiegł w pole karne z piłką przy nodze, zamarkował strzał i odegrał do młodszego kolegi, który będąc oko w oko z Villarem posłał piłkę obok bramki Paragwaju.
Zdecydowanie najlepszą sytuację do zdobycia gola w pierwszej połowie, a może i w całym meczu miał Lucio. W 33. minucie z rzutu wolnego dośrodkowywał André Santos, a brazylijski stoper ofiarnym wślizgiem strzelił w światło bramki. Będąc kilka metrów od bramki Villara zrobił to jednak tak nieszczęśliwie, że uderzył wprost w interweniującego bramkarza, co nie pozwoliło na zmianę rezultatu. Przed przerwą o próbę uderzenia pokusił się asystent w poprzedniej akcji, Santos, ale również jego uderzenie nie przyniosło efektu bramkowego.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Dalej przewagę miała Brazylia, ale nie potrafiła przekuć jej na gola. W 49. minucie kolejną fantastyczną okazję zmarnował Neymar, który będąc 10 metrów od bramki Villara uderzył na tyle lekko, że jego uderzenie zostało zablokowane przez obrońcę Paragwaju. Młody piłkarz Santosu, o którego biją się europejskie kluby, miał kolejną szansę pięć minut później, ale uderzenie tym razem lewą nogą minęło bramkę Villara. W 63. minucie dał o sobie znać Robinho. Brazylijczyk kropnął z dystansu, ale i to uderzenie nie dało Brazylii prowadzenia.
Pomimo ogromnej przewagi Brazylii, piłkarze Menezesa nie potrafili wykorzystać swoich sytuacji. Na drodze do zdobycia bramki stawał albo brak skuteczności, albo też świetna postawa Villara, który ratował swój zespół z opresji. Przykładem sytuacja z 67. minuty, kiedy zatrzymał groźny strzał Ganso. Jeszcze lepiej bramkarz Paragwaju spisał się sześć minut później, broniąc strzał Pato z kilku metrów. Gracz Milanu zmarnował świetną sytuację także w 82. minucie. Będąc oko w oko z Villarem, zbyt mocno wypuścił sobie piłkę, co skrzętnie wykorzystał golkiper gości, broniąc rozpaczliwe uderzenie Pato. Dwie minuty później ponowie przed szansą stanął piłkarz grający na co dzień w Mediolanie, ale jego uderzenie głową z linii bramkowej wybił paragwajski obrońca.
Dogrywka przyniosła wielkie emocje, ale niestety w dość negatywnym sensie. Nie widzieliśmy bowiem ładnych akcji, strzałów, ale dwie czerwone kartki, będące wynikiem przepychanek. Chociaż uczestniczyło w nich wielu graczy zarówno Brazylii, jak i Paragwaju, arbiter postanowił ukarać czerwonym kartonikiem Lucasa Leivę i Alcaraza. Pod koniec meczu dobrą okazję do zmiany rezultatu miał Paragwaj, a konkretnie Nelson Valdez, którego wolej minął jednak bramkę Júlio Césara.
Rzuty karne to z pewnością wydarzenie, które na długo zapadnie w pamięć piłkarskim kibicom, szczególnie tym z Kraju Kawy. "Popis" indolencji dali bowiem brazylijscy piłkarze, którzy w serii rzutów karnych ani jednej jedenastki nie zamienili na bramkę! Próbowali Elano, Thiago Silva, André Santos oraz Fred, ale żaden z nich nie umieścił piłki w siatce. Tylko strzał Silvy został zatrzymany przez Villara, natomiast reszta fatalnie spudłowała.
Porażka Brazylii i Argentyny świadczą o tym, że ich era jako zespołów najlepszych na świecie minęła. Obie ekipy zagrały w turnieju fatalnie, strzelając mało bramek i pokazując nieskuteczny futbol. Posady Batisty i Menezesa są z pewnością zagrożone, ponieważ mimo posiadania fantastycznych piłkarzy nie potrafili osiągnąć nawet najlepszej czwórki turnieju.
Brazylia 0:0 Paragwaj, k. 0:2.
Brazylia: Julio César; Maicon, Lucio, Thiago Silva, André Santos; Lucas Leiva, Ramires, Ganso (m.99, Lucas Moura); Robinho, Pato (m. 110, Elano) i Neymar (m. 79, Fred).
Paragwaj:: Villar; Verón, Da Silva, Alcaraz, Torres (m. 70, Marecos); Vera (m.62, Barreto), Cáceres, Riveros, Estigarribia; Valdez i Barrios (m. 82, Pérez).
Sędzia: Sergio Pezzotta (ARG).
Widzów: 36 000.
[źródło: Własne/Sport/MD]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (59)