Nie tylko sportowy marketing FCB

Mateusz Serafin

25 kwietnia 2007, 21:36

Brak komentarzy
Wolny rynek, dochody, straty, bilanse, zestawienia, analizy i prognozy... Nie, nie jest to temat wykładu na wydziale ekonomii. Jest to druga strona sportu - mniej znana kibicom, lecz łącząca się z nim nierozerwalnie. Finanse i marketing są obecne w każdej dziedzinie życia, nie mogło więc ich zabraknąć w pięknym i szlachetnym sporcie.

Świat gna do przodu i wszyscy: ludzie, korporacje, kluby sportowe biorą udział w 'wyścigu szczurów'. Przypomina on międzywojenny 'wyścig zbrojeń', bo czy nie spotykamy się ze zjawiskiem wytaczania coraz cięższych armat i puszczania ich do walki na arenie? Czy to piłkarskiej, czy każdej innej - związanej ze sportem? Tymi zbrojnymi armatami są: Ronaldinho, Kaka, Bryant czy Wałujew (to dopiero bazooka!). Ich umiejętności, chęć zwycięstwa i upór mają przynieść radość kibicom, lecz również pozwolić na przypływ euro-dudków do klubowej kasy, czy menedżerskiej kieszeni. To ludzie od sportowego marketingu wiedzą co, gdzie i jak zrobić by sport był opłacalny.

I Barça ma takich fachowców w swych szeregach. Głównodowodzącym jest oczywiście, powszechnie znany, Joan Laporta. Asystują mu Marc Ingla - wiceprezydent ds. marketingu i mediów, oraz Ferran Soriano - wiceprezydent ds. ekonomicznych. Ta wysoko wykwalifikowana kadra, która objęła władzę w 2003 roku, od razu zabrała się ostro za robotę. Dzięki systematycznemu obniżaniu zbyt wysokich pensji piłkarzy, intensywnej akcji marketingowo-reklamowej, wyszukiwaniu wartościowych zawodników za bezcen udało się wyprowadzić Dumę Katalonii na ekonomiczną prostą. 'Polityka taniego klubu' sprawdza się doskonale (odmiennie od 'polityki taniego państwa' - braci Kaczyńskich, lecz to całkiem inna historia). Lekarz Laporta uleczył przerzuty nowotworu zwanego Gaspart. Drastyczna chemioterapia uzdrowiła słaby organizm FC Barcelony...

Klub na przestrzeni najbliższych kilku lat ma zamiar wybudować ogromny i nowoczesny ośrodek treningowy. Inwestycja ta, choć jest w fazie początkowej, to już pożarła wielkie kwoty pieniędzy, a skonsumuje ich jeszcze więcej. Nowe boiska i cała infrastruktura ma powstać m. in. na terenach dzisiejszej La Masia - ośmielam się stwierdzić, że najlepszej szkółki piłkarskiej świata (by nie być gołosłownym - kolejne mistrzostwa kraju drużyn juniorskich, sukcesy w wysoko obsadzonych turniejach międzynarodowych, itp.). W związku z budową ośrodka treningowego, La Masia najprawdopodobniej zniknie... Lecz tylko sam budynek! Fachowcy, trenerzy i młodzi piłkarze tworzący tę społeczność nadal pozostaną. A propos młodych adeptów piłki kopanej - polityka Barçy wobec tychże zawodników jest godna pochwały. Inne kluby 'produkują' dobrze wyszkolonych rzemieślników, czasami oszlifują jakiś diament, ale tylko po to by sprzedać go do jakiegoś potentata i zbić dobre pieniądze na takim interesie. Oczywiście, jest to jakiś sposób na zarobienie i nie potępiam go w najmniejszym stopniu, jednak FCB prowadzi inną politykę, moim zdaniem - dużo lepszą. Inwestuje w młodych, tworzy z nich wspaniałych piłkarzy i za wszelką cenę stara się zatrzymać te perełki w swych szeregach. Niech za przykład posłużą nazwiska: Krkić, dos Santos, Messi - jako młodzi. Są jednak wychowankowie grający w pierwszym składzie już od kilku dobrych lat: Puyol, Xavi, Iniesta, Valdés. Rzadko który klub może się poszczycić tak wysokim procentem zawodników pierwszej drużyny, odchowanych na własnym łonie. Jest to promocja Katalonii a zarazem dosyć duża oszczędność. Bo choć koszty wychowania i utrzymania takiego gracza są znaczne, to jednak pozwalają na wysupłanie tych 'kilku" € więcej, które można przeznaczyć np. na ośrodek treningowy.

Obecnie rozwija się silna marketingowa ofensywa Blaugrany. Skierowana głównie na Amerykę Północną i Azję - dwa ogromnie chłonne i mające wielki ekonomiczny potęcjał rynki zbytu. Zespół piłkarski rok-rocznie wyjeżdża w tournee po świecie. Dwa sezony temu była to Azja, a rok wstecz - wspominana już, Ameryka Północna. Są to kampanie zakrojone na bardzo szeroką skalę! Przedsięwzięcia ogromnie zasilające budżet Azulgrany. Bezpośrednie dochody z piłkarskich spotkań i dodatkowo - sprzedaż koszulek i gadżetów FCB to wielki plus takich wyjazdów. T-shirty Barçy to jedne z najlepiej sprzedawanych koszulek klubowych na całym globie. Roczny przychód z tytułu takich transakcji wynosi 45 mln euro, a wyjazdom np. na kontynent odkryty przez Kolumba, towarzyszy znaczny wzrost tych profitów. Z drugiej jednak strony, tego typu akcje marketingowe są ogromnie męczące dla i tak już zabieganych piłkarzy. Brak odpoczynku w pre-sezonie często powoduje inne braki (zmęczenie, brak świeżości i 'błysku') podczas walki o najwyższe sezonowe cele. Jak pogodzić obie te sprawy? Osobiście przyznam, że nie wiem. Wiem za to, że 'nie ma róży bez kolców'.

O skuteczności systemu organizacji machiny marketingowej Barcelony świadczą liczby. Statystyki mówią o ciągłym wzroście budżetowych możliwości. Do niedawna zadłużona Barça ledwo zipała! Wyniszczały Ją ogromne wydatki wynikające z astronomicznych gaż piłkarzy i nie tylko. Wydatki te nie były kompensowane dochodami związanymi z sukcesami sportowymi. Czy to na krajowym, czy międzynarodowym podwórku. Dziś sytuacja zmieniła się diametralnie - klub notuje systematyczne zwyżki dochodów rzędu milionów euro. Roczny budżet Azulgrany opiewa w granicach 300 mln nowych, pachnących drukarską farbą i jeszcze ciepłych, pochodzących z unijnych mennic - euro! Lukratywne kontrakty gwarantują stały przychód 'talarów' różnych walut. Przykładem może być umowa z Nike, przedłużona do 2013 roku, dzięki której Kataloński Gigant zarobi 150 mln €, plus premie za osiągnięcia. Innym dobrym posunięciem w grze nazwanej "kup, sprzedaj - zarób" była wymiana praw do transmisji telewizyjnych za 1 mld równo pociętej, z podobizną Jerzego Waszyngtona, zielonej makulatury. Umowa ta ma obowiązywać do roku pańskiego 2013. Coraz to nowsze rankingi zamożności klubów piłkarskich pokazują, że Barça jest bogata, cały czas w czubie tychże rankingów. Cieszy, że bogactwo to poparte jest bogactwem sportowych umiejętności zawodników Blaugrany.

Skoro już mowa o zawodnikach, to gracze noszący na koszulce napis: 'Mes que un Club' mają nosa do marketingowo-finansowego działania. Co krok słyszymy o nowych indywidualnych kontraktach reklamowych na sumy zapierające dech w piersi szaremu Kowalskiemu. Firmy ze sprzętem sportowym zagryzają się o sponsorowanie gwiazd. Wokół obuwia Brazylijczyka, z bardzo sympatycznym zgryzem, powstała już swoista "Historia żółtej ciżemki" albo "Historia żółtego banana". Jak zwał, tak zwał. Jednak czy to nie piękna rzecz - pohasać sobie w 3-paskowych w pantoflach Adidas po zielonej, holenderskiej trawce i wziąć za to furę pieniędzy*. Rzecz tak jasna, że aż prze - piękna, lecz tylko dla nielicznych np. dla Eto'o. O właśnie, on to jest dopiero niezłe ziółko... Oryginalny pomysł na pokazanie w spocie reklamowym jego pupy (dobrze, że tylko pupy - zważając na te wielkie problemy Afryki), przyniosło nagły wzrost popytu na piłkarskie kapcie marki Puma. A samemu golasowi - poważny zastrzyk gotówki. No cóż, są to profity czerpane ze swojej popularności. Wiadomo, że grajkowie Barcelony dzięki swym osiągnięciom są niezwykle popularni, a co za tym idzie - nieźle dziani.

The Football Club Barcelona pomaga potrzebującym, chorym i pokrzywdzonym przez los. Zapewne każdy z Was w tej chwili ma na myśli sprawę UNICEF-u i altruistyczną działalność Barçy związaną z tą organizacją. I słusznie, bo prawda jest taka, że to najlepszy przykład potwierdzający "nie sportowy marketing FCB". Jednak, w tym momencie chciałbym zwrócić uwagę na inną sprawę. Po części związaną z tym wątkiem. Otóż, ostatnio mogliśmy przeczytać o Bellettim i Valdésie grającymi w Meczu Przeciwko Biedzie. Logiczne - znani Barceloniści z sercami chętnymi do pomocy. W tej gierce wzięło udział mnóstwo zawodników. Zarówno tych czynnie występujących na światowych stadionach, jak i tych, którzy zakończyli już karierę. Taki stan rzeczy nie dziwi nikogo, nawet Małgosi z "I c", że o Jasiu nie wspomnę! Zastanawia mnie jednak inny fakt. Zdecydowana większość tych grajków, jest lub była - w bliższej, czy dalszej przeszłości - związana z drużyną Dumy Katalonii. Dla przykładu podam kilka nazwisk: Sonny Anderson, Blanc, Rivaldo, Ivan de la Peña. Nasuwa się pytanie - czy to nie aby polityka ukierunkowana na pomoc innym, praktykowana od lat w Barçie ukształtowała te ciała, te umysły? Czy zawodnicy ci mimo tego, że ich wspólne drogi z FCB rozeszły się, nie zostali 'zaprogramowani', nastawieni na pomoc innym? I choć nie noszą już na piersi herbu Katalońskiego Kolosa, przekazują zaszczepione im szlachetne wartości? Zdaję sobie sprawę z tego, że być może posunąłem się 'o krok za daleko' w swych rozważaniach. Bo na pytanie: "pomagać czy nie", każdy odpowiada sobie w sferze własnego sumienia, jednak nie można wykluczyć takiego oddziaływania Blaugrany, po prostu nie można...

Klub piłkarski to firma mająca na celu przynoszenie zysków. Barça to jeden z największych w tym fachu zespół, zespół składający się nie tylko z genialnych sportowców, ale także genialnych specjalistów od reklamy, marketingu, bez których nie można osiągnąć sukcesu, zarówno finansowego jak i sportowego. I choć głównymi aktorami tego spektaklu, podstawowymi członami rodziny zwanej FC Barcelona są: Ronaldinho, Eto'o, Barrufet, Juan Carlos Navarro, to bez udziału speców od tworzenia marki i strategów finansowych Barça byłaby podrzędnym klubikiem, bez gwiazd, bez sukcesów, bez milionów Cule.


* Holandia - europejski potentat w hodowli muraw piłkarskich...
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze